05.09.2012

Jak dostałam się na praktykę w Niemczech

Dzisiaj chciałam opisać, co zrobiłam, że dostałam praktykę w Niemczech. Nie mówię, że mój sposób jest najlepszy, jednak mam nadzieję, że moje rady komuś się przydadzą i/lub ośmielą osoby, które by chciały wyjechać na zagraniczną praktykę, a nie mają odwagi tego zrobić.

Ja szukając praktyki mieszkałam w Niemczech, jednak wcale nie trzeba tam mieszkać żeby coś znaleźć. Mi z tego względu było po prostu łatwiej.


0. Czy trzeba mówić po niemiecku?

NIE. Jednak mamy wtedy bardziej ograniczony wybór. W korporacjach wszyscy mówią po angielsku, chociaż mi jedna korporacja odmówiła pod pretekstem, że mój niemiecki nie jest wystarczający (na rozmowie kwalifikacyjnej dopowiadałam po angielsku słowa, których nie znałam po niemiecku).

Nieprawdą jest też, że Polacy mają mniejsze szanse. Mają takie same jak inni, a zależnie od branży nawet ciut większe niż Niemcy, bo lepiej się wpasowują w międzynarodowe teamy. W Niemczech przepisy przeciwko dyskryminacji są bardzo ostre, na każdym kroku podpisuje się karteczki, że nie będziemy nikogo dysryminować.


1. Co chcemy robić?

Szukając praktyki zauważyłam, że jest do wyboru o wiele więcej ciekawych zawodów/specjalizacji niż w Polsce. Więc jeśi w Polsce ktoś mówi "żeby robić to czy tamto musisz mieć 10 lat doświadczenia" czy "nie ma takiego zawodu", można poszukać w Niemczech. Tutaj jest mnóstwo szkół z obowiązkowymi półrocznymi praktykami i dlatego firmy oferują je w najróżniejszych dyscyplinach.


2. Wybór firmy.

Ogólnie warto się zastanowić, co jest ważniejsze. Czy wyspecjalizowany kierunek praktyki (tak jak to było u mnie), czy firma (czy wolimy korporacje, małe firmy, fundacje itd.). Wtedy możemy się rozglądać. Ja najpierw szukałam praktyk w korporacjach i wysyłałam tam CV (często jedna rekrutacja przez internet trwała około 2 godzin...), a jak skończyły mi się pomysły, to zaczęłam szukać poprzez google.de wpisując "praktikum" + kierunek praktyki. Pojawiają się wtedy różne portale z ogłoszeniami od pracodawców i można tam coś ciekawego znaleźć.

Można się też zarejestrować na portalach, które po wypełnieniu przez użytkownika ankiety dopasowują do niego oferty pracy, jednak u mnie się to nie sprawdziło.


3. CV i list motywacyjny.

Ja miałam napisane CV po niemiecku, które sprawdzali mi moi koledzy z Niemiec. Jeśli nie macie takiej możliwości, można też wysłać je do sprawdzenia swojej nauczycielce od niemieckiego lub komuś, kto mówi (mówi, a nie tylko się uczył w szkole) po niemiecku.

Moim błędem było wysyłanie jednego listu motywacyjnego do wszystkich firm. Polecałabym napisanie "szkieletu" i zmienianie go zależnie od firmy. Wiem, że zajmuje to dużo czasu, ale przy tym naprawdę się zyskuje.


4. Wysyłanie, wysyłanie, wysyłanie...

Nie zniechęcajcie się. Ja rekrutowałam się w sumie do ponad 75 (!) firm, w tym 25 polskich. Niestety z Polski odpowiedziała mi tylko jedna, że mnie nie chcą. W Niemczech odpowiedziało mi około 3/4 i odpowiedzi były różne. Albo jest to standardowy korporacyjny mail, że dziękują albo propozycja terminu rozmowy. Czasami też zdarzały się obietnice współpracy w przyszości (niespełnione do tej pory).


5. Cierpliwość.

Trzeba czekać, nie ma wyjścia. Szczególnie w dużych firmach. Od momentu wysłania CV do ostatecznego podpisania umowy w mojej firmie minęły 2 miesiące. Ale opłacało się. Polecałabym szukanie praktyk z dużym wyprzedzeniem czasowym, że mieć margines, jeśli praktyka się zaczyna wcześniej lub później. Jednak jeśli firma jest zdecydowana, to poczeka na pracownika (mimo lekkich nacisków :)).


6. Pierwsza rozmowa.

99% firm w Niemczech decyduje się na pierwszą rozmowę przez telefon (jeśli nie mamy niemieckiego numeru, to można bez problemu umówić się na Skype, a w korporacjach zadzwonią też na polski numer, jednak trzeba to zaznaczyć w mailu). Wysyłają email z propozycją terminu i można sie albo zgodzić albo manewrować, żeby pasowało obu stronom. Przekładanie terminu nie oznacza przekreślania szans, jest to normalne :)

Dla mnie na początku pierwsza rozmowa była bardzo trudna, bo upierałam się, żeby mówić po niemiecku, a nie rozumiałam wszystkiego. Jednak przez to szybko się nauczyłam, czego mogę się spodziewać, jakie pytania padają najczęściej. A jakie są to pytania?
- co się studiuje (Niemcy nie mają pojęcia o naszych uczelniach, może paść pytanie o przedmioty)
- proszę opisać co się robiło na poszczególnych praktykach
- dlaczego chce pani robić praktykę w Niemczech
- czy możemy porozmawiać chwilę po angielsku
- co by pani chciała robić u nas w firmie
- jakie ma pani oczekiwania wobec naszej firmy
- kiedy może pani zacząć
- jakie są pani oczekiwania finansowe (najczęściej w małych firmach, korporacje mówią stawkę)
- czy ma pani jakieś pytania (tu warto sobie coś przygotować)

Muszę dodać, że Niemcy wierzą w każde słowo. Jednak potem (albo już na początku rekrutacji) najczęściej trzeba wysyłac pisemne poświadczenia wszystkch praktyk (co u mnie też było błędem, bo nigdy super nie zbierałam wszystkiego) i studiów, bo inaczej nie kontynuują rekrutacji.


