12.01.2014

Czy istnieje dieta bez diety?

Tylko kalorie i makroskładniki mówi Warszawski Koks i wrzuca filmik, w którym przygotowując się do zawodów kulturystycznych wcina lody Algida. Pięć posiłków dziennie i deficyt kaloryczny to jedyna dobra recepta na odchudzanie według Michała Karmowskiego. Ewa Chodakowska zaleca wszystkim ćwiczącym tą samą kaloryczność. Inni polecają dietę intermittent fasting, czyli jedzenie tylko przez 6 godzin dziennie albo co drugi dzień. Co wspólnego mają wszystkie opisane powyżej? Bynajmniej, wcale mi nie chodzi o to, że wszystkie mogą być skuteczne.

Wszystkie zmuszają nas do kontrolowania swoich naturalnych odruchów. Czasami trzeba jeść więcej jak nie jesteśmy głodni, czasami mniej mimo, że jesteśmy głodni. Dodatkowo liczyć, mierzyć, ważyć... Większość z powyższych to diety zawodników, osób z aspiracjami do startowania w zawodach lub trenerów. Bez wątpienia stosując się do tych zaleceń można osiągnąć sylwetkę marzeń, ale nie wiem, czy każdy jest na to gotowy i czy każdy chce przez całe życie liczyć wszystko, co wkłada do buzi. Poniższy tekst jest dla osób zainteresowanych szczupłą sylwetką, z normalnym poziomem tłuszczu.

epSos.de

Sama przechodziłam już przez etap liczenia kalorii i liczenia makro, ale u mnie niestety się to nie sprawdziło. To właśnie liczenie kalorii spowodowało największe kompulsy i podejrzewam, że ograniczanie swoich podstawowych odruchów spowodowało wzrost wagi (dołożyły się do tego oczywiście również inne czynniki). Nie mówię, że nigdy do tego nie wrócę, bo kiedyś może będę bardziej świadoma i uporządkowana albo kiedyś może mój wygląd będzie miał dla mnie największe znaczenie. Jednak, póki co jestem zwykłym człowiekiem jak większość moich czytelników. Chodzę codziennie do pracy, później idę na trening i nie starcza mi czasu ani chęci na liczenie i ważenie czegokolwiek.

Opisuję to, ponieważ zauważam, że ludzie popadają z jednej skrajności w drugą. Najpierw jedzą wszystko i wszędzie, zajadając smutki chipsami i lodami a radości goframi i wystawnymi obiadami. Potem zauważają, że są grubi (czasami niesłusznie!) i zaczynają dietę. Obsesyjnie kontrolują wszystko, każdą przekąskę, posiłek i napój. Po kilka tygodniach, miesiącach czy latach, gdy życie się zmienia i kontrola na chwilę zanika wracają do dawnych zwyczajów i znowu tyją. Potem zaczynają dietę...

W międzyczasie zapominamy o pojęciu takim jak głód, o tym, że jedzenie jest naturalną potrzebą jak sen i wizyty w toalecie. Zamiast traktować posiłki jak dostarczanie wartości energetycznych, widzimy w nich tylko przyrastający lub malejący tłuszcz, masę mięśniową czy przyjemność gdy odstąpimy od wytycznych. Czy kiedyś zastanawialiście się, że organizm pokazuje nam, że jest głodny nie dlatego, że ma taką fanaberię? Jak chce się nam siku to idziemy do toalety, dlaczego więc nie jemy gdy jesteśmy głodni? No i w drugą stronę - gdy nie chce się nam siku, to nie idziemy, dlaczego więc jemy, gdy nie jesteśmy głodni? Najlepsza dieta jaką człowiek wymyślił, to jedzenie wtedy, kiedy jesteśmy głodni. Do syta. Ta dieta jest jedyna w swoim rodzaju, bez efektu jojo i do zrozumienia jej nie trzeba godzin poświęconych na czytanie portali i blogów fitnessowych. Nie trzeba pieniędzy, kalkulatorów kalorii ani dietetyków. Wystarczy własne ciało.

