30.03.2015

O zmianach bez zmian słów kilka

Półtora tygodnia temu zrobiłam sobie zdjęcia. Tak żeby się dowiedzieć jak teraz wyglądam i zdecydować co robię dalej z moją dietą. Fakt, czuję się coraz lepiej i mam w głowie kilka myśli. Niemniej jednak dzisiaj będzie o obserwacjach i wnioskach na podstawie tychże zdjeć.


Na początku zaznaczę, ze żadnych masówek i redukcji nie przechodziłam. Było paleo, była jedna dieta eliminacyjna, było dużo czekolady, ale poza tym... Jakoś zbytnio sie tym nie przejmowałam. Miałam bodajże dwa zrywy, ale szybko sie zakończyły. I bardzo dobrze, bo teraz skrupulatniej planuje swoje poczynania dietetyczne i sportowe :)


Tak więc zdjęcie po lewej jest z listopada 2013 a po prawej właśnie sprzed półtora tygodnia. Po lewej i po prawej na czczo, po lewej z maksymalnym napięciem brzucha jakie mogłam z siebie wykrzesać, po prawej lekko opuchnięta (chyba coś zjadłam albo za mało wody wypiłam poprzedniego dnia, nie pamietam) i napiecie normalne. Ot stoję.

Po pierwsze, jak sama zauważyłam, niestety moje barki poszły ciut do przodu i znowu nie utrzymuję tak prostej postawy jak bym chciała. Półtora roku temu nie grałam w siatkówkę i bardzo dobrze widać, ze ten sport źle działa na prosta postawę. Niemniej jednak już mam trening ułożony i będziemy przeciwdziałać. Z drugiej strony nieco zniosła mi sie lordoza (efekt włączenia brzucha do wszystkich ćwiczeń plus katowania go po treningach), wiec tak całkiem narzekać nie mogę.

Druga sprawa są zdecydowanie szersze plecy. Powiem Wam szczerze, że zszokowało mnie to na tyle, że od razu wrzuciłam zdjęcie na insta. Nie oczekiwałam aż takiej różnicy, ale jestem z niej bardzo zadowolona. Zawsze podobały mi sie szerokie barki. Nie byłam nigdy wąska, ale miałam dysproporcje w stosunku do bioder i w końcu została ona wyrównana. Jupiiiiii!


Trzecia, najmniej widoczna rzecz to mój widoczny czworoglowy. Już dawno pożegnałam sie ze szczuplutkimi udami (właściwe w momencie narodzin ;)), a przysiady dwa razy w tygodniu i siatkówka dały mi jeszcze więcej masy mięśniowej na nogach. Wcale mi to nie przeszkadza, ale żeby znowu nie zaburzyć proporcji teraz skupiam sie bardziej na plecach i rękach. Tyłka jak widać zbytnio trenować nie muszę.

Poza tym zauważyłam, że największe zmiany poczyniły sie od listopada ubiegłego roku do teraz. Z jednej strony zauważyłam, że trening 5x5 bardzo dobrze na mnie działa i jego elementy będą również w moim kolejnym treningu. Zaczęłam sie mocno skupiać na czuciu mięśniowym i idealnej technice, co też dało rezultaty. Niemniej jednak ostatnim czynnikiem wydaje mi sie mój zdrowiejący organizm, który w końcu oddaje całą moją prace. Bardzo mnie to cieszy.

Niedługo przeleje na papier moje dalsze plany dietetyczne oraz plan treningowy. Niemniej jednak chciałam krótko pokazać, że przy rzetelnej pracy zmiany przychodzą same - nie trzeba być zawodnikiem, żeby mieć mięśnie ;)

13 komentarzy :

  1. Też mam problem z utrzymaniem prostej postawy ciała... Ja mogę ćwiczyć jedynie w domu i nie mam żadnego sprzętu... Poradzisz coś na to?

    OdpowiedzUsuń
  2. Kamila Długosz30 marca 2015 18:24

    Ja dziś na nowo zaczynam ćwiczenia, po dwutygodniowej przerwie :) Mówię o ćwiczeniach w domu, bo aktywna fizycznie jestem codziennie :)

    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki, takiej odpowiedzi z praktyki oczekiwałam. Czyli jeśli wydaje mi się, że 5 powtórzeń to krótko, to powinnam dokładać?

    OdpowiedzUsuń
  4. W jakim sensie krótko? I co dokładać? Ciężar, powtórzenia czy serie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże dziewczyno jesteś straszna!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. No w końcu, coś zbyt milutko tu było <3

    OdpowiedzUsuń
  7. ...ale i tak Cię uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Monica Kowalska3 kwietnia 2015 16:51

    Śledzę bloga prawie od początku, jednak dopiero ten post mnie natchnął do komentarza:)
    Podziwiam, że odważyłaś się opublikować takie zdjęcia na blogu, bo jednak odkrywasz spory kawałek prywatności narażając się przy tym na fale hejtu :-)
    Widać, że treningi dały Ci oprócz poprawy sylwetki też dużą świadomość i sympatię do własnego ciała, czego gratuluję najbardziej

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdzie ten hejt ja się pytam, bo nastawiałam się na falę obelg, a tu ledwo co się pojawiło... :)


    Co do świadomości masz rację, trening daje bardzo dużo. Mam lepsze i gorsze dni, ale bez treningu nie miałabym tych lepszych - a to one teraz przeważają. Chcę to przekazywać i próbuję o tym pisać, ale niktórzy i tak dopatrują się usprawiedliwiania grubej dupy i innych takich... no coś za coś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Monica Kowalska4 kwietnia 2015 20:29

    To, że masz do tego hejtu dystans i potrafisz się z tego śmiać też świadczy o Twojej samoświadomości:) Wiadomo, że publikując takie zdjęcia wystawiasz się na ocenę, dlatego doceniam odwagę, bo nie wiem czy bym się zdobyła, chociaż też mi bardzo dobrze w moim ciele i nawet prowadziłam kiedyś dziennik na sfd, ale jednak tam nie pokazujesz twarzy, co pozwala zachować jakieś minimum anonimowości;)
    No coż...każdy ma swoje kanony piękna...Jak się komuś podoba brak tyłka, to nic nie poradzisz:)

    OdpowiedzUsuń
  11. http://www.seicento.pl/viewtop6 kwietnia 2015 12:33

    Dobrze jest dzięki zdjęciom porównywać swoją sylwetkę na przestrzeni dłuższego okresu - widzi się, jakie zmiany zaszły i jakie powinny się pojawić.

    OdpowiedzUsuń
  12. O, zapomniałam odpisać, ale był w poniedziałek i bedzie i dzisiaj pos to redu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mogę być pierwsza wredna? :D z całą pewnością nie umialabym wykonać nawet połowy ćwiczeń, które robisz. Także szacunek, podziw i generalnie czapki z głów. Natomiast jeśli chodzi o sylwetkę to niestety szału nie ma. To nie jest hejt, sama wyglądam podobnie ,,objętościowo'' (choć na pewno mam mniej mięśni). I w ogole nie jestem z siebie zadowolona. Nie ćwiczę siłowo jak Ty. Zgodnie z zasadą- nie znam się, więc się wypowiem :) stwierdzam, że mogłabyś nieco zredukować. Wtedy myślę że lepiej byłoby widać mięśnie. Ale to jest Twoje ciało i słuchanie wrednych hejterów z neta kończy się co najwyżej niestrawnością :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!