14.05.2014

Tych rzeczy powinno się unikać


Śledzę wiele blogów na temat zdrowego odżywiania, ćwiczeń, bycia fit i paleo. Coraz częściej zamiast polecać produkty, pokazywać lepsze wybory spotykam się z postami "10 ryb, których powinno się unikać", "10 warzyw, których nie powinieneś jeść, jeśli nie są bio" i tak dalej. Na początku przymykałam na to oko, ale teraz to chyba zaczęła być jakaś epidemia. Jak zbierzemy wszystkie artykuły razem, to chyba nie powinniśmy jeść niczego. Czy rzeczywiście o to chodzi?


Zacznijmy od tego, że sama jestem obecnie na bardzo rygorystycznej diecie. Moja rodzina i najbliższe otoczenie nie dziwi się temu, mimo, że do całego życia mam podejście skrajnie racjonalne i argumenty nie mające poparcia w dowodach nie są w stanie mnie przekonać. Wiele osób z dalszego otoczena odbiera mnie nieco dziwnie, śmieją się ze mnie, że jestem obiektem do testów i takie tam. Tak czy inaczej, zdecydowałam się na taki rodzaj terapii, ponieważ jest ona poparta dowodami i badaniami (z wielu niezależnych źródeł), przez co mam nadzieję na wyleczenie. Mój kolega (dokładnie ten, dla którego jestem tematem do żartów o eksperymentach) postanowił przestawić sobie łóżko, tak aby było pod jakimś tam kątem do fal magnetycznych ziemi (nie pytajcie...), bo ponoć tak się lepiej śpi. Gdy zapytałam czy istnieją na ten temat jakieś badania, stwierdził, że nie. Więc ja stwierdziłam, że moje łóżko ma idealny kąt i ustawienie na tej samej podstawie, na której on swoje przestawił.

Wracając do jedzenia. Wiele z tych postów opiera się o wiedzę na temat produkcji danych pokarmów, często nie podając źródła. Nie jest to dla mnie problem ogromnej skali, ale może już w tym wypadku istnieć jakieś przekłamanie. Dodatkowo, przypadkowo dzieje się tak, że te posty celują w najbardziej popularne pokarmy. W rybach, których się nie powinno jeść na pierwszym miejscu króluje łosoś, w warzywach ziemniaki i tak dalej. Nie mam wątpliwości, że w dzisiejszych czasach jedynymi i w pełni naturalnymi pokarmami są tylko te z własnej hodowli, ale uważam, że nie można dawać się zastraszać przez to, że coś jest produkowane tak czy inaczej.

Nie każdy może sobie pozwolić na jajka od szczęśliwych kurek albo na bio ziemniaki od sąsiada. Warto jest szukać alternatyw, ale nie popadałabym w skrajności. Sama jestem w sytuacji, gdzie jedzenie bio pozostaje poza moim zasięgiem. Nie warto moim zdaniem robić sobie z tego powodu wyrzutów. Uważam, że nawet hodowlany łosoś albo pryskane warzywa są lepszym wyborem od frytek i słodyczy. No i przede wszystkim - trzeba patrzeć na swój organizm i to właśnie do niego dostosować to, co się je. Nie byłabym paleo, bo to akurat modne. :)

Nie podoba mi się to, że blogi wymuszają na ludziach perfekcjonizm. Sama jestem perfekcjonistką i wiem ile czasu zbiera mi obrabianie filmu albo przygotowywanie dobrego zdjęcia, a ile denerwowanie się na zbyt małą ilość czasu, gdy nie mogę tego zrobić. Czasami jest to po prostu niewarte nerwów i warto żyć z tym co mamy. Staram się wprowadzać tą zasadę w życie, ale jest to bardzo trudne, gdy potem widzę zdjęcie, na które miałam taki ładny plan, a nie zdążyłam do zrealizować (perfekcjonistki/perfekcjoniści wiedzą o czym mówię ;)).

