18.03.2014

Magiczny środek na odchudzanie (działa!)

Zastanawialiście się kiedyś, że jest jedna taka rzecz, która jedzona bez umiaru nie tylko powoduje tycia, ale również odchudza? Dostarcza wszystkich witamin, jest tania i dostępna na każdej szerokości geograficznej. I jeszcze lepsze... jesz ją codziennie!

Photo by Alexander Henning Drachmann / CC BY

Co to za środek? WARZYWA! Warzywa mają mało kalorii, masę składników odżywczych i są super środkiem na odchudzanie.

Z tego, co obserwuję, większość ludzi je zdecydowanie za mało warzyw. Pół szklanki sałatki do obiadu albo sos pomidorowy nie jest w stanie dostarczyć nam wystarczającej liczby witamin. Poza tym, jeśli w posiłku pół miski makaronu zamienimy na pół miski warzyw to zjemy 5 razy mniej kalorii a nasze zdrowie tylko na tym skorzysta.

Powinno się jeść co najmniej 3-4 szklanki warzyw dziennie. Jest to i dużo i mało. Po przestawieniu się ze zwyczajnej, kanapkowej diety z jednym plasterkiem pomidora i ogórka, ciężko zmieścić w sobie taką ilość. Na początku, bo potem ciężko sobie wyobrazić bez nich życie.

Zadziwia mnie również pogląd, że witaminy są tylko w owocach. Gdy mówię ludziom, że nie jem większości owoców, bo źle się po nich czuje, wiele osób pyta mnie - skąd bierzesz witaminy?

Pamiętajcie, żadna tabletka i żaden proszek nie zastąpi Wam tego co jest w warzywach. Mam nadzieję, że Was nie rozczarowałam tym postem (haha) i do następnego. :)

35 komentarzy :

  1. Ja ubolewam nad tym, że nikt mnie nie nauczył jeść warzyw w dzieciństwie. Do 14 roku życia jadłam tylko zupę grzybową (raz na rok), a na inne warzywa reagowałam tupaniem nogą. Nawet ciasto marchewkowe wydawało mi się katorgą.


    Dzisiaj mam 10 lat więcej i jem dużo warzyw, ale nadal widzę skutki dawnej niechęci. Wszystkie warzywa muszę w siebie wmuszać, żadne mi nie smakuje..

    OdpowiedzUsuń
  2. Lekko Chaotyczna18 marca 2014 17:01

    To moja dieta jest przykładem niezdrowego odżywiania. Warzyw i owoców jak na lekarstwo, za to masa makaronów, mięsa i produktów mlecznych :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszka Szatkowska18 marca 2014 18:56

    Widzisz, niby wystarczy zamienic makarony na warzywa, ale moim zdaniem kasza lub inne tego typu rzeczy syci na dłużej niż warzywa. Ja nawet jak sie nafutruje warzywa,i, to zaraz znow jestem głodna ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Niezdrowe odżywianie to nie tylko fast-foody, mało owoców i warzyw lub za dużo węglowodanów czy tłuszczów. Moim zdaniem zdrowe odżywianie to takie, z jakim my czujemy się najlepiej - ilość węgli, białek czy tłuszczów wyznaczona na podstawie obserwacji swojego organizmu, a nie tabelek, nie odmawianie sobie NICZEGO, jeśli mamy na to ochotę, radość z jedzenia - ja przyznam szczerze, że mówię, że zdrowo się odżywiam, mimo że często wpadnie jakaś pizza, kebab (często to tak raz na dwa tygodnie), parę kostek czekolady czy przejedzenie się - jest to w moim mniemaniu zdrowsze niż ciągła restrykcyjna dieta oparta na wyznaczonych porach jedzenia, wykluczaniu produktów, bo "tak napisali w tej babskiej gazetce" :)
    Wiem, że swoją wypowiedzią odbiegłam trochę od sensu tego, co Ty chciałaś przekazać, ale jakoś tak mnie naszło jak to zobaczyłam i może to jakoś podziała na niektóre zaglądające tu osoby :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w tamtym roku jadłam bardzo mało warzyw, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie to ważne. Ot, sporo marchewek i co jakiś czas jakaś mieszanka na obiad. Nie mam pojęcia jak mogłam wtedy tak żyć! Teraz warzywa dodaję do prawie każdego posiłku i wszystkie zjadam ze smakiem. Ale nie zamieniam makaronu/ryżu/kaszy na nie, bo wtedy w ogóle jadłabym za mało, skądś trzeba te kalorie brać w końcu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że nie lubię warzyw... :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam więcej takich przypadków, sama jem niewiele rodzajów warzyw i dopiero na paleo i zwracaniu ogromnej uwagi na spożywane ilości zaczęłam urozmaicać moje jedzenie. Też uważam, że powinno się wpajać już małym dzieciom, że warzywa są super - przykładem świeci tutaj Niebieskoszara :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Warzywa :)) Jeden z podstawowych składników mojej diety :))))

    OdpowiedzUsuń
  9. Prawde mowiac nie wiem czy znam osobiscie moze piec osob ktore jedza codziennie odpowiednio duzo warzyw...
    Ja sama tez musze sie pilnowac, ale ostatnio sie ogarnelam i warzyw ci u mnie pod dostatkiem :) Prawde mowiac czasami jem ich tak wiele, ze ogolnie bilans wychodzi mi za mały, bo np nawpierdzielam sie tartej marchewki albo ogórkow az do przejedzenia...

