03.06.2014

Wygląd nie jest najlepszą motywacją

Wiele osób zaczyna ćwiczyć, bo chce zmienić swoje ciało. Najczęściej kieruje nimi chęć utraty zbędnych kilogramów, czasami cheć przytycia czy ujędrnienia skóry. Nierzadko takie osoby zmuszają się do treningów, nie lubią aktywności fizycznej i traktują ją jak obowiązek. Kiedyś przychodzi ten magiczny moment, kiedy osiągamy upragnione ciało i co wtedy? Albo jeszcze gorzej - co jeśli okazuje się, że nasze ciało nie jest zdrowe i trzeba obrać leczenie jako priorytet a dopiero potem myśleć o odchudzaniu?


Nigdy nie uważałam, że patrzenie na wychudzone laski na Instagramach i innych takich może przynieść nam wiele pożytku (pisałam o tym tutaj i tutaj). Jestem w stanie uwierzyć w to, że ktoś podniósł się z kanapy, bo chciał inaczej wyglądać. Zresztą bardzo to pochwalam - każdy powód jest dobry do zmiany trybu życia na aktywny. Jednak nie uwierzę, że osoby, które notorycznie zmuszają się do treningu będą aktywne do końca życia i to z korzyścią dla ich ciała. Obserwuję wiele dziewczyn, które stają się aktywnie fizycznie. Część pisze non stop o tym jaki to trening dzisiaj zrobiła, jaki to on nie był zajebisty i jak w ogóle super. Potem następuje cisza, bo coś wkradło się w ich życie, co zabrało im cały czas i nie ma miejsca na treningi. Potem znowu trenują i znowu jest wszystko super. Nierzadko podczas tych okresów treningowych dziewczyny trenują nawet 7 razy w tygodniu albo i częściej robiąc z rana aeroby czy interwały, 3 tabaty pod rząd i inne bliżej mi nieznane kombinacje. Pomijam to, że ciało, które nigdy nie zaznało sportu nie będzie wiedziało o co chodzi i raczej mu się to nie spodoba. Jednak czy takie podejście ma w ogóle szansę wejść nam w nawyk?

Jeśli ćwiczenia zapoczątkowane przez chęć zmiany wyglądu rzeczywiście ją przynoszą to super. Ale co potem? Jak popatrzymy kiedyś w lustro i spojrzymy, że wyglądamy zajebiście to przestaniemy ćwiczyć i będziemy czekać aż znowu będziemy wyglądać źle? Czy jak? (Kurde tak szczerze to chciałabym kiedyś popatrzeć w lustro i stwierdzić, że wyglądam tak zajebiście, że nie muszę już ćwiczyć, ale wątpię żeby to nastąpiło w tym życiu.) A co jeśli nie chudniemy, bo przeszkadza w tym nam jakaś choroba - tarczyca, układ pokarmowy i nie wiadomo jeszcze co? Może wtedy też lepiej w ogóle nie ćwiczyć bo nie ma po co?

Moim zdaniem sport generalnie powstał po to, żeby budować sprawność, a wygląd jest cechą drugorzędną. Od niedawna zrobiła się moda na kobiece sixpacki i inne, kiedyś wszystkim podobała sie Marylin Monroe i też było fajnie. Kulturystyka jako sport kształtujący ciało to tylko jedna z wielu dyscyplin. Zauważcie, że w wielu innych dyscyplinach kobiety nie mają żadnych krat na brzuchu ani nawet widocznych mięśni na rękach. A wysportowane i fit przecież są.

Piszę to nie dlatego, żeby Was zniechęcić do sportu, bo i tak nie będziecie mieć super figury. Piszę to, bo to nie jest blog o kulturystyce, tylko blog o sporcie ogólnie. Ja znalazłam to co lubię w podnoszeniu dużych ciężarów i w lataniu po boisku zarówno na hali jak i na plaży. Miewam okresy bez treningu kiedy czuję, że mi się nie chce, ale nie trwają one z reguły dłużej niż 2 do 3 tygodni, bo potem dostaję świra z brak sportu. Chciałabym żeby było więcej fanatyków po prostu tej czystej przyjemności, którą daje sport, niż fanatyków tylko tego, co oferuje kulturystyka. Jeśli zaczynamy ćwiczyć z myślą zmiany wyglądu to świetnie. Jednak kiedyś musi przyjść ten moment, kiedy znajdziemy w tym przyjemność. Czym jest dla Was sport? Jakie dyscypliny kochacie?

