01.03.2015

Treningi podczas miesiączki - tak czy nie?

Zapytałam się Was ostatnio na moim fan pejczu czy chcecie poczytać o moim sportowym podejściu do spraw "kobiecych"*. Odzew był zaskakująco pozytywny, więc jak czytelnicy sobie życzą, tak Gosia chętnie postuka w klawiaturę :) Dzisiaj będzie o miesiączce.


Tak szczerze, to zaczełam się zastanawiać, dlaczego nigdy nie poruszałam tego tematu. Nie poruszałam, bo... nie rozumiałam dlaczego miałabym nie ćwiczyć podczas miesiączki. (Nie wiem czy Was to interesuje, ale tym zdjęciu ćwiczę mam właśnie te dni :)) Po prostu jest to dla mnie niewyobrażalne, żeby jakieś krwawienie i ból miały mi ustawiać życie. No dobra, ale po kolei.

Nigdy (poza okresem na tabletkach antykoncepcyjnych, ale też nie do końca) nie miałam łatwych miesiączek. Może nawet napiszę więcej - miałam mocne zaburzenia przyczyniające się do anemii i znacznie utrudniające treningi (wizyty w toalecie co 2 godziny to było maksimum). Częstotliwość też normalna nie była (i nie jest). Do tego bóle miewałam silne. Nie będę przesadzała, że ogromne, bo nie mdlałam i na pogotowie nie jeździłam, ale podnieść się z łóżka czasami było ciężko. Jak jeszcze byłam na tak z lekami, to leciały tak z dwa ibupromy naraz żeby można było się normalnie gdzieś przejść, szczególnie w pierwszym i drugim dniu.

Dlaczego więc trenowałam? A dlaczego nie? Kurde, po pierwsze to ja od dziecka pływałam na zawodach. Kiedyś dostałam okres bezpośrednio przed zawodami, na basenie. Trzeba płynąć sztefetę, a nie ma nikogo rezerwowego. I co, powiem, że nie płyniemy bo ja okres mam? Albo, że na meczu nie zagram, bo co dwa sety do kibla muszę? No jakoś sobie tego nie potrafiłam wyobrazić. Takie postępowanie to jest właśnie mój charakter. Ja po prostu nie uznaję, że coś mi może przeszkodzić we wcieleniu w życie moich planów. A jak zaplanowałam, że popłynę/zagram to będę płynąć i grać. I tyle.

Jak to zrobiłam, że udawało mi się ćwiczyć mimo bólu? Kiedyś brałam środki przeciwbólowe. Na tabletkach anty ból lekko przeszedł. Po odstawieniu czasami wraca, ale są to bardziej krótkie skurcze i długie bóle o średnim nasileniu niż to co było wcześniej. Fakt, że dobre odżywianie plus kuracje na pewno przyniosły swoje. Ale jak ćwiczyć z bólem? Dla mnie najważniejsze było się doczołgać na salę/basen. Gdy już zaczynałam się ruszać (na początku powolny trucht), skurcze zaczynały puszczać. Tak same z siebie. Nie wiem czy to tak funkcjonuje u wszystkich kobiet, ale podejrzewam, że u wielu. Nie dowiecie się dopóki nie spróbujecie. A przed zawodami stres i tak zaburzał czucie bólu, więc zapominałam, co tam na dole się dzieje :)

Jeśli chodzi natomiast o te, które uważają, że to działanie wbrew organizmowi, to ja się całkowicie z tym nie zgadzam. Nie jesteśmy zaprojektowani do leżenia. Tak, ja jestem dosyć (bardzo?) odporna na ból w sporcie. Grałam już pół meczu z wybitym barkiem (w ręczną) po czym pojechałam jeszcze na trening siatkówki. Grałam z podkręconą nogą. Z wybitym palcem. Te przypadki to jest działanie przeciw organizmowi, bo jest uraz a my go jeszcze pogłębiamy. Ale miesiączka? To skurcz. A skurcz można rozkurczyć.