    OdpowiedzUsuń
  10. O nie :> Nieprawda! Żrę masę warzyw (głównie świeżych), jestem na paleo i przytyłam :) Mówię oczywiście o tłuszczu, nie o masie mięsniowej.
    Różnie bywa (ja mam peszka i powalony organizm ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z powyższym, bardzo dobry merytoryczny komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ty moja Pani swoją normę wyrabiasz, więc na warzywa nie masz co zamieniać, bo byś już wtedy żadnej kalorii nie wciągnęła :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak poniżej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałabym, żeby mi kiedyś bilans wyszedł za mały he he :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz, ja miałam podobną reakcję na paleo... :) Ale gdybyś zapewne trzymała się bilansu ułożonego do siebie i miała zdrowy organizm to i redukcja by poszła jak złoto ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. kurcze ja sie zaczelam wagą pilnowac znowu bo jak jadlam sobie " na oko" tak zeby bilans wyszedl mi odrobine ujemny to niestety strasznie sie zapedzałam w dól i teraz sprawdzam sobie co nieco ( szczegolnie węgle ) coby sie jakos niesawidomie nie glodzic

    OdpowiedzUsuń
  17. To u mnie jest odwrotnie - gdy liczę kalorię popadam w paranoję i zaczynam jeść więcej i mieć kompulsy. Jak nie liczę to ładnie jem, czysto, do słodyczy mniej ciągnie i bilans spoko. Chociaż na początku miałam paranoję i raz do dwóch na tydzień wyliczałam jakieś przybliżenia, ale od dwóch tygodni kalkulatorów nie tykam. Moja sylwetka i tak mało się zmienia - bardziej zachodzi rekompozycja niż redukcja, a jem fury żarcia, więc wątpię, żeby nieliczenie coś zmieniło, a psychika odpocznie. Chyba mam coś z głową :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Nooo to u mnie jest idealnie na odwrot :) Ale to chyba o swoja psychike powinnam sie martwic ze mi lepiej jak licze. Tzn ogolnie mi lepiej idzie, bo pozbylam sie juz mrocznych mysli o szalenczym zliczaniu kalorii, jakie mialam na poczatku. u mnie to przydatna metoda jak sobie ja przemyslałam ale ogolnie koszmarnie zgubna dla wielu kobiet

    OdpowiedzUsuń
  19. Natalia Porabik18 marca 2014 21:58

    Uwielbiam warzywa w kazdej postaci :) Na szczescie moje dzieci tez :) Wiec chrupiemy tak sobie papryke i marchewke podczas zabawy i ogladania tv. A za pieczona marchewke i pietruszke w formie frytek to dalabym sie poroic :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Paulina Hurija Ciesielska18 marca 2014 22:11

    Mi się zawsze wydawało, że w warzywach są witaminy, a w owocach smak,tzn jak byłam mała to tak myślałam :D

    OdpowiedzUsuń
  21. bodybuildingisalifestyleblog18 marca 2014 23:48

    ja zjadam ok 400g warzywek dziennie :) jestem maniaczką zielonych szparagów :P

    OdpowiedzUsuń
  22. I nagle okazało się, że "cudowny środek" kosztuje 10 zł w pobliskich spożywczaku i nie wymaga żadnej wiedzy tajemnej! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. a ja totalnie się nie zgadzam. na onkologii i kardiologii [i cmentarzu] leży masa ludzi którzy całe życie jedli to z czym czuli się najlepiej. Jasne że nie można dać się zwariować, to że babskim gazetom nie można wierzyć wie chyba każdy ogarnięty- ale to nie znaczy że można jeść syf i śmieci. Radość może dawać też zdrowe odżywianie [szok!], wszystko jest kwestią nastawienia.

