18.04.2014

Gosia czyta

Przyznam szczerze, że od rozpoczęcia studiów ilość czytanych przeze mnie książek z roku na rok malała aż do momentu, gdy zaczęłam się zbyt szybko zbliżać do 60% Polaków, którzy przez rok nie przeczytali ani jednej książki. Mój spadek zdecydowanie zahamował Kindle i to dzięki niemu wyszłam nawet na 3 książki na rok. W tym roku idzie mi już ciut lepiej. Próbuję czytać książkę codziennie, nawet kilkanaście minut, ale nie zawsze mam siłę. Mimo tego od początku roku przeczytałam już 4 książki (cienkie, ale zawsze ;)) i mam szczerą nadzieję utrzymać średnią jednej książki na miesiąc.



Steve Jobs

Jest całkiem możliwe, że to ostatnia moja książka w formie papierowej. Niezbyt lubię biografie, bo wychodzę z założenia, że moje życie jest wystarczająco zajmujące, żeby jeszcze interesować się czyimś. Jednak książkę dostałam, bo było o niej dosyć głośno i po przypomnieniu na jednym z wykładów, że rzeczywiście jest godna uwagi, postanowiłam zobaczyć o co chodzi. Muszę przyznać, że książka jest ciekawa, głównie z powodu ciekawego charakteru jaki miał Jobs. Czyta się ją płynnie, z nudniejszymi (dla mnie fragmentami), ale czasami aż ciężko mi było odłożyć. Minusem jest zdecydowanie grubość, ale nie wykreśliłabym z niej dużo. Szczególnie polecam ludziom z marzeniami i tym, którzy chcą dowiedzieć się na czym polega ciężka praca i geniusz.


Pokolenie Ikea i Pokolenie Ikea Kobiety

Obie książki przeczytałam dosyć szybko. Są napisane w podobnym tonie i zainteresowałam się nimi, bo napisał je bloger, którego śledzę na Facebooku. Wstawia on czasami cytaty z książek, po których miałam wrażenie, że będzie to raczej opowieść o kobietach z męskiego punktu widzenia. Może to i jest opowieść, może i z męskiego punktu widzenia, ale ten punkt jest dosyć specyficzny tak samo jak użyty język i styl życia bohatera. Mnie takie książki bardziej śmieszą, np. opisy korporacji - nie wiem, może różnica między Niemcami a Polską jest dramatyczna, ale u nas ponad 12 godzin dzień w dzień spędza się tylko przy końcach dużych projektów. Tzn. żeby nie było - praca w Niemczech w korporacji też nie jest idealna z 8-godzinnym dniem, ale te 10 godzin (+/- oczywiście) i 6-8 w piątek to chyba nie jest tragedia. Wracając do książki, poza korporacją autor ma ciekawe zapatrywania na kobiety generalnie, uwielbia ich duże piersi i dosyć dla mnie śmiesznie opowiada jak to chodzi z nimi na kolacje za 700zł i inne takie. Szkoda, że nie mam dużych cycków, bo może bym sobie coś fajnego zjadła za friko. No, ale książka warta przeczytania, szczególnie przez babochłopską część towarzystwa, która się nie oburza na męskie gadanie i takie tam. Co do języka - wierzchołek kultury to to nie jest.


Wielki Gatsby

Książkę kupiłam, bo byłam oczarowana filmem (i Leonardo <3). Muszę powiedzieć, że książka jest zdumiewająco bliska adaptacji (albo moja pamięć tak słaba). Dla mnie to była luźna opowieść, fragment czyjegoś życia, które było dawno temu. Bardziej traktowałam to jako legendę niż jako coś co się mogło wydarzyć i nie mogę powiedzieć, że byłam "wciągnięta" w historię. Mimo to książkę polecam - do poczytania na wieczór i relaksu po całym dniu bez jednoczesnego przymusu myślenia bardzo dobra.


To tyle, tym samym postanowiłam w święta sobie i Wam zrobić odpoczynek od fintesowych i jedzeniowych tematów. Ja tymczasem (mam nadzieję już w Polsce) siedzę przy stole i żrem, bo mi MS niedługo wszystko zabiera ;)

15 komentarzy :

  1. Żryj żryj :D ja po świętach też robię porządek w misce.