Jak to u Was wygląda? Jecie wszystko bio? A może macie swoje własne ogródki? <3

37 komentarzy :

  1. Magdalena Trzaska14 maja 2014 17:39

    I ja również zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Uważam, że teraz ludzie popadają w skrajności, które zwyczajnie ich ogłupiają. Bo skąd mamy wiedzieć, czy to co kupujemy jest w 100% bio, organiczne, ekologiczne itp itd? Najważniejsze jest, tak jak napisałaś, słuchać swojego organizmu i metodą prób i błędów kombinować co jest dla nas dobre a co nie ;) wiadomo, że owoce i warzywa, czy nawet ten tuńczyk z puszki, są lepszym wyborem niż jedzenie z McDonalda i popijanie tego napojem, w którego składzie są rzeczy, których nazw nawet nie potrafimy wymówić

    OdpowiedzUsuń
  2. Też uważam, że jeśli ktoś nie ma dostępu do eko jedzenia, to i tak lepszym rozwiązaniem jest jedzenie warzyw, owoców, mięsa, jajek niż słodyczy i fast foodów. Często się spotykam z opiniami pt. "Teraz nic nie ma zdrowego, więc co to za różnica co jesz". Tylko, że w warzywach oprócz chemii są jeszcze witaminy i mikroelementy, wiadomo, że mniej niż w świeżych z własnego ogródka ale jest to lepszą opcją niż same fast foody, które tych witamin prawie nie mają, a posiadają za to kupę chemii, tłuszczów trans i glutenu. Wiadomo, nie popadajmy w obłęd, czasem można zjeść coś niezdrowego, ale niech nie będzie wymówką też to że "teraz wszystko jest niezdrowe".
    Sama mam jajka od kur podwórkowych, a mięso i warzywa kupne w większości. Warto stawiać na produkty sezonowe, a jeśli już ktoś ma możliwość i chęci to własny ogródek, albo szukanie dostawców, ale jeśli nie to bierzemy co jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agata Muszyńska14 maja 2014 19:58

    Ciekawe, jak wygląda dieta autorów tych blogów, bo przecież można kreować rzeczywistość na blogu, a nie ją odzworowywać... Ortoreksja w czystej postaci. W takim stanie nie da się normalnie i luźno funkcjonować. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze byłam zwolenniczką bio jedzenia, ale niestety przy mojej diecie- niestety babcine kury nie nadążają z produkcją jajek dla mnie- nie pozostało mi nic innego jak kupować w sklepie - i to ważne- nie widzę żadnej różnicy.
    Ale powoli zbliża się okres na ogródkowe warzywa, więc już dziś jadłam bio sałatę, koper, piertruszkę (Twoją ulubioną) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nebeskaa Natalia14 maja 2014 20:30

    niestety nie jadam zawsze żywności bio, po prostu nie zawsze mam do niej dostęp, ale nie popadam w skrajność, nie przeszkadza mi, że zjem warzywa czy owoce z supermarketu ;) masz rację, to zdecydowanie lepsze od frytek czy hamburgera

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja WP i Interii nie czytam, bo źródła tych artykułów są mocno wątpliwe. Poza tym mam wrażenie, że te portale bazują na ludzkim cierpieniu i sensacji, a to nie jest to, co chciałabym sobie poczytać jeśli już znajdę chwilkę wolnego czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnieszka Szatkowska14 maja 2014 20:36

    Nie stać mnie na bio jedzenie, jeśli mam możliwość, staram sie kupować takie papu, ale zazwyczaj wybieram najlepsze rzeczy z najgorszych, czyli tzw. zło konieczne. Poza tym uważam , że i tak bardzo dużo rzeczy na dobre wykluczyłam ze swojej diety.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech jak dla mnie to u Ciebie wykluczenie to mus skoro źle się czujesz a nie jakieś ograniczanie. Bo czemu ograniczanie ma służyć? Tym bardziej, że o ile widziałam, to nie jesz śmieci, tylko już przydałoby się kierunkować to, co może Ci szkodzić, a nie strzelać na ślepo. No i nie uważam, żeby można było organizm do czegoś przyzwyczaić :) Co innego jak zaczniesz coś trawić, bo np. żołądek się wyleczy, ale jak organizm czegoś nie toleruje to nie zacznie, no bo dlaczego miałby zacząć?

