05.01.2014

Postanawiam... nie być sezonowcem

Styczeń - początek nowego roku, postanowień i innych takich. Na siłowni tłumy, ludzie którzy z grymasem na twarzy spędzają godzinę na rowerku, próbują ćwiczyć, część więcej gada niż trenuje. Pewnie za miesiąc, gdy żadna z dziewczyn nagle nie zmieni się w modelkę, a żaden mężczyzna w modela, ta liczba się zmniejszy. Aż do okresu przed wakacjami, gdzie większość przypomni sobie, że w stroju jednak nie wygląda się tak super jak w obciskających rajtkach. Po co to wszystko? Po co oszukiwać samego siebie, że już od dzisiaj będzie się sportowcem, modelką czy kimkolwiek? No i w końcu - po co robić coś, czego się nie lubi?

W odróżnieniu od miliarda fitnesowych stron, które próbują przekonać ludzi do ćwiczeń, wcale nie zamierzam tego robić. To nie sztuka mówić tysiące słów, opierając się na dowodach, pokazując zdjęcia zawodowych modelek fit i innych, żeby udowodnić, że TRZEBA ćwiczyć. Nie znam ani jednej osoby, która popatrzyła na zdjęcie i stwierdziła, że od dzisiaj zmienia styl życia. Nie znam też żadnej, która jest wysportowana i powie, że nie lubi ćwiczyć. Żadnej.


Wiem, że ja się zaliczam do osób, które ćwiczą od zawsze. Która może z marszu iść robić pompki (kiedyś zaledwie kilka :)) czy przebiec 10km. Wiem, że o wiele ciężej jest zacząć coś robić, gdy przez całe życie największą aktywnością było pisanie na klawiaturze albo bieg na tramwaj. Jednak w obu przypadkach aktywność fizyczna, zmiany w diecie i kontynuowanie jakiegoś stylu życia zależy tylko od nas i naszych chęci. Dla mnie osoba, która raz na dwa tygodnie pojedzie na narty czy na rower nie jest wysportowana. Dyscyplina i konsekwencja to jedyny klucz do sukcesu.

Uważam, że najładniejsza i najzdrowsza sylwetka kobiety i mężczyzny kształtuje się podczas podnoszenia ciężarów na siłowni, podczas treningu crossfitowego, kalisteniki czy innych form, które wymuszają na nas działanie "przeciwko" sobie i rozwijają wszystkie partie mięśniowe. Czy to znaczy, że każdy ma od dzisiaj iść na siłownię i podnosić 100kg w martwym ciągu? Oczywiście, że nie! Miłość do sportu zaczyna się gdzie indziej. Moja miłość do sportu zaczęła się dawno temu, gdy zaczęłam uczyć się grać w tenisa. Potem wybrałam siatkówkę i mimo chronicznego zapalenia barku i bólu podczas treningów i meczów, kochałam to co robię. I nie, wcale nie byłam najlepsza. Mimo tego, wolałam dosłownie gryźć parkiet na treningach, żeby potem zasłużyć sobie na pierwszy skład. Z czasem zaczęło to procentować. Od tego czasu mimo większych i mniejszych przerw w moim sportowym życiu, nie wyobrażam sobie nie trenować. Po prostu nie i koniec.

Dlaczego to piszę? Bo uważam, żeby zacząć ćwiczyć, być zdrowym i kształtować swoje ciało, trzeba najpierw znaleźć coś, co się polubi. Dla mnie była to siatkówka, dla Ciebie może być bieganie, narty, joga czy granie w tańczone gry na konsoli. Później, gdy już sport jest w nas zakorzeniony, łatwiej poznaje się nowe dyscypliny, kształtuje swoje ciało i stawia śmiałe cele. Nie zrozumcie mnie źle. Noworoczne postanowienia mogą być dobre. Muszą jednak płynąć z nas i nawiązywać do przyczyny, a nie stawiać tylko na efekty wizualne. Od codziennego patrzenia w lustro i zmuszania się do wysiłku nic się nie zmienia. Po pół roku wróci cały tłuszcz.

24 komentarze :

  1. Zgadzam się w 100 % - ale tak jest nie tylko w sporcie, a w każdej dziedzinie życie, jeśli nie robisz tego, co lubisz, to to po prostu traci sens, nie daje ci przyjemności i w końcu się buntujesz. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak tak! Dlatego mój blogasek jeszcze żyje :)

      Usuń
  2. dokładnie trzeba to lubić!! Chociaż wiem, ze są osoby, które z grymasem chodzą na siłownie przez pierwsze kilka tygodni a później okazuje się, że uzależniają się od tego i naprawdę potrafią polubić wysiłek fizyczny dopiero po jakimś czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami rzeczywiście tak jest. Nie wiem tylko czy to wynika z braku kondycji/siły/koordynacji i niemożności wykonania niektórych ćwiczeń czy z innych powodów. Ja nie lubiłam biegać, bo długi czas 15 minut to była moja górna granica.

