10.06.2014

Kiedy głowa nie daje rady

Każdy z nas ma wady. Czasami wydaje mi się, że mam ich ponadprzeciętnie dużo. Staram się nad nimi pracować, zastanawiać się, dlaczego zachowuję się tak a nie inaczej i dlaczego działam wbrew sobie. Czasami mimo analiz, mimo pracy nad sobą, mimo tego, że naprawdę chcę, po prostu mi nie wychodzi.



Jestem perfekcjonistką. Jeśli coś zaczynam to robię wszystko albo nic. Jedynym wyjątkiem są chyba studia, które idą z boku i z których wyciągam to, co dla mnie najważniejsze. Reszta? Reszta angażuje mnie w całości. Daję z siebie wszystko w pracy, daję z siebie wszystko na blogu, na YouTube, na treningu. A przynajmniej staram się dawać. Praktycznie nie mam wolnego czasu - nawet jak się spotkam z przyjaciółmi to piszę posty albo nagrywam filmiki czy odpowiadam na maile. Sama wybrałam takie życie i kocham je - padać całkowicie zmęczona do łóżka, budzić się rano i pracować na pełnych obrotach.

Raz na jakiś czas przychodzi jednak coś, co się nie udaje. Jeśli chodzi o pracę czy bloga nie załamuję się - wyciągam wnioski, słucham krytyki, skupiam się i zmieniam. Staję się lepsza. Są jednak rzeczy, których ulepszyć nie potrafię. Nie, nie potrafię to za duże słowo. Ulepszanie ich idzie mi bardzo, bardzo powoli. Cieszę się, że sytuacja w ogóle się zmienia, ale nie cieszę się, że nie panuję nad tym w stu procentach. Gdybym mogła, panowałabym nad wszystkim. Z kosmosem włącznie.

Chciałabym panować nad wszystkim, ale czasami nie potrafię panować nad sobą. Niby taka prosta rzecz, a jednak - nie umiem. Dokładnie chodzi mi o wczoraj. Od 6 tygodni trzymam restrykcyjną dietę. Nie udaje mi się całkowicie, ale nie jem nic "zakazanego" tylko czasami manipuluję ilością. Do wczoraj. Niestety nawet nie umiem powiedzieć dlaczego, ale zjadłam czekoladę. Całą. To był pierwszy kryzys od początku diety i mam nadzieję, że ostatni. Nie ma w tym nic głębokiego - ani nie dało mi to ogromnej przyjemności (dwie godziny plażówki potem już tak), ani nie było to "celowe" roluźnienie diety. To znaczy - psychicznie czuję się lepiej, tak jakbym wyzwoliła się z uwięzi, ale moim celem jest się wyleczyć. Jedna czekolada nie niszczy mi życia, wiadomo. Ale mogłam na nią zaczekać kolejne kilka tygodni, czyż nie?

Kiedyś nie wiedziałam, czemu tak się zachowuje. Teraz powoli, bardzo powoli dochodzi to do mnie. Mam zaburzone hormony, właśnie przed okresem dopadają mnie "ataki" na słodkie. Żyję w ciągłym stresie, często jestem zwyczajnie przepracowana i tak to odreagowuję. Pod moim postem o zarządzaniu czasem (klik) wiele osób napisało mi, że "one mają ciężej, bo ja mam normowany czas pracy/nie mam dzieci/mam pracę, uczelnię i sklepy pod domem". Serio? W jaki sposób to oceniły? Za nadgodziny nikt mi nie płaci a robię je i w pracy i na blogu, bo chcę. Bo lubię pracowć. Nie mam dzieci? Jakbym miała to blog albo praca nie istniałyby w moim życiu. Łatwo jest oceniać innych i utwierdzać się w przekonaniu, że mamy ciężej, że jesteśmy bohaterami. Każdy jest - tylko ci, którzy marnotrawią to, co dostali nie są.

