17.04.2014

Jak zmienić nawyki żywieniowe?

Moje paleo trwa już 8 miesięcy, a zmiana odżywiania rozpoczęła się daleko daleko przed nim. Poniżej chciałam Wam podpowiedzieć kilka metod, które były mniej lub bardziej skuteczne w zmianie nawyków żywieniowych.

Photo by (matt) / CC BY

Zaczęłabym od metody małych kroków, jeśli jest to naprawdę rygorystyczna dieta (jak paleo) lub od jednorazowego ucięcia, jeśli chcemy np. "tylko" wyrzucić fast foody. Dlaczego? Moim zdaniem fast foody, czekolada (jak to dobrze wiem na swoim przykładzie) i inne podobne łakocie uzależniają. Lepiej kilka dni przechorować z głodu do nich niż co kilka dni wracać po jedną czekoladkę a kończyć na kilku (to też znam). Gdy nie będziemy jeść, nie będziemy wiedzieć do czego tęsknimy i zobaczymy, że życie bez nich też jest fajne i kolorowe. Taką metodę stosuje np. Jillian Michaels.

Dlaczego moim zdaniem nie działa to jeśli chodzi o przechodzenie na paleo lub inne rygorystyczne diety? Nie da się w jeden dzień obrócić swoich nawyków żywieniowych o 180 stopni. Jeśli jemy na śniadanie i kolację chleb a na obiad makaron (bo tak wygląda przeciętna dieta), to strasznie ciężko jest to zmienić w jeden dzień. Ja najpierw wyrzuciłam nabiał, potem zboże, potem robiłam cheaty co tydzień aż do momentu, w którym jestem dzisiaj czyli mogę być na paleo praktycznie cały czas oprócz "ataków" na czekoladę i świąt czy wyjazdów, które zdarzają się maksymalnie raz na dwa miesiące. Jeśli bym się uparła (a pewnie będę tak robić) to nawet w podróży dałabym radę jeść tylko paleo.

Oczywistą oczywistością dla mnie jest wyrzucenie wszystkich przeciwników z szafek. Mamy wystarczająco dużo okazji do grzechu poza domem, więc jeszcze pełne szafki nie są moim zdaniem dobrym pomysłem. Mimo tego niektórzy (jak np. Zuzka) zalecają pozostawienie w szafce jakiegoś grzechu po to, aby umieć odmówić sobie - bo niby jeśli umiesz odmówić w domu to i odmówisz komuś, gdy poczęstuje. Mi tam lepiej idzie odmawianie ludziom niż sobie.

Jeśli lubisz gotować - gotuj, jeśli nie - skracaj czas gotowania do minimum. Mnie gotowanie często gubi. Nienawidzę tego robić i jak już będę piękna i bogata, to (zaraz po mieszkaniu w Wenecji) zatrudnię sobie kucharza, który będzie robił to za mnie. Często łapię się na tym, że jem czekoladę jako cheata zamiast zjeść np. ryż z bananem, bo mi się po prostu nie chce gotować. Ryżu. Jakby to wymagało jakiegoś ogromnego zachodu...

Jeśli jesteś w restauracji to powiedz, że masz alegrię na dany produkt. Jeśli nie lubisz kłamać - nadwrażliwość. Widziałam wywiad z kucharzem, który w każdej restauracji mówił, że ma alergię na glutaminian sodu, bo nie chciał jeść potraw z ulepszczaczami. Ja mówię, że nie mogę jeść glutenu ani laktozy i jeszcze nie miałam z tego powodu problemów. Niestety zdaję sobie sprawę, że mieszkam w Niemczech, w dużym wielokulturowym mieście i w Polsce takie zwyczaje w mniejszych miastach mogą się spotkać z uśmiechem, ale warto próbować.

No i ostatni punkt, dotyczy tylko nielicznych. Samopoczucie. Zdecydowanie polepszające się samopoczucie jest dobrym motywatorem do niewracania do starych nawyków. Często zjadłabym sobie bułkę albo twaróg, ale wiem jak się będę po nich czuła, więc rezygnuję

Macie jakieś swoje rady? Czekam na nie w komentarzach :)

19 komentarzy :

  1. Zaczęłam dokładnie jak Ty, czyli od wyrzucenia wszystkiego co złe - w końcu były nawet przeprowadzone badania, że wystarczy postawić słodycze 3 metry od naszego przykładowo miejsca pracy, żeby odechciało nam się po nie sięgnąć. Też często łapałam się na tym, że brałam bez myślenia pół czekolady i pochłaniałam ją w minutę zamiast zrobić kaszkę kukurydzianą z owocami (na szczęście teraz wybieram drugą opcję). A co do restauracji - zamierzam mówić to samo, jednak nie wiem co z tego wyjdzie. W Toruniu jest chyba tylko jeden lokal, który chwali się bezglutenowymi pierogami. Dlatego teraz uderzam raczej do wege restauracji mimo że jestem mięsożercą, przynajmniej wiem, że nie jest to jakieś "przetworzone nie wiadomo co".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tyle razy "zmagałam" się z odrzuceniem słodyczy, że już miałam dość. I kiedy powiedziałam faktycznie dość, praktycznie z dnia na dzień wywalając WSZYSTKIE słodycze wytrzymałam kilka lat ;)

