14.09.2013

Cheat meal - po co to komu?

Cheat meal czyli oszukany posiłek jest ideą, o której się dowiedziałam po raz pierwszy na samym początku mojej drogi zdrowego odżywiania. Gdy Ewa Chodakowska wymieniała na obozie rzeczy, które powinno się jeść, powiedziała, że ona sama stosuje się to tych zasad we wszystkie dni oprócz niedzieli. To, co ona robi nazywa się cheat dayem - przez cały dzień jemy wszystko to, co nam się podoba nie zważając na kalorie ani makro czy też na skład. Próbowałam na początku, ale teraz jestem na nie. Raz w tygodniu dałabym radę zjęść liczbę kalorii równą sumie zjedzonych w poprzednich sześciu dniach, więc u mnie mijało się to z celem. Dodatkowo, zaczynałam się łapać na tym, że czekam na ten dzień i wymyślam, co sobie zjem. Później, gdy już jeden dzień nie wystarczał, zaczynał się efekt domina i jadłam dużo i niezdrowo przez kilka dni. Miałam wyrzuty sumienia, wracałam do zdrowego odżywiania i za jakiś czas to samo.

Precle z masłem <3

Cheat day ma czasami sobie uzasadnienie, jeśli mimo trzymania dobrej diety i ćwiczeń przestajemy chudnąć. Zdarza się to po dłuższym okresie odchudzania i nawet dietetycy stosują tą sztuczkę. Wtedy można pozwolić sobie na taki dzień i zjeść wszystko, co nam się podoba. Na ten temat wypowiadają się np. chłopaki z Warszawskiego Koksa. Chociaż u nich cheat day znaczy trochę co innego - oni i tak i tak jedzą wszystko, tylko ograniczają to makro. Oszustwo jest wtedy, kiedy się tego nie wlicza. Natomiast normalnie, cheat dayem będzie również dzień odstępstwa od naszej codziennej diety.

U mnie natomiast o wiele bardziej sprawdza się cheat meal. Oszukany posiłek może pełnić podobną funkcję jak opisana wyżej dla cheat daya - poczytamy o tym np. na kulturystyka.pl. Dla mnie jednak cheat meal nie wiąże się z dodaniem prędkości redukcji albo zlikwidowaniem zastoju, bo póki co jem dla zdrowia i obserwuję, jak reaguje na to moje ciało. Dla mnie cheat day ma aspekt psychologiczny - jestem osobowością kompulsywną i jeśli jem w 100% według założeń diety i nie ruszam nic innego, to w końcu mnie coś strzela i zaczynam kompulsywnie objadać się albo śmieciami albo w lepszym przypadku orzechami, suszonymi owocami i/lub gorzką czekoladą.  Po tym oczywiście się źle czuję, mam wyrzuty sumienia i tak dalej. Dodam, że styl odżywiania, który mam jest na całe życie, a nie zawsze się da wszystko ugotować sobie samemu i brać ze sobą.

Obecnie stosuję cheat meat jako psychiczną wiadomość dla samej siebie - jeśli nie masz wyjścia albo bardzo chcesz coś zjeść, to to zrób. Nie przypisuję do tego żadnego określonego dnia ani nie marzę o żadnym konkretnym jedzeniu. Generalnie - zbyt częste myślenie o jedzeniu i zastanawianie się co zjem teraz, co potem i tak dalej źle na mnie działa.  Okazję do cheat meala wykorzystuję najczęściej, gdy gdzieś wychodzę - wtedy jest to albo alkohol, albo coś do zjedzenia na mieście albo coś słodkiego. Wczoraj dostałam dwa świeżo upieczone ciastka, po tym jak już zjadłam dwa precle, więc były to razem dwa cheat meale. W zeszłym tygodniu moimi dwoma cheatami były sushi oraz próbka żelków. Nie mam żadnego schematu ani dnia, jednak mniej więcej wiem co i kiedy zjadłam, żeby nie wpadać w efekt domina. Staram się nie przekraczać oszustwami 20% mojej diety, czyli mniej więcej 4 posiłków.