Niemniej jednak nie chcę wymawiać się stresem, przepracowaniem ani niczym takim. Kocham moje życie i życzę Wam żebyście pokochali i Wasze. Nie chodzi o to, żeby szukać tego, co nam szkodzi i przeszkadza. Chodzi o uwalnianie się od tych rzeczy i robienie tego co chcemy. Nawet jeśli wymaga to czasu, pracy i wysiłku. Myślę, że coraz więcej ludzi zmienia poglądy z "muszę" albo "robię to dla kogoś" na "chcę" i "robię to dla siebie". Żyjemy w takich pięknych czasach, gdzie wszystko jest pod nosem. Urodziliśmy się w pięknym kraju, gdzie nie ma wojny i możemy realizować swoje marzenia gdzie tylko chcemy. Doceńmy to.

Taka jedna czekolada. A tyle przemyśleń. Warto było zgrzeszyć.

PS Jednak się czegoś nauczyłam. Nie będę trzymać w domu żadnych słodyczy. :)

26 komentarzy :

  1. moja po prawie dwu tygodniach diety niskowęglowodanowej (zeszłam z ponad 200g do ok.150g węgli dziennie, z szybko widocznymi efektami w postaci mniej opuchniętego brzucha) dzisiaj miałam swój gorszy dzień - dużo pieczywa, którego nie jem od dawna i dużo dużo truskawek. jutro będzie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nebeskaa Natalia10 czerwca 2014 17:40

    osobiście nigdy nie miałam takiego nagłego kryzysu, jak już to był to zawsze planowany cheat meal czy cheat day, ale każdemu może się zdarzyć! to nic złego! po prosto następnym razem nie będziesz miała słodyczy w domu :D każdy sam wybiera swój sposób życia, Twój jest na pełnych obrotach za co Cię podziwiam i mam nadzieję, że nadal będziesz się spełniać we wszystkim w 200% :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jak 6 tyg bez cheata to nie dziwie sie ze nadszedl kryzys :D

    OdpowiedzUsuń
  4. bez bloga kasia10 czerwca 2014 20:44

    Z dietą, szczególnie taką, jest trudno, u mnie jedynym sposobem na niejedzenie czekolady jest jej niekupowanie (no dalej chodzę do sklepów i "oglądam" :P) Z drugiej strony u rodziców było mi bardzo ciężko, bo oni ciągle słodycze, ciasta, domowe bułeczki...aż krzyczałam żeby wychodzili jak to jedzą skoro wiedzą, że mi nie wolno. Nie złamałam się ale było mi smutno patrzeć jak inni jedzą, nawet jeśli nie jest to aż takie dobre. Taki syndrom kota.


    Z drugiej strony patrzę na fit blogi i masakra, to już naprawdę idzie w złą stronę! Zdrowy tryb życia jak najbardziej, ale albo widzę obsesyjne myślenie o przekąskach i słodyczach, co objawia się wszystkimi postami typu zdrowe słodycze, zamienniki słodyczy, czekolada z awokado, słodki omlet z odżywką itd., albo wszyscy mają wyrzuty sumienia z powodu kawałka czekolady (no a jak się ma już jeden wyrzut sumienia to trzeba iść za ciosem i zjeść całą). To jest obsesja zdrowego trybu życia i to nie brzmi zbyt zdrowo :/


    Co do Twojej czekolady to mam nadzieję nie czułaś się po niej źle więc nie ma co nad tym rozmyślać, bananów i chipsów kokosowych też się czasem zje za dużo no i cóż...na zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaburzone hormony, hm. Już jakiś czas temu odkryłam, że moje kryzysy przychodzą w czasie 1-2 tygodni przed okresem. Wtedy muszę zjeść coś słodkiego. Nieważne, że zjem większy obiad, że będę oszukiwała mózg nadmiarem herbatek, że będę opychała się bananami, jeśli nie zjem czegoś słodkiego to tylko staję się bardziej drażliwa i nawet to, że słońce świeci może doprowadzić mnie do furii. Porównałabym mój stan do narkotycznego głodu, ale nie mam w tej dziedzinie za dużego doświadczenia. Najgorsze jest to, że jak raz się złamię, to przez kilka następnych dni nie mogę się powstrzymać, by nie zjeść czegoś słodkiego. Potem przychodzi ból piersi i okres. Wiem, że coś jest nie tak tylko nie wiem, co dokładnie. Kiedyś myślałam, że może za mało jem, ale teraz tego bardzo pilnuję, a nadal ze słodyczami mam problem.