Te z Was, które ćwiczyć nie chcą, albo sprawia im to ewidentny dyskomfort, nie muszą tego robić. Wszystko jest zależne od Waszego samopoczucia. Ja piszę z mojego doświadczenia jak zrobić, żeby można było ćwiczyć. Wiem, że bywają i takie przypadki, że co miesiąc się ląduje na pogotowiu, albo takie, gdzie krwawi się w miarę normalnie i nie trzeba co godzinę szukać toalety (zazdroszczę). Każdy powinien to dobrać pod siebie, niemniej jednak ja u zdrowych osób nie widzę przeciwwskazań do ćwiczenia podczas tych dni. Powiem nawet więcej - kilka dni przed miesiączką mam największą siłę i wydolność. Biję wtedy wszystkie rekordy na siłowni i gram najlepsze mecze. Podczas okresu to się w miarę utrzymuje, ale jest tendencja spadkowa. Po miesiączce jestem słabym flakiem. No, ale co zrobić ;)

Jak to u Was wygląda? Więcej tu tych które ćwiczą, czy tych, które odpoczywają?


*Pisałam o tym już na Facebooku, ale napiszę i tutaj. To, że facet nie ma okresu nie jest dla mnie żadną wymówką, żeby nie wiedzieć o co się w tym czasie rozchodzi. Jak słyszę od kobiet, że opowiedzą mi o swojej antykoncepcji potem, bo tutaj są mężczyźni a to sprawy kobiece, to mam facepalma. Przecież na jednym świecie żyjemy i od nadmiaru wiedzy jeszcze nikt nie umarł.

31 komentarzy :

  1. Nebeskaa Natalia1 marca 2015 16:32

    moje okresy nie różnią się od żadnego innego dnia w miesiącu poza tym, że coś ze mnie prostu leci ;) w prawdzie częściej muszę chodzić do toalety, niemniej jednak nie przeszkadza mi to w treningach, nic mnie nie boli, nie cierpię, nie mdleję, dzień jak co dzień, może lekki dyskomfort jest, ale z tego powodu nie mam zamiaru rezygnować z niczego ;) jakiś tam okres nie będzie rujnował moich planów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to szczęście, że nie wiem, co to jest bolesny okres. Tak jak napisała już Nebeskaa, te dni niczym nie różnią się od pozostałych, oprócz tego, że coś ze mnie leci ;) A co za tym idzie, nie odpuszczam treningów, nigdy też za wf-ie z moich ust nie padły słowa "nie ćwiczę, bo jestem niedysponowana". Stąd nie pokuszę się o doradzanie paniom, które mają naprawdę bolesne miesiączki, lecz słyszałam, że ćwiczenia mogą pomóc uporać się z bólem, o czym i Ty wspomniałaś w swoim poście :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie trenuje przez pierwsze 3 dni, leje się ze mnie jak ze świni a wszelka aktywność fizyczna jeszcze bardziej wzmaga to u mnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Paulina (Być Idealną)1 marca 2015 18:16

    Ja niestety przy Endometriozie nie mam łatwo i czasem naprawdę nie jestem w stanie wstać z łóżka. Często w tych dniach chodzę na siłownię ale tylko po Ketonalu niestety. Bez tego "znieczulenia" bóle się nasilają :(

