09.10.2014

Życie na siłowni #1


Nie ukrywajmy, że na siłowni nie ma samych profesjonalistów. To normalne, nigdzie nie ma. Jednak mimo tego, wielu ludzi uważa się za profesjonalistów mimo, że im do tego tytułu dalej niż Radomiowi do stolicy kultury. Takie osobniki często łączą się w stada (albo i nie) i zachowują się po prostu śmiesznie.



W zeszłym tygodniu miałam dokładnie taką sytuację. Postanowiłam ją opisać na Facebooku (klik). Przy okazji zapytałam się Was, czy chcielibyście żebym wydała książkę z takimi oto opowiastkami. Zdecydowana większość (ku mojemu zdziwieniu) powiedziała, że na książkę czeka z niecierpliwością (serio?). Nie wiem czy ktoś chce moje historyjki wydawać, więc postanowiłam póki co podzielić je na części i wydawać na moim blogu. Dzisiaj druga, ale na blogu pierwsza, więc dostała numer jeden. Wszystkie oczywiście są autentyczne i "przeżyte" przeze mnie. Jeśli macie swoje historie to piszcie koniecznie w komentarzach. Jeśli za długie - to na maila, a ja będę publikować, a co! :)

Przejdźmy do historyjki. Na początek będzie krótko i z morałem. Po rozgrzewce na orbitreku i po rozciąganiu pomaszerowałam energicznie na dział wolnych ciężarów. Mamy na nim dwie klatki do przysiadów, ale jedna jest całkowicie regulowana a druga nie. Ponieważ jestem średniego wzrostu korzystam z tej pierwszej, bo ściągając sztangę z nieregulowanej muszę albo stanąć na palcach albo mocno zgiąć nogi a przy robieniu przysiadów moja sztanga zatrzymuje się na belkach, bo jestem zbyt nisko. Nie chcę wychodzić poza klatkę, bo zawsze w ostatniej serii mam obsesję, że się nie podniosę i co wtedy? (Wolałabym też aby żaden niewysportowany pseudo-profesjonalista mnie nie asekurował. Wysportowany już może być, ale tacy najczęściej zajęci treningiem. Życie.) Tak więc przy regulowanej klatce spostrzegłam dwóch panów robiących na moje oko martwe ciągi lub coś w tym stylu, bo sztanga leżała na podłodze a na belkach wisiały ręczniki. Podeszłam.
- Czy korzystacie z tego urządzenia czy tylko ze sztangi?
- Ze sztangi.
- Czy mogłabym w takim razie ja skorzystać?
- Ale po co jak masz tam drugie?
- Bo tamto jest nieregulowane i za wysokie dla moich przysiadów.
- To wyjdź poza.
- Nie, bo boję się, że się nie podniosę.
Panowie wielce obrażeni nie raczyli nawet ściągnąć ręczników, ale odeszli na tyle, żebym mogła się tam wpieprzyć (dosłownie) ze sztangą. Za chwilkę usłyszałam jak jeden mówi do drugiego "Jak ona ma nie wstać? Przecież i tak nie podniesie więcej niż 20kg". No to się pan zdziwił, bo miał przyjemność przyglądać się mi do ostatniej serii a dzisiaj był dzień progresu.*

*Dla tych, którzy nie interesują się moimi ciężarami - dzisiaj w końcu przekroczyłam barierę 65kg w przysiadzie i podniosłam z wdziękiem 67.5kg. Chyba wkurw na całą sytuację dodał mi siły, więc na logikę powinnam panom jeszcze podziękować.

17 komentarzy :

  1. ElizabethLawess93 .9 października 2014 17:23

    Zgadzam się. Takich opowieści zebrałby się dobry worek. Wczoraj spostrzegłam jaki szmat czasu minął, odkąd zaczęłam ostro ćwiczyć na siłowni. Czasem ma wrażenie, że jest wielu, którzy przychodzą raz na miesiąc i debiutują za każdym razem, wciąż nie mając pojęcia co na prawdę robią ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ah z historyjek na siłowni faktycznie można by stworzyć książkę ;) ja jeszcze żadnych nie doświadczyłam, ale gdy tak się stanie to też je opiszę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Łaaaał, podziwiam Cię :) Ja bym pewnie nie podniosła, pozostaje przy rozciąganiu i wyginaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na siłowni zajmuje się sobą, a nie przyglądaniem się innym ćwiczącym, ich technice czy sposobowi ćwiczenia itd. by potem obgadać ich na fejsbuku ;) Też często zaczynam ćwiczyć bez rozgrzewki, bo na siłownię przyjeżdżam rowerem i jestem już nieźle rozgrzana po takiej trasie. Ciekawe co oni myślą o Tobie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem jak możesz ćwiczyć bez rozgrzewki, rower nie jest dla mnie rozgrzewką, a też czasem jeżdżę nim na siłownię :) Jak się nie dogrzeję spada mi siła nawet o jakieś 10% a teraz walczę o ciągły progres, więc nie ma opcji na nierozgrzewanie się.


    Co myślą? To nie moja sprawa :) Mogą o mnie pisać na Facebooku, nie mam też nic przeciwko :) Piszę o nich anonimowo. Nie robię też im zdjęć ani filmików i nie wrzucam tego potem do sieci jak to lubi robić dużo osób.


    Cieszy mnie to, że tak pilnie ćwiczysz, ja podczas przerw się nudzę i chodzę wkółko siłowni. 3-4 minuty do dla mnie zdecydowanie za długo żeby w ciągłym skupieniu czekać na kolejną serię, a w obecnym treningu takie przerwy w ostatnich seriach są koniecznością.



