21.05.2015

Gdy jedzenie zaczyna nami rządzić

Kurde wiecie co... Miałam o tym nie pisać, bo ten temat już mnie właściwie nie dotyczy, ale... dotyczy prawie każdego z moich znajomych. I nie, nie ma w tym nic złego, że jedzenie traktujemy jako przyjemność. Złe jest natomiast, że ta przyjemność jest większa od wszystkich innych przyjemności. Ważniejsza. Że bez jedzenia nie ma spotkania z przyjaciółmi, nie ma wyjścia, nie ma zabawy, nie ma niczego.



Czasami bawię się w taką zabawę, że każę ludziom wymienić trzy czynności, które są dla nich najważniejsze w życiu i bez których sobie go nie wyobrażają. Dla mnie to sen, sport i trzeciej nie powiem :D Ale nie jedzenie. Zastanawialiście się co by to u Was było? Napiszcie koniecznie w komentarzach.

Co najmniej kilkoro moich znajomych wymieniło jedzenie jako tą jedną z najważniejszych czynności w życiu. Ci sami znajomi często są puszyści/grubi/otyli. Później mają problemy ze zdrowiem. Później proszą mnie (lub kogoś innego) o dietę, ale najlepiej żeby można było jeść wszystko, nic nie liczyć kalorii albo nie ograniczać porcji. I tak w ogóle to nic nie schodzi. A powinno schodzić, bo jak schudną to będą zdrowi.

Nie, nie będą. Waga nie jest jedynym wyznacznikiem zdrowia i jeśli trzeba non stop chodzić do apteki po leki przeciwbólowe/do toalety/do lekarza na badania to znaczy, że coś jest nie tak. I nieważne czy się je mniej czy więcej. Ważne co się je, jak się je i kiedy. Ważne czy uprawia się sport. I ważne jak na to jedzenie się patrzy.

Sama musiałam przejść mocno okrojone diety, żeby moje ciało zaczęło funkcjonować bez pomocy leków. Nie chudłam, czasem tyłam. Czasem ze złości rzucałam się na jedzenie. Karałam się w ten sposób, że nie chudnę (bardzo logiczne, no nie?). Podświadomie. Czasami nie jadłam nic, też ze złości (ale to krótko i zazwyczaj na kolację, bo jakoś te 2600-2700kcal dzień w dzień wchodziło). Czasami czekałam cały tydzień na cheata. Czasami jeszcze coś innego. Musiałam się doprowadzić do psychiczego porządku żeby zacząć redukcję i nie czekać na cheaty ani nie monitorować kalorii co kęsa.

Teraz nie czekam. Nie myślę, nie zastanawiam się. Jem smacznie jak mam na to czas i warunki albo jem jak jem jak nie mam. Gdy jem mniej warzyw i mniej zdrowo ogólnie, to zauważyłam, że pogarsza się moje zdrowie. Nie myślę o tym kiedy kolejny cheat, gdy nie mogę wytrzymać to jem czekoladę (jak wczoraj po ponad dwóch tygodniach zjadłam pół), ale wliczam ją w makro. Niemniej jednak normalnie wytrzymuję bez problemu, miesiąc albo pewnie i więcej jakby trzeba było. Dieta, zdrowe odżywianie i leczenie jedzeniem to nie kara. Jedzenie to tylko jedna z wielu czynności i nawet jeśli to przyjemność to też tylko jedna z wielu.

Jedzenie to przede wszystkim dostarczenie składników odżywczych i taka jest jego główna rola. Podejście zbyt skrupulatne jest złe, ale tak samo podejście zbyt rozwiązłe jest złe. Nie jesteśmy zawodnikami na drakońskich dietach, którzy muszą z utęsknieniem czekać na oszukane posiłki. My po prostu żyjemy i chcemy się tym cieszyć. Cieszmy się jedzeniem, ale nie obsesyjnie. Faszyzm gorszy od rasizmu :)

13 komentarzy :

  1. Nie, nie, nadgorliwość gorsza od nazizmu (bo od nazisty jest gorszy tylko nadgorliwy nazista :D). W każdym razie na ten moment nie wyobrażam sobie życia bez spania, czytania i wolnego czasu (albo inaczej - czasu na to, co chcę i lubię robić). Jedzenie jest spoko, ale jak jestem głodna i zmęczona, to priorytetem zawsze będzie pójście spać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolina Dudek21 maja 2015 19:57

    Tyle prawdy w tym co napisałaś! Moja relacja z jedzeniem jest od kilku lat trudna, anoreksja, chwila przerwy, a po wakacjach zaczęło się emocjonalne jedzenie. Walcze jak mogę, jest już dużo lepiej, ale fakt faktem że od kilku lat pewnie właśnie jedzenie zajmuje jedna z najwyższych pozycji rzeczy najważniejszych w moim życiu. Ciężko jest nie dac się rządzić jedzeniu, nie ustalac dnia pod rozkład posiłków zwłaszcza gdy się wychodzi z anoreksji. A potem albo to się pokona albo nie. Dlatego ważna jest pomoc i uświadamianie o problemie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. dla mnie jedzenie jest mega wazne :P ale nie jestem grubasem hehehe

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, tylko ciągle milki oreo i nie wiem co jeszcze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. mysle... sport, sen, podroze! Szama wazna, bo paliwo, bo dobra :) no ale to kurcze wlasnie tylko i az przyjemne "baterie", zeby isc dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleksandra Rogala-Jacek22 maja 2015 09:22

    Ja staram się jeść zdrowo, nie jeść syfu i gotowych dań, itp. Nie rzucam się na jedzenie obsesyjnie, rzadko mam ochotę na słodycze, czy inne przekąski, ale to dlatego, że staram się jeść regularnie i zdrowo.