Pewnie zaraz pojawią się ataki, że ten, który naje się cheesburgerem będzie ważył więcej niż ten, który naje się z sałatką z kurczakiem. Dla mnie to jest proste i oczywiste, ale nie dla każdego musi takie być. Po to się tyle mówi o czystym jedzeniu, żebyś nie musiał(a) teraz siedzieć z kartką i notować wszystkiego, co jest na talerzu, który stoi przed Tobą. Na blogach znajdziesz mnóstwo wskazówek, co należy jeść, żeby dobrze wyglądać. Oczywiście, nie zwalnia to z myślenia. Jeśli źle się czujesz po nabiale to odkładasz nabiał, a jak źle po owocach, to owoce. No i białko moi drodzy, trzeba dowiedzieć się, co to białko i tłuszcz i ładować do każdego posiłku (jakoś o węglach, czyli chlebie, ryżu, płatkach nikt nie zapomina). Później już ładować nie trzeba, samemu się domaga.

Co do samego głodu. Zaznajomienie się z własnym głodem zajmuje długo. Obecne jedzenie dostępne w supermarketach ma za zadanie zaburzać nasze sygnały tak, żebyśmy jedli więcej, chcieli więcej i byli uzależnieni od przetworzonego jedzenia. Skoki glukozy powodują głód co dwie godziny. Tak samo jak brak snu, czy stres. Do obserwacji ciała i przywrócenia go do normalnego stanu trzeba cierpliwości. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale nikt nie powiedział też, że jest to niemożliwe.

Tego posta napisałam pod wpływem poniższego filmiku oraz maili, które dostaję. Już raz pisałam, że jedzenie zbyt małych ilości do niczego nie prowadzi, ale ostatnio jedna z czytelniczek pobiła rekord - dieta 530 kalorii. Nie mam słów na takie poczynania ani siły każdemu miło odpowiadać, że taka dieta do niczego nie prowadzi. Oczywiście, tak jak stres u niektórych osób, zaburza to nam sygnał głodu w drugą stronę - w końcu przestajemy go czuć. Mam nadzieję, że takie osoby zmienią swoje zdanie zanim doczekają się niedoborów lub chorób.



Żeby nie było, że jestem święta. Piszę tego posta będąc po śniadaniu, przegryzając suszone daktyle i orzechy włoskie w połączeniu z modlitwą, żeby mój brzuch wreszcie zaczął je bez problemu trawić. Przecież i tak wiem, że nie zacznie. Nie dzisiaj i nie jutro. Może za rok, a może nie. Tak, wcale nie jestem głodna.

PS Dopisuję następnego dnia, że nie zaczął. Muszę się w końcu nauczyć słuchać mojego organizmu w 100% a nie tylko w 80%.

33 komentarze :

  1. Większość osób ma właśnie tak jak napisałaś,że się odchudzają, osiągają cel i wracają do starych nawyków i starej sylwetki. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sama się na tym złapałam niestety.

      Usuń
  2. Cały problem polega na tym, że chcąc schudnąć większość osób obsesyjnie zaczyna myśleć o jedzeniu. Nie da się wytłumaczyć i wbić do głowy tak po prostu, że trzeba przestać żyć żeby jeść a zacząć jeść żeby żyć. Tego każdy musi się nauczyć sam. Jeden wcześniej, drugi wolniej a trzebi być może nie nauczy się tego nigdy ...
    Kiedy się to zrozumie wszystko staje się proste ...

    OdpowiedzUsuń
  3. I masz rację. Ja w ogóle nie jestem zwolenniczką suplementów i tej mody "dieta na rozrost tkanki mięśniowej" za co większość moich kolegów w klubie fitness mnie ciągle krytykuje, że nie mam "dobre regeneracji"- gu... prawda... Po pierwsze jestem uczulona na te wszystkie koktajle ( bo oprócz tego "dobrego" co zawierają, mają jeszcze polepszacze smaku, aromaty i konserwanty-inaczej by "zbiodegradowały" w ciągu 1 miesiąca). Po drugie uważam ,że odpowiednie jedzenie posiłków w ciągu dnia da mi taką samą regenerację jak im jeden koktail +kulturystyczny koks. Jesz mniej wiecej w regularnych odstępach czasowych 5-6 posiłków dziennie. Takie ma zapotrzebowanie Twój organizm i ci tego nie odpuści. Po treningu wcinasz 20-40 g białka w postaci 250g serka wiejskiego , ewentualnie kanapki z łososiem wędzonym.
    Jesz sycący obiad - 13-16 - to są te pory ( i tutaj kotleta z kurczaka, indyka, warzywka i węgle- ( ryż, soczewica...)). I nie jesz zdecydowanie na 5 minut przed snem- żebyś miała szansę to strawić jeszcze. Twój artykuł POPIERAM w 100% !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mieć poparcie profesjonalisty :))

      Usuń
  4. Ja niestety mam problem z jedzeniem, gdy nie jestem głodna, takie męczenie się przez głowę "a, w sumie to mam na coś ochotę". Zapewne to przez zboża i cukier, chociaż staram się jeść coraz bardziej paleo. I w sumie czasem dziwię się, że po śniadaniu składającym się z jajecznicy z 4 jajek, po 4h już jestem głodna, zaczyna mnie to martwić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś głodna fizycznie czy psychicznie? :) Ja zależnie od dnia, po zjedzeniu 4 jajek jestem głodna po 4 do 6 godzin.