    OdpowiedzUsuń
  5. ja kiedyś też nie wiedzialam, że okres może być bolesny... póki przez odchudzanie go nie utraciłam na 8 miesięcy, po jego powrocie od pół roku mój okres to jest jakaś tragedia - boli mnie co miesiąc przez dwa dni kręgosłup i podbrzusze aż do tego stopnia, że czuję ten ból w nogach i płaczę. mało co mi pomaga, te reklamowane środki przeciwbólowe wcale, chyba że wezmę 3 tabletki w pewnych odstępach to po ok. 2h coś tam działa. Kiedy ból nieco ustaje jestem w stanie zabrać się za ćwiczenia (na pewno nie w ten dzień, co dostaje okres, bo wtedy to nic nie jest w stanie mi pomóc), aczkolwiek pocę się dwa razy bardziej, normalnie jak świnia, aż chwała za to, że ćwiczę siłowo w domu :D ból nigdy nie przechodzi do końca, przez 5 dni cały czas go czuję, ale ćwiczenia bardziej pomagają na poprawę samopoczucia - wiadomo okres wiążę się czasem z opuchnięciem, zatrzymaniem wody, ja czuję się gruba, więc kiedy poćwiczę to od razu humor +100! Muszę iść z tym do gina, bo słyszałam że tabletki anty są w stanie pomóc przy takim miesiączkowaniu :(

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie też, ale nie jest to dla mnie powód do nieuprawiania sportu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tabletki mogą wymusić cykl a można też spróbować naturalnie, co jest dłuższe i cięższe do osiągnięcia... Rachunek strat i korzyści.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardziej chodziło mi o te bóle, bo sama piszesz, że też mniej Cię bolało, gdy tabletki antykoncepcyjne zażywałaś.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiadomo, okres to zazwyczaj pewien dyskomfort. Zgadzam się z Tobą, nie jest to powód dla którego TRZEBA odpuścić ćwiczenia. Zazwyczaj staram się ćwiczyć, chociaż ja mam sytuację odwrotną, czuję się słabsza i mam mniej siły, ale to wcale nie musi oznaczać braku ćwiczeń. Wystarczy zmniejszyć obciążenie lub ilość powtórzeń i da się :) Jeśli np. biegam to nie ma problemu, bieganie pomaga mi ze skurczami. Czasami jednak nie mam siły w początkowych dniach lub tuż przed okresem, wtedy sobie odpoczywam, zmuszać się nie będę :) Fajny post, nie powinno być tematów tabu, jesteśmy rozumnymi ludźmi (w większości) :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mariko Rekishi1 marca 2015 20:21

    Ja swojego okresu prawie nie czuje, poza tym że są tak jakby 3 "ukłucia"... które bolą jakby ktoś wbił mi nóż(moczony w wodzie z solą) w brzuch a po tych paru sekundach leżenia na ziemi, po wytarciu łez z twarzy już jest dobrze i można żyć dalej :P
    W ćwiczeniu to przeszkadza... co nie znaczy, że nie można ćwiczyć :P

    OdpowiedzUsuń
  11. W moim wypadku trening w okres to PODSTAWA. Nie rozumie koleżanek które nie ćwiczą na wf-ie bo okres. Ja ćwiczę zawsze. Bez treningów są jakieś bule, z treningiem absolutny brak. Dodatkowo w moim wypadku trening skraca okres o 1 dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Owca von Kotaszka1 marca 2015 21:39