Do tego dochodzi coś jeszcze - normalnie jestem osobą, która mocno wybrzydza przy słodyczach - nie lubię Rafaello, ptasiego mleczka, żelków i miliona innych rzeczy. Gdy zaczynałam jeść kompulsywnie, bo sztywno się trzymałam zasad, wszystko było dobre do oszukanego posiłku. Teraz jem tylko i wyłącznie to, co mi smakuje. Przy czym - staram się jeść cheat meala najedzona albo przynajmniej po jakimś małym "normalnym" posiłku. To, co dla mnie jest cheat mealem, nie będzie nim dla wszystkich (na przykład owsianka czy mleko). Bardzo, bardzo rzadko zdarza mi się zjeść coś ekstremalnie niezdrowego - tylko wtedy, kiedy nie mam wyboru. Przykładowo jadąc do Niemiec musiałam zjeść w McDonald's - po raz pierwszy od półtora roku, starczy co najmniej na tyle samo.

Przykłady moich cheatów:

Panna cotta, najlepsze ciasto na świecie, owsiankowa bomba kaloryczna i muffinki fasolowe.

Ciastka, daktyle w szynce z orzechami macadamia (pół cheat), truskawkowe crumble, czeskie knedliki.

Chaczapuri, bułka z twarożkiem, hamburger i sushi.

Muszę dodać, że z teorią cheat meala nie wszyscy się zgadzają. Część dietetyków uważa, że to nie działa i daje więcej spustoszenia niż pożytku. Jednak głównie chodzi tutaj o kompulsywność i efekt domina. Póki co, ja jakoś sobie z tym poradziłam, ale każdy musi zdecydować za siebie, czy jest na tyle silny i czy w ogóle potrzebuje oszukiwać.

Jakie są wasze ulubione cheaty? :D

23 komentarze :

  1. Myślę, że każdy powinien dopasowywać żywienie według swoich potrzeb. Ktoś będzie potrzebował cheatować inny nie. W moim przypadku to wygląda tak, że jem wszystko. Stopniowo zamieniam produkty na zdrowsze odpowiedniki i jak na razie to się sprawdza. Wiadomo, też pozwolę sobie czasem na kaloryczne szaleństwa, ale nic się nie dzieje. Najważniejsze to nie zwariować, w końcu jemy po to by żyć a nie żyjemy po to by jeść ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak mam na coś ochotę, to to zjadam, nie przypisując temu szczególnej filozofii:).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uważam, że cheat meal jest potrzebny każdemu, kto restrykcyjnie przestrzega diety- szczególnie sportowcom. Ale cheat day- nie, wg mnie to już za dużo.
    Najczęściej moim cheat mealem jest sushi, które uwielbiam najbardziej na świecie !!

    OdpowiedzUsuń
  4. Sushi jako cheat meal ?:D
    Obecnie każdego dnia spożywam coś niezdrowego(dodatek do śniadań w stylu czekoladowego trufla;).

    OdpowiedzUsuń
  5. skeri szit, miałam/mam bardzo podobnie.
    odeszłam (sort of) od filozofii cheat day i cheat meal, raz na jakiś czas po prostu wszamię więcej... ale nie daję sobie na to przyzwolenia ani dniem, ani ilością per diem... bo nie umiem, bo moja psychika tu zawodzi, bo tak działam i już.
    Podchodzę ją innym fortelem i ten się sprawdza, póki co. Ale obawiam się, że to zbyt osobiste wynurzenie by było :)
    Tak czy inaczej- dobry post!

