06.05.2015

Nie myśl co będzie - trenuj

Miałam w zeszłym tygodniu rozmowę podsumowującą ligę siatkarską. W cztery oczy, jak każda z zawodniczek. Powiedziałam trenerowi mnóstwo rzeczy, które nie podobają mi się w treningach. Większości z nich nie zmieni. Mimo to treningi są dobre i o ile praca mi pozwoli, zamierzam dalej trenować. Niemniej jednak on powiedział też parę słów o mnie. Cała rozmowa trwała godzinę, a o mnie rozmawialiśmy może pięć czy dziesięć minut. Wystarczy.


Po pierwsze powiedział mi to, co wiem od dawna i co widzą we mnie też inni. Mam niewiarygodnie silną psychikę i mało co jest w stanie spowodować, że moja forma meczowa/treningowa się obniża. Nawet gdy cały zespół gra źle, ja potrafię grać dobrze. Dlaczego? Nie kieruję się emocjami. Prawie nigdy. Trener kazał to wykorzystać i pokazać zespołowi (albo jego części), że można wygrać jak się w to nie wierzy. Bo w sumie ja tak działam. Nie wierzę, że osiągnę cel, ale to mnie o wiele bardziej mobilizuje niż wiara. W ten sposób chronię się przed porażką, ale robię wszystko co mogę, żeby ten cel osiągnąć. I najczęściej osiągam. To samo pokazuję na blogu. Chcę przekazywać dalej moją siłę psychiczną i odporność na emocje (która często jest też cechą negatywną niestety*). Trener nie miał żadnych zastrzeżeń co do treningu, mojego nastawienia czy gry. Jedno jedyne - gdy nie trenuję gram słabiej. Oczywiste.

Drugą sprawa natomiast mocno mnie zaskoczyła. Trener chciałby żebym grała w wyższej lidze, bo widzi, że jestem dobra i jest we mnie "potencjał". Dlaczego mnie to zdziwiło? Gram od 10 lat. Takie słowa usłyszałam może raz. W Polsce na początku mówiono mi, że nic ze mnie nie będzie. Grzałam ławę. Grałam chwilowo w Niemczech i tam wychodziłam w pierwszej szóstce. Na studiach dalej grzałam, kłóciłam się z trenerem, ponieważ był wobec mnie nieobiektywny. Trenowałam najwięcej jak mogłam i najciężej. Na początku dało to efekty na plaży. Zaczęłam wygrywać z lepszymi ode mnie, z dziewczynami, które kiedyś grały w kadrze Polski. Potem w końcu z moją partnerką byłyśmy w finale Akademickich Mistrzostw Polski, na miejscu 9-12 (najwyżej w historii mojej uczelni). Obrażony trener pogratulował mi przez partnerkę (wcześniej namawiając ją, żebym grała z kimś innym). Teraz po sezonie grania po kilkunastu godzinach pracy, studiach, blogu, treningach na siłowni dowiaduję się, że jednak jestem lepsza od innych. Że nie tylko mam mocny charakter, ale moja gra na boisku zaczyna być doceniana.

Nie zawsze trafiacie na dobrych i obiektywnych ludzi. Nie zawsze trafiacie w dobry moment. Ale to od Was zależy czy dacie się temu ponieść czy się przeciwstawicie. I bynajmniej nie chodzi mi tutaj o perfekcjonizm. Nie jestem, nie byłam i nie będę zawodową siatkarką. Nie mam do tego predyspozycji. Niemniej jednak jestem najlepszą wersją siebie, na którą pracowałam latami. Nie zastanawiałam się co będzie - szłam za pasją i za głosem serca. Robię to ciągle prowadząc tego bloga i dokształcając się w sportach sylwetkowych i siłowych. Mieszkając sama. Studiując w Niemczech.

Zawsze się znajdzie ktoś ładniejszy, szczuplejszy, bogatszy, silniejszy, mądrzejszy... Wstaw co chcesz. Ale to Wasz zestaw unikatowych cech tworzy z osobę, którą jesteście i która może zmieniać świat. Swój świat. Szczęście nie zależy od rozmiaru tyłka albo od ilości pieniędzy na koncie. Zależy od Was. Jeśli brakuje Wam określonej sumy do spełnienia marzeń, trzeba na nią pracować. Ale pieniądze to nie cel sam w sobie. Krata na brzuchu też nie, szczególnie u amatorów. To Wasz wewnętrzny głos powie Wam, czym dla Was jest życie. Posłuchajcie go, na pewno kiedyś to zaprocentuje.

*Blog w pewnym sensie jest dla mnie nauką emocjonalności, tego co zdecydowana większość kobiet ma od urodzenia i tego, czego ja im szczerze zazdroszczę. Nie wystarczy gloryfikować swoich zalet. Trzeba też znać wady i albo je zaakceptować albo nad nimi pracować.