    Zgadzam się, że każdy z nas jest inny i powinien znaleźć swoją metodę- wywrócenie nawyków o 180' nie sprawdza się? Próbować małych kroków, ale próbować i się nie poddawać! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nebeskaa Natalia17 kwietnia 2014 19:58

    przyznaję, że ja rzuciłam wszystkie niepotrzebne produkty jak słodycze czy fast foody od razu, nie dociera do mnie żadne stopniowe ich odstawianie, wolę od razu i tyle, a że mam bardzo silną wolę, mimo wszystko nie tknęłam niczego ;) a teraz po prostu tego nie potrzebuję :) nawet już nie mam na to ochoty, wolę zjeść banana niż kawałek czekolady, lepiej mi wchodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  4. bodybuildingisalifestyle17 kwietnia 2014 20:31

    ja kiedyś próbowałam rzucić cukier metodą małych kroczków.. nie zadziałało :)) ale za to drastyczne działania już TAK :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja odrzuciłam wszystko od razu i przez to okres mi zanikł ;/ nie polecam. Stopniowe jest 100 razy lepsze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam tych badań, masz linka? :D

    OdpowiedzUsuń
  7. To złe rzeczy wyrzuciłaś albo za mało jesz :) Od braku słodyczy albo pieczywa okres nie zanika.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chodzi mi o to, że od razu zleciałam do diety 1200 kcal.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś dentystka mi powiedziała, że do pół roku po kuracji antybiotykowej mogą pojawić się problemy z zębami i że tak jest ze wszystkim - radykalna ingerencja w organizm daje takie efekty.

    Radykalizm jest jednak dobry, jeśli wkręcisz sobie taki neoficki fanatyzm, łatwiej będzie utrzymać nowe nawyki i znajdować dla nich uzasadnienie. U mnie się sprawdziło wiele razy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja, dzięki chorobie autoimmunologicznej mojej sis dowiedziałam się, a raczej zorientowałam, że mam nadwrażliwość na gluten i nietolerancję laktozy, od jakiś 6 tyg jestem na "bezglutenie". Czuję się o niebo lepiej, ale czasem grzeszę z czekoladą i wtedy samopoczucie- tragedia. Podejrzewam też, że moje jelitka z fruktozą również mają problem. Ale jak już będę "piękna i bogata" ;) i będę mieć czas na gotowanie to z pewnością wyeliminuję wszystkie śmieci, aha dodam, że dziwnym trafem nie mam reakcji alergicznej na to co zwykle kwitnie o tej porze roku! Szok! Muszę to wszystko dokładnie opisać jak już wrócę na mojego bloga, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kolejny fajny post, aż postanowiłam się "ujawnić" :-). U mnie zmiana nawyków następowała powoli (i nadal następuje) -w skrócie: od pełnoziarnistych produktów i wszystkiego co "light" (tak, niestety!) aż po dietę bezglutenową i beznabiałową. Mleko odstawiłam niemal natychmiast po tym, jak odebrałam wyniki badań na nietolerancje pokarmowe (pamiętam ostatnie latte - pełna celebracja ;). Cheaty nadal mi się zdarzają, zwłaszcza w podróżach - kiedy chcę spróbować czegoś nowego, lokalnego. Ale coraz rzadziej. Mam zasadę 95% - na codzień jem zdrowo, a od czasu do czasu (te metaforyczne 5%) pozwalam sobie na coś mniej zdrowego. Nawet MS mówi, że są czasem inne priorytety niż zdrowie, choć oczywiście to musi być totalny margines. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Restauracje to dla mnie pikuś, okropniejsi są dla mnie ludzie np. w pracy na imprezach, czy gdy jestem w odwiedzinach u kogoś. Tacy, którym nie chce mi się tłumaczyć dlaczego czegoś nie jem i którzy nie przyjmują do wiadomości nawet słów "alergia" i "nietolerancja". Bo przecież odrobina mi nie zaszkodzi, nie zgrubnę od tego (każdą dietę ciągle kojarzy się z odchudzaniem :/) i w ogóle niegrzecznie tak odmawiać ciasta upieczonego przez kogoś. Co gorsza, czasem się na coś skuszę, bo wiadomo, że też lubię wiele rzeczy i juz się orientuję na tyle, że wiem, iż 1 kostka czekolady mlecznej w moim wypadku nie poczyni szkody, natomiast wielki kawał placka z masą białej mąki, cukru, margaryny itp. na 100% objawi się przykrością po spożyciu. Więc tym bardziej - jak śmiem zjeść czekoladę, a placuszka nie :] Przejmować się nie przejmuję, ale często mnie to irytuje, bo w Polandzie panuje jakaś taka ciągle faza wmuszania jedzenia i robi się z tego czasem cyrk.
    A najgorsze jak przyniosę swoje dziwne żarcie ze sobą :]