    Przy okresie brzucha praktycznie nie czuje, ale za to plecy mnie wykanczaja. Dopiero po rozpoczęciu regularnych treningów odkryłam ze wysiłek bardzo pomaga w te dni.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam obrzydliwe bóle krzyża przed miesiączką. Martwy ciąg robi dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam sie z Toba , facet powinien wiedziec co sie z nami i w nas dzieje:-) sama cwicze gdy mam okres, no chyba ze zle sie czuje bo czasami gorzej znosze. Dawniej mialam takie bole ze nie moglam ruszyc noga, na szczescie minelo:-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja mama zawsze mi powtarzała, że "okres to nie choroba", dlatego też nigdy nie miałam zwolnień z WFu "z powodu niedyspozycji" i nie traktowałam tego jako wymówki.
    Z tym, że w czasach szkolnych i wczesnostudenckich nie odczuwałam tego, co czuję teraz - bóle, przez które nie mogę ruszyć palcem, wymioty, 38-stopniowa gorączka... Zazwyczaj pierwszy dzień przesypiam (po 2 No-spach) w miarę możliwości. Za to w kolejne dni ćwiczę jak gdyby nigdy nic. Nie wyobrażam sobie robić tygodnia przerwy tylko z powodu paru kropel krwi :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem jedną z tych szczęściar, które nie cierpią z powodu okresu. Przychodzi, odchodzi, taka naturalna kolej rzeczy. Dlatego tak samo naturalne dla mnie są treningi podczas miesiączki. Podobnie jak Ty zauważyłam, że przed okresem i w trakcie mam większego 'powera'. A wszystko za sprawą większego wpływu testosteronu w tym czasie, więc szkoda tego nie wykorzystać ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja mam raczej bezbolesne i krótkie miesiączki (4 dni), więc nie wyobrażam sobie zrezygnowania z treningów w tym czasie. Tak samo jak nie wyobrażam sobie wyżywania się na kimkolwiek tylko dlatego, że mam okres (podejście "bez kija nie podchodź", które wyznają niektóre kobiety)
    Dla mnie życie toczy się tak samo jak zawsze. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. czasami podczas miesiączki prawie umieram. oprócz bólu jest mi słabo, zimno i gorąco na przemian, zdarzyło mi się ze dwa raz coś na kształt omdlenia na ułamek sekundy (zanim jeszcze padła na ziemię już byłam świadoma). z reguły wszystkiego tego można uniknąć, jeżeli tylko odpowiednio wcześnie wezmę tabletkę przeciwbólową. zazwyczaj jednak okres jest do wytrzymania bez jakiegoś strasznego przeorganizowywania życia. jeżeli mam jakiś bieg to biorę tabletkę przeciwbólową i biegnę. nie mam ochoty rezygnować z zaplanowanego z kilkutygodniowym wyprzedzeniem i opłaconego biegu. ale jeżeli chodzi tylko o trening i to taki w pojedynkę, to jeżeli źle się czuję - odpuszczam. wolę zrezygnować z ćwiczenia niż łykać tabletki jeżeli nie jest to na prawdę konieczne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam wrażenie, że to jak przechodzimy miesiączki to też skutek stanu naszego zdrowia. Zanim unormowałam pracę jelit to przed miesiączką byłam opuchnięta, cała obolała itd. Teraz praktycznie nie miewam nic z tych rzeczy, czasem delikatne ukłucie jajników mi się zdarza jako zapowiedź że za 2-3 dni wystąpi krwawienie.
    A co do miesiączka i faceci, to mój mąż dużo lepiej zna się na modelach podpasek, i innych materiałów higienicznych niż ja. On robi częściej zakupy i nie ma z tym problemu:-)

    OdpowiedzUsuń
  20. To nie jest wrażenie :) tak rzeczywiście jest.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bóle można też zwalczyć naturalną terapią. Przynajmniej w większości przypadków - tak głosi sfd i naturopaci. Tylko to trwa długo zanim przyniesie jakiekolwiek efekty a tabletki działają od zaraz. No i trzeba kogoś znaleźć, kto chce i potrafi holistycznie pomóc, a to wcale nie jest takie łatwe.

    OdpowiedzUsuń
  22. Niekoniecznie. Jadłam bardzo różnie w różnych okresach życia i objawy okołomiesiączkowe pozostawały takie same. Wpływ na miesiączkę mają hormony i jak dieta coś popieprzy albo naprawi w hormonach to dopiero są jakieś efekty. Tak to nie spodziewałabym się cudów.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ale tu nie chodzi o podejście. Niektórzy faktycznie nad tym nie panują, ale hormony naprawdę potrafią robić źle z głową i jeśli tego nie czujesz to masz farta po prostu ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tylko pamiętajcie, laski, że każda z nas ma inne objawy i inaczej znosi okres. Niczego tak nie lubię, jak generalizowania pod tym względem. Owszem, zawsze się znajdzie ktoś, kto się nad sobą za bardzo rozczula, ale starajmy się jednak być wrażliwi na czyjeś problemy. Sama miewałam prawdziwą Niagarę przez pierwsze dwa dni okresu i nie wyobrażam sobie ćwiczenia na WFie w tym czasie, bo co mam nagle lecieć w połowie lekcji do łazienki i robić z siebie pośmiewisko, bo czuję, że mi coś cieknie po nodze? :P Jak się ma jakiś konkretny cel to się można przemęczyć czy zaryzykować, ale czy ta jedna lekcja WF-u w miesiącu jest taka ważna?


