12.07.2015

Moja obecna naturoterapia

Ponieważ w czerwcu zaczełam jeść pieczywo i mąkę generalnie (z której i tak dobrowolnie rezygnuję na 90-99% czasu na redukcji i w ogóle), zauważyłam przez przypadek, że mój organizm zaczął ją w końcu tolerować. Ale szał :D Z tego względu postanowiłam Wam co nieco opowiedzieć o mojej naturoterapii.



Jestem w stanie sobie wyobrazić, że ten post nie przypadnie wszystkim do gustu - nie wszystko co robię jest naukowo potwierdzone itd (mimo tego, że tak twierdzi mój obecny naturopata), ale wiem jedno - na mnie to działa. I nawet jeśli dla kogoś jest to placebo, za które płacę, to będę za nie dalej płacić, bo dzięki niemu lepiej się czuję.

Wróćmy więc w czasie do września 2013, kiedy to przyjechałam do Niemiec. Przeszłam wtedy na paleo (post o powodach znajdziecie tutaj). Czułam się nieco lepiej, ale dalej źle. Nie miałam co prawda już tak ostrych napadów bólu, ale dalej bolało. Po niecałym roku zgłosiłam się do MS z bloga tlustezycie.pl i dostałam dietę eliminacyjną. Mogłam jeść naprawdę mało i wytrzymałam tak naprawdę do połowy (grałam wtedy również turnieje w plażówkę, na których cała się trzęsłam), a resztę robiłam na własną rękę. Zauważyłam wtedy, że nie toleruję żadnych zbóż ani owoców poza bananami, a także octu i generalnie kwaśnych produktów. No i tak żyłam sobie na diecie paleo jedząc od czasu do czasu czekoladę. Stan zdrowia nieco się polepszył jeśli chodzi o trawienie, ale sprawy hormonalne dalej były daleko od normy.

Wtedy z pomocą przyszedł mi najpierw ginekolog, który zalecił mi branie wyciągu z niepokalanka pospolitego na uregulowanie cyklu (więcej o mojej suplementacji w kolejnym poście). Sam niepokalanek zdziałał bardzo dużo, ale nadal idealnie nie było (i nie jest do tej pory), a problemy trawienne też pozostały. Później kolejną pomocną ręką były zawodniczki z mojej drużyny. Trzy z nich chodzą do refleksologa (nie mam pojęcia jak ten zawód nazywa się po polsku - jeśli wiecie to napiszcie proszę w komentarzach). Co ten pan robi? U jednej całkowicie wyleczył migreny, druga nie mogła chodzić z powodu bólu stopu i po wizytach u wielu ortopedów oraz innych lekarzy, którzy sami nie wiedzieli co robić zdecydowała się na refleksologa i grała z nami w poprzednim sezonie bez bólu (miała bóle kolan, ale przy ponad 45 latach na karku bez innego treningu niż siatkówka a wcześniejszej grze zawodniczej jest to nieuniknione), kolejna pozbyła się zatkanego nosa oraz problemów z krwioobiegiem a pracuje jeszcze nad problemami z pęcherzem.

Tak więc stwierdziłam, że spróbuję. Na czym to polega? Pan siedzi i przyciska w różny sposób nasze stopy. Pół godziny takiej terapii kosztuje 36€. Zadziwiła mnie już pierwsza wizyta - terapeuta widząc moje stopy od razu był w stanie sam powiedzieć z czym mam problemy (bez wcześniejszych informacji od osób trzecich w tym temacie). Na początku chodziłam do niego co tydzień, a w chwili obecnej jest to raz na 3-4 tygodnie. Pan twierdzi, że u mnie większość nietolerancji ma podłoże stresowe (i generalnie zła praca żołądka oraz całego układu pokarmowego). Wiedziałam o tym - zawsze przed egzaminami miałam bóle, ale nie wiedziałam, że przekłada się to na życie codzienne.

Pan jest nieco przeciw treningowi siłowemu, bo przez niego właśnie spina się moja klatka oraz mięśnie karku, które i tak są zbyt spięte przez stres i mój tryb życia. No ale coś za coś - dzięki siłowni mogę plecy wyprostować a kark... Rozluźni się od refleksoterapii ;) Poza samym przyciskaniem stóp dostaję czasami wskazówki na naturalne pokonanie niektórych chorób takie jak czysty wyciąg z eukaliptusa na katar. Także czasami otrzymuję masaż karku przed meczem dla rozluźnienia albo dziwne przyciskanie małych palców u stóp na udrożnienie nosa gdy jestem przeziębiona (razem z eukaliptusem działa :)).

Niestety znaleźć dobrego refleksologa, które wie gdzie i co trzeba przycisnąć oraz który pracuje dla ludzi a nie dla pieniędzy nie jest łatwo. Do mojego przyjeżdżają ludzie ze wszystkich części Niemiec a terminy są pełne. Nie mówię, że to jest jedyna i słuszna terapia, ale chcieliście wiedzieć co mi pomaga :) Także krótko mówiąc - odżywianie i dieta eliminacyjna, sen, unikanie stresu (przepracowania i nadmiaru obowiązków generalnie oraz zbyt dużej ilości treningów, szczególnie aerobowych), refleksologia a także generalne szczęście w życiu. Mam nadzieję, że komukolwiek pomógł ten post. Jeśli sami stosujecie jakieś inne terapie, to piszcie - ciekawa jestem co tam i jak się leczy :)

4 komentarze :

  1. Fajna sprawa zwłaszcza ze Ci pomaga. Sama chetnie bym sie wybrała ale u nas wiecej naciagacz niz pracujących dla ludzi, jednak gdy trafie na porządnego na pewno skorzystam :)
    Jak możesz napis w kolejnym poście coś wiecej o tym jak wyciagu z niepokalanka pospolitego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, w Polsce też ten zawód nazywa się refleksolog - moja siostra nim jest :)
    Zapraszam na fb - strefa refleksologii i na http://www.strefarefleksologii.pl/ :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. clever_ librarian14 lipca 2015 21:12

    Też chętnie dowiem się coś o tym niepokalanku :) A co do osób trudniących się tym to już szybciej może w dużych miastach się kogoś takiego znajdzie..

    OdpowiedzUsuń
  4. To szczęście w życiu jest trochę mało wypracowalne. Jak i ze stresem różnie bywa ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!