12.11.2014

Och, jak Ty pięknie wyglądasz!

Nie mam najlżejszych dni. Mam mega dużo stresu w tym semestrze studiów, zmiana pracy i ciągłe wyjazdy, siatkówka, na którą jadę często prosto z samolotu i generalnie dużo zmian. Na własne życzenie. Nie, nie żalę się. Nie chwalę się. Żyję dokładnie tak jak chciałam. Czasami wstaję o czwartej rano (jak np. jutro) a wracam do domu późnym wieczorem. Podoba mi się to, lubię wyzwania. I właśnie dzięki temu nabrałam dystansu do bloga.



Miałam napisać tutaj długiego i pięknego posta o tym dlaczego schudłam. Może jeszcze go napiszę jak znajdę chwilę czasu i siły w sobotę po meczu. Może nie. Dlatego spoiler w skrócie: mniej żrem, tak samo ćwiczę. Schudłam, bo nabrałam dystansu. Przestałam się interesować tym jak wyglądam. Miałam zbyt dużo zajęć, żeby myśleć o tym ile kalorii zjadam w ciągu dnia i że to może być znowu zbyt dużo. Jak chciałam, to jadłam czekoladę a jak nie chciałam to nie jadłam. Jednak czegoś nauczył mnie ten blog - nie jem świństw i jeżeli chcę zrobić skok w bok to łapię za czekoladę z pełną świadomością, że nie jest to dla mnie dobre. Oprócz tego - komponuję posiłki odruchowo, jem warzywa (ale niestety już nie 2 kg dziennie), po treningu zaczęłam pić białko, gdy wracam do domu około 23 (2 razy w tygodniu, będzie też o tym post!). No, ale ja nie o tym. Bo powinnam napisać więcej, dokładniej. Tak zrobię, obiecuję. Dzisiaj o dystansie chciałam. O tym, co mi tak naprawdę w prowadzeniu bloga zaczęło przeszkadzać.

Tak, schudłam. Niedawno. Może już przytyłam. Od 4 dni jem mniej więcej moje dwukrotne zapotrzebowanie, rzucił się na mnie ogromny stres i może mój cały wygląd pójdzie się jebać. A może nie. W każdym razie ja wcale schudnąć nie musiałam. Wiecie no fajnie jak się fajnie wygląda, ale jak się wygląda tak sobie to też dobrze. Ja ćwiczę dla siebie, uwielbiam pobijać rekordy i patrzeć na to, jaki zrobiłam progres. Uwielbiam grać w siatkówkę i cieszyć się, gdy drużyna krzyczy "brawo Gosia" po obronie ciężkiej piłki. Dla takich momentów między innymi gram. Poza tym ja po prostu lubię rywalizację. Ze sobą. Z ciężarami. Z innymi zespołami. Ale nie taką, której wygrać się nie da. Rywalizację na wygląd.

Schudłam i nagle przybyło mi dwustu (trzystu?) obserwatorów na Instagramie. Trochę mniej na YT. Jeszcze mniej na Facebooku. Tak czy inaczej, tylko wystarczyło schudnąć. Serio? Nie lubię i nigdy nie lubiłam bawić się w kółka wzajemnej adoracji, wychwalanie innych pod niebiosa i pisanie "Kochanie" do każdej przyjaciółki. Uważam, że relacja jest częścią człowieka i jest pomiędzy dwoma osobami. Można o niej porozmawiać we dwójkę jak i otwarcie, ale bez lizana tylnich części ciała. Ot tak, po prostu. Nie potrzebuję też poprawiać sobie samooceny słuchając (czytając?) jaka to jestem piękna, szczupła i nie wiem co jeszcze. Nie chcę się bawić w coś takiego. Jeśli uważacie, że dobrze wyglądam albo że schudłam i piszecie mi to wprost, bardzo mnie to cieszy. Cieszy mnie szczerość a nie pisanie dla pisania i wychwalanie wszystkich w kółko.