    A ból to jest jedna strona medalu - co z tego, że wysiłek pomoże na skurcze, jeśli w trakcie zemdlejesz? Ja czasem mam tak, że wyjście do sklepu to dla mnie wysiłek na miarę interwałów biegowych i kręci mi się w głowie, mam mroczki etc. Po co w ogóle w takim stanie ćwiczyć, jeśli nic mi ten trening nie da poza złym samopoczuciem?


    Nie wiem jak wy, ale ja przysiady w czasie obfitego okresu powinnam robić w wannie, bo jak pospinam mięśnie Kegla to nic nie zatrzyma krwotoku ;) A że nie jesteśmy stworzeni do leżenia? A może właśnie jest na odwrót - w dzisiejszych czasach za mało odpoczywamy. Kiedyś człowiek jak się źle czuł to właśnie leżał, o ile tylko miał co jeść i pić. A my teraz mamy milion rzeczy do zrobienia i nie tolerujemy u siebie żadnej niedyspozycji.

    Teraz już lepiej znoszę miesiączkę, ale w liceum musiałam się zwalniać z lekcji, czy okres zaczął się w szkole. I mój wychowawca zawsze strzelał mi wykład o tym, jak to w dorosłym życiu będę musiała zaciskać zęby, bo nikt mi nie będzie dawał wolnego na zawołanie. A byłam prymuską, więc było wiadomo, że to opuszczanie lekcji to żadna ucieczka i nijak nie miało wpływu na moje oceny. A w dorosłym życiu mogę sobie brać wolne na okres ile zechcę, bo pracuję w domu i sama sobie ustalam grafik. Dlatego tylko niepotrzebnie uprzykrzył mi życie, bo jego lekcja wychowawcza w moim przypadku nijak się ma do prawdziwego życia.

    OdpowiedzUsuń
  25. *Niczego tak nie znoszę

    OdpowiedzUsuń
  26. Dokładnie to napisałam przecież :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Przecież nie było o diecie tylko o zdrowiu. A zdrowie to właśnie naprawione hormony. Często sama dieta nie wystarczy żeby coś się ruszyło.

    OdpowiedzUsuń
  28. Też trenuję siatkówkę (11 lat). W te dni jestem mega rozluźniona i mam nadmiar energii. A jeżeli chodzi o grę to chyba wtedy moje ciało jest najbardziej skoordynowane i mogę 'wycisnąć' z siebie najwięcej. To jest chyba najlepszy czas dla mojego ciała na typowe cardio. Nawet przy 12 h treningu w tygodniu + mecze czuję się wyśmienicie. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Zmiany nastroju i spadek cierpliwości to jedno, a wyżywanie się na innych to drugie. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której nie mogłabym kontrolować własnych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  30. W gimnazjum miałam raz w tygodniu basen, ale wtedy uciekałam od wszelkiej możliwej aktywności fizycznej - to samo w liceum. "Niedyspozycję" wykorzystywałam czasami nadprogramowo, żeby tylko siedzieć na ławce. Od kiedy pokochałam codzienne ćwiczenia, nie wyobrażam sobie, żeby okres mógł stanowić jakąkolwiek wymówkę (:

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja też nie uważam żeby okres był powodem do opuszczenia treningu czy niećwiczenie na wf. Też miewam takie dni, że bywa ciężko ale wtedy najwyżej zmniejszam intensywność. Tak jak napisałaś najtrudniejsze jest doczołgać się na miejsce ćwiczeń ale potem jakoś się o tym zapomina a potem to już z górki :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!