09.02.2014

Blog lajfstajlowy, czyż nie?

Wiele z Was oczekuje ode mnie prowadzenia stricte treningowego bloga, czego ja nie chcę robić. Lubię tematykę sportową i zawsze będę chciała być na bieżąco, ale nie jestem trenerem i wielu rzeczy nie wiem. Co za tym idzie, bardzo długo i dokładnie szukam wiarygodnych materiałów tak, żeby nikogo nie wprowadzić w błąd. Staram się Wam pokazywać co jem, jak ćwiczę a także doradzać w sprawach treningów i diety. Niestety pamiętajcie, że nie chcę brać za to odpowiedzialności, bo zwyczajnie często nie starcza mi wiedzy. Na tematy, na których się nie znam po prostu się nie wypowiadam. Są od tego inne blogi.

Niemniej jednak, nie macie się o co martwić. Nadal zamierzam pisać o moim podejściu do odżywiania i treningów. O tym, jak pracuję nad uzyskaniem zdrowia i sylwetki, jakie są moje cele, co na mnie działa a co nie. Praktycznie od zawsze sport towarzyszył mojemu życiu, a od kiedy zaczęłam o nim pisać stał się razem ze zdrowym stylem życia moją pasją, która zagościła na dobre w moim życiu. Takie tematy będą przeważały na tym blogu.

http://www.flickr.com/photos/celestinechua/

Z drugiej strony, dostaję od Was coraz więcej pytań dotyczących moich studiów, życia w Niemczech i ogólnie powodów, dlaczego postanowiłam opuścić Polskę. To są dla mnie ważne rzeczy, które są częścią mojego życia. Podjęłam tę decyzję świadomie, nie pod wpływem chwili i jestem z niej zadowolona. Jako, że ten blog jest o lajfstajlu, postanowiłam zapoczątkować cykl wpisów na ten temat. To będzie pierwszy, ale w kolejnych będziecie musieli mi pomóc. Nie do końca jestem w stanie ocenić, które tematy mogą być dla Was użyteczne. Pierwszy post pojawi się za kilka dni i wyjaśnie w nim, dlaczego zdecydowałam się wyjechać, czy było to zaplanowane itd.

Później, zależnie od tego, co byście chcieli wiedzieć, planuję mniej lub bardziej obszernie odpowiadać na Wasze pytania. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat mojej emigracji, czym się zajmuję, co studiuję, jakie są typy studiów w Niemczech, jakie formalności są do nich potrzebne, jak wyglądają tutaj rozmowy kwalifikacyjne i procesy rekrutacji, jak wygląda praca w niemieckiej firmie albo jakichkolwiek tematów dotyczących życia w Niemczech, to czekam na Wasze pytania pod tym i kolejnymi postami z tej serii. Jeśli taka tematyka Was nie interesuje, to również możecie mi o tym napisać. :)

18 komentarzy :

  1. Interesuje mnie zaproponowana przez Ciebie tematyka. Sama mieszkałam pewien "nie ciągły"okres czasu w Niemczech:-). W Berlinie. Podoba mi się atmosfera samego miasta. Berlińczycy to aktywni ludzie. Dojazd do pracy i poruszanie się na rowerze to najlepsze co można było tam wprowadzić. Mają to we krwi. Podoba mi się komunikacja.U- bahnem i S -bahnem dojedziesz prawie wszędzie;-). Ja oprócz tych trzech środków transportu chodziłam prawie wszędzie na piechotę co było pewnym dziwactwem dla mieszkańców. Oni własnie wybierają rower lub --bahn;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. a mnie właśnie się podoba, gdy piszesz coś o sobie :) zawsze lubiłam co nieco wiedzieć o osobie, której bloga czytam :) bardzo mi się podoba Twój pomysł o pisaniu czegoś związanego z Twoją emigracją itp :) czekam z niecierpliwością na pierwszy taki post!

