24.04.2014

Dlaczego w Niemczech łatwiej dostać pracę?

No właśnie, ktoś może chce mi odpowiedzieć na to pytanie? Poniżej moja historia.

Photo by studio tdes / CC BY

Bo ja z natury leniwa jestem. Zanim coś zacznę robić 10 razy przemyślę czy to aby najergonomiczniejsza metoda i czy łatwiej i szybciej się nie da. Dlatego też aplikując na praktykę dawno temu wysyłałam CV też do polskich firm. Przed aplikacją na studia do Niemiec wysłałam też zgłoszenie do tej samej firmy, ale w Polsce. Jeśli bym wtedy dostała pracę albo praktykę (w miarę dobrze płatną), to pewnie bym została w Polsce. Wiecie - przeprowadzka, mieszkanie samej, nauka to jednak obciążenie. A ja leń jestem, z natury.

No to dlaczego nie dostałam tej pracy? Jak pisałam, nie wiem. Aplikując na praktykę byłam przy końcu pierwszego kierunku i po jednym roku drugiego, po wymianie studenckiej w Niemczech, jakieś tam praktyki w Polsce już zrobione miałam. Generalnie - nie przepiłam i nie przebalowałam całych studiów (tylko połowę :D). No i co? Wysłałam z ciekawości 50 aplikacji do Niemiec i 25 do Polski. W Niemczech miałam kilka(naście?) telefonicznych rozmów kwalifikacyjnych i 3 osobiste, a 75% firm w ogóle mi odpowiedziało, nawet jak była to odpowiedź negatywna. Wszystkie rozmowy prowadziłam po niemiecku. Praktykę dostałam po rozmowe telefonicznej, ale mogłam wybrać spośród chyba 3 czy 4 praktyk, na które mnie przyjęli. Mój niemiecki wtedy był dobry, ale hmmm... nie wystarczał na prowadzenie całej rozmowy - w każdej kilka słów mówiłam po angielsku, bo nie znałam ich po niemiecku.

A co z Polską? Odpowiedziała mi jedna firma, że mnie nie chce. Od reszty cisza. Ciszaaaaaa. Także ten, pomyślałam sobie, że może studiów nie skończyłam i mnie nie chcą czy cuś albo że mieszkam w Niemczech ich to odstrasza, myślą, że nie wrócę - cholera wie. Wróciłam do Polski, studia skończyłam, na drugim kierunku ciągle studiowałam i wysłałam CV do kilku firm (chyba 5 czy maksymalnie 10) oraz 1 (słownie: jedno) CV do niemieckiego oddziału korpo i tyle samo do jej polskiego oddziału. I zgadnijcie co? W Niemczech mnie przyjęli a w Polsce się nie odezwali. Może różnica tkwi w tym, że w Polsce aplikowałam na pełny etat a tutaj na umowę ze studiami, a może w czymś innym. Wolałabym dostać chociaż negatywną odpowiedź niż żadnej.

Znaczy wiecie, ja nie należę do hiper super wyspecjalizowanych informatyków, średnio wiedziałam co chcę po tych studiach robić, ale cholera nie trzeba chyba zatrudniać od razu ludzi zamkniętych tylko na jeden rodzaj pracy? W Polsce starałam się w miare spełniać wymagania podane w ogłoszeniach, ale nie zawsze. W Niemczech dostałam inną praktykę niż ta, na którą aplikowałam i chyba nawet bardziej pasowałam do tej, którą dostałam. Poza tym, obojętnie czy im się podobałam czy nie, uważam, że szacunek do potencjalnego pracownika powinien być obowiązkowy. Napisanie skryptów, które po kliknięciu myszką wysyłałyby do kandydatów automatyczną wiadomość, że niestety, ale nie mogą go przyjąć jest do zrobienia w kilka dni. Kandydat wie na czym stoi i firmie nic się nie dzieje a i drugi raz do tej fimry zaaplikuje. A tak to... ja się obraziłam i już aplikować nie zamierzam - tyle firm istnieje na świecie, że wątpię, żeby mi zabrakło potencjalnych pracodawców.