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu wstydź się...fatalna ilość przeczytanych książek :D ja to je pożeram :PDlatego jestem taka entelegentna :P
    Co to jest MS? tzw ciotka damska?

    OdpowiedzUsuń
  3. bodybuildingisalifestyle18 kwietnia 2014 21:26

    ciekawa jestem wszystkich, niestety u mnie brak czasu na książki, czytam tylko na wakacjach <3

    OdpowiedzUsuń
  4. "Wielki Gatsby" nie jest tylko wycinkiem czyjegos zycia. To jest ksiazka o upadku tzw. "amerykanskiego snu" i o tym czym stala sie amerykanska smietanka towarzyska w czasach prohibicji. Chyba jest powod, dla ktorego jest uwazana za klasyke literatury amerykanskiej.

    OdpowiedzUsuń
  5. MS z bloga Tłuste Życie - będzie mnie leczyć :) http://www.fitblogerka.pl/2014/03/jak-wyglada-konsultacja-z-naturopata.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie jestem zbyt "kulturalna", żeby o tym wiedzieć, ale dzięki - zainteresuję się i może spojrzę na to z innej strony.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciotka damska, usmarkałam się :D

    OdpowiedzUsuń
  8. W końcu ktoś na pożądnej literaturze się zna! Film był tragiczny, ale ten stary z lat 70tych (bodajże) był całkiem przyzwoity :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj tak, film był koszmarny. Strasznie mi było szkoda, że Leo wziął z nim udział, bo zmarnował czas, który mógłby wykorzystać na lepszy film. Chyba po prostu spodobała mu się wizja grania Gatsby'ego, a na efekt końcowy nie miał wpływu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam kiedyś w "Angorze" fragmenty "Pokolenia Ikea" i strasznie słabe były. Pisane tak, by wzbudzić kontrowersje i kompletnie nic z treści nie wynikało. Zupełnie niestrawne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mariposa Hermosa19 kwietnia 2014 20:35

    Oglądałam film o Jobsie, jednak tak strasznie się na nim wynudziłam, że jakoś nie mam ochoty otwierać książki. "Pokolenie Ikea" już na mnie czeka na półce i myślę, ze mi się spodoba, bo wychodzi na to, ze ta książka jest w klimacie dzieł Szczygielskiego, które w większości przypadły mi do gustu. Polecam np. "Nasturcje i ćwoki" i " Farfocle namiętności" (lub 2 w 1 "Les Farfocles"). "Werzchołęk kultury to to nie jest", co widać nawet po tytule, ale czyta się się lekko i szybko. Na "Nasturcjach" smiałam się głośno średnio co drugą stronę, dlatego nie czytałam tej książki w miejscach piublicznych :D

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja zauważyłam już kilka różnic między książką i filmem Wielki Gatsby, chociaż nie jestem nawet w połowie. Są to zmiany dość duże wg mnie, choć były potrzebne temu filmowi. M.in. scena w bibliotece Gatsby'ego, czy rozmowa podczas kolacji u Buchananów są 'podrasowane' typowo pod współczesnego widza. Jak dla mnie film za długi, chwilami okropnie nudny - a książka to zupełnie co innego, choć historia ta sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. "Dla mnie to byla luzna opowiesc,fragment czyjegos zycia ktore bylo dawno temu."-wow,wnikliwe,myslalas o tym aby zostac krytykiem literackim?

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmm wydawało mi się, że z informatyki i bloga o sporcie ciężko się przekwalifikować na krytyka literackiego, ale skoro nalegasz... :D :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Moje czytanie też uratował czytnik, bez niego na obczyźnie było ciężko z liczbą przeczytanych pozycji (szybciej czytam po polsku niż po hiszpańsku czy angielsku).


    Teraz ścigam się z chłopakiem kto przeczyta więcej stron, nic nie działa tak dobrze jak rywalizacja, teraz nie wyobrażam sobie dnia bez czytania :)


    Biografia Jobsa to majstersztyk! :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!