    Ponadto, nie wiem, jaka jest globalna tendencja, ale ja widzę, żę większość kobiet nie jada mięsa. Sama też nie jadałam i dosłownie czuję pełen wyrzutów wzrok, gdy wpieprzam jakąś zwłoczkę :/

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie w szkole proponują czekoladki tylko raz, bo widzą, że jestem dziwna i przynoszę swoje żarcie w pudełku :D za to u rodziny... Dziękuję i nie wdaję się w dyskusję, bo każde przyzwolenie na nią, to przegrana. Albo musisz się tłumaczyć, albo wysłuchiwać jak to "Heńka córka też ma tę celiakioze, słabowite dziecko". Trzeba pamiętać jednak, że sporo się roi w naszej głowie, np. że się wszyscy patrzą, gdy się odróżniamy (albo nam się wydaje, że się odróżniamy). W większości przypadków ludzie mają nas niestety/na szczęście w dupie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Haha jakie to znane i prawdziwe:D Zielpy uwielbiam Twoje cięte riposty,zgadzam się z tym całkowicie:D

    OdpowiedzUsuń
  15. Może nie na temat posta ale na temat bloga:
    Po jakim czasie na siłowni można zobaczyć pierwsze postępy, dziewczyny jak było u Was i jak u Autorki? Ćwiczę na siłowni (klata, biceps, plecy, triceps, nogi; maszyny i wolne ciężary) już jakiś czas a mianowicie: dwa miesiące ćwiczeń, później dwa miesiące przerwy ze względu na kontuzję i znów od dwóch miesięcy regularnie ćwiczę. A efektów zero. Dwa miesiące to za mało żeby przerzucić się na hantle cięższą chociażby o 2kg?

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak dla mnie dużo łatwiej jest rzucić pewne produkty z powodów zdrowotnych (tych objawiających się bólami po zjedzeniu) niż dla samej diety. Sama nie mogę jeść pewnych produktów i w ogóle mnie do nich nie ciągnie. Wystarczy, że przypomnę sobie jak mnie po nich potrafił boleć brzuch i nie tknę ani kawałka.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawsze mi się wydawało, że nigdy nie odstawię fast foodów i słonych przekąsek, bo za bardzo ja lubię, podczas gdy słodycze mogłyby nie istnieć. A tu o losie, po roku fast foody mogę omijać szerokim łukiem, ale 2 kostek czekolady/ciasteczek nie potrafię sobie odmówić. O wiele bardziej zestresowana chodzę, kiedy ich nie zjem, a wciąż mam na nie ochotę, niż kiedy sobie na nie pozwolę. Kompletne eliminowanie czegoś z diety jest zupełnie nie dla mnie, ale nie mam też problemów zdrowotnych, dlatego rozumiem Twoją motywację.

    OdpowiedzUsuń
  18. Sylwia Rytarowska21 kwietnia 2014 10:20

    Ostatni punkt jest najlepszy dla mnie. Działa zawsze. Najlepiej jeszcze w połączeniu z odpowiednim nastawieniem od rana. Warto uzmysłowić sobie pokusy jakie cię czekają i z góry powiedzieć sobie jak na nie zareagujesz, wtedy mają dużo słabszą moc. Ja osobiście jem "czysto", zrezygnowałąm całkowicie z fast foodów i czekolady, jednak mam problem z wieczornym podjadaniem (w charakterze "nagrody") i zauważyłam, że jeśli wcześniej się "nastawię" jest dużo łatwiej. W moim przypadku sukces tkwi w umyśle :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dzięki MS zaczęłam bardzo poważnie myśleć o Paleo, ale zrobiłam tak jak Ty małymi kroczkami...na razie wyeliminowałam gluten, pieczywo, nabiał i jajka ale mam jeszcze małe pojęcie czym zastąpić te produkty, bo tak jak piszesz nie da się zmienić nawyków w jeden dzień, ale chcę bo już czuję lekka poprawę. Już wiem dlaczego po kawie z mlekiem boli mnie brzuch i jest wzdęty! Cieszę się że moje zdrowie mogę wziąć we własne ręce.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!