Ciągłe pisanie o motywacji, o tym jak to warto iść na trening jak to warto trzymać dietę zaczęło mnie męczyć. Nie jestem zawodowcem i nigdy nie będę miała startowej formy. Nie chcę ważyć i mierzyć tego co jem. Chcę być zdrowa i wysportowana. Męczy mnie nagonka na to, że każdy kto jest wytrwały i dąży do swoich celów będzie pięknie wyglądał. Nie zgadzam się z tym. Wierzę, że siłownia daje siłę fizyczną, a siła fizyczna daje siłę psychiczną. Że należy ćwiczyć i nie można pozwalać sobie na wszystkie zachcianki. Uważam jednak, że dziewczyny ze sztucznym biustem, ustami, rzęsami, paznokciami i włosami a mające kratę na brzuchu wcale takie silne psychicznie nie są. Wyglądają lepiej ode mnie bez dwóch zdań. Ale czy to wytrwałość czy może środowisko (które nota bede w komciach pisze jakie to one piękne) powoduje, że one chcą się dostować? Że chcą wyglądać tak samo?

Nie zamierzam z nikim konkurować jeśli chodzi o wygląd czy ciężary. Ja ćwiczę dla siebie i rywalizuję ze sobą. Uważam się za jedyną i niepowtarzalną i tak samo podchodzę do moich czytelników. Prowadzę tego bloga żeby pokazać, że można żyć inaczej. Że nie wszyscy chodzą na siłownię robić sixpack, nie trzeba wypinać dupy do lustra żeby ludzie z przyjemnością obserwowali mnie na instagramie, że w korpo nie każdy jest szczurem i że można samemu wyznaczać sobie cele i granice. W życiu jak i w sporcie. Nie chcę być zamknięta w żaden szablon i może jedynym moim błędem była nazwa bloga, bo fit kojarzy się niestety już tylko z kratą na brzuchu a nie ze zdrowiem i sprawnością. Niestety.

44 komentarze :

  1. stała czytelniczka :)12 listopada 2014 23:10

    Gosia, brawa za ten post !! po prostu ;) cieszę się, że jest ktoś kto nie ma obsesji i potrafi przy tym dostrzegać priorytety bycia 'fit'. rozumiem Cię w 100%, sama jestem teraz na etapie "odpuszczania" z liczeniem i przejmowaniem się dokładnym składem tego co jem.
    cieszę się także, że jest ktoś kto widzi prawdziwy sens w tej rywalizacji, walki i dążenia do siły i zdrowia, bo sama także "rzygam" tymi pseudo motywatorami o wytrwałości, itp.
    Pozdrawiam CIę Gosia! i życzę realizacji dalszych planów, progresu i wszelkich innych sukcesów w życiu! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też rozumiem. U mnie olśnienie przyszło w momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że moje ciało ważyć mniej niż obecnie nie chce, i dalsze próby zbijania kg oznaczałyby dosłownie codzienną walkę i kontrolę wszystkiego, co jem. Zapadła decyzja, że nie mam do tego serca i po prostu aż tak mi nie zależy. Nie chcę chudnąć na chwilę, aby sobie na bloga wrzucić sexi fotkę z 6pakiem- a plan na całe życie nie może całkowicie wykluczać piwa w weekend i pizzy od czasu do czasu ;)

    A efekt uboczny zakończenia wiecznej (jak to wiele kobiet praktykuje) diety, to o niebo lepsze samopoczucie i nowe rekordy na siłowni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że wreszcie ktoś porusza wprost takie kwestie. Trochę przeraża mnie tak wszychobecna ostatnio moda na sixpacki, absy i codzienne foty z siłowni. Mam podobne podejście do Ciebie, ćwiczę dla siebie i dla mojej własnej satysfakcji z osiąganych rezultatów, zarówno tych wizualnych, bo skoro są, to fajnie, ale przede wszystkim tych fizycznych - zwiększonej siły, dodatkowego powera. To jest to co tak na prawdę nakręca i nie pozwala przestać. Pisz częściej, w miarę możliwości, miło się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ja ćwiczę dla siebie i rywalizuję ze sobą." i to jest najważniejsze ;-))

    OdpowiedzUsuń
  5. To fajnie, że tak się czujesz i chcesz to pokazać, ale czy sama przez przypadek nie zamykasz innych w jakimś schemacie(sztuczny biust, rzęsy itd.)? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, chyba powinnam rzygnąć tęczą ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Taaak! A pizza cholera... marzy mi się od dłuższego czasu, ale wiem, że jak zjem to będę bardzo cierpieć. Muszę dorwać w końcu mąkę z tapioki to może coś ala paleo pojawi się na blogu. O ile wyjdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się! Zmęczyłam się planowaniem i wrzucaniem postów według harmonogramu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie przeraża ta moda i przeraża cały przemysł, które idealizuje te dziewczyny, a potem w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się, że wcale niełatwo dojść do takiej formy a jeszcze trudniej to utrzymać. Chcę przestrzec przed tym szczególnie młode osoby.