17 komentarzy :

  1. Nebeskaa Natalia6 maja 2015 18:34

    czy mówiłam Ci już kiedyś, że jesteś wspaniała i uwielbiam Twoje wpisy? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą! Czasem za dużą wagę przykładamy do tego, co ludzie powiedzą na nasz temat. Pytamy, chcemy wiedzieć, czy do czegoś się nadajemy. Tak nam się wydaje, że ktoś tam jest lepszym ekspertem od nas. Że na pewno nie pomyli się w swojej ocenie. A przecież najważniejsze to robić to, co sprawia nam przyjemność, nie ważne co powiedzą eksperci. W końcu oni też mogą się mylić!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis, dający do myślenia. W moim przypadku jest tak, że jak się za coś zabieram pierwsze co sobie wyobrażam to reakcje ludzi na efekty mojego działania. Myślę oczywiście optymistycznie ale jakież jest moje rozczarowanie gdy coś mi nie wyjdzie lub gdy efekty nie są tak zauważalne jakbym chciała. Pracuję nad tym ale jakoś nie mogę nad tym zapanować...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde, to jest strasznie ciężkie... takie zaprzestanie porownywania się do innych, a ja walczę z tym jak mogę :( jestem straszną gadułą i zdarza mi się na głos powiedzieć jakieś plany i potem zastanawiam się tylko, co ludzie o mnie powiedzą, kiedy ich nie zrealizuję... Zamiast zwracać uwagę na jakieś pozytywne zmiany w moim ciele, to szukam wad i kopę głęboki dół, odkopując przy okazji zostawione za sobą rok temu zaburzenia odżywiania, pozwalając jedzeniu znowu zawładnąć mną, niszcząc mi psychikę i poczucie wartości. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić, żeby uwierzyć w to, że fałdkę tłuszczu pod moim tyłkiem widzę tylko ja albo że wąskie biodra to coś, czego po prostu nie zmienię. Wynoszę Cię do nieba za takie podejście do życia. Zazdroszczę i podziwiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. super wpis :-) dużo dojrzałości

    OdpowiedzUsuń
  6. http://z-pasja-zycie.blogspot.7 maja 2015 16:55

    zawsze mozemy trafic na kogos lepszego, nie warto sie porownywac czy za wszelka cene probowac dorownac, wyznaje zasade ze z kazdym dniem trzeba byc lepsza wersja siebie

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobry wpis :) Mądry. Nie możemy się zniechęcać do czegokolwiek tylko dlatego, że nie będziemy najlepsi. Grunt, to być najlepszym dla samego siebie i mieć satysfakcję z tego, co się robi. I za to lubię Twojego bloga i Ciebie, po pokazujesz, że jeśli się chce, to tak naprawdę można wszystko, bez względu na to, co inni mają do powiedzenia. Pokazujesz, że wszystko leży w naszych rękach, trzeba tylko wreszcie przestać się bać i zacząć formować życie tak, jakbyśmy chcieli, żeby wyglądało :) Naszymi własnymi rękoma, bo nikt inny za san tego nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Odniosę się teraz co do grania w emocjach. Mieliśmy drużynę siatkarską w liceum. Jako że mój przyjaciel grał często dostawałam zwolnienie od WF-istów i jeździłam z nimi na zawody by kibicować. Niezliczoną ilość razy widziałam że wygrywali i potem zaczynali odpuszczać. Zaczynali przegrywać i w końcu docierała do nich myśl o porażce której jako drużyna poddawali się. Zaczynali tracić punkty aż w końcu zdarzało się i tak że przegrywali. Mimo że technicznie byli na tym samym poziomie co drużyna przeciwna albo i lepszym. po takich spotkaniach jako widz, dowiedziałam się jak bardzo psychika jest ważna, szkoda że trener nad tym nie panował. Niemniej bardzo dobrze, że masz w sobie taką siłę. Ponadto to niezwykle miłe gdy trener docenia.
    A co do nie porównywania się z innymi: na koniec liceum dostała "Desiderate" jest w niej mowa o tym by nie porównywać się do innych bo zawsze znajdzie się ktoś lepszy czy gorszy i można się wpędzić w kompleksy lub pychę w zależności od tego w jakim towarzystwie się obracasz. Mnie brak porównywania i cieszenia się swoim ciałem, umysłem, umiejętnościami i szlifowania ich dla samej siebie przyszło z czasem. Dorosłam. Chwilami mi smutno, bo myślę co mogłabym osiągnąć gdybym wcześniej się nie stresowała i robiła to co uważam i lubię bez oglądania się na innych, cieszę się jednak również że w końcu jednak to dotarło do mnie, zrozumiałam.
    Podsumowując trzymam kciuki i jak to mówią :keep up the good work" rób to co kochasz/lubisz robić. Bloga czytam i czytać będę, mimo ze niekoniecznie idę Twoją drogą, ale mam wrażenie, że chcesz przekazać by dążyć swoją drogą nie ważne co inni mówią.


    pozdrawiam z Wrocławia,
    Beata :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lolalexz00 .8 maja 2015 12:22

    To wcale nie najgorzej, ja mam takie biodra że nie mieszcze się w ciuchy kiedy się roztyje, i często niekontrolowanie zrzucam nimi różne przedmioty czy blokuje się w wąskich przesmykach. Jak nie zeszczupleję od treningów (oczywiście że tak, tylko muszę zacząć pomimo nawału pracy) to oszaleję z tymi wielkimi biodrzyskami. ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz zajebiście -zarąbiście- fantastyczną Sylwetkę!!!
    <3!!!
    Moje uznania!!!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  11. P.S Wpisem trafiłaś w samo sedno.
    Trzeba robić to co się kocha dla siebie a nie dla wyobrażeń innych ludzi o nas samych;-))))

    OdpowiedzUsuń
  12. najwazniejsze to samemu wierzyc w swoje mozliwosci :)

    OdpowiedzUsuń
  13. oj dziękuję, jeszcze długa droga przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie musisz i ja nie chcę żeby ktoś szedł moją drogą :) każdy ma swoje życie i powinien je wykorzystać tak jak chce

    OdpowiedzUsuń
  15. No kolejna... :D Bez przesady proszę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Maja Sokół20 maja 2015 18:25

    Ładny ten przedostatni akapit. Powinnam go sobie wryć w banię!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!