06.07.2014

Dlaczego postanowienia nic nie dają?

Leżę na łóżku cały dzień, staram się regenerować po jednym z najcięższych i najbardziej stresujących tygodni w tym roku (a wiem, że przez jakiś czas lepiej nie będzie). Nie przeleżałam całego dnia, spałam dwa razy po dwie godziny, byłam tu i tam załatwić to i tamto. Jednak nie nauczyłam się prawie nic mimo, że postanowiłam być pilną studentką i zaczynać wszystko wcześniej. Postanowiłam też się trzymać diety, ale obecnie zwyczajnie mi to nie wychodzi i znalazłam jako taki kompromis między różnorodnością i moim samopoczuciem. Jak dla mnie te dwa przytoczone powyżej postanowienia, inne noworoczne, czy jakiekolwiek inne, to jedna wielka ściema. Postanowienia wzbogacają nas tylko o jedną rzecz - poczucie winy.

Photo by Jakob Montrasio / CC BY

Postanawiać - "podjąć jakąś decyzję" (źródło). Postanowiłam czyli podjęłam decyzję. Aha, czyli podjęłam decyzję, że od dzisiaj będę pilną studentką. Co w związku z tym? Fajerwerki, gratulacje od prezydenta? Yyyyyy... no nie. Tak dokładniej to nic. Postanowienie nie zmienia nic. Dlaczego? Podejmowanie decyzji to rzecz codzienna, dotycząca każdej wykonywanej czynności. I o ile czasami postanowienie zrobienia tej jednej czynności ma sens - przeprowadzka, rzucenie chłopaka czy zafarbowanie włosów na zielono, to przy ciągu czynności postanowienia tylko nas unieszcześliwiają.

Moim zdaniem nie chodzi w życiu o to, żeby wymyślić sobie coś z dupy (sory, inaczej tego nazwać nie mogę) - np. od dzisiaj postanawiam ćwiczyć 5 razy w tygodniu i na siłę to robić, bo tak sobie postanowiłam. A co jeśli złapie nas kontuzja, będziemy musieli wyjechać albo zwyczajnie 5 treningów w tygodniu to za dużo? Albo jak nam się zwyczajnie nie chce? No, ale trzeba, bo przecież postanowiliśmy.

Gówno prawda. W życiu nie chodzi o zmuszanie się do czegoś, o walkę ze sobą o pierdoły. Czym innym jest dla mnie wyznaczanie sobie celów i dążenie do nich a czym innym zmiana życia z dnia na dzień o 180 stopni, bo coś tam chcemy i lepiej by było coś zacząć robić. Na każdej drodze zdarzają się błędy, skoki w bok. Czasem się zmienia cel, czasem środki, czasem trwa to dłużej a czasem krócej. I co w związku z tym? Nic. Życie to nie zawody, nie gra na publiczne afiszowanie się ze wszystkim i pozbywanie kompleksów. Jak dla mnie codzienna postawa i codzienne wybory są o wiele ważniejsze niż nagła zamiana życia.

Nie będę pilną studentką, za to będę wyspaną studentką (przynajmniej dzisiaj). Z dodatkowymi kursami w CV (zrobiłam kilka lekcji jednego z nich w przerwie między drzemkami). Z jasnymi celami i z wyborami takimi, na jakie pozwoli mi życie. Wy jeśli chcecie, postanówcie coś sobie. Ja nie mam zamiaru. (Posta napisałam w piątek w nocy, dzisiaj może się coś nauczę ;))

*Pewnie znowu mi napiszecie, że ten post jest agresywny czy co tam jeszcze. Szczerze? Mam w planach nakręcić filmik o "agresji" u kobiet i tych bzdurach jakich słucham w tym temacie. Jednak jeśli nadal dla Was moje słowa kapią agresją, to przeczytajcie jeszcze raz, ale wyobraźcie sobie, że pisał to facet. Wtedy powinno być wszystko w porządku. Takie równouprawnienie mamy, cholera.