    OdpowiedzUsuń
  6. ale z tego co kojarzę, to mogłaś jeść czekoladę.....czy zjedzenie jej w dużej ilości to takie duże złamanie diety? ja podobnie jak TY jeśli chodzi o dietę jestem "wszytko albo nic" dlatego jak mam zapisane w diecie "jeść coś w małej ilości" to wole po prostu tego nie jeść, i w drugą stronę jak ostatnio przed okresem złamałam dietę, to na jednym produkcie się nie skończyło tylko poszło dalej - bo przecież i tak dietowo dzień jest starcony - i trwało ponad tydzień. I też jest mi bardzo ciezko, bo mój mąż jest bardzo chudy, a w domu mamy pełno słodyczy i przekąsek i zazwyczaj o 22giej znosi do łóżka różne słodycze, chipsy itp i zaczyna ucztę :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Problem masz emocjonalny. Nie Radzisz sobie z tą perfekcja. Wyluzuj. Po co życie marnować na takie bycie super ekstra? Ciężko będzie ci znaleźć milosc

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekoladę mogę, ale gorzką a nie białą z migdałami, mleczną z orzechami włoskimi i ptasie mleczko :D Bo w sumie te 3 rzeczy jadłam plus masło orzechowe dzisiaj, podobnie jak Ty "idąc za ciosem" :) Ale dzisiaj to była taka dobitka, chciałam zjeść więcej, ale odechciało mi się - jakby przestało smakować i zakazany owoc przestał być zakazany... :) Na jutro mam już przykładnie upieczone udka z kurczaka, przygotowane papryczki, więc będzie jak ma być. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ale potrafisz powiedzieć dlaczego się to się zdarzyło? bo u mnie zaczęło się dokładnie wtedy kiedy postanowiłam, przy okazji diety pozbyć się trochę tłuszczu i obcięłam tłuszcz z diety ok 30 gr w dodatku zbiegło się to ze zbliżającym się okresem i tak jak jedna z moich poprzedniczek czułam wciąż głód - dosłownie nie ważne ile i co jjadłam wciąz byłam głodna, kilka dni wytrzymałam aż w końcu się złamałam

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaje mi się, że potrafię :) Przynajmniej starałam się to opisać w poście (może mi nie wyszło :D). Przed okresem, zaburzone hormony, do tego gorący okres w pracy i na studiach, praca nad blogiem i przetrenowanie (zamiast chodzić na siłownię w zeszłym tygodniu byłam na 1 treningu na hali i 3 albo 4 razy na plażówce, a te treningi są o wiele bardziej wyczerpujące i stresujące dla organizmu niż siłownia). Także stres plus okres w skrócie :) Aha no i frustracja, bo poprawa zdrowia nie jest mocno odczuwalna, ale też mi się wydaje, że to wina stresu, bo obecnie mam objawy zbyt wysokiego kortyzolu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie wczoraj też dopadły hormony (czy coś innego? nie wiem) - galaretki krzyczały "zjedz mnie" to je zjadłam, poprawiłam lentilkami... a przecież normalnie nie jem słodyczy...

    Aż spojrzę na Twój post o zarządzaniu czasem... może znajdę coś dla siebie. Nie przejmuj się opiniami krzywdzącymi, rób tak, aby Tobie było dobrze ze sobą. A jedna czekolada na jakiś czas - wiadomo, jesteśmy kobietami ;-)
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  12. Tylko ja nie z głodu jadłam :) Tłuszczów nie zwiększam, bo jem jak chcę, raz 100 a raz 150g nawet i dobrze mi z tym.

    Co do suplementów to zgadzam się i nie zgadzam - bez przetrenowania widziałam poprawę, ale bez siłowni i plażówki nie mogę żyć.

    OdpowiedzUsuń
  13. Skąd ja to znam. Jak mam w domu coś słodkiego, to jem, bo jeszcze się zmarnuje, mimo że ani głodna nie jestem, ani szczególnej ochoty na to nie mam ;]. Poza tym uwielbiam nowinki, których po prostu muszę spróbować :D
    Nie masz, co sobie wurzucać tej czekolady. W końcu przyczyniła się do powstania posta :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. O ja mam też tak, że na następny dzień muszę walczyć. Nawet do dzisiaj rykoszetem to trwa, bo kawałek zjadłam. Bez sensu w ogóle.


