17.11.2013

Trening - tydzień 1 #dssnz

Pora na tygodniowe podsumowanie moich poczynań treningowych. Tak jak myślałam, z wykonaniem treningów nie poszło mi źle - plan wykonany w 100%, trochę gorzej natomiast z dietą, o czym w podsumowaniu dietowym.


Trochę małe to podsumowanie, muszę pomyśleć jak namalować jakieś większe i ładne. :) W każdym razie, zrobiłam 3 treningi siłowe i 2 ZWOWy. ZWOWy wybierała mi Aga, oczywiście na moją wyraźną prośbę niczego ciężkiego dała ZWOWa #57, po którym ledwo dyszałam... Rozliczę się z nią później, ale trening zrobiłam i żyję, więc może jestem dla siebie zbyt łaskawa. Po dwóch ZWOWach pod rząd czuję się tak sobie jeśli chodzi o żołądek i nie wiem, czy to odzwyczajenie od ciężkich treningów, za dużo stresu jak dla mojego organizmu czy po prostu jeszcze moje trawienie nie doszło do ładu po pobycie we Włoszech. Zobaczymy w przyszłych tygodniach.


Co do treningu siłowego, jest on zupełnie inny niż ten, który robiłam wcześniej. Samą siłówkę robię w niecałe pół godziny, a dokładając rozgrzewkę i rozciąganie potrafię się zmieścić w mniej niż godzinę. Pewnie to też dlatego, że są tutaj tylko dwie serie, za dwa tygodnie bedzie na pewno troszkę dłużej. Poza tym, trening ten wydaje się bardziej dynamiczny, jestem po nim cała zmachana i spocona prawie jak po kardio. Bardzo się cieszę, bo szybko się nudzę i różnorodność treningowa jest jak najbardziej wskazana. Po siłówce dokładam aeroby, ale nie za dużo, od 7.5 do 20 minut (zależy ile mi zostało czasu do następnego autobusu), tym razem dwa razy na rowerku i raz na orbitreku.

Ciężar po tygodniowej przerwie mi trochę spadł, ale wcale się tym nie martwię. Staram się robić ćwiczenia wolniej i uważać na technikę. Chcę za jakiś czas nagrać filmik z przysiadami na porównanie, czy rozciąganie mi coś dało i jak nisko mogę teraz zejść. Nadal mam wrażenie, że przy przysiadach bardziej od nóg męczą mi się mięśnie stabilizujące tors (głównie brzuch), po namyśle stwierdzam, że jest to prawdopodobne, bo nie dość, że mam je genetycznie słabe, to nigdy mi się nie chciało ich ćwiczyć. Dodatkowo, już podczas pierwszego tygodnia miałam nieco zawirowań - kilka maszyn było zajętych lub nie działało, musiałam dwa ćwiczenia zamienić. Przy wykrokach nie boli mnie już kolano, zobaczymy, jak będzie dalej. Robię je za sztangą, póki co lekką, ale przy zwiększeniu ciężaru nie dawałam rady utrzymywać sztangielek w dłoniach, więc takie rozwiązanie uważam za lepsze. Oprócz tego, nie znalazłam maszyny do uginania nóg w leżeniu, więc robiłam to ćwiczenie na ławce trzymając między nogami hantel. Następnym razem może się zapytam, czy na pewno jej nie ma. :D Najgorsze ze wszystkich natomiast uważam wyciskanie sztangi stojąc, pierwszy raz to robiłam i moja technika pozostawia wiele do życzenia, a sama sztanga jest tak ciężka, że nie mam możliwości zobaczenia tego "na sucho". Poza tym, 15 powtórzeń po ostatnich 6-8 na koniec porzedniego treningu wydaje się tak ogromnie dużo, że nie zawsze jestem w stanie dobrze ocenić ciężar, jaki powinnam dołożyć do kolejnych serii.

Efekty wizualne póki co są znikome. Spłaszczył mi się nieco brzuch, ale o tym napiszę więcej chyba przy diecie, bo to raczej jej efekt niż siłówki. Co ciekawe, mam większe zakwasy po Zuzce niż po siłówce (po której najczęściej w ogóle nie mam zakwasów), więc wnioskuję, że za mało się przykładam i postanawiam poprawę w tym tygodniu.

To tyle na teraz, zapraszam na podsumowanie papu w środę, a podsumowanie Agi możecie znaleźć tutaj. Czekam na Wasze komentarze, odnośnie tego, o czym najchętniej chcielibyście przeczytać w tych podsumowaniach. :)

3 komentarze :

  1. Szkoda, że ja po tym tygodniu mam tak mało do powiedzenia, ale nadrobię to mam nadzięje....

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie próbowałaś wyciskać hantle stojąc? Również średnio lubię to ćwiczenie, ale wkurzają mnie dużo bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było w poprzednim treningu, teraz czas na sztangę. Lubie wyzwania :)

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!