      Usuń
  3. Hmmm, połowicznie się z Tobą zgadzam ;) Bo faktycznie, najłatwiej jest zakorzenić w sobie miłość do sportu czy po prostu zdrowego trybu życia zaczynając od dyscypliny, która przychodzi nam bez większych problemów, która sprawia nam przyjemność. Druga opcja jest chyba dla większych hardkorów, ale akurat w moim przypadku się sprawdziła - być naprawdę mocno zdeterminowanym ;) Ja dawno temu zaczynałam od biegania - nie lubiłam tego, męczyłam się, sapałam jak parowóz, każde wyjście na takie truchtanie było dla mnie karą, ale mimo to wychodziłam, bo wiedziałam, że jeśli tego nie zrobię to nic się nie zmieni. I po prawie roku takiego działania ze zdziwieniem stwierdziłam któregoś dnia, że przecież bieganie jest fajne. I że rower w sumie też jest fajny, basen też... I jakoś dalej poszło, mimo że początek był naprawdę trudny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój komentarz wyżej również odpowiada na Twój :)

      Usuń
  4. całe życie byłam leniem i jak wspomniałaś, jedyną aktywnością w moim życiu był akurat bieg na autobus :) na początku znalazłam pilates i tak zaczęła się moja miłość do fitnessu, której absolutnie nie żałuję! to chyba najlepsza rzecz jaka mi się przytrafiła :) choć początki były strasznie trudne, warto!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Tobą. Ważne by to co się robi sprawiało przyjemność i żeby wybrać to co dal nas najlepsze:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się! Strasznie irytuje mnie też podejście wielu ludzi, którzy uważają, że zaczną regularnie ćwiczyć i osiągną jakąś tam przyzwoitą sylwetkę TYLKO wtedy, gdy kupią sobie drogie buty do biegania, orbitreka domowego, wygodne ciuchy sportowe itd. To się w większości przypadków mija z celem. To tylko kolejna wymówka, kolejne ALE, rzekomo nie pozwalająca ćwiczyć. Logika jest taka, że skoro kupiło się drogi sprzęt, to teraz TRZEBA się zmobilizować. Nie znam osobiście żadnego przypadku, w którym ten tok myślenia spowodował zamierzone rezultaty. Tak jak wspomniałaś w poście, jeśli czegoś się nie lubi, to nie da się temu oddać, robić tylko po to, aby robić. Wpierw trzeba naprawdę pokochać jakiś sport i się w nim zatracić :) Powyższy przykład również odnosi się do kupowania wszelakiego drogiego sprzętu jak pół-profesjonalnego aparatu, drogiego sprzętu do odtwarzania muzyki itd. przez laików, którzy najczęściej szukają wymówek aby zacząć coś robić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupowanie akcesoriów i ciuchów to inna historia :D O ile rozumiem celowość kupowania stanika sportowego i wygodnych butów, to koszulka czy spodnie na początku nie robią żadnej różnicy. Wiem z doświadczenia - sama zaczynałam trenować w trampkach za 10zł. Siatkówkę :D

      Usuń
  7. Zgadzam się za wszystkim, co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy powinien znaleźć swoją drogę do ćwiczeń. Dla jednych będzie to trening siłowy dla inny crossfit a dla jeszcze innych będzie to Chodakowska. Tak czy inaczej, jak się ktoś ruszy z miejsca i zacznie ćwiczyć coś co sprawia mu przyjemność, bo będzie ćwiczył. Nie ma nic gorszego niż zmuszenia się do ćwiczeń których się nienawidzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podpisuję się pod wszystkim. I pod zdaniem o crossficie/treningu siłowym; i pod tym, że sportową przygodę powinno się zacząć od czegoś, co się lubi; i wreszcie pod tym, że nie powinniśmy trenować tylko dla efektów wizualnych.
    Tylko weź to teraz wytłumacz tym wszystkim noworocznym i wakacyjnym sezonowcom ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie to napisałaś ;) Stu procentowa prawda.

    OdpowiedzUsuń
  11. niestety zbyt wiele znam osob, ktore namietnie pedaluja na spinningu albo pedza po biezni tylko z mysla " musze schudnac, musze schudnac!" i nie robia tego z ani odrobina pasji. To, ze znalazlam aktywnosc fizyczna ktora sprawia mi ogromna przyjemnosc jest polowa sukcesu. Bo wtedy juz jest latwo wytrwac, uzalezniamy sie od tych ludzi, od endorfin bo robimy to co kochamy i pracujemy na lepsze cialo z pasja a nie poczuciem straty czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie ogarniam tego, jak sport może być stratą czasu. Serio.

      Usuń
  12. Dokładnie, nikogo do ćwiczenia się nie zmusi. Takich, nie nazwała bym nawet sezonowcami, tylko tygodniowcami, którzy nie zauważą efektu i do razu rezygnują.
    Znalazłaś swoją "broszkę" i wiesz, co robisz. To najważniejsze!
    Ja nadal męczę callanetics, miejscami przysypiam, ale czuję, że będzie sukces :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zdrowy styl życia powoduje wzrost aktywności enzymu, który przedłuża życie naszych komórek, spowalnia starzenie się organizmu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Absolutnie się zgadzam, zawsze powtarzam, że pomimo, iż sama ćwiczę w taki a nie inny sposób to ogromnie szanuję KAŻDEGO aktywnego człowieka, nie ważna na jakim jest etapie, nie ważne co ćwiczy - ważne, że to robi, że już wstał z kanapy. Rób to co kochasz i co sprawia Ci przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  15. " Nie znam też żadnej, która jest wysportowana i powie, że nie lubi ćwiczyć. Żadnej."

    Nie no, mnie znasz.
    Jestem wysportowana i nie znoszę ćwiczyć. I przez te wszystkie lata nie polubiłam sportu bardziej, mimo że próbowałam wszystkiego :) Szybko się nudzę, nie lubię się pocić i męczyć. Ale mam pragmatyczne podejście - ćwiczę dla zdrowia i dla wyników, ale nie powiem, że lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, coś narobiła? Ale posta edytować nie będę. ;) Regularnie ćwiczysz, więc możesz i sobie nie lubić. :)

      Usuń
  16. Maciej Kucharski19 lutego 2014 13:00

    A ja uwielbiam Kalistenikę. I faktycznie, jak ktoś się już zarazi sportem, to trudno mu przestać. Tu jest fajny portal o kalistenice: http://workout-polska.pl

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!