7. Odpowiedź zwrotna.

Podczas rozmowy telefonicznej mówią do kiedy dadzą odpowiedź zwrotną. Ja często prosiłam o szybszą, bo wisiałam między kilkoma praktykami. Odpowiedź zwrotna może być negatywna, z prośbą o drugą rozmowę lub przyjęcie. Przyjęcie do pracy jest najczęściej w małych firmach.

I tutaj też muszę nadmienić, że jeśli Niemiec mówi, że jestem przyjęta, to jestem przyjęta. Nie trzeba się obawiać, że zmienią decyzję, nawet jeśli nie mamy żadnego pisemnego potwierdzenia (u mnie była taka sytuacja, że nie mogli poradzić sobie z formalnościami po tym jak mi potwierdzili, a i tak jakoś wymanewrowali i dali radę).

W małych firmach pytają się czy "przypadkiem" nie jedzie się do miejscowości, gdzie firma ma siedzibę, żeby podpisać umowę. Jeśli nie, to umowę najczęściej wysyłają pocztą. Korporacje się nie bawią i od razu wysyłają.

Jeszcze ważna rzecz. ZAWSZE jak jedziemy na rozmowę musimy pytać się o zwrot kosztów podróży i ewentualny nocleg (jeśli podróż przekracza ileś godzin, ale mi się nie zdarzyło). Wszystkie firmy, z którymi miałam do czynienia zwracają koszty podróży.


8. Druga rozmowa.

Druga rozmowa jest albo z naszym przyszłym przełożonym przez telefon, albo osobiście. Zwykła rozmowa kwalifikacyjna, nie będę się rozpisywać.

Trzeba tylko pamiętać o zwrocie kosztów podróży, ja raz na takiej imprezie zarobiłam ponad 100 Euro, bo pojechałam samochodem z wypożyczalni (a stawka za kilometr była wysoka).


9. Co, jak się dostaniemy.

Można zapytać, czy firma pomoże w szukaniu mieszkania, jeśli tak to super, jeśli nie, to szukamy samemu. Ja preferowałam "Zwischenmiete" czyli podnajmowanie pokoju w akademiku na czas, kiedy obecny wyjnajmujący pokój pojechał np. na Erasmusa czy miał pół roku przerwy. Wychodzi tanio i nie trzeba jeździć na rozmowy kwalifikacyjne. Ale o tym może przy innej okazji.


To tyle!

W następnym poście z tej serii planuję napisać, jak wygląda praktyka w Niemczech (oczywiście na moim przykładzie) i czym sie różni od tej w Polsce.


Macie jakieś pytania? Śmiało! :) Chętnie poczytam też o Waszych przygodach z szukaniem praktyk.


Przypominam o konkursie (klik na zdjęcie):

9 komentarzy :

  1. chodzi mi po głowie kurs niemieckiego i być może kiedyś wyjazd tam :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię ten język i jest w miarę logiczny, dlatego nie tak trudno się go nauczyć. Chociaż słownictwo jest bogate i dużo dialektów, co jest utrudnieniem. Po roku mam różne doświadczenia dotyczące apektów kulturowych w Niemczech, opiszę to najprawdopodobniej po powrocie, tak jak samą praktykę. Ja bym chciała tu wrócić, ale nie jest to na pewno wymarzone miejsce do mieszkania (chociaż może Berlin? :)).

      Usuń
  2. Ojej! A jaką praktykę odbywałaś? Na którym jesteś roku studiów? Co studiujesz??? Powiem Ci, że zrobiłam wielkie oczy i tu należy Ci się wielki szacun! Pozdrawiam z Oslo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem na praktyce z zarządzania projektami. Pozdrawiam ze Stuttgartu :)

      Usuń
  3. Marzę o praktyce/pracy w DE, ale to już raczej niemożliwe.
    Na praktykę już jestem za stara, skończyłam studia i pewnie nigdzie mnie nie przyjmą.
    Za to z pracą to pewnie też by były kłopoty. Niemiecki znam zaledwie na poziomie B1 a pracować to bym pewnie mogła jedynie w dziedzinach innych niż moje wykształcenie. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  4. Trunda byla rozmowa kwalifikacyjna? Ja swoją odbędę za 2 dni też po niemiecku i mam takiego stresa ze masakra a niemiecki znam coś na poziomie B1 mniej więcej (taki sobie zaznaczylem w aplikacji do nich)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zależy która rozmowa. Jeśli chcą Cie przyjac, to bedzie w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest rozmowa o praktyki w firmie logistycznej. Nie jestem na tym etapie co ty, chodze do III klasy technikum wiec i pytania pewnie będa troche inne. Dodam ze do tej firmy na praktyki składa aplikacje b. duzo osób z PL, widzałem liste szkół gdy wpisywałem swoją

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda, że nie każda niemiecka firma może przyjąć praktykantów? Podobno muszą mieć specjalne przeszkolenie. Szukam informacji na ten temat, ale w internecie nic nie ma :(

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!