    OdpowiedzUsuń
  6. Efekt domina, skąd ja to znam... w weekend jedna czekolada, potem druga a trzeciego dnia łapię się za głowę myśląc cóż ja najlepszego znowu zrobiłam ;p Jak dla mnie cheat meal to najlepsza opcja, zawsze wtedy jem pizzę, albo popcorn karmelowy w kinie : )

    OdpowiedzUsuń
  7. o widze ze nie tylko ja mialam jedzące dni jak ja to nazywałam, trudno sie od takich potem oduczyc bo zawsze na nie czekasz;)

    OdpowiedzUsuń
  8. chciałabym mieć tyle silnej woli i zapału co Ty :) staram się jeść zdrowo, szczególnie teraz gdy jestem w ciąży, ale ograniczać się nie potrafię:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Swoje cheat meal rezerwuje na wyjścia lub jakieś okazje (urodziny, obiad rodzinny), bo zawsze takie się zdarzą. Czy to alkohol, czy jakieś ciasto, ale tak już się przyzwyczaiłam, że dużo takich cheatów nie potrzebuję, no chyba, że ktoś mnie podpuszcza :p. Planować bym tego nie mogła, bo znając siebie zbyt dużą wagę zaczęłoby to odgrywać w moim jadłospisie.

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie weekendy sa takie bo mamy dużo spotkań rodzinnych lub ze znajomymi. Wczoraj np przez cały dzień miałam degustację win i nalewek domowej roboty a wieczorem degustację dwóch nowych smaków chipsów leys. A dziś będzie dużo, dużo sushi :) Uważam,że wszystko jest dla ludzi. Jak się jeszcze dodatkowo ćwiczyć to dlaczego ma się ograniczać z rzeczami na które ma się ochotę. Mam ochotę to jem no takie uważnie "a tego nie mogę jeść, a tego za dużo zjadłam" doprowadza do chwili słabości i obżarstwem. Kobiety ćwiczą, są na dietach, mają tylko jeden dzień luzu a co kiedy będą w ciąży? Będą mieć zachcianki i nie bedą mogły ćwiczyć. Różnie to bywa dlatego uważam masz ochotę to zjedz i nie katuj się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego w ciąży mają nie móc ćwiczyć? Ciąża to nie choroba :)

      Usuń
    2. Chodzi mi o problemy medyczne. Np. ja teraz staram się ćwiczyć, jeść zdrowo a kiedyś jak będę w ciąży będę musiała leżeć przez 3 mce w szpitalu i w ogóle uważać na siebie. Więc raczej o ćwiczeniach nie będzie mowy. Dlatego uważam że nie można popadać w paranoje. Dużo kobiet które ćwiczą i są na dietach tylko po to aby być szczupłym nie potrafią zaakceptować że ich ciało po ciąży może nie być takie samo a w trakcie mogą przytyć dużo i większość z nich popada w depresie z powodu swojego wyglądu.

      Usuń
    3. Masz rację. Depresja nie dotyczy tylko kobiet po ciąży a również po kontuzji, zmianie miejsca zamieszkania, stylu życia albo generalnie bez żadnej wiekszej zmiany w życiu.

      Generalnie wydaje mi się, że masz podobne podejśce jak ja jeśli chodzi o grzeszki :)

      Usuń
    4. Niestety mam tendencje do tycia, muszę uważać co jem. Nie mogę być na dietach bo muszę uważać na krzepliwość krwi a wszystko ma wpływ. Może też nie potrafię jeść tylko sałaty i picu wody. Życie jest zbyt krótkie aby wszystkiego sobie odmawiać. Oczywiście trzeba jeść z umiarem. Ostatni czas folgowalam sobie i muszę zebrać się w sobie aby ruszyć tyłek ale ciężko mi idzie...chcę biegać ale mam kiepską kondycję i szybko daję za wygraną :(