    OdpowiedzUsuń
  10. Uch, nie do końca rozumiem komentarz. Ja piszę o trendzie a nie o konkretnych osobach. Znam kobiety ze sztucznymi piersiami, które działają dokładnie wbrew trendowi i takie z naturalnymi (ale małymi ;)), które się idealnie w ten trend wpisują. Jednak to jest post a nie książka, więc muszę skracać myśli żeby było do przełknięcia i na temat :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To może ja też coś źle zrozumiałam, ale teraz rozumiem ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. Gosia będę Cię czytać bez względu czy schudniesz czy przytyjesz, między innymi dzięki Tobie zabrałam się za ciężary :) Powodzenia w nowej pracy i na boisku :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja mam do Ciebie pytanie trochę off-topic, choć być może wyprzedzę nim to, co zamierzasz napisać. Natknęłam się jakiś czas temu na Twój post o konsultacjach z naturopatą w kontekście leczenia Twoich dolegliwości i od tego czasu zaglądam tu do Ciebie z ciekawością, czy będzie jakieś podsumowanie i wnioski z tego procesu.
    Sama zastanawiałam się nad podjęciem takiego leczenia pod okiem naturopaty (u mnie ze wzgl. na niedoczynność tarczycy). Ciekawa jestem głównie dwóch rzeczy: 1. czy wskazówki, które dostałaś były trafione i faktycznie czujesz się lepiej/ masz lepsze wyniki badań, itd. 2. czy te - jak zakładam - dosyć restrykcyjne wytyczne są w ogóle do zrealizowania przez osobę aktywną, pracującą, uprawiającą sport, itd.?

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tez tak mam Gosia. Mnie tez mecza posty o tym, jak to trzeba trenowac ostro i jesc czystko, bo jak nie... to co? No wlasnie, co? Nie lepiej sluchac ciala i ducha, i trenowac rozsadnie, jak ma sie czas i sily, jesc po to, by miec energie i to, co lubimy, a nie tylko ryz i kurczaka, bo jak nie... to co? Wstyd? Przelamalam sie na szczescie i juz mnie to nie rusza, ze ktos mi napisze, ze przytylam/schudlam, mam wieksze/mniejsze miesnie lub za malo/za bardzo wyrzezbiony brzuch. Zdrowie i samopoczucie najwazniejsze!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie to Ty dalej masz problemy ze sobą,..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na mysli Fitbody? Zgadzam się z Tobą :). Problem wypisany na czole. W ciągu kilku miesięcy kilka nagłych zmian, z jednego extreme w drugie... a teraz jest wyrocznią, taką cool... a jednak z pupą lub brzuchem w odbiciu lustra, która nie uznaje zdania tych, którzy jej nie poliżą w 4 litery.

      Julia

      Usuń
    2. W cudzym oku zdzblo trawy, a w swoim belki nie widzisz☺️, Wy oceniacie mnie, a ja moge oceniac Angeline, takie to zycie jest☺️. Milego dnia dziewczyny i usmiechu na co dzien, bo od zlosci robia sie brzydkie zmarszczki☺️

      Usuń
    3. Dziekuje, ale mimo 11 lat roznicy miedzy nami nie mam ani jednej, chyba, ze sie smieje, a robie to bardzo czesto. Natomiast Tobie tego, ze musisz nakladac tapete na buzie oraz tej wielkiej krechy na czole, nie zazdroszcze. Hipokryzji tez nie. Milego :). J

      Usuń
    4. Oj Drogi Jocie, ile w Tobie negatywnych uczuc, nie zazdroszcze. A tak naprawde, to uswiadom sobie, ze ja tez jestem tylko czlowiekiem i nie musze byc idealna, ani nigdy nie bede. Na moim blogi nigdy nikomu krzywdy nie robie, nie pluje jadem. Mam wady, jak kazdy, Ty tez. A ze zmieniam zdanie? Moze dlatego, ze tez sie ucze na swoich bledach? Ps. nie uzywam podkladu, ani pudru, wiec trudno mi zrozumiec o jakiej tapecie mowisz? W domu tez takowej nie posiadam☺️