      Usuń
  5. Oj tak, obsesyjna kontrola talerza może doprowadzić do wielu niefajnych zaburzeń, z którymi trudno się później uporać. Staram się wprowadzać to o czym piszesz, czyli jeść wtedy kiedy jestem głodna i jeść do syta. Widzę powoli zmiany zmiany, przede wszystkim w podejściu do jedzenia, tzn. więcej luzu, więcej spokoju, mniej nerwów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - mniej nerwów, mniej obsesji i mniej stresu. :)

      Usuń
  6. świetny post :) liczenia makro jeszcze nie próbowałam, ale przechodziłam przez etap liczenia kalorii zjadanych i spalanych podczas treningu, co doprowadziło do tego, że nic nie sprawiało mi frajdy, skupiałam się tylko na liczeniu, na szczęście zaczęłam być świadoma, tego co robię i jakoś mi to wszystko przeszło, obeszło się bez tragicznych skutków :) grunt to obserwacja własnego organizmu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie napisane! Jak tylko myślałam (a czasami nawet robiłam) o zapisywaniu wszystkiego to już czułam się głodna, obsesyjne myślenie o tym, że jestem na diecie powoduje u mnie mega pragnienie zjedzenia czegoś. Tak samo postanowienia "nie jem słodyczy", od razu sygnał z mózgu: tyle jest słodkości - spróbuj je. Staram się teraz jeść wszystko, ale w miarę rozsądnie, wszystko, ale z umiarem, ciężko mi idzie i pewnie nie wychodzi, ale będę się starać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie. Chociaż niejedzenie słodyczy u mnie akurat (póki co działa), bo wiem, że po nich się po prostu źle czuję. :)

      Usuń
  8. Lubie Cie czytac bo masz zdrowe podejscie do diety i cwiczen. Powoli oduczam sie ciaglej kontroli "miski" wazenia i liczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tego nie pożałujesz! ;)

      Usuń
  9. idealnei to napisałas!kto kto si enie zajmuje na codzien sportem czy nei jest trenerem ma tysiac innych spraw jeszcze mialby to zapisywac. racjonalizm przedwszystkim

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja niestety wpadłam w pułapkę liczenia makro. Dietę mam wyznaczoną co do grama, Z jednej strony to dobrze, bo mogę kontrolować co jem i reagować w razie czego (gdy waga i wymiary staną w miejscu), a z drugiej strony nie mam już takiej przyjemności z jedzenia bo wszystko przeliczam na kalorie. i tak źle i tak niedobrze..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mówię, że to źle :) Są osoby, które będą liczyć do grama, bo inaczej nie potrafią się zdyscyplinować, zaplanować i tak dalej. I będą miały super efekty :)

      Usuń
  11. Już sama fizyka mówi nam, że bilans cieplny ciała jest ilością energii pobranej zrównoważonej z energią oddaną. W dietetyce jest to tak zwany bilans żywieniowy zero, albo całkowite dzienne zapotrzebowanie kaloryczne.

    Co możemy zrobić aby schudnąć ?

    Otóż mamy trzy drogi jeśli spożywaliśmy do tej pory określoną ilość kcal:
    1. Albo zwiększamy ilość energii wydatkowanej, czyli zwiększamy aktywność i jemy tyle samo = wtedy może dojść do utraty wagi, o ile zastosowaliśmy wystarczającą ilość aktywności fizycznej.
    2. Zmniejszamy ilość energii pobranej, czyli jemy mniej, a stosujemy aktywność na podobnym poziomie. Może dojść do utraty wagi o ile zmniejszyliśmy spożycie kcal w odpowiedniej ilości.
    3. Droga to połączenie metody 1 oraz 2.