    I dlatego coraz częściej mam poczucie, że jedzenie mną rządzi. Ale dlatego, że muszę pilnować, żeby mieć w domu dostatecznie dużo jedzenia, bo muszę gotować regularnie, planować na parę dni i nawet jak wychodzę na zakupy na parę godzin biorę ze sobą zdrową przekąskę, którą sama przygotowuję w domu wcześniej, żeby nie jeść syfu na mieście jak zgłodnieję. Czuję się świetnie fizycznie, ale często męczy mnie to myślenie i planowanie. Zwłaszcza, kiedy moi znajomi tego nie robią, a nieraz są szczuplejsi (niekoniecznie zdrowsi). I czasami napadają mnie głupie myśli typu - czy warto się tak starać / męczyć / planować / gotować, skoro efekty nie zawsze są takie jakie chcę, żeby były? Ale potem zjadam cheat meala, mam jedzeniowego kaca i stwierdzam, że warto, nawet jeśli znajomi czasem nie rozumieją tego co robię i nawet jak zamiast oglądać film wieczorem przygotowuję 6 sałatek na kolejne 3 dni :) WARTO! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja niestety mam zaburzenia odżywiania, które zaczęły się od... zdrowego odżywiania :< Byłam zawsze szczupła (choć jestem/byłam gruszką i zawsze mi z tego powodu wytykano grubość :]) i nie miałam problemów z jedzeniem, naturalnie ruchliwa, choć nie uprawiałam sportów. Niestety, odkąd zaczęłam pracę w biurze na wadze przybyło. Niewiele, może tu i ówdzie trochę tłuszczu, ale czułam się źle i pierwszy raz w życiu podjęłam decyzję o odchudzaniu. Nie miałam pojęcia o co cho, więc przeszłam na Dukana. Po 3 dniach rzuciłam Dukana przerazona, jak można na tym żyć ;D I wtedy rozpoczęło się zdobywanie wiedzy. Wkrótce stopniowo porzuciłam swój dotychczasowy tryb odżywiania (a było to dużo słodyczy i wszelakiego syfu). Zostałam wege i jakoś przez kilka lat całkiem nieźle mi to szło. Potem niestety wiele ciężkich wydarzeń w życiu mocno wpłynęło na moje zdrowie i przyszedł moment, że bardzo się uwzięłam. Przetrenowałam się, zostałam weganką, schudłam do nieprawdopodobnej dla mnie wagi, straciłam okres i wszelakie hormony, rozchorowałam się... I przeszłam na paleo oraz zaczęłam ładować ciężarami :] Efekt jojo, a low carb dał mi w kość. Przytyłam i choć mięśnie mnie cieszyły, to low carb okazał się męczarnią i to na tej diecie dosłownie zwariowałam. Nigdy nie miałam takich zachcianek. I okresu też nie miałam ;D Dopiero bo wyjściu z lc poprawiło mi się ogólnie, choć nadal nie radzę sobie z jedzeniem. Żeby było trudniej aktualnie jestem w ciąży i walka z zaburzeniami odżywiania, ciężarnymi męczarniami oraz zachciankami doprowadza mnie na skraj szajby ;D W każdym razie, niby fajnie, że mam teraz wiedzę, doświadczenia, umiem się zdrowo odzywiać, ale ciągle, niezmiennie tęsknię za czasami, kiedy po prostu miałam zdrową relację z jedzeniem. Diety i kombinacje kompletnie rozregulowały mechanizm odżywiania u mnie. Był czas, kiedy nie umiałam ocenić, czy jestem głodna. Do tej pory nie umiem ocenić, czy jestem najedzona, czy już przejedzona. Chlip.

    Dlatego zazdroszczę w sumie ludkom, którzy jedzą cokolwiek (jak mój TŻ) i nie zaprzątają sobie łba żarciem. Czuję się nieco niewolnikiem jedzenia... :<

    OdpowiedzUsuń
  8. Sorki, że tak przydugo. Chciałam zrobić przypowieść z morałem ;) Na dodatek mówię to znad talerzyka z burgerami z fasoli, której to powinnam jeść mało, a która dosłownie powoduje u mnie jakąś nerwicę natręctw, bo mimo, iż wiem, że nie jest najlepsza, to wielbię ;< Ja się pytam, jak żyć? ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje życie zmieniło się odkąd muszę dbać o serce. Dieta także i muszę powiedzieć, że czuję się dzięki temu 100x lepiej! Polecam porady serwisu gramozycie.pl, dla wszystkich, którzy borykają się z chorobami serca!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wyobrażam sobie życia bez śmierci, co to za życie, które nie ma końca :) no i pamiętajcie o cenach trumien, Ci otyli płacą więcej :) a w niemczech nie ma zasiłku dla umarlaków!

    OdpowiedzUsuń
  11. Co myślicie o wodach leczniczych? Takich jak np Hanna. Wiele ludzi uważa że są zdrowe i mają dużo mikroelementów. Warto poszerzać swoją dietę o coś takiego?

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest w tym jakaś logika. Dla mnie jedzenie jest jedną z większych przyjemności, ale na szczęście nie największą :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, odkąd zmieniłam nawyki żywieniowe czuję się zdecydowanie lepiej. Czasami pozwalam sobie na grzeszki, ale na pewno nie w takiej ilości, w jakiej pozwalałam sobie jeszcze jakieś 1,5 roku temu. We wszystkim ważny jest umiar i nie ma co wpadać w skrajności.


    Bardzo dobry tekst!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!