    "Will depletion" - bardzo ciekawe, muszę poczytać!

    OdpowiedzUsuń
  15. Po raz kolejny doskonale Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękne te czarno-białe zdjęcia.


    (Odnośnie tematu wpisu- wczoraj mnie opętało coś gastronomicznie. Po sniadaniu nie mogłam się opanować i upiekłam ciasto. Co prawda bez zbóz, ale pochłonęlam całe. Potem kupiłam hamburgera i szejka- "Waniliowy! Nie, czekoladowy! Chcę wszystkie!". Po mleku umieram, ale musałam o tym zapomnieć najwyraźniej. Przy stoisku z kanapkami ze serem i szynką opamiętałam się, ale tylko dlatego, że kosztowały po 10 zł każda. No przysięgam, coś mnie popieprzyło tej pięknej środy. Nie bądź dla siebie zbyt surowa. )

    OdpowiedzUsuń
  17. O tym i innych ciekawych odkryciach możesz przeczytać w książce "Willpower: Rediscovering the Greatest Human Strength", konkluzja jest jednak niestety taka, że nie da się nic zaradzić na wyczerpanie spowodowane podejmowaniem decyzji. Po prostu trzeba wtedy bardzo uważać i pamiętać o priorytetach :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja myślę, że nie ma co ze sobą walczyć, bo naprawdę nie trzeba opędzlować całej tabliczki czekolady na raz... Myślę, że kostka dziennie nie jest wielkim przewinieniem przy aktywnym trybie życia... A jedzenie typu "niezdrowe" możne przygotować samemu w domu, tak, żeby nie jeść psa z budą, tylko zdrowe jedzenie z naturalnych składników :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej Patka,
    ja nie jestem w stanie zjeść 1 kostki dziennie :-) ale ostatnio zrobiłam postęp: 1 tabliczka na 3 dni!

    OdpowiedzUsuń
  20. Po prostu "Witaj siostro" :) Poczułam z Tobą więź. Wiedziałam, że z pewnością wiele jest osób perfekcyjnych, ambitnych i pracowitych, które po prostu chcą dawać z siebie wszystko, żeby tylko nie zmarnować czasu, ale nigdy nie poznałam takiej osoby. Zawsze w otoczeniu jestem tą jedyną. Przez jedno grono wyróżnianą, przez drugie - gnębioną. Mimo wszystko dzięki Twojemu wpisu podbudowałam pewność siebie i utwierdzenie w tym, że nie jestem chora psychicznie, z tego powodu, że lubię pracę, jak to czasem mówią moi rodzice :D. Z całego serca życzę Ci wiele dobrego w życiu, a w zasadzie wszystkiego co najlepszego, bo zasługujesz na wszystko! Bądź nadal dla innych inspiracją, a czym nas więcej tym lepiej, bo może ideału świata nie osiągniemy, bo to niemożliwe (równowaga musi być zachowana), ale być może z czasem będzie więcej dobrych ludzi, a więc z tego będą wynikać dobre sytuacje. Trzymam za Ciebie kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja uważam, że to nie fair. Przed zjedzeniem czujemy, że będzie bosko, a po mamy niedosyt, bo nie było :-(
    Sama czekolada w sobie nie stanowi dużego problemu. Dla mnie najgorzej jeśli po takiej czekoladzie, na drugi dzień mam ochotę na następną. Wtedy jest to walka. Muszę od nowa układać sobie w głowie i powtarzać cele i priorytety i jest to jakaś trudność.
    Masz bardzo aktywne życie i od czasu do czasu możesz mieć problem z czymś takim jak "will depletion" to po polsku jakby wyczerpanie zapasów woli. Następuje wtedy, gdy mamy za sobą wiele podjętych decyzji lub innych zmagań mentalnych (zaskakujące: nie fizycznych a umysłowych), nasza wola bardzo osłabia się i jesteśmy podatni na pokusy. Nie ma na to lekarstwa :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. czyli stres i potrzeba, bo u mnie spowodował to zwykły głód, zastanawiam jak będzie w tym miesiącu przed okresem, postanowiłam, że jak głód będzie dokuczał to zwiększę tłuszcz, zauważyłam , że to czynnik, który najbardziej mnie syci i zaspokaja żołądek i wtedy nie mam ochoty na żadne inne rzeczy, może też wypróbuj ?
    -
    o tak - kortyzol - to od ponad miesaiąca moje słowo nr 1 , do tej pory jak np ćwiczyłam to zawsze myślałam w kategoriach im dłużej tym lepiej , teraz rządi mną zasada im krócej tym lepiej dla nadnerczy, podobnie ze snem, jak tylko mam okazję, to kładę się najwcześniej jak mogę - wszytko, żeby nie igrać z kortyzolem
    -
    no widzisz, nie masz wielkiej zmiany w zdrowiu, tak jak CI wcześniej pisałam, u mnie po włączeniu suplementów z dnia na dzień nastąpiła diametralna poprawa i fakt , że ponad tygodniowe łamanie diety nie wpłynęło negatywnie na moje zdrowie działa bardzo demotywująco, ponieważ zaczynam myśleć, że o ile dieta dietą, ale moja poprawa to zasługa supli, i wystarczy je zażywać a będę zdrowieć, A mój wcześniejszy stan to efekt licznych niedoborów i wyczerpania nadnerczy. Co nie zmienia faktu, że zażywam juz drugi miesiąc suple, a poprawa stanęła na pewnym etapie i się nie posuwa do przodu:(