    Stąd uważam, że jeśli chcemy osiągać konkretne rezultaty i być pewnym w jakim miejscu stoimy. Powinniśmy liczyć kcal, przynajmniej na początku aby poznać reakcje organizmu i ich konkretne wartości. Później jesteśmy już w stanie intuicyjnie wiedzieć ile czego zjedliśmy, ile co ma kcal i jakiego poziomu energetycznego musimy się trzymać. Odchudzanie jest jak wspomniana fizyka. Osoby, które znają taką "tabliczkę mnożenia" są w stanie zrzucić niesamowite ilości tk. tłuszczowej w czasie krótszym niż nie liczące. Owszem trzeba znaleźć umiar i zgodzę się z tym, iż do tego trzeba się przygotować.

    Co do WK, jak wspomniałem grunt to odpowiedni bilans, by osiągnąć cel. Dla większości osób redukujących się istotna jest ilość. Jednakże uważam, iż warto jest też patrzeć na jakość, ze względów czysto zdrowotnych (i o tym każdy z reguły wie). Jednak hasła WK "jedz co chesz i wyglądaj jak chcesz" są tak na prawdę dla "cienkich Bolków", którzy na czystym jedzeniu byli max 2 tygodnie przez całe swoje życie. Szukają tym samym sposobów, aby najeść się "bezkarnie" i być usprawiedliwionymi. Jednakże ta droga też jest do czasu :)

    Ps. co do diety 530 kcal czytelniczki - super sposób na to aby organizm zjadał sam siebie. Otóż tłuszcz przy złej diecie i tak schodzi ostatni. Większość diet owszem spowoduje, że próg metaboliczny obniży się, stracicie tk. mięśniową (dzięki czemu każda czynność dnia codziennego będzie cięższa), stracicie jędrność ciała i elastyczność skóry, odwodnicie się (1 g węgli wiąże 4 g wody), może dojść też do odwapnienia kości itp. A potem wystarczy lekkie zwiększenie jedzenia i efekt jo jo jak ta lala bo metabolizm skopany :)

    Co do jedzenia z np. marketów masz w 100 pr rację, większość produktów zawiera węglowodany o bardzo wysokich indeksach glikemicznych po to aby podbijać poziom insuliny. Jak wiemy powoduje to w bardzo szybkim czasie wzrost naszego głodu. Tym samym chętniej sięgamy po następne produkty i tak biznes kręci się ! :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie
    Albert

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albert zasady fizyki znam i się z Tobą zgadzam, chociaż muszę coś dodać.

      Po pierwsze są osoby, które na liczenie kalorii nie mają ochoty i czasu i trzeba to zrozumieć. Dla takich osób wymyślono właśnie uproszczone sposoby, bo one nie mają ambicji bycia miss bikini czy cokolwiek podobnego.

      Po drugie uważam, że najpierw powinno się wyzdrowieć, żeby potem móc cokolwiek liczyć. Na jednego banan/zboże/nabiał działa tak, na innego inaczej i trzeba to obserwować. Nawet na SFD przeprowadza się przed właściwym odchudzaniem diety eliminacyjne przy problemach trawiennych po to, żeby poznać organizm.

      No i są jeszcze osoby takie jak ja, które od liczenia łapią kompulsy i różne dziwne akcje. Więc właśnie dlatego obecnie kończę tą zabawę i zobaczę, co będzie dalej. Na pewno chciałabym nieco schudnąć, ale nie chcę mieć całego życia z tabelką ;)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Zgodzę się z Tobą jak najbardziej :) Tylko zauważ, że ja nie napisałem, aby każdy ciągle musiał wszystko liczyć. Zaznaczyłem, iż warto uwzględnić liczenie kcal na początku swojej "kariery". Później już z reguły wiesz, widząc jakiś posiłek - ile ma mniej więcej w sobie kcal, białka, wegli czy tłuszczu. Tym samym możesz mniej więcej trzymać w ryzach swoje zapotrzebowanie. A osoby chore to już temat zupełnie nie związany z celami sylwetkowymi, więc sprawa oczywista, iż często liczenie ich nie dotyczy :) Pozdrawiam raz jeszcze Hej :) !