    OdpowiedzUsuń
  9. Warzywa, które nie są bio wcale nie mają mniej witamin ani mikroelementów :) Mają tylko więcej tego co złe i szkodliwe. A jajka to bym przygarnęła :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kilku blogerów posiada własne ogródki i zwierzęta, ale mięso kupują organiczne w sklepach. Tylko, że to głównie Amerykanie :) Poza tym nie oszukujmy się - żeby mieć swoje uprawy i hodowlę trzeba albo być zawodowym blogerem, albo mieć kogoś do pomocy albo robić to zawodowo i na sprzedaż - bardzo ciężko przy regularnej pracy na etacie (albo i nawet bez etatu), studiach czy dzieciach panować nad takimi rzeczami.

    Co do reszty, to wielu się deklaruje, że tego lub tego nie je, ale wtedy dochodzą większe koszta i... wiele je odżywki białkowe z aspartamem, batony proteinowe i inne takie, które generalnie nie nazwałabym najlepszym wyborem.

    No a ostatnia część pisana jest w eter, bo autorów tych blogów nikt nigdy nie widział ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. To szczęście mieć babcię dającą jajka :) Nie chce mnie adoptować? ;)

    Pietruszka pietruszką, ale sałatę bym opędzlowała :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Agata Muszyńska14 maja 2014 20:50

    Ech, blogi amerykańskie, tak jak poradniki, będą bardziej trafiać do zachodnich realiów, no ale nic w tym dziwnego. :) Swoją drogą, to już w ogóle kultura skrajności jeśli chodzi o jedzenie, no ale nie ma co odbiegać od tematu. Może załóż, Gosiu, swój ogródek. :D Powodzenia z dietą od MS!

    OdpowiedzUsuń
  13. Przysięgam, że jeśli mogłabym się utrzymywać z bloga, to i ogródek bym miała :) Mam nadzieję, że kiedyś taka chwila nastąpi, a w gratisie będzie przystojny pan ogrodnik (i hydraulik) z Polski hahahaha :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Agata Muszyńska14 maja 2014 20:54

    Dopiero teraz zauważyłam, że się tytułujesz "babochłop". Hahaha, uwielbiam ten Twój dystans - moja duża pupa pozdrawia Twoją. :D

    OdpowiedzUsuń
  15. A dzięki :) Może zmienię na "dupochłop"? :D

    OdpowiedzUsuń
  16. kurcze ja jestem troche typem freaka i to co moge wybieram organiczne... szczegolnie jajka, nie popadam w skrajnosci oczywiscie :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem bardzo szczęśliwa, bo mam swoje ogrodowe owoce i warzywa :) Jajka
    kupuję od pana, u którego kury chodzą po podwórku i nie są karmione
    sztucznymi paszami tylko ziarnem. Kiedy zaczęłam je kupować to jadłam je
    codziennie, aż się bałam że mi zaszkodzą :D Nie wiem w takim razie
    jakie mam podejście do produktów bio :) Na pewno ciężko by mi było się
    przestawić na żywność sticte z supermarketu, ale jak czasem trzeba to trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zazdroszczę <3

    OdpowiedzUsuń
  19. mnie również zastanawia co tacy autorzy blogów myślą, kiedy piszą o tym jak produkty nie- bio są fatalne. zarzekają się i rekomendują tylko i wyłącznie jak najmniej przetworzone jedzenie, a potem w co drugim przepisie widnieje w składzie odżywki białkowe...często mam wrażenie, że ci ludzie w co drugim posiłku je zawierają, wszystko robią na słodko, ostatnio znalazłam przepis na amerykańskim blogu rzecz jasna, na kalafiora z odżywką czekoladową, smakuje jak mus czekoladowy! no błagam, 100% fit

    OdpowiedzUsuń
  20. Nawet uprawy we własnym ogrodzie trzeba przysłać, wiadomo ze nie tyle ile przemysłowo ale inaczej robale wszystko by zjadły;)

    OdpowiedzUsuń
  21. wydaje mi się, że ani listy co trzeba jeść, ani listy czego jeść nie wolno nie czynią żadnej szkody, jeżeli człowiek podejdzie do nich racjonalnie i z pewną dozą ograniczonego zaufania. dla mnie takie listy to nie jest wyrocznia tylko sygnał, żeby się zainteresować, sprawdzić, poszperać w danym temacie.



    wiele jest diet, wiele jest teorii nt zdrowego życia. niektóre wzajemnie się wykluczają. bo nie ma w tej kwestii jednej prawdy ani jednej słusznej drogi. każdy organizm jest inny i coś co jednemu służy może szkodzić komuś innemu. dlatego jak zwykle polecam zdrowy rozsądek i sugerowanie się własnym samopoczuciem a nie ślepe wierzenie w słowo pisane.