39 komentarzy :

  1. O właśnie,podobnie myślałam ostatnio. Do nie dawna myślałam tak jak piszesz,że to tylko coś co może dać sylwetkę,ale teraz zaczynam rozumieć że daje mi to po prostu przyjemność,radość i zdrowie. Nie muszę wyglądać jak te wszystkie fit laski z Instagramu,ważne żebym miała z tego przyjemność,a piękna sylwetka będzie miłym dodatkiem do tego.


    Nie wiem czy tylko ja zaważyłam ale ostatnio widzę silne parcie dziewczyn w dążeniu do sylwetek rodem bikini fitness. Fakt,może jest to fajne,może ktoś serio tak chcę ale czy nie odczuwa się przez to presji i stresu cisnąć codziennie harcorowe zestawy do utraty tchu? Sama podobnie robiłam i widziałam że przemęczając się zamiast lepiej było nie za ciekawie. Tak więc nadal walczę z myślami,ale cieszę się że wychodzę na dobrą drogę i robię to po to bo to kocham:)

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam sie. Najlepiej znalezc ten rodzaj aktywnosci fizycznej, ktòry sprawi nam radosc i satysfakcje, a kiedy juz ja znajdziemy, ruch nie bedzie juz nigdy obowiazkiem. Ja odnalazlam sie w bieganiu, lubie tez rower, yoge, cwiczenia wzmacniajace. Juz dluzszy czas temu postanowilam, ze nie bede uprawiac sportòw, ktòre mnie nudza. Lepiej jest wkladac serce w to, co sie robi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio gadałam chwilę z trenerem na siłowni i pytał o moje cele treningowe (czy masa, czy redukcja itp.). Odpowiedziałam, że po prostu lubię podnosić ciężary i oprócz większej siły to nie przywiązuję większej wagi czy coś mi tam ubędzie czy przybędzie. Uznał, że to dziwne jak na kobietę stwierdzenie :D
    Ostatnio kolega z pracy przyznał, że chodzi na siłownię bo "trzeba", żeby jakoś tam wyglądać. Czemu? Jest tyle sportów - od piłki nożnej po jazdę na rowerze!
    Kiedyś dużo biegałam i mimo wszechobecnej mody, po prostu mi się znudziło. Po 2 latach przerzuciłam się na siłownię, która daje mi chwilowo dużo więcej radości. Nie wykluczam, że za rok będzie to joga, a za dwa wspinaczka. Najważniejsze to żyć aktywnie i zgodnie z sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nebeskaa Natalia3 czerwca 2014 17:24

    W zupełności się z Tobą zgadzam! Nie widzę sensu w ćwiczeniu, bo "trzeba"... Po co się zmuszać? Rozumiem, że na początku nieraz trzeba, jak się jest do tego nie przyzwyczajonym. Sama tak robiłam. Jednak później aktywność fizyczna stała się moją pasją, a nie przykrym obowiązkiem. Ja teraz pokochałam trening siłowy, lubię też bardzo jogę, pilates itp. itd., wszystko co związane z fitnessem :) Przyznaję, że bardzo nie lubię sportów zespołowych. Zawsze byłam w nich kiepska i po prostu tego nie lubię. Lubię także biegać i pływać :) Jest tyle dyscyplin, że każdy znajdzie coś dla siebie. Nie ma sensu się zmuszać do czegoś, co nas w ogóle nie kręci..