    OdpowiedzUsuń
  24. mnie się pytają skąd biorę białko, bo przecież ono jest tylko w mięsie, mleku i jajkach ;]

    OdpowiedzUsuń
  25. Myślę, że na paleo podzdrowiałam i lepiej przyswajam, stąd przytycie. Wcześniej miałam "szybką przemianę materii" ;) Nie zdążyłam wchłonąć i już poszło ;D Teraz każdą marchewkę przetwarzam ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. O, mam to samo dokłądnie. Im bardziej liczę tym większego dostaję świra i potem kończy się wyżerce np. orzechowej ;] Po której cierpię podwójnie - psychofizycznie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ci pacjenci to chyba najlepiej się nie czuli z tym "dobrym dla nich" odżywianiem. Mi (i myślę, że autorce komentarza też) chodziło o równowagę między duchem i ciałem. Jeśli raz na miesiąc zjesz totalny syf, to mimo, że lekko nadszarpniesz zdrowie, może to być znakomite rozwiązanie dla równowagi psychicznej :) Tak samo jak wmuszanie w siebie czegoś nie ma większego sensu. Takie moje zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiedy przez dwa lata nie jadłam mięsa też miałam całkiem wysokie białko, ale samopoczucie już gorsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. a, jak tak to spoko. ja po prostu przeczytałam "Moim zdaniem zdrowe odżywianie to takie, z jakim my czujemy się najlepiej" i nie odmawianie sobie NICZEGO na co mamy ochotę- w dzisiejszych czasach trudno wejść do makszita i nie mieć ochoty na frytki, tylko że niestety ta chęć nie jest podyktowana naturalną potrzebą organizmu. dlatego imo niektórych rzeczy trzeba sobie odmawiać, i nie ma zmiłuj [ale ze mnie ortodoks :P]. nie trzeba daleko szukać żeby znaleźć osoby które całe życie piły dużo alkoholu, jadły smażone golonki i śledzie w occie, a jedynym warzywem były frytki z keczupem- i wszystko było ok, aż nagle organizm przestał ogarniać tą kuwetę i zastrajkował. wiadomka, wszystko trzeba z głową! ;) pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  30. ojtam ojtam, dramatyzujesz :P

    OdpowiedzUsuń
  31. chodziło mi o to, że zdrowe odzywianie to oczywiście na co dzień zdrowa żywność, regularność i tak dalej, ale jeśli nagle wypadną nam np. dwa dni jedzenia czegoś, czego na co dzień tak naprawdę nie jadamy, bo uważamy za niezdrowe, a potem na 3 dni wrócimy do normy, a tu potem znowu wpadnie jakiś dzień, to nie ma sensu wpadać w panikę, mieć wyrzutów sumienia ani zwracać uwagi na komentarze typu "przecież mówisz, że zdrowo się odżywiasz, a właśnie jesz frytki, heloooł?!" - zdrowe odżywianie to świadomość, że robię dobrze dla swojego organizmu, a gdy wyjdę ze znajomymi na pizzę nie zaszkodzę mu, bo na co dzień moim trybem życia rządzą warzywa, ryby, chude mięso, orzechy i inne zdrowe tłuszcze. Lekko chaotyczna napisała, że je dużo makaronu - no i co? Skoro lubi? Wątpię jednak, żeby jadła go kilogramami przez cały dzień. A dużo mięsa? A skąd wiadomo jak je przyrządza? Może jej organizm czuje się z tym dobrze? I owszem - można wejść do mc i nie mieć ochoty na nic stamtąd - i nie, nie chodzi tu o silną wolę, bo to jest poniekąd to odmawianie o ktorym wspominalam - a o zmianę nawyków. A poza tym: osoby jedzące zdrowe produkty raczej omijają te miejsca, prawda? ;) a jak już tam wejdą raz na jakiś czas, to sobie zjedzą i wyjdą spełnieni i szczęśliwi. Tyle. Do grobu raczej od razu po jednarozowej uczcie nie trafią :)
    Zdrowe odżywianie to pojęcie obejmujące nie tylko jedzenie, jak to dobrze ujęła fitblogerka, ale i psychikę. To tak jak z uprawianiem sportu - nie lubisz biegać, ale chcesz schudnąć. A więc zaczniesz biegać czy jednak postanowisz znaleźć inny sport, który sprawi Ci radość? :)
    Wiem doskonale jak to jest mieć konflikt między fizycznym apsektem jedzenia a psychicznym - jestem po ED. Dlatego apeluje o normalność w takich kwestiach, dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. fitnessfoodpl21 marca 2014 12:48

    Warzywa koniecznie! Szczególnie te zielone takie jak brokuł, szpinak, sałata - mają przede wszystkim dużo błonnika. Staram się codziennie dostarczyć ich ok 500g. Niestety nadal sporo osób (szczególnie zimą kiedy są droższe) o nich zapomina. Albo spożywa głównie pomidory, gdzie niestety, przy całym szacunku do pomidorów ;) to głównie woda i trochę minerałów.

    OdpowiedzUsuń
  33. hahaha króciótko a jak zaskakujesz :)
    pozdrawiam http://trytodesign.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  34. Nebeskaa Natalia31 lipca 2014 17:20

    nie rozczarowałaś ;) niby prosta rzecz, że warzywa są zdrowe i niskokaloryczne, jednak o ich spożywaniu nieraz się zapomina ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Wliczać warzywa w bilans kaloryczny ? Iiii czy mogę je jesc bez ograniczen? ;)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!