    OdpowiedzUsuń
  22. Trudno się nie zgodzić z tym, co napisalas. Sama uwielbiam eko żarcie, bo często smak przemawia za tym, żeby je kupować. Ale oczywiście, że zwykły ludź nie ma możliwości jeść aż tak dobrze. Nawet też się kiedyś zastanawialam skąd ludziki mają tyle kasy i czasu, żeby się tak odżywiać, musi to zalatywać fejkiem ;) A myślę, że trzeba by zastosować zasadę inteligentnego mniejszego zła i jeśli nic nam nie dolega, to nie histeryzować, jeśli produkty nie są super jakości. Ja też nie mam dostępu do naprawdę dobrych produktów, albo ich nie ma na miejscu, a przecież nie będę się po calym Polandzie za kurczakiem rozbijać, albo są drogie, więc w miarę zdrowego rozsądku, na ile to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  23. Marlena Laszczak15 maja 2014 12:26

    Ja niestety nie mam możliwości kupowania produktów BIO. Jestem studentką, nie pracuje. Zakupy robie w Biedrze lub Carrefurze i tylko tam kupuje owoce i warzywa. Staram sie odżywiać zdrowo, ćwicze i tak jak napisałaś zamiast jeść słodycze kupuje owoce tyle że z supermarketów. Mam takie marzenie, że jak już bedę mieć własny dom i ogródek to bede na nim hodować zioła, mieć własny warzywnik. Ale do tego czasu musze sie pocieszyc warzywnikiem Biedry ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. Widzę, że marzenia podobne do moich ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja tez taką mam,zapytam czy chce jeszcze jedną wnusię:D


    Do tego dorzucam warzywa i owoce z własnego ogródka:D

    OdpowiedzUsuń
  26. Dlatego eksperymentalnie sprawdzę jak będzie po odstawieniu np. nabiału,glutenu czy mięsa,oczywiście każdy z produktów odstawiając w innym okresie czasu żeby w razie czego wiedzieć co może przyczyniać się do niektórych z objawów.


    Dlatego pisałam że niektórzy faktycznie mogą czegoś nie ''tolerować'' ale wiem też że są przypadki kiedy ludzie ulegają modzie i tym wszystkim artykułom ''nie jedz tego'' wyłączając niepotrzebnie wiele produktów przez co organizm się od nich odzwyczaja przy ponownym wprowadzeniu organizm traktuje te ;produkty ''jako obce''.

    OdpowiedzUsuń
  27. tam miało być a przy ponownym wprowadzeniu

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja mam WP ustawioną jako startową w pracy i jak widzę takie nagłówki, to z ciekawości zaglądam, żeby zobaczyć, co to za "ciekawostki" "redaktorzy" znów wynaleźli. No i niestety z tymi sensacjami i cierpieniem to prawda.

    OdpowiedzUsuń
  29. Myslę, że sekretym zdrowia jest poczucie się dobrze w swoim ciele i w swoim życiu. No i rownowaga i umiar

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja unikam żywności przetworzonej,a korzystam z tego co jest ogólnodostępne w sklepach bo innej możliwości nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Mi podczas czytania przypomniala sie niedawna sytuacja. Kolezanka chwali sie ze na obiadek bedzie łosoś, kasz ai brokuly a druga zaczyna lamentowac ze lososia z brokulami nie wolno laczyc bo znikaja wszystkie zdrowe skladniki z tego posilku... Mysalam ze wyjde z siebie i stane obok. Ludzie zbyt czesto wygarniaja innym bedy a nie patrza w ogole na to co ktos robi dobrze.


    A co do mojego jedzenia: nie stac mnie na jedzenie bio, a jednoczesnie nie uwazam ze zywie sie zle. z czasem na pewno chcialabym wejsc poziom wyzej, zywic sie jeszcze lepiej, ale nalezy po prostu trzymac jak najlepszy poziom dla warunkow ktore aktualnie mamy.

