09.03.2014

Nie jesteś psem

Przeważnie kładę się spać o 22-23, ale czasami zdobywam się na to szaleństwo i nie śpię aż do 24. Tak było ostatnio, kiedy zaczęłam gadać z Agnieszką. Przeważnie gadamy o pierdołach, o tym co w pracy, co ćwiczymy, jak ćwiczymy i co jemy. Czasami jednak mamy odkrywcze rozmowy. Wspólnie odpowiadamy na pytania, które nas męczą już od jakiegoś czasu. Tak było i tym razem. Wzięłyśmy pod lupę nasze metody żywieniowe - mianowicie to, dlaczego potrafimy trzymać dyscyplinę we wszystkim - pracy, domu, blogu, treningu a nie potrafimy tego zrobić w jedzeniu.

Autor: T. Fernandes

Zacznijmy od identyfikacji tego, co jest problemem. Od czasu do czasu zdarza się, że zjemy za dużo. Niekoniecznie słodyczy czy fast foodów, ale nawet banana czy suszonych owoców. Można to wytłumaczyć tym, że te rzeczy smakują dobrze, są zdrowe. Że zajadamy stres i nie rozpoznajemy sygnałów głodu do końca. To pewnie prawda. Ale można spojrzeć na to też od innej strony.

Często gdy jemy coś co bardzo lubimy albo coś na co długo czekamy wiążemy to w głowie z pozytywnym doświadczeniem. Ne weselach stoły są zastawione bogato, to samo na święta i imieniny, a na rocznicę czy świętowanie awansu idziemy na kolację. Na randkę też. Tak wiele rzeczy, na które czekamy wiąże się z jedzeniem. Trwa to od naszych najmłodszych lat gdy mama na urodziny przygotowuje nam tort a pod choinkę daje czekoladę. Albo szlaban na słodycze za słabe oceny. Jedzenie zaczynamy postrzegać jako nagrodę i przyjemność. Niewątpliwie jest ono przyjemnością, ale czy nie ma innych?

Zrobiłam ostatnio eksperyment. Na studiach podczas zdawania egzaminów mało kto jest w stanie opanować swoją dietę. Przeważnie miałam taki system, że jechałam na egzamin bardzo niewyspana, po czym kupowałam sobie coś do jedzenia, wracałam do domu, jadłam i szłam spać. Tak wyglądała większość moich egzaminów. W tym semestrze po jednym z nich zamiast jedzenia kupiłam sobie tusz do rzęs. Podziałało - nie musiałam zajadać egzaminu. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że kupowanie jedzenia po egzaminie było w jakimś sensie nagrodą za to, że nuczyłam się na niego i go napisałam. Robiłam to podświadomie, bo to było pewnym wzorcem zakorzenionym we mnie od lat.

Dlaczego w ogóle to piszę? Mój dzień jest wypełniony po brzegi, co zobaczycie w jutrzejszym poście. Gdy tylko mam chwilę wolnego jem o wiele więcej niż powinnam nawet tego zbytnio nie zauważając. Są to przeważnie słodkie rzeczy. Podświadomie nagradzam się za to, że ciężko pracuję i trenuję. A wtedy uniemożliwia mi to schudnięcie i powiela schemat nagrody. Błędne koło. Postanowiłam sobie wzamian za jedzenie kupować drobne rzeczy, które sprawią mi przyjemność. Raz będzie to świeczka a raz kosmetyk. Nie musi kosztować dużo ani być ogromne - wystarczy, że będzie miało wartość symboliczną. Czy podziała, nie wiem, ale świadomość powodów naszego zachowania jest pierwszym krokiem do jego zmiany.

Zuzka zawsze powtarza, że nie jesteśmy psami, żeby nagradzać się jedzeniem. Ich zachowanie jest bardzo podobne do naszego. Wzamian za dobrze wykonanie polecenie daje się im właśnie jedzenie. Czy jako ludzie nie powinniśmy mieć nad tym trochę większej kontroli? Podobne przemyślenia ma Agnieszka. Celowo ustaliłyśmy, że publikujemy posty o tej samej porze, żeby namieszać Wam po równo w głowach. Jej post tutaj.

Co będzie Waszą następną nagrodą?

20 komentarzy :

  1. bodybuildingisalifestyle9 marca 2014 17:17

    właśnie dlatego uwielbiam planować to co zjem i nigdy nie zdarza mi się podjadać czy nagradzać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro mam egzamin, nie mam już siły się uczyć i właśnie zjadłam zdecydowanie zs dużo suszonych bananów :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Paulina Hurija Ciesielska9 marca 2014 17:29

    Rzeczywiście coś tam jest!


    A co tam, jest dzień kobiet, zjem to i tamto, należy mi się. W końcu mam urodziny. Wigilia jest raz do roku. itp.