    OdpowiedzUsuń
  5. ja jestem typem osoby, który lubi mieć cel i go ciągle przesuwa, chcę więcej i więcej i jestem zdeterminowana żeby osiągnąć to czego chcę :D oczywiście nie po trupach :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczynałam, żeby poprawić jakość swojego ciała. Teraz ćwiczę, bo praca z ciężarami jest po prostu fajna i daje ogromną satysfakcję - podniesienie większego ciężaru, przyrost mięśni świadczący o dobrze wykonanej robocie, zajmowanie się tym, czego wiele osób się boi, przy czym wiele osób wymięka. Mam nie tylko świetną sylwetkę, ale i radość za każdym razem, gdy uda mi się osiągnąć coś nowego. Nie ciągnie mnie do innych dyscyplin, ale czasem tęskno mi do czasów grania w piłkę nożną.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z tym wpisem w 100% dodałabym jeszcze wątek o tym, jakie zagrożenie niesie nadmierny i częsty wysiłek. Ćwiczyłam dużo, codziennie jakieś intensywne ćwiczenia po 1-2h. Jestem zadowolona ze swojego wyglądu, moje ciało zmieniło się całkowicie. Byłam zafascynowana metamorfozami, które oglądałam codziennie na różnych profilach. Niestety organizm nie wytrzymał tak diametralnej zmiany żywienia i aktywności i teraz walczę o to, by przywrócić sobie normalny cykl menstruacyjny, bo niestety miesiączka zeszła do poziomu zero, co oznacza, że nie ma normalnej owulacji, czyli mogę na razie zapomnieć np. o ciąży. Nie zrezygnowałam całkowicie z ćwiczeń, ale ograniczyłam je znacznie i widzę, że najlepiej czuję się wtedy, gdy prawie w ogóle nie ćwiczę. Moje ciało jest tak przemęczone tym. Intensywne i regularne ćwiczenia dla kogoś kto do tej pory uprawiał nawet lekki sport to ogromny stres w organizmie, który na pewno znajdzie swoje ujście po pewnym czasie. Może to być pół roku, może to być rok, tak jak w moim przypadku. W Polsce jest ogromny problem z leczeniem hormonalnym, z trafną diagnozą itd. Najgorsze, co może być to właśnie eksperymenty z dietami i ćwiczeniami bez konsultacji lekarzy, dietetyków.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi ćwiczenie w domu podnosi samoocenę. Kiedy moi znajomi idą na ""libację"" (co dla mnie w wieku 16 lat jest czymś dziwnym, ale może to ja jestem dziwna? ;)), ja cały czas podnoszę sobie poprzeczkę i cieszę się z tego, że np. teraz zrobię w końcu kilka męskich pompek czego jeszcze miesiąc temu nie potrafiłabym wykonać. Motywuje mnie fakt, iż robię coś dla siebie, moje ciało staje się silniejsze. Najbardziej jestem zadowolona z tego, że mam tak silną wolę i 5-6 razy w tygodniu wieczorem wstaję i idę ćwiczyć :) Ponadto jestem jedyną osobą w szkole, która ćwiczy tak regularnie, chłopaki przy mnie wymiękają :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z Tobą w 100%. Nie możemy traktować sportu tylko jako narzędzia do zmiany naszego ciała. Ja jak byłam młodsza, to właśnie tak to widziałam i tak jak napisałaś, zawsze ćwiczyłam nieregularnie. Teraz znalazłam swój ukochany sport, którym jest kick boxing i wiem, że po każdym treningu jestem lepsza i silniejsza. Widzę efekty na treningach, chodzę na siłownię, żeby móc jeszcze więcej dać z siebie na sali. I niech ktoś mi spróbuje podskoczyć na ulicy, ;) Żartuję ;) A ciało oczywiście się zmienia na lepsze, ale najważniejsze są zmiany jakie zaszły we mnie wewnętrznie. Ważne, żeby złapać bakcyla i cieszyć się tym. Wtedy każda przerwa w treningu jest dla nas męką psychiczną.