24 komentarze :

  1. Idę Ci postawić ołtarzyk za tego posta. Z czego ma być? Drogie wino, Baileys, czy też preferujesz piwo? :D

    http://pretty-perfection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekolada wystarczy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Specjalista od NLP (Neuro-Lingwistyczne Programowanie) powiedziałby, że niejasno określiłaś swoje postanowienie "być pilną studentką", ale oni nawet nie lubią samego słowa 'być' bo jest zbyt ogólne :-)
    Postanowienie ma szansę na sukces jeśli jest precyzyjne i stoi za nim wystarczająco duży 'ból' lub duża 'nagroda/przyjemność'
    Jestem pewna, że masz już za sobą dużo takich pozytywnie zrealizowanych postanowień :-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo:) A propos, postanowiłam, że nie będę jeść (tyle;)) słodyczy, a w ten weekend tylko praca; dzisiaj jednak poszłam do kawiarni i zafundowałam sobie genialny deser, poczytałam książkę (o zgrozo, niezwiązaną z moją zawodową dziedziną, tylko powieść), zrelaksowałam się na całej linii... i dobrze zrobiłam - teraz w końcu mam siłę do realizacji planów. A tak, sfrustrowana ślęczałabym przed monitorem oszukując się, że coś robię. Post na medal (i to zloty;) A co do agresji to serio nie widzę jej u Ciebie, podoba mi się Twój konkretny i szczery styl:) Tak przy okazji to rozwala mnie to, że kobieta nie może mieć ostrzejszego poczucia humoru czy bezpośredniości w sposobie bycia etc. Ciekawi mnie, czy w Niemczech też obserwujesz takie społeczne szufladki w postaci oczekiwań, że kobieta musi być tą eteryczną mimozą, bo inaczej nie jest "w pełni" kobieca?

    OdpowiedzUsuń
  5. NLP obecnie najlepszej opinii nie ma, moje pierwsze skojarzenie to takie jak na filmiku. Aczkolwiek nie neguję tego całkowicie, bo zbytnio się tematem nie interesowałam. Postanowień nie mam, cele natomiast tak i kolejne w realizacji ;) https://www.youtube.com/watch?v=tvbyY7oMT2E

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie też rozwala. Wiem, że jestem dosyć skrajnym przykładem "osobowościowego babochłopa", ale tą łatkę dostaje naprawdę mnóstwo kobiet.


    W Niemczech jest inaczej :) Są oczekiwania, ale mniejsze. To normalne, że kobiety mogą mieć wysokie stanowiska, mają czas dla siebie poza domem nawet jak mają dzieci (ze mną w klubie trenuje co najmniej 6 kobiet po 40 roku życia i grają weekendowe turnieje oczywiście bez dzieci pod pachą), nie przychodzą umalowane na trening czy siłownię (prędzej te umalowane budzą zdziwienie a nawet pewną odrazę u panów). Mimo to ja zauważam, że jakieś tam oczekiwania jednak są... i koleguję się głównie z mężczyznami albo konkretnymi babkami - takimi jak większość moich czytelniczek. Jestem ciekawa jak jest w Szewcji, bo chyba tam równouprawnienie to coś prawdziwego i namacalnego a nie tylko gadki o parytetach i noszeniu lodówek samemu na 3. piętro. W Niemczech nadal mało kobiet w spółkach giełdowych ma wysokie stanowiska, częste są niższe płace u kobiet. Na plus jest przyjmowanie do pracy (techniczne stanowiska w szczególności) i to, że wiele kobiet jeździ samochodami wszędzie i często samemu. Moje koleżanki z Polski bały się wjechać do Wrocławia albo nie pozwalał im na to chłopak, nie mówiąc o zaparkowaniu (zdarzyło mi się parkować samochody koleżanek, bo się bały gdzieś wjechać). Mi nie raz się zdarzało, że przy parkowaniu równoległym gromadziła się w Polsce grupka gapiów i czasami nawet biła brawo a koledzy mówili, że mam nie przeparkowywać, bo "dobrze stoję". W Niemczech zdarzyło mi się, że jakiś mężczyzna patrzył się jak parkuje, ale raczej należało to do rzadkości. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobnie myślę ale to już kiedyś wspomniałam. Pod tym postem też się całkowicie podpisuję i podoba mi się wyrażanie swoich myśli taktownie i bez owijania w bawełnę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tu nie widzę agresji, piszesz KONKRETNIE. Mnie się podoba!