      Usuń
  11. Dla mnie cheat day to akurat wielka pomyłka, bo tak jak Ty potrafilabym tego dnia zezrec naprawde duzo. Co jakis czas pozwalam sobie na jakis jden posilek, w ktorym nie wszytsko jest dokladnie tak jak byc powinno. Ilosc kalorii ktore spalam cwiczac pozwala mi tez na wprowadzenie do diety paru produktow, ktore dla mnie sa rarytasami i siecze sie, ze nie musialam z nich rezygnowac ( wszechobecne pesto.... :) ). Jezeli planuje w danym tygodniu wyjscie gdzies, gdzie pojawi sie jedzenie, to przesuwam takie oszustwa na wtedy. Wazne jest po prostu, aby nie przesadzic i nie oszukiwac zbyt czesto, bo nawet pojedyncze posilki potrafia do tego prowadzic.. :)
    Psychika jest jednak bardzo wazna i nie jestem w stanie funkcjonowac, kiedy moj organizm stwierdza " daj mi cos grzesznego do zjedzenia".


    PS. To chyba jakas wariacja na temat chaczapuri a nie oryginalna potrawa :)

    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wprowadzam sobie takie rarytasy, dla mnie jest to masło orzechowe i wszechobecne awokado <3

      Nie wiem, czy wariacja - pierwszy raz jadłam. W krakowskiej gruzińskiej restauracji. Ale było dobre :)

      Usuń
  12. u mnie cheat day bylby dniem totalnego obzarstwa. dlatego steram sie unikac (tez jestem kompulsem, chyba wielu kobiet to dotyczy...)ale cheat meal dobrze zaplanowany i w odpowiedni dzien jest ok (czyli zaplanowane ze zjem tyle i tyle, i dzien nie moze byc np wieczor przed silownia, bo moge sie na nia nie wybrac, idealna jest niedziela bo wtedy mozna fajnie zaczac czysto nowy tydz). dzis np byl moj cheat w podrozy pociagiem, nie bylo jak i gdzie zjesc a akurat bylam przejazdem w krakowie- precel nadal sie idealnie :) a od jutra czycsiutko i z lzejszym sercem ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie wyznaczam sobie specjalnie czegoś takiego jak cheat meal czy cheat day, ale jeśli raz na jakiś czas zjem coś niezdrowego, albo bardzo kalorycznego, to nie robię z tego tragedii. Nie chcę "ześwirować" na punkcie zdrowego odżywiania, więc takie podejście mi odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja wprowadziłam cheat meal na początku diety, jako bezpiecznik przed podejściem "wszystko albo nic". bo mam takie skłonności - raz sobie odpuszczę i automatycznie myślę, że wszystko stracone, rzucam dietę w cholerę etc etd. A uwzględnienie w planie takiego odstępstwa naprawdę pozwala przestawić się na inne tory. Coś nie wyjdzie - ok, to był cheat meal, jedziemy dalej.
    Chociaż niestety czasem nie umiem powiedzieć "stop"

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam podobne zdanie w kwestii całego dnia odpuszczania diety, ludzie którzy nie umieją sie opanować np. ja, wszystko co zrzucili w ciągu tygodnia nabierają w jeden dzień. Mam jednak ok 4 "niezdrowych posiłków". Są to bardzo różne rzeczy, ostatnio kupiłam sobie czekoladę pierwszy raz od pół roku, czasem są to ziemniaki ze schabowym, jakieś płatki na śniadanie zamiast owsianki, kanapki z żółtym serem, totalnym rarytasem jest dla mnie masło :D co może być śmieszne, ale nie jadam go od ok 2 lat. Więc jesli już kupie to jem zwykły ciemny chlebek z samym masłem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. dlaczego sushi?? Mi się wydaje, że sushi jest bardzo zdrowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój ukochany cheat to paluszki w czekoladzie Beskidzkich :o Taki lekki dodatek do normalnej diety i wtedy uznaję go już jako posiłek, wiadomo nie mogę przestać patrzeć na makro ;) Niby opakowanie nawet nie ma 100g ale czekolada + olej rzepakowy + mąka...you know.
    Nie potrafię sobie jednak ich odmówić bo są pycha i jeśli zdradzam dietę to tylko z nimi :3

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!