    OdpowiedzUsuń
  10. ja bardzo polubiłam biegać:) jednak jestem w tym troche nie leguralna nie zmuszam się do niczego staram się żeb to było chociaż dwa razy w tygodniu mało ale zawsze coś:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Heh, właśnie ja mam problem i z tarczycą i z układem pokarmowym, w związku z czym cholernie trudno mi schudnąć, za to potrafię przytyć od jednego ciastka (mimo, że biorę leki). Jednak ćwiczę, bo wiem, że to "robi dobrze" mojemu ciału. No i ta satysfakcja, gdy bez niczyjej pomocy sama przesuwam meble - co ostatnio mi się zdarzyło, a znikąd pomocnej dłoni :P Kiedyś wybierałam aerobic, później bieganie, ale strasznie mnie to nudziło. Dzięki Tobie zaczęłam ćwiczenia obwodowe z obciążeniem i wreszcie znalazłam coś co lubię ;) Wróciłam też do w miarę regularnego pływania, które kocham (chociaż umiem pływać tylko żabką i na plecach) :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ładne zdjęcie :) U mnie są to treningi MMA i BJJ, które zaczęłam kilka miesięcy temu. To nic, że nie jestem do tego stworzona czy znakomicie pojętna (czasem trzeba powtórzyć dla mnie wykonywane ćwiczenie do skutku), ale sprawia mi to ogromną radość i przyjemność :) Na urodziny za to zażyczę sobie zajęcia z trenerem personalnym na siłowni :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, przesuwanie mebli daje radochę ;D A moja rodzina zgubiła szczękę, gdy machnęłam kiedyś bez problemu worek gruzu na plecy. To było zaledwie 20kg, nie wiedziałam o co im chodzi ;D Zdążyłam już zapomnieć, że większość kobiet łamie się pod 5kg. Jedno jest przykre plecy i bajcepsy nie mieszczą mi się w starych ciuchach, A dziś mi pękła bluzka w bajcepsie ;/ A była taka fajna... ech :>

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasami kiedy zagubie sie w swoim myslach i robi mi sie smutno ze dalej z przodu opona nie taka jak bym chciala to zawsze mysle sobie "pomysl o ile lepiej czujesz sie cwiczac. jestes silniejsza, sprawniejsza, masz lepsza kondycje i nie boli Cie wreszcie kregoslup!". Wtedy jak pomysle jak wspaniale zyje sie bez bolu od razu uciekaja glupie mysli. Czasami nie da sie przed nimi obronic, tak jak mowisz atakuja nas te sixpacki z kazdej strony i w pewnym momencie czlowiek mimowolnie zaczyna zastanawiac sie nad swoim wygladem. Tylko nie mozna dac sie wciagnac

    OdpowiedzUsuń
  15. Sport zawsze był mi bliski. Jezdzilam Na zawody i dlatego to co robię dalej jest przyjemnością. Ćwiczę kiedy chce i mam czas nie robie i nie stwarzam sobie presji podobnie tyczy s i e jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  16. miejskifitness.blogspot.com- A4 czerwca 2014 13:49

    Od zawsze coś uprawiałam, ale kiedyś nie marzyłam o fajnej sylwetce, tylko o zrobieniu tego triku czy tamtego- np. opanowaniu katany w Aikido czy samych uników! W pewnym momencie marzyłam o zrobieniu ratownika i pływałam jak szalona, ale też nie patrzyłam wtedy na sylwetką, chociaż miałam pewną nadwagę... Instruktorem zostałam tylko dzięki mojej miłości do rowerów! Chciałam ćwiczyć z klubie z grupa i im przewodzić! Mieć własny team;-) Dla mnie sylwetka jest drugorzędną sprawą. Ważne jest zdrowie i radość ze sportu. Teraz uprawiam pilates i TRX a czas grupowej i własnej tabaty schodzi na dalszy plan. Moda przemija i nawet gdy chcemy coś wypróbować to nie koniecznie na dłuższą metę możemy mieć chęć kontynuowania tego czegoś. Uważam, że trzeba wybrać sobie swoje dwie ulubione dyscypliny, taki które nigdy nam się nie znudzą, pro zdrowotne, i kultywować je jako coś przyjemnego i w ramach czasu tylko dla nas, na odstress!Fajnie jest mieć swój ulubiony rodzaj wypoczynku na świeżym powietrzu. Dla nie to nordic walking. Ale może kiedyś wrócę jeszcze do tych długich wycieczek rowerowych;-). Pozdrawiam! I LUBIĘ CIĘ CZYTAĆ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. miejskifitness.blogspot.com- A4 czerwca 2014 13:50