    OdpowiedzUsuń
  9. Babochłop mówisz? Szczera,agresywna,a do tego arogancka i z niewyparzoną buzią mówiącą prosto z mostu co myśli? Hmmm ile to ja razy takie coś słyszałam :D

    A ten wpis zapisuję... Trafiłaś w sedno dziewczyno:)

    OdpowiedzUsuń
  10. To na Zachodzie jest nadzieja dla nas, "babochłopów";P Może i do Polski ten pozytywny trend dojdzie i stanie się oczywistym, że kobieta mając rodzinę, dzieci, też może mieć pasje i realizować się nie tylko na kursach szydełkowania i ławkach przy placach zabaw. Jeśli chodzi o Skandynawię, to nie wiem jak jest w Szwecji, ale np. Norweżki grają z facetami w piłkę nożną (i u siebie, i u nas), bez żadnych kompleksów i kokietowania; ogólnie mocno usportowiony jest to naród i od małego są przyzwyczajeni do aktywnego spędzania wolnego czasu, niezależnie od płci. A co do NLP to mam podobne skojarzenia:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Trochę się muszę zgodzić ;)
    Postanowienia jako droga do celu - tak, ale postanowienia dla samych postanowień to bzdura. Kiedyś różne rzeczy sobie postanawiałam, robiłam plany i inne takie. Ale życie jest życiem, tu się złapało przeziębienie, tu pies u weta, a tu zwykła zimowa depresja. Teraz postawiłam sobie cele, nie postanowienia. Mam cel, by powoli zwiększać kondychę, żeby do końca roku móc swobodnie przebiec 10km. Możesz powiedzieć, że to długi czas, bo dystans krótki. Ale dla mnie realny, więc sobie powoli biegam, staram się co drugi dzień, ale nie robię tego na siłę. Kiedyś postanowiłam: przeczytam jedną książkę tygodniowo! Teraz wiem, że z 5 futrzaków, pracą zmianową i mało zaradnym narzeczonym to średnio możliwe. Więc nie postanawiam, ale wiem, że fajnie byłoby w lipcu przeczytać coś fajnego.
    I nie, nie kipi agresją ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak naprawdę postanowienie samo w sobie to ściema ( tak jak napisałaś), ale kiedy dochodzi np. strach ( zbliżają się wakacje, jak będę wyglądać!) to nagle postanowienie ( przynajmniej u mnie) zostaje bardziej realizowane :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Agresja? Ja tu widzę konkret, bez owijania w bawełnę. Lubię tego typu posty bez niepotrzebnego słodzenia, może dlatego że sama mam skłonności do dosadnego wyrażania swojej opinii i wazelinka mnie denerwuje.


    Też raz miałam postanowienie być sumienną studentką i uczyć się regularnie, po każdym wykładzie czytać w domu notatki, podkreślać ważne zagadnienia, nagłówki itp. Rzuciłam to w cholerę po dwóch dniach. Koniec końców może nie byłam na zajęciach alfą i omegą, ale gdy nadeszła pora, nauczyłam się wszystkiego co było trzeba, ze zrozumieniem, i chociaż już po egzaminach, to raczej niczego nie zapomnę. Poza tym kto tam za pięć lat będzie pamiętał czy uczyłam się na każde zajęcia czy przyswoiłam wszystko przed sesją ;)


    Moje postanowienia zwykle brzmią tak: "muszę iść do osiedlowego po pomidory bo nie będę miała na kolację".