    PS Czekałam na taki komentarz, myślałam tylko, że będzie napisany innym tonem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciężary są dla każdego, nie można się bać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wydawało mi się,że kobieta która podnosi więcej jak 20 kg nie jest postrzegana na siłowni jako dziwny wytwór natury...

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm nie no nie patrzyli się dziwnie, ale oni po prostu od razu założyli, że "jak baba to 20kg". Bez sensu zupełnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja też jak jezdze rowerem na silownię, nie rozgrzewam się specjalnie, robię tylko serie rozgrzewkowe z minimalnym obciążeniem. Jeśli przysiady to tylko z rackami - inaczej można się zabić. Też popieram, choć gdy robię MC i siady zawsze mam większy apetyt i moja waga jest też przez to wyższa. Kiedy natomiast robię same jednostawowe ćwiczenia i nie dokładam obciążeń, od razu chudnę. Tak więc mimo, że zawsze uważałam, że aby mieć piękne ciało, należy robić przysiady, tak teraz robię ich mniej, bo nie tylko wchodzą mi mięśnie ale i tłuszcz, bo nie daję rady zapanować nad agresywnym apetytem po ćwiczeniach wielostawowych z dużym obciążeniem (np. 60-90% wagi mojego ciała)

    OdpowiedzUsuń
  10. oczywiście, każdy może podnosić ciężary, do tego się dochodzi z czasem i to wcale nie tak długim jak w innych sportach...

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawy komentarz. Też mam większy apetyt po siłowni, ale nie wiązałam tego z ćwiczeniami wielostawowymi. Może po sezonie ligowym będę mogła sprawdzić czy to się odnosi też do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie 20-30 minut jazdy rowerem wystarcza, pierwszą serię robię z małym obciążeniem, żeby dogrzać daną grupę mięśni. Nie robię tak długich przerw jak Ty, a w trakcie przerwy między seriami oglądam tv, czytam rozpiskę albo przygotowuje obciążenie do kolejnej serii. Moim zdaniem gapienie się na innych jest niegrzecznie, ja osobiście bardzo nie lubię kiedy ktoś mi się przygląda. Jakiego tonu oczekiwałaś? ;)


    Pewnie, że można anonimowo obgadywać kogoś na fejsbuku/ blogu. Zauważ tylko, że każdy ma swój punkt widzenia i każdy ma prawo ćwiczyć tak jak mu się podoba. Może zatrudnij się jako instruktor na siłowni to będziesz mogła takie osoby korygować, skoro tak Cię to razi? ;)

    Gdyby ktoś zauważył, że robisz jakiś błąd w trakcie ćwiczeń, nie wolałabyś żeby podszedł i zwrócił Ci uwagę? Czy może jednak preferujesz, żeby wyśmiał Cię na wieczornym drinku z kumplami? ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczekiwałam niemiłego tonu, a nawet hejtu. A tu taka miła, rzeczowa dyskusja. Cieszę się, że ktoś ma inne poglądy i nie boi mi się tego napisać. :)


    Nie mam uprawnień ani wiedzy do bycia instruktorem i nie zamierzam nim być. Chyba nie śledzisz mojego fan page, bo tam pisałam też całkiem niedawno, że sama popełniam błędy i zwrócono mi (na moją prośbę) uwagę.


    Czy mnie to razi? Ja generalnie obserwuję wszystko co się dookoła mnie dzieje i nie mam nad tym kontroli. Nie muszę stać i się gapić, żeby pamiętać ze szczegółami całą sytuację. Ale to jest sprawa subiektywna - na kogoś spojrzysz dwa razy i się źle czuje a inni nie mają z tym problemów (jak ja). Nie chcę aby ci ludzie czuli się niekomfortowo, nie przyglądam się im specjalnie i bardziej niż innym. To się po prostu dzieje.


    Co do ostatniego pytania to oczywiście, że bym wolała. Twoje idealistyczne podejście jest bliskie mojego. Jednak ja skapitulowałam kiedy widzę grupę osób, które wzajemnie mówią, że robią wszystko dobrze - nie czuję się uprawniona do poprawiania ich gdy nie mam żadnego wykształcenia to raz. A dwa to są dorośli ludzie, którzy obserwują się nawzajem. Inaczej gdy chodzę sama na siłownię i nie ma kto na mnie popatrzeć i poprawić. Spójrz na to z trochę innej strony - ja nie opowiadam nikomu tego co tam widzę, bo dla mnie to są po prostu pierdoły. Piszę na blogu, bo tutaj to ma wartość edukacyjną. Po pierwsze ludzie bardziej zwracają uwagę na technikę i ciężar, przestają (albo zaczynają?) bać się trenerów a dziewczyny, które nie byłī nigdy na siłowni wiedzą co może je tam czekać. To jeden z moich celów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Posty są prześmiewcze, ale ja nie atakuję konkretnych osób. Przynajmniej nie chcę atakować i staram się to robić tak, żeby śmiać się z sytuacji a nie z człowieka. Wychodzi różnie :) No i przez śmiech też dużo się uczymy. Więcej czytelników zapamięta taką historię niż suche rady.


    Wiesz to cecha indywidualna chyba. Ja uważam, że wszystko można obrócić w żart i nawet jak się boisz, że ktoś się patrzy a czytasz takie rzeczy z uśmiechem na blogu to może przestaniesz się bać.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!