16.08.2015

Uważaj czego sobie życzysz



Ten post będzie emocjonalny, bardzo emocjonalny. Myślałam nad nim długo, ale w końcu przyszedł czas. I pewnie większości z Was się nie spodoba.



Kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze chodziłam do szkoły postawiłam sobie cel - chcę być jak najszybciej niezależna i chcę mieszkać za granicą. Konkretnie w Szwajcarii. Potem, już na studiach, cel ten krystalizował się coraz bardziej - wiedziałam, że chcę robić coś związanego z matematyką, że chcę zarabiać tyle, żebym w końcu nie musiała myśleć czy wypłata jutro czy dopiero za tydzień, chcę mieszkać w Szwajcarii i chcę być niezależna. Od nikogo. Chcę czuć się dobrze i żyć swoim własnym życiem, nie oglądając się na nikogo. Bez zazdrości, bez myślenia co by było gdyby.

Trudności zaczęły się już na początku, od studiów. Zniechęcano mnie do informatyki. Że baba, że politechnika, że tam ciężko. Potem na studiach mówiono, że jak nie chcę programować, to nic ze mnie nie będzie. Mimo, że miałam zarówno stypendium naukowe jak i sportowe. Że nie dam rady na dwóch kierunkach. Dałam. Wyjechałam na jedną praktykę, zrobiłam drugą, w międzyczasie organizacje studenckie i projekty w firmach. Próbowałam, szukałam drogi, ale nie zapomniałam o swoim celu. Chciałam być pewna, czy tego naprawdę chcę.

Po trzecim roku studiów po raz pierwszy wyjechałam do Niemiec, na Erasmusa. Załatwianie formalności było koszmarem, ale i to mnie nie przestraszyło. Na drugim kierunku wzięłam dziekankę. Nie skończyłam studiów w terminie. Tych pierwszych, bo drugich w ogóle nie skończyłam. Rodzina nie była zadowolona, dalsi znajomi śmiali się, że nigdy ich nie skończę. W międzyczasie musiałam się niejednokrotnie tłumaczyć na policji za moich współlokatorów z akademika, którzy chcieli spalić kuchnię w nocy. Próbowano mnie pobić. W pewnym momencie przeprowadzałam się co kilka tygodni. Mimo tego wszystkeigo wysyłałam z uporem CV, przez ponad 3 miesiące prawie codziennie. Łącznie 75 sztuk. Dostałam się na praktykę w Niemczech, do korporacji. Przez cały ten czas trenowałam - najpierw (od gimnazjum) trzy razy w tygodniu, potem pięć. Po dostaniu się na praktykę założyłam bloga. Najpierw pisałam o czym popadnie, potem zajęłam się jedną z moich największych pasji - sportem. Poszłam po raz pierwszy na siłownię. Zaczęłam czytać, dokształcać się. W międzyczasie uszczęszczałam na praktykę w pełnym wymiarze godzin. Było mi nieco nudno, więc robiłam niemalże trzy praktyki naraz. W soboty pracowałam w sklepie, bo nie dawałam rady się utrzymać. Dostałam super świadectwo i utrzymywałam kontakt z moim managerem z praktyki nawet będąc już w Polsce.

Wróciłam do Polski, skończyłam studia inżynierskie. Dostałam się do Niemiec na studia magisterskie połączone z praktyką. W międzyczasie część osób nieco się zdziwiła, część odeszła. Zdanie innych osób było mi obojętne. Moi prawdziwi przyjaciele zostali w innych krajach, ale ciągle utrzymywaliśmy kontakt. Wróciłam do Niemiec. Mieszkałam na stancji bez kuchenki i z prysznicem w garażu. Z ogromną trudnością znalazłam własne, malutkie mieszkanie. Zmieniłam stanowisko w połowie studiów, bo na starym nie uczyłam się wystarczająco. Na części egzaminów na studiach rozumiałam co drugie słowo, a i tak zaliczyłam wszystko przed moimi kolegami Niemcami. Dzisiaj jestem kilka tygodni przed oddaniem pracy magisterskiej. Przez cały ten czas prowadziłam bloga. Uwielbiałam to robić i nadal uwielbiam. Jednak przyszedł ten moment, kiedy nie mam czasu pogłębiać swojej wiedzy tak jak bym chciała. Nie mam czasu jej przekazywać. A będę miała tego czasu jeszcze mniej.



W ciągu tych dwóch lat byłam na jednej delegacji w Zurychu. Zrobiłam zdjęcie, które widzicie powyżej i wiedziałam, że kiedyś muszę tam zamieszkać. Za półtora miesiąca będę w Szwajcarii pracować z cyferkami i szukać w nich zależności. Będę pracować prawdopodobnie po 60 jeśli nie 80 godzin tygodniowo. Ponownie, dostałam się tam bez żadnych znajomości czy poleceń. Nikt mi nie pomagał. Według jednych z Was będzie to wyzysk, według mnie będzie to to, czego zawsze chciałam. Z całych sił będę próbowała regularnie trenować, ale nie wiem czy mi się uda. Postaram się. Sportowiec to nie tylko hobby. Sportowiec to charakter. Upór, praca i dążenie do celu we wszystkim.

Chcę Wam powiedzieć, że tym postem kończę tego bloga. Nie zamykam go i nie znikam na zawsze. Zostawiam, bo może kiedyś, za kilka miesięcy czy lat, będzie mi dane tu wrócić. Jednak póki co nie będę miała czasu pisać tak długich tekstów.

Niemniej jednak zostaję na Facebooku, Instagramie, a nawet postaram się o Snapchata, którego niedawno założyłam. Planuję kręcić też raz na jakiś czas filmy na YouTube. Wiem, że część z Was oczekuje ode mnie głównie tematyki sportowej. Jednak sport nie jest całym moim życiem, a jedynie jego częścią. Chcę dotrzeć do osób, które boją się spełniać swoich marzeń. Które piszą mi maile, czy wyjechać na studia za granicę, bo się boją. Czy i jak szukać pracy za granicą. Chcę mówić o tym jak spełniać marzenia. Bo marzenia to nie tylko pieniądze albo krata na brzuchu. To wsłuchanie się w siebie i konsekwencja. Po tylu latach mogę w końcu powiedzieć, że dotarłam do punktu, w którym bardzo chciałam być. Wam również tego życzę.

PS Czeka mnie jeszcze szukanie mieszkania, przeprowadzka, obrona i milion innych rzeczy, które tak miłe i fajne nie są, ale... jakoś trzeba dać radę ;)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!