    Sama niedawno się tego oduczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Martusiowy Kuferek Blog9 marca 2014 17:39

    Dokładnie jest tak jak napisałaś. Sama też nagradzam siebie jedzeniem, co niestety nie jest dobre. Podoba mi się zmiana jedzenia na drobne rzeczy w ramach nagrody. W bardzo podobnym tonie pisała Beata Pawlikowska w książce "Kody podświadomości". Świetny blog, czytam od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nebeskaa Natalia9 marca 2014 19:17

    coś w tym jest! ale uczą nas tego od dzieciństwa, nagradzają słodyczami, osobiście sama siebie nagradzam ciuchami lub kosmetykami :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam to u Ciebie, masz podobnie jak ja. Nawet wczoraj na święto kobiet poszłaś świętować jedząc :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie planowanie działa wręcz odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedź jest jedna - kalorie i makroskładniki! :P Niedawno zaczęłam liczyć kalorie (obecnie jestem na tzw. redukcji) i zauważyłam, że czasem są dni, kiedy ma się ochotę na mniej zdrowe jedzenie (popcorn, ciastko etc.) i jest to normalne. Jeśli sobie nie pozwolimy jeść wszystkiego, w małych ilościach i po prostu rzadko, to nic dziwnego, że gdy przychodzi stres wszystko się zajada, traci umysł i ogólnie wszystko szlag trafia! Myślę, że każda kobieta ma momenty, w których wchodzi do kuchni i nie może wyjść do póki nie zje połowy rzeczy z lodówki... hormony, stresy... nikt nie jest odporny na ŻYCIE. Ważne aby się nie poddawać, iść dalej. Zaczynać od nowa, jeśli trzeba. Takie tam moje dygresje... jak zawsze nie na temat i chaotycznie :p

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszka Szatkowska9 marca 2014 21:06

    Co do tego co powiedziała Zuzka... Przypomniała mi sie anegdotka o psach Pawłowa, kojarzysz?

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobre, nagradzać się jakąś małą przyjemnością (nie jedzeniową). Normalnie, powiedziałabym- Gosiu fitblogerko- masz rację. Ale z racji tego, że obecnie nie jem nic innego oprócz kurczaka, jaj, kaszy, płatków owsianych, warzyw (w przeróżnych kombinacjach)- z utęsknieniem czekam na ten moment kiedy będę mogła się nagrodzić w ten jedzeniowy sposób :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ty możesz :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedzenie stało się jakby bardziej wszechobecne niż kiedyś. Denerwuje mnie, gdy przychodzi do mnie siostra lub ciocia, to cały dzień kręci się wokół tego "co zrobimy do jedzenia"... A nie można podać zwyczajnej kolacji? Tylko trzeba myśleć, wymyślać, kombinować? Przecież o spotkanie i rozmowę chodzi... a nie o jedzenie.
    Dawniej nagradzałam się zdrowymi produktami - batonikiem muesli, ulubionym owocem, jogurtem. Teraz zazwyczaj nagradzam się ulubionym treningiem lub bardzo miło spędzonym czasem :)
    www.eatsmart4ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Od kiedy staram się jeść regularnie bez podjadania każdy posiłek to dla mnie nagroda, dlatego staram się, żeby były możliwie jak najsmaczniejsze. Podobnie jak Ty widzę jednak, że zbyt duża ilość wolnego czasu (głównie w weekend) często wyzwala myśli "Co by tu zjeść..." i z tym walczyć mi najtrudniej, bo człowiek wychodzi z założenia, że przecież coś mu się należy od życia ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Weekendy są dla mnie najgorsze. Najgorzej, że w Niemczech są zamknięte sklepy w niedziele i kiedy ten jeden dzień w tygodniu mam wolny nie mogę sobie nawet dla odpoczynku pozwiedzać DMu... :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Slim Fit Man Blog10 marca 2014 13:25

    Coś słodkiego, hehe. A to tylko dlatego, że mogę sobie na to pozwolić ;)
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za reszte

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszka Szatkowska31 lipca 2014 17:21

    Nie wiem czy powinnaś, ale w sumie to jest ona dosyć adekwatna.

    OdpowiedzUsuń
  17. Beaty nie czytałam, ale już któraś osoba mi ją poleca. Miło mi :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Poruszasz problem, ktory dotyczy takze mnie. Z jedzeniem wiaze ogromne emocje. Kiedy jest mi zle lubie zjesc cos dobrego, chociazby miseczke suszonych owocow, znajomych odwiedzajacych mnie we Wroclawiu zaciagam do pysznych zakatkow, a D. wie, ze idealna niespodzianka bedzie dla mnie rezerwacja w restauracji... Takze ten... Ja jestem psem :P
    Tyle razy w zyciu od znajomych i rodziny uslyszalam juz " kobieto, rzuc to co robisz i zajmuj sie gotowaniem". Wole jednak zeby zostalo ono moja pasja, a nie praca. podchodze d niego zbyt emocjonalne.
    To niestety jednak prawda, ze ten system niesamowicie utrudnia wytrwanie w idealnej diecie i np zrzucenie kilogramow. Mi ostatni czasy niezwykle ciezko wrocic do rygoru, a niestety: tylko przy nim chudne.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!