    Zdjęcie masz super artystyczne!;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj zgadzam się, że sylwetkę masz świetną :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobrze, że to piszesz - sama nie przeżyłam tego w aż takim stopniu, ale jest to coraz częstsze, a dziewczyny zaczynają coraz wcześniej... Myślę, że z dwoma fałdkami więcej da się żyć, ale z nadszarpniętym zdrowiem już ciężej.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ojej, ale bym się chciała nauczyć tańczyć... :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Och po kilku miesiącach ćwiczeń siłowym też zauważyłam ogromną zmianę na siatce.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kupuj bez rękawów! ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dwie dyscypliny to dobre rozwiązanie, przy czym ja bym rozszerzyła to nawet do 4, jeśli są sezonowe - w lubię jeździć na nartach a w lecie grać w plażówkę (chociaż jakbym się przeprowadziła do Brazylii to mogłabym to robić cały rok ;)).

    OdpowiedzUsuń
  24. Myslę że większość kobiet ćwiczy tylko i wylącznie aby pozbyć się dodatkowych kilogramów.
    Ja zawsze byłam bardzo szczupła ale mimo to uprawiam sport dla przyjemności i satysfakcji, dlatego strasznie mnie denerwują pytania koleżanek typu - ' Czemu ćwiczysz, przecież jesteś taka szczupła ?'. SZkoda że ludzie nie widzą ze sportu żadnych innych korzyści poza fajną sylwetką :/

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja znam jeszcze lepsze - "tak się cieszę, że jestem szczupła i nie muszę ćwiczyć!" :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Przyznaje, ze ja tez zaczelam cwiczyc po to, zeby schudnac po ciazy. Zaczynalam z Chodakowska, potem Mel B i Jillian Michaels. W miedzyczasie okazalo sie, ze mam astme, ale nie poddalam sie. Pokochalam to co robie, pomimo braku wsparcia wciaz cwiczylam i cwicze dalej. Cwicze juz od ponad roku, wlasnie zaczelam trzeci tydzien z Insanity i daje rade!!! Moje cialo po ciazy bylo w okropnym stanie, teraz jest o niebo lepiej, ale rozstepy nie znikna i juz sie z tym pogodzilam, na plaski brzuch chyba tez nie mam co liczyc. Cwicze dla siebie, dla dobrego samopoczucia, energii, sily i fajnego tylka!

    OdpowiedzUsuń
  27. Sylwia Rytarowska4 czerwca 2014 19:00

    Cześć.
    Super post. Dlaczego ćwiczymy? Powodów jest pewnie tyle co ćwiczących.


    Ja się zapominam z ciężarami i wychodzę po 90 minutach ledwie pamiętając jak się nazywam. Bo tak lubię. Najpierw mi się nie chce - idę bo przecież zawsze chodzę - a potem nie wiem kiedy - żywioł. To jest super.


    Brak sportu?


    Ty dostajesz świra, a ja się czuję jakbym się nie umyła - brak sportu = brak higieny. Ale ludzie różnie ćwiczą. Ja opływam potem i jadę z koksem jak dzika, zbyczeni panowie na luzie mi (jednym paluszkiem czasem) pomagają w wyciskaniu żebym nie obiła sobie facjaty sztangą. I fajnie.


    Ewolucja.


    Wszystko zależy od momentu w jakim się znajdujesz w życiu. Musisz dojrzeć do wszystkiego. Ewoluować - Nie ma nic za free. Obawiam się Gosiu, ze intencje masz dobre, ale nie zmienisz świata (aczkolwiek nikt nie jest nieomylny - w tym ja). Laski będą robić różne głupoty dla figury. Wygi będą na to patrzeć z politowaniem, choć wielu z nich kiedyś też tak zaczynało. Ale rób dobrą robotę. Może chociaż kilka "zagubionych" to przeczyta i oprzytomnieje :-)
    pozdrawiam i czytam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Dla mnie ćwiczenia to właśnie dbanie nie tylko o sylwetkę, wygląd ale o zdrowie, sprawność, kondycję;) A i przyokazji można wrzucić coś więcej na ruszt hahha:P


    p.s. piękne to zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  29. Katarzyna Schuderla5 czerwca 2014 08:10

