10.03.2014

Mój tydzień - jak znajduję czas na trening

Wpadłam na pomysł na ten post, ponieważ wiele osób twierdzi, że nie ma czasu na trening. Pokażę Wam jak to robię, że trenuję co najmniej 4 razy w tygodniu a do tego śpię średnio 8-9 godzin dziennie. Mam nadzieję, że będzie to chociaż dla części osób inspiracją. Opiszę poniżej tylko dni treningowe - w inne miałam lenia albo zaplanowany odpoczynek. Klikając na niektóre wydarzenia przenosicie się do ich dowodów na Instagramie. :)

Autor: Celestine Chua

Niedziela: Zaczynamy od niedzieli w zeszłym tygodniu. Wstałam około 8-9, posprzątałam mieszkanie i około 12 - 13 pojechałam na siłownię. Zrobiłam siłowy bez aerobów, wróciłam do domu, ugotowałam i zjadłam obiad, wzięłam prysznic. O 15 pojechałam na drugi koniec Stuttgartu (60km) oglądać zmagania kolegi w turnieju tańca latynoamerykańskiego. Wróciłam do domu około 19, napisałam dwa posty. Poszłam spać około 23.

Poniedziałek: Nietreningowo. Zrobiłam zakupy. Dopisałam 2 posty na bloga.

Wtorek: Wstaję przeważnie około 7, tym razem 7.30. Byłam w pracy o 9. Okazało się, że musiałam zostać do 19. Dobrze, że wzięłam ze sobą małe papu. Na siłowni byłam o 19.30. Zrobiłam trening bez aerobów (nie miałam już siły), wróciłam do domu po 21. Kolacja, prysznic, ogarnęłam bloga, położyłam się spać o 23.

Środa: Jako, że poprzedniego dnia zostałam dłużej w pracy, tym razem zdecydowałam się przyjechać później. Wstałam o 8, byłam w pracy o 9.30. Skończyłam o 17, pojechałam na zakupy (mam po drodze do domu). Weszłam do domu około 17.40, rozpakowałam zakupy, przebrałam się na siatkę, przeczytałam komentarze na blogu i pojechałam na siatkówkę (około 18.15 wyjechałam z domu). Wrociłam po 21, zjadłam, umyłam się i takie tam. Położyłam się spać po 23.

Czwartek: W czwartek pracuję z domu, więc mogę później wstać. Niestety, obudziłam się przed budzikiem - o 7.50, więc zdecydowałam się iść pobiegać. Wyszłam z domu o 8.20 (sprawdziłam wcześniej maile itd.) 20 minut biegania - byłam w domu przed 9. O 9.30 zaczęłam pracę. Po pracy czekał na mnie jeszcze wykład, więc o 16.30 wyjechałam z domu i wróciłam około 22 (od razu po wykładzie). Ogarnęłam bloga, położyłam się spać przed 24.

Piątek: Wstałam po 8, zjadłam, napisałam post na bloga, pojechałam po zakupy i na siłownię (wyjechałam około 10.30). Zrobiłam też aeroby, bo miałam więcej czasu i przypadkowo spotkałam koleżankę z pracy, która też ćwiczy. W domu byłam o 14.30. Ugotowałam obiad, prysznic, przygotowałam się i o 16 pojechałam na wykłady. Wróciłam do domu o 22, przygotowałam jedzenie na następny dzień, poszłam spać o 23.30.

Sobota: Nietreningowo i wykładowo, pobudka o 6.50.


Proste, prawda? W takim rygorze pomaga mi zdecydowanie brak telewizora i innych zabieraczy czasu. W międzyczasie gdy na coś czekam lub gdzieś jadę, odpowiadam na wiadomości i komentarze na blogu. Posty natomiast piszę głównie w weekendy. Coś byście zmieniły? Jak wygląda Wasz tydzień?

28 komentarzy :

  1. bodybuildingisalifestyle10 marca 2014 16:59

    wystarczy dobra organizacja :) u mnie gotowanie codziennie wieczorem :) przed pójściem spać zawsze przygotowuję posiłki na 2 dzień :D

    OdpowiedzUsuń
  2. "W takim rygorze pomaga mi zdecydowanie brak telewizora i innych zabieraczy czasu" - o tym właśnie myślałam czytając ten Twój plan. Tak naprawdę gdyby każdy z nas wyrzucił ze swojego planu dnia TV i Facebooka, zyskałby mnóstwo czasu, który my mamy, a inni "nie mają". Ale trzeba najpierw pójść po rozum do głowy i nie myśleć, że "po ciężkim dniu należy mi się 'M jak miłość'".