Ja już nie chcę się wypowiadać na temat systemów rekrutacji w korporacjach w Polsce, bo przechodzenie 4-stopniowych testów przed rozmową kwalifikacyjną albo wygrywanie konkursów po to, żeby dostać praktykę płatną jak minimalna krajowa albo i mniej to dla mnie żart jakiś jest. No i oczywiście rozmowy rekrutacyjne - w wielu korpo lubią mieszać z błotem i pokazać, że nic się nie umie, ale nie we wszystkich. W Niemczech chociaż zwracają pieniądze za dojazd na rozmowę, nawet jakby to miała być praktyka.

Wiecie, to są moje własne i prywatne doświadczenia. Rekrutowałam się na praktyki dwa lata temu i może coś od tego czasu się zmieniło. Może miałam pecha w Polsce albo szczęście w Niemczech. Może... Może Wy macie jakieś inne doświadczenia? Chętnie ich posłucham, piszcie w komentarzach albo prywatnie. Nie chcę wierzyć, że gdy tyle osób emigruje z Polski i ponoć szukamy wykwalifikowanych sił roboczych tak słabo dbamy o potencjalnych kandydatów.

35 komentarzy :

  1. ogolnie szukanie w pl pracy to komedia i tragedia w jednym. wiem bo sama aktualnie szukam

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej wkurza mnie brak odpowiedzi, chociażby negatywnej. Jak jest jeszcze dopisek "Skontaktujemy się tylko z wybranymi kandydatami" to ujdzie, ale z szacunku dla potencjalnego pracownika i dla jego czasu naprawdę wypadałoby chociaż powiedzieć "Sorry, ale się do nas nie nadajesz". I to akurat jest super w Niemczech i z tego co wiem, w innych krajach zachodnich też, że opłacają podróż na rozmowę kwalifikacyjną a czasem też nawet płacą za tydzień próbny razem z zakwaterowaniem. I mam podobne wrażenie, że u nas w Polsce kandydat MUSI spełniać wszystkie kryteria, żeby w ogóle spojrzeli łaskawie na jego CV. Żadnej szansy rozwoju, nauki czegoś nowego...
    Przynajmniej dałaś mi nadzieję, że jak powysyłam CV w Niemczech, to nie będę czekać w nieskończoność na odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobne obserwacje niestety, plus u nas nepotyzm i kumoterstwo. Dobrze zrobiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. fakt!! dlatego nie pracuję w Polsce ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. A skąd te informacje o rozmowach rekrutacyjnych / testach w korporacjach w Polsce? Bo z tego co piszesz wynika, że raczej się do ciebie nie odzywali.. Byłam na kilku takich rozmowach i trochę inaczej to wspominam. Może ktoś ma żal, że go nie przyjęli i dlatego takie historie wymyśla ;)


    Moim zdaniem jeśli ktoś się nie odzywa po wysłaniu cv to raczej jest to jasny przekaz. Pracowałam w korporacji i czasami obsługiwałam skrzynkę ogólną, na którą codziennie wpływało około 20-30 cv i pytań o praktyki/ staż (mimo braku rekrutacji - w przypadku rekrutacji podawany był inny adres email) - nie wyobrażam sobie, żeby miała wszystkim tym ludziom odpisywać (albo dziewczyny z działu rekrutacji). Zresztą nawet nie wiem co bym miała odpisać - aktualnie nie prowadzimy rekrutacji, ale niewykluczone, że kiedyś do Pani/ Pana zadzwonimy? ;)

    W przypadku ogłoszenia zapis mówiący, że skontaktujemy się z wybranymi osobami mówi sam za siebie.. Natomiast już po rozmowie rekrutacyjnej powinna pojawić się odpowiedź i zauważyłam, że coraz więcej firm ma taką praktykę :)


