06.03.2014

Pół roku paleo - podsumowanie

Z początkiem września postanowiłam zmienić odżywianie mniej lub bardziej w kierunku paleo. Nie traktuję paleo jako diety odchudzającej ani diety na masę. Jeśli chcecie pooglądać moje zdjęcia przed i po albo coś w tym stylu, to niestety Was zawiodę. Przeszłam na paleo, żeby się lepiej czuć i w miarę możliwości poprawić moje zdrowie i właśnie to chciałam w niniejszym poście opisać.

Autor: The Next 28 Days

Będąc na chwilę w Polsce zrobiłam sobie badania krwi. Mało kompleksowe i niemalże wyproszone - lekarka rodzinna nie chciała mi dać skierowania. No, ale wyniki mam. Żelazo w normie (pod górną granicą!), ale nie jest to zasługa paleo. Już wcześniej udało mi się je podnieść, ale samo żelazo we krwi nie oznacza, że nie mam niedoborów. Paleo nie spowodowało natomiast spadku, więc super. Mam lekko podwyższony cholesterol (od dawna), ale tutaj by się przydała jakaś ciekawsza diagnostyka. Reszta w normie.

Teraz czas na bardziej subiektywne rzeczy, czyli moje samopoczucie. Po pierwsze brzuch przestał boleć. Wychodzę z domu bez tabletek, czuję się dobrze i nie pamiętam, kiedy ostatni raz coś takiego przeżywałam. Szok. Oprócz tego zniknęło mi atopowe zapalenie skóry. Co prawda nie było mroźnej zimy a to właśnie wtedy miałam najgorsze wykwity, ale za to myję codziennie naczynia (pa pa zmywarko). Dłonie są przesuszone, ale nie pękają i nie musiałam zmieniać pielęgnacji. Szok, część druga.

Inne aspekty są już dla mnie mniej miarodajne. Zauważyłam, że przestała mnie męczyć senność po posiłku a poziom energii utrzymuje się podobnie przez cały dzień oprócz popołudniowego kryzysu, gdy jestem niewyspana. Głód nie pojawia się nagle i nie sprawa, że jestem najgorszym człowiekiem na świecie. Mogę wytrzymać nawet 9 godzin bez jedzenia (nie testowałam tego celowo, żeby nie było - przez przypadek musiałam zostać tyle w pracy po obiedzie gdy zapomniałam wziąć ze sobą czegoś do jedzenia) i nie czuję ogromnych napadów czy ssania. Czuję głód i tyle. Wydaje mi się, że jestem mniej ospała, ale nie mam co do tego pewności. Może to być też placebo. Zmian w stanie włosów i paznokci nie zauważyłam - włosy zawsze miałam w dobrej kondycji a paznokcie w złej i tak pozostało.

Na pewno nie jestem w pełni zdrowia. Nie podążam też za filozofią paleo w 100%. Żeby tak było musiałabym jeść jedzenie najlepiej ze wsi, od lokalnych rolników, wyrzucić wszystkie detergenty z domu i zamienić je na naturalne środki, przestać się malować, palić sztuczne świeczki itd. itd. Ja nie czuję się teraz na to gotowa i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Wolę pojawiające się wypryski zakrywać korektorem i nakładać warstwę szpachli, która powoduje te wypryski niż wychodzić z domu bez makijażu albo robić własną kolorówkę. Pierwsze po prostu lubię a drugiego nie chce mi się robić. Oprócz tego nie mam (jeszcze) dostępu do w pełni naturalnego i różnorodnego jedzenia, które byłoby wolne od antybiotyków, pestycydów czy pasz zbożowych. No i nie oszukuję się - optymalna i zbilansowana dieta jest dosyć trudna do utrzymania i powinna być dobrana po wielogodzinnych konsultacjach przez lekarza (naturopatę) a nie samemu na podstawie dwóch maili i kilku(set) postów. Takie moje zdanie.

Co zamierzam dalej? Na pewno utrzymywać mniej więcej paleo. Jest kilka produktów, z których świadomie nie mogę zrezygnować, a leżą one dosyć daleko od paleo. Nie są to słodycze. Listę planuję niedługo opublikować. Poza tym chciałabym zacząć jeść więcej warzyw - do tej pory jadłam około 750g do kilograma dziennie, a chciałabym jeść dwa razy więcej. Jest to dla mnie trochę problematyczne, bo wielu z nich po prostu nie lubię. Muszę jednak przyznać, że paleo jednak oczyściło mi smak i stopniowo wprowadzam nowe, nielubiane niegdyś warzywa. Smakują jakby lepiej. ;)

No i dla tych, których jednak ciekawi wygląd - nie schudłam ani centymetra (no dobra, może z 1) z bioder ani ud, ale za to kilka zeszło mi z brzucha. Według sfd oznacza to, że wyrównały mi się hormony (jako gruszce). To co widzę na plus w połączeniu z siłówką to delikatna rekompozycja. Mimo moich gabarytów zaczęły się pojawiać mięśnie, szczególnie na plecach, rękach i nogach. To chyba tyle, tak z grubsza. Będę dalej obserwować moje ciało i Was na bieżąco o tym informować. :)

9 komentarzy :

  1. Dioeta neistety nei dla m,nie- nei owlno jesc nabialu ktory kocham :) I zdecydowanie z neigo nei zrezygnuje

    OdpowiedzUsuń
  2. zaneta.zanetab4296 marca 2014 18:20

    Czyli dieta z rozsądkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nebeskaa Natalia6 marca 2014 18:57

    super, że coś to dało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też gruszka :) i dieta bez pszenicy też mi bardzo służy. Brzuch nie boli, brak wzdęć- super sprawa. Jaką masz grupę krwi? Nie wiem czy podawałaś kiedyś taką informację. Strzelam, że zero

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja dziś umieram i skręcam się z bólu... Sama nie wiem czy to gluten,nabiał czy orzechy. Wzdęcia,senność,ból to tylko kilka z objawów. Próbowałam odstawiać różne produkty na jakiś czas ale nic nie zauważyłam więc sama nie wiem jaka może być przyczyna.
    Już nie mam siły do tego czasami.

    Dobrze że Tobie udało się znaleźć rozwiązanie w postaci paleo.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie odstawienie slodyczy, zwlaszcza ciastek, herbatnikow I ciasta domowego pomoglo na bol brzucha:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosiu, gdzie wyczytałaś na sfd to o wyrównaniu hormonów? A co z tymi ziemniakami na paleo, naprawdę można tylko słodkie?

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam w jednym z dzienników, nie pamiętam teraz w jakim. Zależy od tego, z kim rozmawiasz o paleo :) Ja się nie bawię w ciągłe zastanawianie się co można a co nie można - jem to, po czym dobrze się czuję. Np. nie mogę jeść cytrusów, bo wiem, że po nich mnie boli, a niby są bardzo polecane na paleo. W ogóle jestem przeciwna ślepej wiarze w jakiekolwiek metody żywieniowe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Paulina Hurija Ciesielska31 lipca 2014 17:21

    U mnie paleo odpada, bo nie jem mięsa, ale nie uważam,żeby to była zła dieta. Na moje oko paleo jest całkiem zdrowe.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!