    OdpowiedzUsuń
  32. Bez przesady. Są ekologiczne metody ochrony roślin.

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie. Nie kupuję wszystkiego BIO i nie płaczę z tego powodu. :) Jestem szczęśliwa, gdy dokonuję lepszego wyboru spośród dwóch produktów - nieważne czy są to owoce z marketu vs. z targu (w miarę sprawdzone) czy żelki z "milion x E" czy takie bez E, ale za to np. z syropem glukozowym. Nie dajmy się zwariować i zachowujmy przy napływie tych wszystkich informacji również zdrowy rozsądek, pamiętając, że za wszystkim stoją mniejsze czy większe koncerny, no i zawsze - pieniądze.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Hej. Niezły temat. Dużo ostatnio słucham podcastów z USA i zaczynam mieć wrażenie, że trendy, które do nas przychodzą zakrawają na ortoreksję. A może to raczej nagonka żeby więcej kupować i nakręcać ekonomię? Poza tym, uważam, że fakt, że coś ci szkodzi jest kwestią twojej w to wiary, więc jem marchewki ze zwykłego sklepu i cieszę się ich smakiem i pozytywnym efektem dla zdrowia.
    Jest też druga rzecz. W naszym kraju jedzenie jest póki co lepsze niż na zachodzie, więc nie ma tu tak wielu produktów bio, np. mięs lub ziół z farm "organic" lub są trudne do zdobycia poza większymi metropoliami. Ja na przykład jestem z Rzeszowa i kurczak bio jest raptem w jednej ALMIE. Poza tym - tylko rynek. A jeśli nie mam czasu uganiać się za czymś co może tak naprawdę nie jest do końca prawdą, to wolę delikatesy za rogiem.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja mam wrażenie że ostatnio jest fala eliminowania wielu produktów. Fakt,może i są nietolerancje ,alergie ale dlaczego nagle aż tak zmasowało się to teraz? Czyżby to wpływ środowiska? A może tego że żywność teraz jest coraz bardziej ''kosmiczna''?
    Sama często zastanawiałam się czy nie wykluczyć glutenu bo zły,czy nie wyrzucić nabiału bo be,czy nie odstawić mięsa bo faszerowane,tuńczyk bo w puszcze,pstrąg czy łosoś bo rtęć,ziemniaki bo skrobia,ale cholera jak tak to wszystko złożyłam do kupy to kupa rzeczywiście wychodzi ale nie taka jak trzeba... Gdybym miała wyrzucać tak wszystko co mówią to jadłabym chyba trawę,a i to nie wiem bo przecież pestycydy,zanieczyszczenia.



    I może nieraz warto coś ograniczyć (bo chyba w tym tkwi rozwiązanie) niż wyrzucać wszystko. Pamiętam jak w dzieciństwie szamało się owoce prosto z krzaków,mleko prosto od krowy i nikt się niczego nie bał,nie zastanawiał się co wyeliminować i jakoś się nie chorowało,po prostu się żyło.


    Fakt,myślę o odstawieniu na jakiś czas np. nabiału czy glutenu,ale tylko po to by sprawdzić jak zareaguje organizm i czy ponowne ich włączenie nie będzie oznaczało buntu ze strony układu pokarmowego (bo skoro można organizm czegoś oduczyć to można i nauczyć,ale ciekawe czy tak samo jak miał zakodowane z naturą). Sama już nie wiem,ale jak nie spróbuję to się nie przekonam.

    OdpowiedzUsuń
  36. Zgadzam się z każdym słowem. Z tym,że takich zestawień nie widuję na blogach, ale raczej na stronie głównej WP i innych Interii, co jest jeszcze gorsze, bo trafia do większej ilości ludzi. A ci jak się naczytają, to koniec końców będą jeść wyłącznie wyhodowaną na własnym parapecie rzeżuchę podlaną przefiltrowaną i przegotowaną deszczówką.


    Ogródek własny mam, ale większość zjadana jest na bieżąco - tylko jabłka, koperek i zielona pietrucha dotrwały do dziś :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!