    W Polsce niestety nadal jest rynek pracodawcy, a nie pracownika. Pewnie sytuacja się odmieni jak na rynek pracy wejdzie niż demograficzny (czyli jeszcze jakieś 10 lat) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nebeskaa Natalia24 kwietnia 2014 18:59

    jestem dopiero w liceum, więc nic nie wiem o rozmowach kwalifikacyjnych z własnego doświadczenia, ale biorąc pod uwagę znajomych i rodzinę również spotkałam się z tym, że w Niemczech czy też innych krajach znacznie więcej firm odpowiada chociażby negatywnie niż w Polsce, gdzie w wielu po prostu martwa cisza.. nie dziwię się, że tak wielu Polaków emigruje ;) sama mam taki zamiar w przyszłości, tyle że nieco dalej niż Niemcy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam takie same doświadczenia z korpo w Polsce...Szkoda pisać...:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedyna aplikacja, na którą doczekałam się jakiejkolwiek odpowiedzi, to ta, która poszła do mojego obecnego pracodawcy. Nie rozumiem, jak można nie odpowiedzieć chociaż krótkim "dziękujemy, nie jesteśmy zainteresowani pana/pani kandydaturą" - ale jestem tylko pionkiem świeżo po studiach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój kolega aktualnie rekrutuje do swojego działu, w ogłoszeniu widnieje informacja, że skontaktuje się tylko z wybranymi. Po tygodniu miał do przejrzenia około 500 maili z cv. Nie ma czasu na odpisywanie tym, którzy się nie załapali na rozmowę. Wystarczająco dużo zajmuje mu czytanie wszystkich cv, które otrzymał, bo poza rekrutacją ma też swoje codzienne obowiązki do wykonania. Może faktycznie w Niemczech jest to jakoś sensowniej rozwiązane, ale my pracujemy w małej firmie i nie ma na kogo tego zrzucić :) Natomiast po rekrutacji oddzwania z informacją czy ktoś się dostał czy nie.

    Jest też druga strona medalu, obdzwanianie kandydatów umawianie ich na pasujące im godziny, wysyłanie mailem czy smsem adresu firmy... a potem z 6 umówionych osób zjawiają się 2 :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nepotyzm i kumoterstwo... bardzo tego nie lubię. Bo o ile kolega/siostra czasami ma kwalifikacje do roboty to w większości przypadków znalazłby sie kandydat dużo lepszy, a i tak nie zostanie przyjęty.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem czy te 4 testy to nie wyolbrzymione, ale robiłam staż w jednej z korporacji wytwarzających oprogramowanie. Dostałam się tam po projekcie studenckim, który u nich robiliśmy, ale mieliśmy kolegów, którzy aby dostać się na rozmowę musieli przejść testy. Podobnie z korporacjami consultingowymi. No i to co mnie denerwuje czyli sztywne ramy praktyk. Szukałam pracy w styczniu a większość korporacji w Polsce otwiera wakaty na pratyki na wakacje.

    Jasny przekaz jest jeśli przez ile się nie odzywa? Tydzień, miesiąc, pół roku? Od firmy, w której teraz pracuję dostałam odpowiedź twierdzącą po tygodniu czy dwóch a od innych po miesiącu albo dwóch.

    Pisałam sama też do różnych firm poza Polską, które nie prowadziły rekrutacji tak samo jak ludzie do Ciebie i dostawałam odpowiedź, że chcą zobaczyć CV albo, że nie rekrutują i tyle. Jeśli sobie nie wyobrażasz odpowiadać na te pytania to szkoda, może masz za mało ludzi w firmie a może... złą postawę do przyszłego pracownika - nie tylko Ty, ale cała firma skoro Ty nie masz na to czasu.

    To są praktyki, że po rozmowie nawet odpowiedzi nie ma?! No tragedia. W większości korpo jest system odpowiadający za rekrutację (przeważnie SAP) i to właśnie on generuje maile z negatywną odpowiedzią, a po rozmowach odpowiedź jest telefoniczna. Nie spotkałam się nigdy z niczym innym, poza Polską oczywiście.

    Tak niestety jest i jest to smutne gdy widzę polskie firmy na targach szukające siły roboczej. W dzisiejszym świecie podróżowanie i zmiana miejsca zamieszkania jest ultrałatwa i wielu ludzi z tego korzysta, tak samo jak ja skorzystałam.

    OdpowiedzUsuń
  12. To też w Polsce mi się nie podoba, znaczy ta odległość między managerem a pracownikiem. Tylko tutaj kwestia chyba stricte kulturowa. Ja wolę nieco bardziej spłaszczone struktury, gdzie możesz powiedzieć do szefa "wszystko się spierdoliło" albo "nie zrobiłabym tak na twoim miejscu". Moim zdaniem nie jestes żadnym pionkiem tylko zbierasz doświadczenie, które potem możesz wykorzystać jak chcesz. Albo żeby być prezesem albo żeby zostać w dogodnym dla Ciebie miejscu. Ja robię teraz to samo :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Normalnie w korpach system wysyła maila za pracownika, więc kliknięcie nie jest najbardziej pracochłonną czynnością :) Tak samo pierwszy etap rekrutacji robi system, który szuka kluczowych słów w CV i listach motywacyjnych i pierwsze x kandydatów odrzuca.