    Prawda jest ze zazwyczaj pierwszym bodzcem do ruszenia tylko z kanapy jest chec schudniecia -tak bylo tez ze mna. Teraz efekt chudniecia jest bonusem do powera jaki mam, dawki codziennych endorfin i uczucia ze dbam o siebie :)
    Dopiero teraz zaczelam zwracac uwage ze te faktycznie szczuple "z natury" laski, to nie maja praktycznie ani grama miesnia na sobie - to ja wole byc gruszka wazaca 70kg z rozwijajacymi sie miesniami :)
    I wogole to ja zupelnie nie rozumie tej pogoni za sixpackiem... Jakos nie podobaja mi sie kraty na brzuchu u kobiet, znacznie bardziej wole plaskie ale jedrne brzuszki :) No i co potem jak sie masz juz ten sixpack? do pracy sie chodzi w krotkich bluzkach czy komu sie to pokazuje? ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Odpowiadając na Twoje pytanie - najbardziej lubię badmintona, tenis stołowy oraz bieganie :) Sprawiają mi dużo przyjemności, a to bardo ważne. Nie lubię uprawiać sportu dla samego 'ćwiczenia', wolę mieć z tego frajdę :)
    www.chudnij-ze-mna.pl

    OdpowiedzUsuń
  31. Agata Pacholska5 czerwca 2014 13:04

    U mnie od kilku lat jest tak, że zawsze mam takie momenty i postanowienia, od jutra ćwiczę. Faktycznie ćwiczę przez tydzień-dwa a potem długa przerwa, bo np. jednego dnia nie ćwiczyłam bo wróciłam do domu późno, albo jakaś rodzinna impreza itp. Zawsze znalazłam argument aby zrobić sobie dzień wolny od ćwiczeń i tak w kółko. Ćwiczyłam w domu z Mel B lub Chodakowską. Jednak stwierdziłam że ćwiczenia w domu nie są dla mnie bo zawsze coś...załatwiłam sobie kartę Multisport i zaczęłam chodzić na fitness ABT, TBC i Zumba. No i w zumbie się zakochałam!! :) Staram się tańczyć 4-6 razy w tygodniu (zajęcia trwają 1-1,5h). I po takim czasie zmuszania się do ćwiczeń w domu wiem że zumba to jest to :) Uwielbiam to uczucie po "treningu" zmęczenie ale i też endorfiny szczęścia Są dni że wracam zmęczona z pracy i nie chce mi się wieczorem ruszać tyłka ale zmuszam się i jadę potańcować a potem jestem happy że jednak zrobiłam coś dla siebie :) Nie chcę mieć umięśnionego brzucha, pleców, ramion i nóg tylko ładnie ujędrnione ciało i spalić tłuszcz więc taniec to jest to! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. a w moim życiu sport jest od zawsze, oczywiście, że z różnymi przerwami, ale nie wyobrażam sobie legnąć na kanapie. I właśnie na sprawności mi najbardziej zależy - jestem mała, nigdy nie będę miała długich nóg i talii osy. Ale za to przebiegnę bez problemu 10km, potrafię przepłynąć 2km i teraz szykuję się do traithlonu. A to, że nie mam sixpacku na brzuchu to akurat mnie cieszy - chcę być zdrowa i móc urodzić w przyszłości zdrowe dzieci:) jakoś wszystkie fit panny zapatrzone we wszelkie inspiracje zapominają, że przecież to nie jest naturalny kobiecy wygląd, a efekt, uzyskany zwykle w bardzo niezdrowy sposób i utrzymywany przez krótki czas na potrzeby sesji zdjęciowych, zawodów sportowych i tego typu wydarzeń. Ot, takie moje przemyślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja czasami porzucam ćwiczenia na jakiś czas ale mam tak też z czytaniem książek i z innymi zajęciami, po prostu czasami potrzebuje odpoczynku, żeby później czerpać większe zadowolenie z tych czynności :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Murakami w swojej autobiografii napisał, że dziękuje Bogu, że dostał od niego skłonność do tycia - bez tego by nie biegał, a wtedy jego życie byłoby ubogie. Jak dla mnie bardzo trafne podsumowanie daru, który inni postrzegają jako wadę.