    OdpowiedzUsuń
  23. Co ważne to to,że nie czujesz z tego powodu wyrzutów,bo z tego co się ostatnio dzieje to jakaś chora obsesja co niektórych złapała jak nie redukcje to głodówki,wykluczanie wszystkiego po kolei czy inne bzdury a właśnie taki reżim prowadzić może do problemów z głowa.

    Wiem że Ty jesteś rozsądna babka i masz dobre podejście dlatego przyjmijmy że ta czekolada pójdzie w bica,bo w dupę już Ci nie trzeba i tak masz za fajną:D

    OdpowiedzUsuń
  24. tak bardzo anonim31 lipca 2014 17:20

    Jeśli masz obsesję kontroli to spróbuj przepracować ten problem, bo inaczej kompulsy będą się powtarzać. Naucz się sobie odpuszczać, bo jak widzę tekst, że nawet spotykając się z przyjaciółmi piszesz na blogu to wybacz, ale chyba jest z Tobą kiepsko. Jak dla mnie jesteś jednym wielkim stresem z tego, co czytam między wierszami tu na blogu. Zaraz odszczekasz mi coś w komentarzu, bo zawsze tak robisz, gdy ktoś napisze coś innego niż słodko-pierdzące komcie, ale zastanów się trochę, czy przypadkiem sama na sobie nie wywierasz zbyt dużej presji. Ja na Twoim miejscu bym coś odpuściła i to natychmiast. "Łatwo jest oceniać innych i utwierdzać się w przekonaniu, że mamy ciężej, że jesteśmy bohaterami. Każdy jest - tylko ci, którzy marnotrawią to, co dostali nie są." Proszę Cię, sama bierzesz udział w licytacji na to, kto ma gorzej, do tego często podkreślasz, jaka to zarobiona jesteś. Ja uważam, że prawdziwym wygranym w życiu jest ten, który właśnie potrafi odpuścić i się cieszyć tym życiem, a nie ciągle na siłę się przekonywać, że jest szczęśliwy, bo robi to i to i nie marnuje żadnej chwili. W naszym czasach jest straszna presja na bycie zarobionym po uszy pasjonatem jak największej liczby dziedzin i Ty sobie z nią, moim skromnym zdaniem, nie radzisz. A może zapełniasz sobie dzień tak, by nie mieć czasu myśleć o czymś? Nie wiem, ale odnoszę często wrażenie, że masz nieco chorobliwy stosunek do tego wszystkiego, co robisz, i ten post utwierdził mnie w tym przekonaniu.

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedy żyjesz naprawdę aktywnie, uprawiasz sport i ogólnie odżywiasz się zdrowo wtedy możesz sobie czasami pozwolić na kawałek czekolady od czasu do czasu. Nie ma co popadać w przesadę. Później zawsze można iść pobiegać albo kupić sobie suplement spalający np. tu encsport.pl

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!