    Co do drugiej strony, też tragedia. Po co komuś zawracać głowę? Przecież można odwołać spotkanie nawet jak coś wypadnie. Jedynie co mi się nasuwa na myśl to: Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie, ale nie jest to dla mnie żadne usprawiedliwienie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aktualnie jestem w trakcie procesu zatrudnienia i szkoda mi słów jak traktuje się przyszłych pracowników, pomijam już płace, które się żenująco śmieszne. Trzeba brać nogi za pas i uciekać stąd jak najszybciej się da.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zdarzylo mi sie na Cyprze, dzie mieszkam, ze rekrutacja u jednej miedzynarodowej firmy miala 5 etapow, w tym wlasnie test I inne takie pierdoly.... Poza tym zazwyczaj jest jedna, max dwie rozmowy. Tutaj tez nie zawsze fatyguja sie odpowiedziec, co ja osobiscie uwazam za brak szacunku.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pracuję w niemieckiej firmie i u nas jest zwyczaj, że każdy knadydat otrzymuje odpowiedź pisemną, czy jego kandydatura została rozpatrzona pozytywnie czy negatywnie. Byłam w innej niemieckiej firmie na rozmowie i mimo że nie dostałam pracy, pani rekrutującą zadzwoniła do mnie i uzasadniła decyzję. Takie podejście to ja rozumiem. W polskich firmach natomiast spotkałam się raczej z podejściem "Zadzownimy do Pani bez względu na to, jaka będzie nasza decyzja". I co? I nikt nigdy nie zadzwonił... Jestem w stanie pojąć, że brak telefonu oznacza brak chęci zatrudnienia, ale przez zwykły szacunek do drugiej osoby wypadałoby dać znać, skoro już się coś takiego obiecuje. W sumie chyba można tylko dziękować, że taka firma nas nie chce, bo już podejście do potencjalnego pracownika pozostawia wiele do życzenia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Troche przesada z tym biadoleniem o braku wysylania odpowiedzi negatywnej.
    Mieszkam i pracuje w usa od 4 lat, tutaj nie wszyscy to robia, bradziej jest oczekiwane by rekrut jesli mu bardzo zalezy na posadzie zadzwonil i sie dopytal co stalo sie z jego podaniem...wtedy tez dostaje sie informacje ze rekrutacja trwa dalej i prosze czekac lub niestety dziekujemy i powodzenia gdzie indziej....
    Sorry, wczujcie sie w role pracodawcy, ja gdybym miala wlasna firme i dostawala 500 cv, wolalabym sie skupic na interview z najlepszymi kandydatami niz, od pisywaniem na pozostale 490 odrzucen.....czas to pieniadz. Nawet sekretarki. Life is brutal.....;]
    Tak jak mowie jak tak bardzo zalezy ci by uslyszec to cudowne "nie" to dzwoncie i emailujcie sami.....a nie biadolcie, och brak szacunku dla pracownika.... #facepalm

    OdpowiedzUsuń
  18. Pracuję w Polsce i mogę tak powiedzieć do szefa - chyba za bardzo generalizujesz - wszystko zależy od tego gdzie pracujesz i z jakimi ludźmi..

    OdpowiedzUsuń
  19. Napisałam przecież w poście, że to są moje doświadczenia. Jeśli istnieją w Polsce tacy szefowie to tylko mnie cieszy :))

    OdpowiedzUsuń
  20. Po co równać do dołu jak można równać do góry? To, że nienormalność jest powszechna to dla mnie za mało, żeby była normalna.

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie rozumiem kompletnie twojej odpowiedzi.
    Tak pracuja firmy, nic nigdy nie bedzie idealne i nie dogodzisz wszystkim.
    Jaka nienormalnosc?
    Poza tym jak ktos pisal wyzej caly ten post to generalizacja i idealizacja twoich doswiadczen......