    OdpowiedzUsuń
  3. ja lubię czytać o wszystkim:) dlatego pisz o czym chcesz, myślę że pisanie tylko o sporcie z czasem mogło być nudne lubię po prostu poczytać o tym co u ciebie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To Twój blog więc Ty wybierasz co na nim jest. Ja jestem całkiem za tym żeby takie wpisy się pojawiały. Lubię blogi lifestylowe właśnie dlatego że można dowiedzieć się z nich o różnych dziedzinach życia,zobaczyć ''normalne'' życie,znaleźć ciekawe informacje:)

    Tak jak Paryska zaciekawiła mnie opisywaniem nie tylko aktywności ale i swojego życia na emigracji,psychologii tak i mam nadzieję że i u Ciebie się to pojawi:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gosia, pisz o wszystkim !! I wcale nie tyczy się tutaj powiedzenie, że jeśli coś jest o wszystkim, to jest o niczym...
    W końcu ileż można pisać o sporcie ;)) Tak jak zaznaczyłaś- nie jesteś profesjonalistką, tylko pasjonatką, tak jak my wszyscy, więc dawaj coś nt życia w DE, a kolejne, inne tematy same się urodzą :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. :))))

    ja bym się chciała dowiedzieć jak Ci się udało połączyć pracę ze studiami i nie mówię tutaj o tym, że np studiujemy i pracujemy w sklepie odzieżowym tylko z tego, co wywnioskowałam to Twoja praca jest związana ze studiami i zastanawiałam się czy to jest właśnie jakiś program- że pracujemy i studiujemy czy sama musiałaś znaleźć sobie tą pracę

    OdpowiedzUsuń
  7. Dana chetnie poczytam no dopiero raczkuje na emigracji, dobrze ze tylko 5 km od Ciebie, hue hue ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobry pomysł z tą serią postów na blogu!!
    A więc chciałabym wiedzieć czy sama się utrzymujesz i czy starcza Ci na wszystko (takie podstawowe rzeczy) z tych zarobków jakie masz. Czy trudniej było się utrzymać w Polsce czy zza granicą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, może napiszę post o kosztach życia i zarobkach?

      Odpowiem po krótce tutaj. Utrzymuję się sama, ale jest to raczej studenckie życie niż życie na poważnym poziomie. Zaznaczam, że ja nie pracuję na cały etat i to co robię jest powiązane z moimi studiami, ale post o tym będzie niedługo (patrz komentarz wyżej). Uważam, że w Niemczech pracując legalnie w niemieckim zakładzie pracy z utrzymaniem i życiem na poziomie co najmniej takim jak w Polsce albo wyższym nawet przy minimalnej pensji nie ma problemu. Każdego interesuje inny standard, jeden chce mieć Porsche a inny jeździ tramwajem i też jest zadowolony. No i zależy to od pracy - studenci dostają mało (często bardzo mało albo nic podczas praktyk), ludzie bez studiów ciut więcej albo tyle samo, natomiast po studiach zarabia się więcej. Zależy to też od tego, jakie to były studia, jakie ma się doświadczenie itd. To jest raczej skomplikowana sprawa. Tylko ja mówię o przypadkach, kiedy zna się język (czasami wystarczy angielski, ale jakoś się trzeba komunikować) i pracuje z Niemcami, podkreślam.

      Usuń
  9. No serio nie moge sie doczekac tych postów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że po cotygodniowych wizytach u mnie masz mnie raczej już dosyć :P

      Usuń
  10. kurcze, akurat dzisiaj pomyslalam dokladnie o tym samym i mialam nawet zapytac na swoim fp, czy ktos bylby zainteresowany cyklem postow na temat zycia w UK :)! Ja jestem jak najbardziej za, wszelkie info na temat zycia za granica i obcej kultury sa dla mnie bardzo interesujace :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jesteś za to masz odpowiedź również na swoje pytanie :) Pisz!

      Usuń
  11. ja bym się chciała dowiedzieć, jak Ci się udało robić wszystko pomimo problemów trawiennych, jak przeczytałam, że się z tym zmagasz to byłam zaskoczona i w szoku- przeciez studiujesz 2 kierunki, pracujesz, prowadzisz bloga, ćwiczysz, trenujesz i startujesz w zawodach, a poza tym normalnie spotykasz się ze znajomymi, wyjeżdżasz na wakacje... jak się przeprowadziłaś do innego kraju to już w ogóle mam do Ciebie pełny szacunek, że się nie bałaś i że pomimo problemów trawiennych zdecydowałaś się na to

    sama wiem jak to jest, 4 lata temu byłam zupełnie innym człowiekiem, przez drażliwe jelito zawaliłam rok studiów, prawo jazdy zdawałam z milion razy bo tak się denerwowałam z powodu jelit, że jechałam na czerwonym ;) po prostu na skrzyżowaniu nie patrzyłam na swoje światła, przed każdymi zajęciami na studiach dostawałam biegunki, były dni, że bałam się wyjść z domu, oczywiście te nerwy jeszcze dokładały problemu, nie ma mowy o jakimkolwiek życiu towarzyskim, na wakacjach nie byłam już 4 lata, doszło do tego, że problemy trawienne zaczęły wpływać na każdy aspket mojego życia, doszedł codzienny stres, wstyd i w ogóle życiowa beznadzieja