    OdpowiedzUsuń
  14. Katarzyna Schuderla7 lipca 2014 01:45

    Trafiasz z tym postem w samo sedno, i nie jest zbyt agresywny jak dla mnie. Ale ja tez jestem stanowczym, mowiacym co mysli babochlopem ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nebeskaa Natalia7 lipca 2014 09:02

    jak dla mnie to agresji absolutnie tu nie ma ;) post naprawdę dobry, trafiłaś w samo sedno! lubię takie konkretne i rzeczowe posty, nie ma sensu owijać w bawełnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Postanowienia jak postanowienia. Generalnie wszystko zależy od człowieka. Moim zdaniem ludzie z silną psychiką są w stanie się poświęcić i nie złamać, choć wiadomo, łatwo nie ma. Pozdrawiam i zapraszam do siebie : )

    http://swego-pewien.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. obojętnie co napiszesz i tak będą Cię całować po stopach i wielbić, tutaj nie ma ludzi z własną opinią Gosia.
    Wszyscy przybijają ci piątkę a 1 stycznia walą posty o swoich postanowieniach. Dajcie spokój.
    Ciekawe jakby napisać " jesteście wszystkie zakłamane grube świnie" zgodzą się? :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Otóż nie, nie będę całować ani wielbić ale chętnie czytać to i owszem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Agata Pacholska8 lipca 2014 12:39

    A mi się post bardzo podoba! Sama nie raz sobie postanawiałam, że schudnę, że nie będę jadła tego, tamtego, że będę właśnie ćwiczyć 5-6x tyg i że schudnę do jakiegoś terminu. I nigdy to nie się sprawdzało. Bo właśnie mi się nie chciało danego dnia ćwiczyć, wypadały im cioci więc jadłam to co było na stole, bo przecież cioci się nie odmawia albo po prostu spotkanie ze znajomymi. I wiecznie chodziłam zła na siebie, to jak wyglądam (a nie wyglądam źle). Teraz nie stawiam sobie celi, po prostu zakochałam się w Zumbie, chodzę tak często jak mogę, jem wszystko z umiarem i chyba zaczęłam w końcu akceptować siebie. A jak wygląd mój się polepszy dzięki tańcowi to będzie jeszcze bardziej super. Już teraz jestem pewniejsza siebie i wydaje mi się że ciało zaczyna się zmieniać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Plus ode mnie. Gosia najpierw pisze o tym, jaka jest super zapracowana, a potem nagle nie daje rady, więc pisze wielki post o tym, jak to wszystko ma w dupie. A w komentarzach zgadzają się wszyscy równo. Ale w sumie się nie dziwię, bo Gosia nie lubi, gdy się ktoś z nią nie zgadza. Napisze coś oschłym tonem, a potem zwala na dyskryminację kobiet, bo jakby to facet napisał, to by został na pewno inaczej odebrany ;) Albo stwierdzi, że jak się nie podoba to spadać.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ahahahahaha :D Cytaty proszę :D

    Nieco nie rozumiem komentarza, ale jedno wiem - bardzo lubię jak ktoś się ze mną nie zgadza, bo jest o czym dyskutować :) Tak jak z Tobą, a osobie powyżej niestety nie wiedziałam co odpisać mimo, że to samo zauważyłam.

    No i pisanie oschłym tonem... :D Teraz spróbuję nieosłchłym. :D :) xD fajnie się to czyta? :D :) :P A tak poza tym, to spadać też możesz, na siłę nie trzymam :D :) ;) (to chyba nie było oschłym tonem? czy już tak?)

    No i jeszcze co do posta... nie piszę źle, urwałam noc żeby napisać coś dla czytelników też źle. Dzięki, już wiem co poprawić!

    OdpowiedzUsuń
  22. Patrycja Wawrowska23 lipca 2014 17:24

    Lubię Twoje posty i filmiki, ponieważ piszesz to, co najważniejsze i robisz to 'prosto z mostu' :) Mi to odpowiada, bo długie i zawiłe posty mnie nudzą :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Moim zdaniem to nie jest problem z postanowieniami (bo warto jakieś mieć), ale z umiejętnością bycia elastycznym wobec nich. Bowiem życia nie da się przewidzieć dlatego ścisły plan nie ma największego sensu, bo będzie powodować tylko frustrację.

    Jest takie stare indiańskie powiedzenie " Nie bądź zły na rzeczy, które nie zależą od Ciebie".
    Czy mam wyrzuty jeśli nie zrobiłam treningu, bo oglądałam serial i zjadłam sernik? Tak.
    Czy mam wyrzuty jeśli nie zrobiłam treningu, bo musiałam z psem iść do weterynarza? Nie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Strzał w dziesiątkę :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!