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja wiem, że tak pracują i mam prawo się z tym nie zgadzać a Ty masz prawo się zgadzać, czyż nie? :)

    Wysłałam chyba 1 czy dwa cv do USA i wydaje mi się, że nie odpowiedzieli, ale nie jestem pewna. Też nie mam czasu pisać do firm przy 75 aplikacjach które wysłałam w ciągu miesiąca, tak samo jak sekretarka nie ma czasu odpowiadać z tym, że jej płacą a mi nie. Tak samo jak pani sprzedawczyni tak samo powinna obsługiwać wszystkich klientów obojętnie czy są potencjalnymi czy rzeczywistymi, bo jej po prostu za to płacą.

    Co do moich doświadczeń to oczywiście, że na ich podstawie piszę, bo nie wiem do czego innego miałabym się odnosić. Książek? :D co do idealizacji to nikt o tym nie pisał, zresztą nie wiem po co miałabym to robić, ale wiesz - każdy mierzy swoją miarą :)

    Cieszę się, że napisałaś jak jest w Stanach. Chętnie też bym się dowiedziała jak jest w innych krajach.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zabawnie ;)
    Mnie chodzi tylko o to ze mozna miec postawe bierna i rzadajaca, mnie sie wszystko nalezy....i lepiej i latwiej jest narzekac jak to 20 firm do mnie nie odzwonilo i jakie zycie jest zle...niz wziasc swoja dupe w garsc zadzwonic i sie dowiedziec.... .
    No ale coz.......
    Wybor nalezy do ciebie.
    Az ciezko mi uwierzyc, jak kazdy aplikant czuje sie wyjatkowy, czytajac te komentarze....
    A kto sie stara o prace ty czy twoj boss????
    Milego dnia.... I wiecej realizmu.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pisałam o tym też kiedyś u siebie. Równe traktowanie potencjalnego pracownika stoi tu na naprawdę wysokim poziomie. Ja szukając pracy dostawałam odpowiedź za każdym razem. W Polsce natomiast nie miałam przyjemności być tak dobrze traktowaną. A też skończyłam studia i mam swój zawód. "Taki mamy kraj" ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. A co studiowałaś w Polsce?:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Informatykę, a na drugim kierunku zarządzanie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Polskie firmy na targach szukają jedynie taniej siły roboczej w postaci studentów ;) Starszych specjalistów rekrutuje się w inny sposób.. Przykre, ale niestety takie są realia. Mieszkałam przez ponad 2 lata za granicą i z pewnych względów wybrałam jednak powrót do Polski, więc jakoś przecierpię polskich pracodawców i ich praktyki rekrutacyjne. Tym bardziej, że nie zaobserwowałam aż tak wielkich różnic w tej kwestii jak ty (mieszkałam w innych krajach, nie w Niemczech).

    Od pewnego czasu już nie pracuję w korpo. Jednak tak jak ktoś już napisał takich maili przychodzą setki, większość ludzi niestety się nie kwalifikuje albo przysyła cv w ciemno, a nie w odpowiedzi na rekrutacje. Czy naprawdę automatyczna odpowiedź od programu, który w Twoim CV nie wyszukał odpowiednich słów kluczowych jest takim miłym gestem? Ja chyba jednak jestem inna, większość pracodawców odzywała się do mnie w ciągu 1-3 tygodni. Dla mnie brak odpowiedzi w ciągu miesiąca jest jasnym przekazem. Raz zdarzyło mi się, że zadzwonili po 2 miesiącach, ale to był odosobniony przypadek.

    Testy rekrutacyjne są odpowiedzią na cwaniackie zachowania naszych rodaków i wpisywanie fałszywych umiejętności w CV. Dlatego każdą osobę poddaje się wnikliwej weryfikacji już na starcie. Moja koleżanka przeprowadza rekrutacje do jednej z dużych korpo i w tej chwili już na etapie pierwszego telefonu sprawdza znajomość języka. Wcześniej bywało, że 60% osób przychodzących na test nie umiała go rozwiązać, a w CV znajomość języka - bardzo dobra / komunikatywna. Uważasz, że do takich osób też należy dzwonić i informować ich o negatywnym wyniku rekrutacji? ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Na pewno można milej, ale ja wolę taką odpowiedź niż żadnej. Nie jestem wrażliwa czy to jest automatyczne czy nie.