      Usuń
  12. Dokładnie o to chodzi! Jeść z umiarem tyle, ile potrzebnej jest nam energii, by nie chcieć jeść ponad to i byle czego. To mój przepis na dietę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Problem polega na tym tak jak napisałaś wiele z nas tak napawdę nie wie kiedy jest sie glodnym tj, ablo nie maja czasu na jedzienie i jzu sa tak glodni ze wracajac wieczorem pochlaniaj cala lodowke- tak mialam ja. Albo po prostu tego glodu nei czuja bo co chwile cos przezuwaja tu batonik tu jablko tu mcdonald bo to wszystk ow supermarketach nas napas krzyczy i wola zeby zjesc. Sama mam problem by poczuc kiedy jestem glodna. A lakomstwo to moje drugiei imie. Problem u mnei tez polega na kompulsywnym jedzeniu jak sie denrewuje to jem jem takei ilosci ze mnie mdli.

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja borykam się z okropnym uczuleniem ale nie wiem dokładnie na co? Od jakiegoś czasu zaczęły mnie cholernie swędzieć nogi (ale tylko i wyłącznie ta część ciała), pojawiły się wypryski. Jako że jestem alergikiem odstawiłam wszelki nabiał, jajka i orzechy. Problem nie znika, nawet nie jest trochę lepiej. Więc może to płatki owsiane są przyczyna tego uczulenia? Już sama nie wiem. W środę idę do dermatologa bo lekarz rodzinny że tak powiem zbagatelizował mój problem. Wypisał maść elocom (która i tak już się skończyła) a jak zaczęłam pytać czy to być może od tabletek ze skrzypem bo też przyjmuję te suplementy diety to usłyszałam ''dostałaś co chciałaś, wypisałam ci receptę na te leki''


    Także staję na głowie żeby jakoś urozmaicić swój jadłospis jakimś dostępnym i nie szkodzącym dla mnie jedzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak najbardziej istnieje wystarczy dobrze obliczać kalorie, a można i tak schudnąć dokładając do tego ćwiczenia na pewno zobaczymy efekt. Zapraszam, również na mojego bloga na podobny wpis odchudzanie bez diety.

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny post i masz całkowitą rację. Nic nie powie nam lepiej czego potrzebujemy niż nasz własny organizm, ale do tego należy używać własnego rozumu. Najważniejsze to poznać siebie i swoje potrzeby i starać się żyć i jeść jak najlepiej, aby po pierwsze dostarczyć wartościowych składników i po drugie, aby po prostu czerpać radość z tego, co nam smakuje. Nie oznacza to, że mamy latać do KFC 4 razy w tygodniu, zjadać czekoladę co drugi wieczór lub odwrotnie, pozwalać sobie na takie przyjemności 2 razy w roku... Jeśli ktoś zdecydował się na prowadzenie zdrowego i racjonalnego trybu życia, musi się poznać i nauczyć się słuchać swoich i potrzeb. No i tak jak piszesz, nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Zdrowe odżywianie i życie, ładna sylwetka to droga, nie cel i nawet jeśli czasem jest wyboista, to warto nią iść, bo w końcu i tak nauczymy się, co jest dla nas najlepsze, nawet jeśli niektórym zajmuje to dużo czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super post! Rozsądek, luz i słuchanie swojego organizmu to podstawa! Nie dajmy się zwariować:)
    Michalina

    OdpowiedzUsuń
  18. Super post i filmik !

    OdpowiedzUsuń
  19. Wszystko ladnie pieknie, tylko niby dlaczego liczenie kalorii to zadanie przerastajace przyslowiowego Kowalskiego?rowniez jestem" zwyklym" szarym, pracujacym obywatelem, ktory na codzien ma wiele obowiazkow.Demonizowanie tak banalnego zagadnienia, jest dla mnie troszke na wyrost i bedzie bardziej prowadzilo do usprawiedliwiania siebie, zamiast uswiadamiania. Wszystkie wymienione powyzej koncepcje maja jeden wspolny mianownik, liczenie! Chyba nikt mi nie powie, ze ma z tym problemy? Mowienie, ze liczenie kalorii to wpadanie w skrajnosc, zalatuje troszke propaganda, a jest to fundamentalna kwestia wynikajaca z biologii i anatomii czlowieka i uwazam, ze idzie to polaczyc z luznym podejsciem do zagadnienia diety, oraz z czasem do ograniczenia sie jedynie do ucinania skladnikow, bez udzialu wszelkich kalkulatorow, wag itp. Ale zeby posiasc wiedze, niestety nalezy sie na poczatku zaglebic i zrozumiec zalozenia i zasady dzialania wlasnego organizmu, ktory nie jest az tak skomplikowany jak nam sie wydaje, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!