    OdpowiedzUsuń
  35. Etap 'ćwiczę, bo nie mieszczę się w spodnie' już mam za sobą, jednak widzę, że część moich koleżanek-kanapowców szuka ratunku, bo zaraz lato i bikini. A oczywiście, gdy mówię im, że najlepsze efekty dadzą im ciężary/crossfit od razu się zniechęcają. Nie rozumieją mojej radochy z kolejnych cf osiągnięć, które dają mi ogromną satysfakcję. A jak wiadomo - wtedy ciało zrobi się samo:D

    OdpowiedzUsuń
  36. Lubię Cię :D

    Ja zaczęłam uprawiać sporty ze względu na figurę. Początkowo to była masakra, popełniłam wszystkie możliwe błędy, nienawidziłam szczerze każdego ruchu i ogólnie ma-sa-kra :D Ale potem nagle coś się odkręciło i strasznie polubiłam. Owszem, też czasem mi się nie chce, nudzi mnie coś i tak dalej, ale lubię ruch, brakuje mi go, a kiedy MS zabroniła, to prawie mnie rozniosło i nie wytrzymałam (ale ciii ;P) Nie każda forma ruchu mi przypada do gustu, ale lubię próbować nowości i mam swoją ulubioną bazę. Więc bywa, że pogoń za wyglądem daje coś dobrego :)

    I mnie by nikt nie podejrzewał o ćwiczenia. Nie mam sixpaczka, ślicznej dupeczki, ani idealnych plecków. Soł... ;) Dam Ci lajka ;D

    OdpowiedzUsuń
  37. Dla mnie sport jest głównie tańcem :) Uwielbiam zumbę, salsę, sambę. Z tej formy aktywności czerpię największą przyjemność. Szczerze mówiąc, czasami czuję jakby społeczeństwo przymuszało mnie do wyglądania w określony sposób, czuję presję i nacisk, bo dana sylwetka jest w modzie. Jakie to przykre... Powiem Ci szczerze, że na żywo mało widziałam osób fit, a co dopiero mówić o wysportowanych wyżeźbionych mięśniach. Myślę, że większość osób męczy się z powodu dążenia do tego "modnego" typu sylwetki, męczy się ćwicząc, a jedynym celem jest ładna sylwetka, dlatego przestają ćwiczyć...

    OdpowiedzUsuń
  38. Monica Wino i Oliwki blog31 lipca 2014 17:19

    Z tym płaskim brzuchem po urodzeniu, to też tak myślałam, ale u mnie jest poprawa, baaardzo powoli to idzie ale już jest na prawdę ładny. Także nie trać nadziei :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Monica Wino i Oliwki blog31 lipca 2014 17:19

    Zawsze lubiłam sport. Grałam całą podstawówkę i szkołę średnią w siatkówkę (zawody, treningi, reprezentacja szkoły). Potem przyszły studia, tyłek urósł dzieki tabletkom antykoncepcyjnym (+8kg). Stwierdziłam, że zacznę machać nóżką (aeroby z youtube jak Pump it up). Schudłam, ujędrniłam się, byłam happy. Potem przyszła ciąża. Armagedon dla mojego ciała (mimo, że mało przytyłam) i ducha (depresja poporodowa). Brak czasu na ćwiczenia, bo trzeba zająć się dzieckiem. Nie mogłam się ogarnąć, długo, żeby zacząć się ruszać. I tak po 1,5 roku od urodzenia dziecka, w końcu się zorganizwałam, 7 miesięcy zdrowo jem i ćwiczę rgularnie. Wyszłam przez to z depresji po urodzeniu córki. Nie wiem co będzie jak wrócę do pracy. Nie wiem jak znajdę czas. Aż się tego boję.
    Mądry post. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!