      Usuń
    5. Czyzby Twoja twarz na zdjeciach byla az tak przefiltrowana, ze wyglada jakbys miala na niej tone tynku (w domu chyba tynk masz?)
      A moja zlosliwosc nie oznacza, ze jestem osoba negatywna! :D

      Usuń
    6. A nie przyszlo Ci do glowy, ze po prostu moge miec ladna cere? Powiem tak: jezeli naprawde przeszkadza Ci moja osoba i moje poglady oraz wyglad, to po co w ogole zagladasz na moje strony? I pilnie sledzisz co pisze i publikuje? Jest tyle innych, lepszych, i to o wiele, blogow, wiec nie marnuj na mnie swego czasu. Nie znam Cie i nie wiem kim jestes, tak samo, jak Ty nie znasz mnie. Powodzenia w zyciu i szczerze pozdrawiam konczac swoje wypowiedzi, szkoda czasu na zlosliwosci.

      Usuń
    7. 1. Obie wiemy, ze cery az tak ladnej nie posiadasz i widac to na zdjeciach.
      2. Obserwowalam Twoj profil do momentu, w ktorym stwierdzilam, ze nie warto.
      3. Skad wiesz, ze mnie nie znasz?

      Usuń
    8. Moze dlatego, ze nie znam zadnej Julii? Dziewczyno get a life :)

      Usuń
  16. clever_librarian13 listopada 2014 19:04

    Najważniejsze to słuchać tego co w tobie samym gra.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak, zróbmy sobie kółeczko wzajemnej adoracji <3

    OdpowiedzUsuń
  18. widac znasz mnie lepiej, niz ja siebie :). Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba Cię znać, żeby stwierdzić pewne rzeczy po przeczytaniu Twoich postów. Hipokrytka przez duże H, oceniająca wszystkich dookoła... poznałaś Angelinę? Zamieniłaś z nią choć słowo? Oceniasz jej chudość, a nie to, jakim jest człowiekiem? Puk, puk. Ja się to ma do Twoich wypowiedzi na temat szanowania drugiego czlowieka, pozytywnego myślenia, obdarzania innych uśmiechem itd?
      To znowu ja!
      Julia

      Usuń
  19. Wydrukuję to i będę rozdawać wszystkim, którzy krzywo na mnie patrzą, gdy jem czekoladę ;)
    Gosiu, kochanie ( :P :P :P), świetny post!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. stała czytelniczka :)14 listopada 2014 01:29

    Gosia, nie rzygaj! następnym razem napiszę "Kochanie...", wtedy możesz!! :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Czyli, reasumując, wrzuciłaś cztery zdjęcia swojego odchudzonego brzucha z różnych perspektyw, ale irytuje Cię, że ludziom się spodobał i zaczęli Cię obserwować? Prowadzisz bloga o byciu fit i wrzucasz zdjęcia napinek, ale irytuje Cię ocenianie ciała? Moim zdaniem jesteś jak chorągiewka na wietrze, podobnie zresztą jak komentujący.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czemu niby przyrost obserwatorów miałby mnie irytować? Przeciez to oczywiste, ze sie cieszę, ze obserwuje mnie więcej osob. denerwuje mnie trend o którym napisałam w poście a swoje zdjęcia nadal zamierzam wrzucać zeby pokazać, ze można tez wyglądać inaczej i dobrze z tym żyć :) najchętniej bym wrzucała wiecej zdjeć z siatkówki, bo to obecnie większość moich treningów i czasu, ale jeszcze nikt mi ich nie zrobił wiec pozostaje siłownia i napinki ;)