    Co tym co piszesz dalej oczywiście masz rację, firmy generalizują tak jak i ja to robię, ale mają do tego prawo. Chociaż jest mi bardzo przykro i mi wstyd za ludzi, którzy tak robią. Sprawdzanie języka na etapie pierwszego telefonu ma dla mnie sens. Sama nie mam certyfikatów językowych (znaczy mam jakieś stare, ale mówię już o wiele lepiej, ciężko żebym nie mówiła mieszkając tutaj), ale z mojego cv mogę poświadczyć prawie wszystko. Te korporacyjne systemy właśnie dlatego są lepsze, bo tam jest miejsce na wrzucenie wszystkich dokumentów poświadczających praktyki itd. Zresztą już się do tego przyzwyczaiłam i wszędzie wysyłałam całą paczkę, żeby nie było dodatkowych pytań. Nie zmienia to faktu, że Niemcy wierzą na słowo i im można wierzyć - moje poświadczenie o studiowaniu dostarczałam przez miesiąc po tym jak się ze mną skontaktowali z działu HR a przed rozmową (zanim przyszło z dziekanatu do rodziny, oni to poszli przetłumaczyć itd.) a i tak dostałam praktykę. Podobnie jak mi obiecali, że mnie przyjmą, to mnie przyjęli mimo braku środków w innym dziale (obiecali mi ustnie). Tylko, że to też jest wszystko zależne od ludzi, widzę też dużą różnicę między Niemcami wschodnimi a zachodnimi niestety, gdzie stereotyp Polaka jest nieco bardziej utarty i nas mniej lubią. Nawet jak szłam do kasy po bilet na pociąg to się dowiedziałam, że niewyraźnie mówię, mimo, że w Stuttgarcie wszyscy mnie rozumieją. :D Tak czy inaczej nie odnosi się to tylko do języków, multum osób na studiach robi fikcyjne praktyki, wpisuje fikcyjne prace w CV i potem ich aplikacja mało się różni od tych, którzy przez studia naprawdę coś dodatkowego robili. Tak teraz mi się przypomniało. Smutne.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja po drugim roku studiów nie miałam gdzie iść na praktykę, bo wszędzie chcieli studentów po 3 roku. Nastał trzeci rok. Nie miałam gdzie iść na praktykę, bo na gówniane 2-3miesiące, za darmo trzeba znać super świetnie angielski, oczywiście inny język fajnie też znać, do tego trzeba znać c/c++, java, unix/linux, mieć co najmniej 2 lata doświadczenia (tak, znalazłam takie coś w ogłoszeniu o PRAKTYCE STUDENCKIEJ). Na szczęscie pracę znalazłam, ale z tymi praktykami to był ogromny problem.

    OdpowiedzUsuń
  30. Byłam na jednej rozmowie kwalifikacyjnej i wysłałam może z 5 CV, więc nie jestem doświadczonym poszukiwaczem pracy, ale nie rozumiem tego narzekania na brak odpowiedzi. Nie wiem, jak jest w Niemczech, ale w Polsce ludzie wysyłają setki CV tygodniowo i nie dziwię się pracodawcom, że nie chce im się na wszystkie odpowiadać. A odpowiedź automatyczna nie jest żadną odpowiedzią. Raz taką dostałam i co? I nic z niej nie wynikało, ani nie była nawet napisana przez człowieka, więc po kij mi ona? Poza tym uważam za normalne, że pracodawca czasem odezwie się po miesiącu lub dwóch. Przecież czasem przyjmują kogoś na okres próbny, nie sprawdza się, to szukają dalej, prawda? To co im szkodzi najpierw zadzwonić do odsianych wcześniej ludzi i zapytać, czy przypadkiem nie szukają jeszcze pracy (albo chcą zmienić, bo wzięli coś tymczasowego, typu telemarketing).
    Rozumiem, że ta kultura rekrutacji u nas nie stoi na najwyższym poziomie, ale wynika to z wielu rzeczy, też naszej historii - duży wpływ na dzisiejsze obyczaje ma pełen absurdów PRL, który wciąż przebija się przez mentalność starszego pokolenia. Natomiast w naszym pokoleniu jest masa takich wiecznych narzekaczy, którzy wynajdą każdy powód, by na swój kraj ponarzekać. Może nie chcieli Cię przyjąć w Polsce, bo mieli już doświadczenie z ludźmi, którzy wracają zza granicy i każde zdanie zaczynają od "A w Niemczech/Anglii/etc. to..." :P