    OdpowiedzUsuń
  3. faktycznie da się tak funkcjonować, tylko właśnie widoczne jest, że nie poświęcasz czasu na oglądanie seriali, czy innych kwejków :D ja zwykle po tygodniu-dwóch tak dobrze zorganizowanych "pękam" i potrzebuje weekendu pełnego lenistwa, leżenia, spotykania się ze znajomymi itp. :P ile godzin spędzasz średnio w pracy tygodniowo?

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze napisane. Ja korzystam z zasady "mieć z głowy" i korzystam teraz z możliwości takich, że mogę wychodzić na trening zaraz po przebudzeniu i już :) Zaliczone, nie muszę się martwić, że później to, to i tamto. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  5. 30 - 35 godzin :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm z drugiej strony może jakby po ciężkim dniu należałaby mi się M jak Miłość to nie zajadałabym stresów... ;) ...albo zajadała przed TV :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Magdalena Zett10 marca 2014 19:01

    Wychodzi na to, ze masz blisko z pracy do domu, a sklepy silownie i po drodze, nie kazdy ma takie szczescie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja wiem, że domeną narodową Polaków jest narzekać, ale chyba to jest jakiś żart. Przez pół roku jechałam z domu do pracy godzinę a z pracy na siłownię 45 minut, potem szłam 30 minut do sklepu, ze sklepu kolejne 20 na przystanek i jechałam do domu 15 minut. To jest blisko i po drodze?

    OdpowiedzUsuń
  9. Agnieszka Szatkowska10 marca 2014 19:12

    Nie każdy ma taki łeb, że się ogarnąć z tyloma zajęciami :D Zazdro...

    OdpowiedzUsuń
  10. Natalia Porabik10 marca 2014 19:40

    Super post :) Jak ktoś chce to się wszystko da :) Ja mam dwójke małych dzieci, dwa psy i duży dom na głowie, więc trzeba wszystko ogarnąc ( jestem maniaczką porządku :P ), poprać, ugotować, zrobić zakupy, odebrac dziecko z przedszkola. Wszyscy dookoła się dziwią, że ja mam jeszcze czas na trening, a ćwiczę codziennie rano ok. 50- 60 min. Da się wszystko pogodzić, jeżeli ktoś oczywiście chce ( choć wielu woli sobie wmawiać, że przy tylu obowiązkach to już na trening czasu nie ma ) tylko trzeba sobie wszystko dobrze zaplanować :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zajadanie przed TV jest jeszcze gorsze niż bycie psem, bo nie kontrolujesz ilości ani jakości szamy.
    Ja tam stresy zapijam - wodą oczywiście :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nebeskaa Natalia10 marca 2014 20:15

    świetny post :) uważam, że jak się chce, to jest w stanie się wszystko zrobić :) grunt to dobra organizacja i chęci ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. To były miłe studenckie czasy, też miałam czas na treningi...Porównując mój tydzień, jest w nim jeszcze oprócz pracy i szkoły muzycznej dziecka, do której również chodzę, kilka wizyt lekarskich, w tym tyg akurat 3 mój dentysta, podkręcenie aparatu 1 dziecka i dentysta 2 dziecka. Zebranie w szkole, w tym tygodniu 2 w przyszłym pierwszego. Odrabianie lekcji z dziećmi. Czasem wypadnie jeszcze coś extra, np trzeba awaryjnie pomóc rodzicom skoczyć do apteki bo ich rozkłada, czy przyjaciółce bo musi iść na zebranie a dzieci chore. Nie mówiąc o weterynarzu...Nie mówię że, nie ćwiczę, walczę o ten czas. Ostatnio najlepiej wychodzą mi 10 minutowe treningi, bo 40 min z Ewką to już luksus...uśmiecham się czytając Twój rozpis to jak wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakbym miała 30 minut do sklepu to bym nie jadła :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiele osob nie wierzy w stare dobre powiedzenie ze im wiecej mamy na glowie tym lepiej uda nam sie to zorganizowac. A jest ono tak prawdziwe!
    Ja w tym semestrze zaczynam dzien niemalze codziennie o 5:30-6, w weekendy wstaje o 7.I jest na wszystko czas :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja uważam, że czasu każdemu starczy na wszystko ale nie ukrywam, że mój plan dnia jest totalnie zagmatwany bo mam różne zajęcia o różnych godzinahc każdego dnia i tak oprócz kilku godzin w pracy codziennie od 15 do 19-20 rano mam zajęcia od 8-10 albo od 8-12 , do tego zakupy i posiłki, przygotowanie lekcji (uczę angielskiego i zawsze muszę wykonać w domu, nawet dwa razy więcej niż faktycznie kiedy w niej jestem), ostatnio spada na mnie milion obowiązków, które wymagają sterczenia po kilka godzin w skarbówce i urzędzie miejskim a do tego biegania po sądach. Generalnie wszystko zależy od pracy, jaką wykonujesz - często sobie myślę, że gdybym mogła siedzieć w robocie po prostu od 9-17 byłoby prościej niż takie przemieszczanie się każego dnia co godzinę gdzinę gdzie indziej, ale lubię to co robię więc nie będę wymyślać :) Tak czy inaczej trzeba dobrej organizacji, żeby wcisnąć w to wszystko regularne treningi, ja staram się być na siłowni te dwa - trzy razy w tygodniu (dokładniej na fitnessie, ale mam teraz instruktorkę, którą kocham!) i ze dwa razy na basenie. Da się wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie każdy ma taki talent do pisania jak Ty, zazdro.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cieszy mnie to - jest dla mnie nadzieja po założeniu rodziny! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Każdy ma w życiu etapy i podejmuje jakieś wybory. Oprócz normalnej pracy i studiów mam jeszcze bloga, który jest moją drugą pracą - nie poświęcam na niego mniej niż 10 godzin tygodniowo a czasami wychodzi i 20. Nie wiem co powiem jak będę miała dzieci, bo póki co i chłopaka nie mam, ale wiele zależy od nastawienia i organizacji. Nawet te 10 minut jest często wystarczające :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Każdy ma inną pracę, ja nie mogłabym siedzieć w urzędzie od 9 do 17, wolę przejściowe okresy bardzo intensywnej pracy a potem rozprężenia niż cyklicznie robienie tej samej rzeczy. Nie ma rzeczy prostszych i trudniejszych jeśli chodzi o czas - każdy ma go tyle samo.