    Tak przy okazji... Dzięki, ze piszesz ze odchudzony, bo jak napisałam pod zdjęciami tego nie zauważyłam i powiedzieli mi to właśnie moi czytelnicy :) w ogole chyba źle odbierasz emocje, których ja nie mam - nie irytują mnie takie rzeczy, mam większe problemy w życiu i nimi się obecnie zajmuje :) może i słusznie, taki mam język na co dzień i wysławiam sie dobitnie, ale często nie stoją za tym większe emocje i nikogo nie atakuje, taki charakter, pisane słowo jak widać może oddaje co innego ;) pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ym ja prosiłabym nie atakować moich czytelników na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Och idealnie podsumowanie - nic sie nie stanie! Najprawdziwsza prawda :)

    OdpowiedzUsuń
  25. No właśnie było mi bardzo cieżko kontynuować ta dietę. Musiałam duzo gotować, produkty były mało dostępne. Miałam tez zakaz sportu i na początku czułam sie naprawdę źle. Dlatego nie zrobiłam jej do końca i zastanawiam sie kiedy i czy dam radę ja kontynuować. Z dobrych rzeczy mogę stwierdzić, ze dowiedziałam sie o nietolerancji fruktozy i zbóż i przez to żyje mi sie teraz łatwiej. Samopoczucie tez jest lepsze, ale nie stwierdzę, ze jestem wyleczona.

    Pocieszę Cie tylko, ze nie wszyscy naturopaci sa tacy skrajni jak MS i wielu przepisuje łagodniejsze diety albo zaleca wiecej snu itd

    OdpowiedzUsuń
  26. Cieszę się, że powstał taki post. Ostatnio zauważam, że bycie fit jest równoznaczne z rygorystyczną dietą, określonym rodzajem treningu i wyrzeczeniami. A jak ma się ochotę na czekoladę, niekoniecznie gorzką, czy popić chipsy piwem to się nie jest fit i niszczy efekty swojej ciężkiej pracy. Trzeba liczyć kalorie, komponować posiłki i jeść z zegarkiem w ręku. A gdzie miejsce na radość z tego co się robi? Gdzieś się zgubiła po drodze...
    Ja doszłam do takiego momentu, że ćwiczę nie dla lepszego wyglądu, ale dla lepszego samopoczucia. I nieważne, czy pocę się 40 minut czy ledwie 15. Ważne jest dla mnie, że zrobiłam coś dla siebie, spaliłam nagromadzonego w organizmie 3F'a i mogłam się odstresować. :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Dzięki za odpowiedź! Właśnie tego typu wątpliwości wstrzymują mnie przed kontaktem z MS;)
    Ja z kolei miałam kontakt z naturopatką, która polecała kontrowersyjne wg mnie metody (typu: zapper, radiesteta, etc.). Ale dzięki niej część rzeczy zmieniłam w swoim stylu życia, częścią zainteresowałam się i działam na własną rękę z dobrymi efektami - zakładam więc, że z każdej takiej próby można wynieść coś dla siebie. Myślę, że super by było, gdybyś pokusiła się kiedyś o takie podsumowanie swoich doświadczeń w osobnym poście. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  28. Podoba mi się jak to ujęłaś.. prosto z mostu.. ja już tez nie robię niczego dla kogoś, dla kraty. niskiego body fatu i innych pierdół.. robie to co robię i jem to co jem dla siebie żeby czuć się zdrowo i dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  29. hahaha brawo!!! ja naleze do grupy tych... ktorzy mowia co mysla i lubie tych co chce i tyle.... wazne by byc soba i miec w dupie co inni o Tobie mysla i tyle :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Naturalność, szczerość i brak tego co wypada, a co nie napisać należy powoduje, że naprawdę dobrze się Ciebie czyta, choć nie znać całego bloga od deski do deski. Bądź fit czyli zdrowa i sprawna :) Dla mnie fit to dokładnie to samo co właśnie samoświadomość, wybieranie tego co zdrowe i nie odmawianie sobie czasem tego co "grzeszne", sprawność, poprawa swoich wyników. pozdrawiam, Kamila

    OdpowiedzUsuń
  31. Uwielbiam czytać takie wpisy, to prawda, że my Polacy ciągle czujemy się gorsi, porównujemy do innych i właśnie tak samo jest też w tym całym świecie fit, czasami wychodzi tak, że to co miało nas leczyć doprowadza do jeszcze większych kompleksów, dlatego ćwiczmy dla siebie i żyjmy dla siebie, to takie oczywiste, a jednak czasem zapominane .. Dziękuję za super wpis i szkoda, że teraz coraz mniej :(

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!