26.10.2014

Ciężary podnosimy głową, nie mięśniami


Wróciłam do treningów, wracam też do pisania. Tym bardziej, że zdarzyła się ważna dla mnie rzecz - ciągle progresuję. I o dziwo, progresuję mniej niż mogłabym progresować. Dlaczego? Blokuje mnie głowa.

Tak, to mój brzuch. Pisaliście ostatnio, że Wam się podoba i że schudłam. Spoko, cieszę się. Sama tego nie zauważyłam :)

Wiecie, ja nie wierzę w te gadki o tym, że "wszystko tkwi w Twojej głowie", "Twoje ciało może więcej niż myślisz" i takie tam. To znaczy... Nie. Może nie, że nie wierzę. Ja o tym po prostu nie myślę. Wszystko w życiu traktuję zadaniowo, więc trening też jest dla mnie zadaniem. Idę i ćwiczę, skupiam się tylko na tym. Nie zastanawiam się podczas treningu jak ciężki miałam dzień, czy mam blokadę w głowie. Wchodzę robię i wychodzę. Proste. Do tej pory tak mi się wydawało, że podnoszę całkiem dużo. 65kg w przysiadzie z nie najgorszą techniką było dla mnie całkiem spoko. Myślałam, że dochodzę do swoich granic. Do piątku.

Po dwóch tygodniach bez treningu siłowego (grałam tylko w siatkówkę) postanowiłam się nie bawić we wracanie do ciężarów. Jestem ciągle w podróży i mimo, że nocuję często w hotelach z siłowniami to często nie mam czasu, bo mam spotkania do późnego wieczora (lub nocy). Staram się więc korzystać z siłowni kiedy tylko jestem w domu i to na maxa. Wracając do tematu... Postanowiłam najpierw, że sobie podniosę w przysiadzie 70kg, chyba, że sflaczeję przy 65kg to podziękuję ostatniej serii. Miałam lekkie zakwasy po siatkówce dzień wcześniej, przez co podnosiło mi się ewidentnie ciężej, ale... podniosłam bez problemu. Co prawda tylko trzy razy, ale wydawało mi się, że mogłabym więcej.

Potem poszłam wyciskać na płaskiej. Poprosiłam pracownika siłowni o asekurację przy 37.5kg i okazało się, że... wcale mnie asekurować nie musiał. Przy 40kg podłożył palce pod sztangę i zrobiłam 3 razy. Po czym zeszłam z ławki a on: "wtf? Tylko podłożyłem ci palce, podnosiłaś sama. Mogłaś próbować dalej." No więc byłam w szoku. Wydawało mi się, że ja na tych treningach już tyle podnoszę i tak się męczę, że ciężko będzie więcej. A tu właściwie miałam blokadę psychiczną, skoro nawet wydawało mi się, że ostatnich powtórzeń nie robię sama.

Wiele moich czytelniczek zatrzymuje się na przysiadze z 20kg i pisze, że nie może zrobić więcej. Czy aby na pewno? Czy nie robicie, bo boicie się, że Wam się nie uda, że się nie podniesiecie? Bo o rozrośniętych mięśniach albo kontuzjach o dużych ciężarów chyba nie muszę znowu wspominać... (klik)

Myślę, że mężczyzn ten problen nie dotyka tak mocno jak kobiet. (Mogę się mylić oczywiście ;)) Tak więc drogie Panie, zastanówcie się, czy Wasze 20, 30 czy 40kg w przysiadzie to jest na pewno Wasz maks. O ile opanowałyście oczywiście odpowiednią technikę. Mój maks jeszcze przede mną. Na kolejnych treningach mam w planie przestać się bawić i ćwiczyć (prawie) do upadku. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni :)

15 komentarzy :

  1. Jak najbardziej się zgadzam. Sama bałam się przysiadów (wszystkiej maści) ze sztangą powyżej 30 kg, A mój obecny PR w back squat to 55 kg przy 57,5 kg masy ciała, we froncie biorę 47,5 kg z zapasem na więcej. To samo z martwym, push pressem i innymi. Warto co kilka tygodni robić sobie serie 5x5 z progresją i 5x1 z szukaniem 1RM. U mnie stosowanie takiego planu się naprawdę dobrze sprawdziło.

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam sie w 100%, wszystko zaczyna sie w glowie... musimy nauczyc sie pokonywac bariery :D

    OdpowiedzUsuń
  3. pięknoSatysfakcji blogspot.com27 października 2014 14:52

    Sama mam często wrażenie, że gdy się nasłucham opowieści innych, jakie to jest trudne, a jakie tamto.. to budujemy już sobie przedwczesny przebieg zdarzeń. Przypomniało mi się jak choćby rok temu stwierdziłam, że zacznę treningi z Chodakowską i po paru dniach zdecydowałam się na skalpel. Po wysłuchaniu opinii i przeczytaniu komentarzy o morzu potu w pokoju powiedziałam sobie - spokojnie, małymi kroczkami, najpierw zrób może 15-20 min, jutro troszkę więcej... Skończyło się całym treningiem i to wcale bez wielkiego zmęczenia i tych słynnych strumieni potu... Trzeba przełamywać bariery.

    OdpowiedzUsuń
  4. również się zgadzam, że wszystko siedzi w głowie :) trzeba chociaż spróbować przekraczać swoje granice ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. twój brzuch rzeczywiście wyglada niesamowicie! schudłaś, szkoda że sama nie zauważyłaś ;) porównaj zdjęcia! jak zobaczyłam te to byłam w szoku! gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ta blokada nie wynika z tego, że podniesienie tych 20 kg przychodzi nam ciężko, więc wydaje nam się, że 30 kg to jakiś niemożliwy pułap? Ja się akurat na tym łapałam :). Nie na zasadzie "OMG! To tak dużo nie dam rady", tylko "Skoro 20 kg to taki problem, to 30 kg na pewno nie podniosę" :).

    OdpowiedzUsuń
  7. A ile osób potem mówi a jednak mogę? Warto spróbować i się przekonać. Wiadomo, że obawy są, ale nie dowiemy się jaki będzie rezultat, jeśli nie spróbujemy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mogłabyś lub moglibyście polecić jakieś blogi,gdzie znajdę jadłospisy wg diety paleo/diety wysokotluszczowej,generalnie gdzie panuje zbożofobia? :D oczywiście Tłuste Życie i Cook it Lean już znam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak maks. ta granica cały czas się przesuwa. może być maks na najbliższe pół roku. ale nie maks tak w ogóle.



    oczywiście mam na myśli młode, zdrowe osoby, których siła rośnie a nie już tylko spada jak to bywa u emerytów.

    OdpowiedzUsuń
  10. fajne porady

    www.wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Slim Fit Man Blog4 listopada 2014 22:02

    Bardzo ładny brzuch! Gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No właśnie! Dlatego tak ważne jest "popychanie się" do granic możliwości, żeby nie tkwić w miejscu z pięciokilowym ciężarkiem ograniczając tym samym swój rozwój

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!