    OdpowiedzUsuń
  21. Moim zdaniem praktycznie każdy znajdzie czas, jeżeli tylko chce. Czasami wymaga to po prostu lepszej organizacji, a czasami trzeba z czegoś zrezygnować. Kwestia priorytetów. Ale jeżeli trening jest tym, czego chcemy to się uda.

    OdpowiedzUsuń
  22. Paulina Hurija Ciesielska11 marca 2014 10:49

    I tak masz bardzo dużo wolnego czasu jak spojrzę przez pryzmat mojego tygodnia. Aż zaczynam Ci zazdrościć. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dla chcącego nic trudnego :))

    OdpowiedzUsuń
  24. Agnieszka Szatkowska16 marca 2014 15:17

    Dobra, dobra. Sam talent nie wystarcza. You know what I mean.

    OdpowiedzUsuń
  25. Fajny czas kiedy się nie ma dzieci, chorych rodziców, dużego domu do ogarnięcia i limitowany czas pracy. Dołóż do ego obowiązki rodzicielskie i nie dasz tak łatwo rady. Ale ja daję ;P

    OdpowiedzUsuń
  26. A skąd wiesz, że by nie dała rady?
    Każdy jest wyjątkowy. Uwierz, że z pewnością nie tylko ty jesteś taka zaradna :) Rozejrzyj się, nie patrzy tylko na siebie, a się zdziwisz :)

    OdpowiedzUsuń
  27. do zajadania przed telewizorem (laptopem, bo TV nie mam od 4 lat) skutecznie zniechęcił mnie serial Walking Dead. Momentami był tak obrzydliwy, że wszystkiego się odechciewało. A prawda jest taka, że dla chcącego nic trudnego.

    OdpowiedzUsuń
  28. Najgorzej jest nie mieć planu, bo jeśli nie ustalisz, że przykładowo tego i tego dnia zrobisz trening, tego i tego zajmiesz się sprzątaniem, a tego i tego spotkasz się ze znajomymi, to najprawdopodobniej będziesz się miotać przez cały tydzień pomiędzy jednym zajęciem a drugim i nie zrobisz nic lub niewiele.
    U mnie sprawdza się ustalenie stałych dni treningowych, w trakcie których nie planuję innych absorbujących czynności, posiłki planuję tydzień naprzód, zakupy zawsze robię w weekend, drobiazgi ewentualnie dokupuję w tygodniu. Kiedy zdarzy mi się wcześniej wrócić z pracy cykam fotki na bloga, wieczorami tworzę posty. Ograniczyłam czas oglądanych seriali i poświęcam go na lekturę. Dodam, że pracuję na pełnym etacie, po pracy w zasadzie codziennie gotuję obiad, sprzątam, oporządzam domową zwierzynę.
    Nie pamiętam, kiedy ostatnio się nudziłam lub usiadłam na tyłku z myślą "Nie mam co robić" :D.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!