    zawsze miałam wielkie plany 2 kierunki studiów, praca, emigracja do Londynu a tutaj z dnia na dzień zaczęło się wszystko walić, myślałam, ze jakoś minie i znów zacznę robić to co chcę, a tutaj nie i dlatego tym bardziej Cię podziwiam, bo wiem, co to znaczy biegunka przed egzaminem, dla mnie każda sesja to był jakiś kosmos- a Ty miałaś 2 kierunki studiów, do tego robiłaś praktyki w Niemczech i jeszcze teraz tutaj mieszkasz i pracujesz, podziwiam Cię naprawdę

    przepraszam za taki komentarz, ale dzisiaj znowu jelita dały mi nieźle w kość i po prostu zawsze się zastanawiam jak inii ludzie dają radę i jak wielką muszą mieć siłę, chyba ja po prostu jestem słabym człowiekiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma problemu. :)

      To jest tak. Nie miałam prawie dnia, żeby nie myśleć o brzuchu. Zawsze miałam ze soba tabletki na wszelki wypadek (do tej pory noszę, chociaż już praktycznie nie mam potrzeby). Wiedziałam gdzie są najbliższe toalety, często tak mnie bolało, że znajomi mnie odwozili do domu, żebym nie musiała iść na tramwaj. Na zawodach kilka razy musiałam szybciej jechać do domu, bo też nie mogłam wytrzymać, raz o mało co nie przyjechałam na turniej, bo myślałam, że będę musiała jechać na pogotowie. Często źle grałam na meczach, bo po prostu mnie bolało a nie chciałam tego mówić trenerowi, bo mnie po prostu zawsze bolało. Trening bez bólu był jak święto. W Niemczech tak samo... w ciągu roku raz trafiłam na pogotowie a raz nie poszłam do pracy bo sie zwijałam z bólu. Żeby nie było - jeśli mnie bolało tak, że mogłam chodzić to oczywiście do pracy, na trening itd jechałam. Po tak długim czasie wiem kiedy i jak brzuch boli, kiedy mam brać jakie leki itd. Co nie zmienia faktu, że to było strasznie męczące, prawie całe moje życie skupiało się na wiecznym bólu. Byłam uzależniona od leków, dziwi mnie, że po ich odstawieniu organizm w ogóle cokolwiek może trawić bez ingerencji z zewnątrz.

      Już nie studiuję dwóch kierunków, ale pracuję i studiuję a do tego prawie codziennie trenuję. Mam też dalekie dojazdy. Na paleo serio zaczęłam się lepiej czuć, powoli odstawiać leki. Od stycznia nie wzięłam ani jednej tabletki, wcześniej brałam raz na miesiąc. Moje życie nagle stało się dziwne. Z jednej strony muszę bardzo uważać co jem. Na stołówce w pracy wszyscy wiedzą, że mam alergię na mleko i gluten i panie kucharki same mówią, że tego nie mogę ;) Nowym znajomym mowię, że nie toleruję tego i tego. Ktoś się zaczął kiedyś podpytywać, że może zjem, ale opowieść o pobycie w szpitalu rozwiała wątpliwości. Starzy znajomi... widzieli jak umieram z bólu, więc nie dyskutują z moimi "fanaberiami". I szczerze to, póki co wolę jeść "jak dzikus", ale dobrze się czuć.

      Usuń
  12. rozumiem, pewnie to wiele zależy od objawów, bo ja np nie miałam nigdy takich bólów że musiałam jechać na pogotowie albo zwijałam się z bólu i nie mogłam wstać, ale i tak to wszystko jest strasznie wstydliwe, ja jak na samym początku studiów dostałam biegunki i takie dziewczyny spojrzały się na mnie z obrzydzeniem to aż mi głupio było i chciało się płakać i tak się zastanawiałam jak to wszystko znosiłaś- wszystkie egzaminy na studiach, rozmowy kwalifikacyjne, no jakieś ważne i stresujące sytuacje i przeprowadzka, przecież to też bardzo duża zmiana

    OdpowiedzUsuń
  13. Chetnie poczytam i porownam z moja emigracja hiszpanska :))) Moze nowy kierunek dla mnie to wlasnie Niemcy? :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!