    Byłam na jednej rozmowie kwalifikacyjnej, przyjęli mnie na praktyki tygodniowe, w czasie których obserwowałam lekcje prowadzone przez innych nauczycieli, a potem przeprowadziłam przykładową lekcję. Aplikowałam jako studentka i miałam tam pracować na umowę zlecenie i to chyba tylko kilka godzin w tygodniu, więc nie była to jakaś super posada. Wszyscy byli mili, zadzwonili po paru dniach i jak mi babka mówiła, że prawie dostałam tę robotę, ale jednak wybrali kogoś innego, to autentycznie czuć było, że jest jej przykro. Pierwszych dwóch pracodawców poprosiło mnie o próbki tekstów, spodobały się (w jednym przypadku wybrali dwóch z czterech tłumaczy) i nawiązała się współpraca. Też wszystko w jak najlepszym porządku. Najnowszy pracodawca w ogóle był taki dla mnie milusi, że aż mi się głupio zrobiło. Także ja mam bardzo dobre doświadczenia. Najgorsze mają chyba ludzie bez konkretnych kwalifikacji, którzy szukają pracy "jakiejkolwiek, byle za x miesięcznie".


    A myślę, że najlepszym przykładem tego nastawienia młodych Polaków jest Janowicz - młody i bogaty tenisista robiący wielką karierę, który też twierdzi, że w Polsce nie ma perspektyw :P

    OdpowiedzUsuń
  31. Ciekawe, że google mnie tu skierowało, więc piszę:
    1. Ładny blog, blogerka i komentarze.
    2. Pytanie do Was: Czy w DE warto iść na studia magisterskie mając inżyniera w PL?
    3. Czy mgr "wpływa" na wyższe zarobki jak już się ma inż.?
    4. Macie jakieś teorie, jak najłatwiej zaczepić się w dużej firmie, która by mnie mogła wydelegować do Azji? Docelowo chcę żyć w tajlandii, Chinach...
    5. Znam Angielski, Niemiecki słabiej, troszkę rosyjski, ale już chińskiego nie (jeszcze)

    OdpowiedzUsuń
  32. 1. Kurtuazji nie trzeba :)
    2. Zależy, czego oczekujesz. Patrzę na punkt 5 i studia się przydadzą na pewno z perspektywy językowej. Niemiecki dyplom też całkiem wygląda. Ale jak bez studiów dostaniesz pracę to nie trzeba.

    3. Zależy gdzie i na jakim etapie się jest. U mnie w firmie wpływa nieznacznie (10% zarobków więcej na początek, potem nie ma znaczenia). W innych nie wiem, ale wiem, że są takie, które to nie interesuje i takie, dla których to jest ważne w konkretnych pracach.

    4. Zaczep się w korpo, łatwo się przetransportować :)
    5. So what?

    OdpowiedzUsuń
  33. Dzięki za odpowiedzi,
    będę wdzięczny jeśli ktoś jeszcze się wypowie. Dotychczas miałem złe doświadczenia na rynku niemieckim pracy i za pewne dlatego, że pracowałem dla małych firemek, gdzie specyfika jest podobna do firm polskich, gdzie trzeba mieć jedno zdanie - zgodne ze zdaniem szefa lub szefów.

    OdpowiedzUsuń
  34. W związku z Twoją wypowiedzią, mam pytanie:
    Czy na niemieckich targach komuś się udało znaleźć pracodawcę?
    Czy to w czymś może pomóc, taka "znajomość" przez targi?

    OdpowiedzUsuń
  35. https://interviewme.pl/blog/cu8 listopada 2014 10:51

    Także powoli myślę o wyjeździe. Moją słabością jest język. Zamierzam się jednak nauczyć podstaw na kursie. Wiem, jak napisać CV po polsku https://interviewme.pl/blog/curriculum-vitae-8-zbednych-elementow po niemiecku z pewnością także się nauczę.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!