31.08.2013

Nauka języków obcych moim zdaniem

Zbieram się i zbieram, żeby napisać ten post i nie mogę się zebrać. W międzyczasie kilka słów na ten temat napisała Paryska - warto poczytać również zdanie innych. Sama za eksperta w temacie się nie uważam - po angielsku biegle nie mówię, po niemiecku też nie a czasami mam wrażenie, że nawet mój polski kuleje i biegłość językowa to kwestia względna. Jednak jakoś pracować i żyć w obcym języku potrafię, więc chyba aż tak źle nie jest. Chyba ;)



Angielskiego uczyłam się od 1 klasy podstawówki, łącznie około 13 lat. Uczyłam się w szkole i na kursach. Uczyłam się też, gdy na studiach pojechałam na wolontariat i po raz pierwszy w życiu musiałam po angielsku pracować i rozmawiać ze znajomymi. Mam wrażenie, że wtedy nauczyłam się o wiele więcej niż przez te kilkanaście lat. Potem, wyjeżdżając na Erasmusa, mogłam swobodnie zdawać egzaminy w tym języku. Fakt, że informatyka to nie historia sztuki albo coś innego i jest tam wiele określeń, które używa się nawet w języku polskim bez tłumaczenia. Jednak ogólnie porozumiewanie się na jakiekolwiek tematy najgorzej mi nie szło, a przynajmniej tak mi się wydaje.

Niemieckiego uczyłam się łącznie 4 lata. W tym czasie trenowałam siatkę w niemieckim klubie (dlatego zaczęłam sie uczyć). Później wyjechałam do Niemiec i tam nastąpił największy przełom - w ciągu roku (mimo, że przez pierwsze pół używałam praktycznie tylko angielskiego) nauczyłam się kilka razy więcej niż podczas kursów. Po powrocie do Polski trochę zapomniałam. Musiałam jednak szybko się ogarnąć, bo życie zmusiło mnie do zdawania certyfikatu z tego języka. Certyfikat zdałam, powiedziałabym, że bezboleśnie, po uprzednich miesięcznych przygotowaniach, które opiszę poniżej.

Konkluzję chyba powoli można wyczuć... Uważam, że kursy czy lekcje są potrzebne, ale do pewnego momentu. Bez nauczenia się podstaw ciężko wyjść do ludzi i mówić cokolwiek. Nie znając słów, ale przede wszystkim - nie mając bladego pojęcia, jak odmienia się czasowniki czy zaimki. Jednak uczęszczanie na kursy po kilkanaście lat uważam za niekoniecznie trafne i dobre dla rozwoju językowego, chyba, że ktoś chce być tłumaczem. Wychodzę z założenia, że język obcy potrzebny jest nam głównie do komunikacji a nie pisania poematów. Jakie kursy zdecydowanie polecam? W takiej formie, w jakiej przygotowałam się do egzaminu. Niestety, jest to (chyba?) najdroższa opcja, ale moim zdaniem daje najwięcej. Konwersacje z native speakerem. Jeśli nie mamy możliwości użycia języka polskiego, to go po prostu nie użyjemy. Naprawdę do szału doprowadza mnie, jeśli płacę za naukę języka obcego, a ktoś pół lekcji mówi do mnie po polsku. Nigdy więcej.

Co oprócz kursów? Kontakt z żywym językiem. W kraju anglojęzycznym byłam w życiu tylko raz, na tydzień, w lutym tego roku. Natomiast w Niemczech mieszkałam i trenowałam i różnica w rozumieniu native'ów jest ogromna. Jeśli nie mieszkacie za granicą, wystarczy rozmawiać na skype z obcokrajowcem i z nim pisać. Naprawdę. Przy uniwersytetach są też biura ESN, Aiesec czy innych organizacji studenckich, w których aż się roi od obcokrajowców. Warto się przemóc i na początku ciut podukać, żeby później nie mieć żadnego problemu ani stresu w kontaktach w obcym języku. Polecam również Youtube, filmy oraz książki w języku, którego się uczycie. Youtube to chyba wbrew pozorom najłatwiejsza opcja, bo łatwo zrozumieć, o czym ktoś mówi. Sama w ten sposób staram się utrzymywać kontakt z językiem.

A co z gramatyką? Tej podstawowej potrzebujemy, natomiast ta zaawansowana... Wierzę, że sama przyjdzie, bo przecież sami nie znamy wszystkich zasad, które obowiązują w języku polskim, a jakoś potrafimy się w nim porozumiewać (w miarę) bez błędów. Jeśli czegoś nie rozumiemy można poszukać w internecie lub podręcznikach, ale pytać native'ów nie zawsze polecam, bo moi nie potrafili mi większości rzeczy wytłumaczyć. Ja w kwestii polskiego chyba też bym nie była dobrą pomocą :)

Mam nadzieję, że chociaż trochę komuś pomogłam, bo Ameryki z pewnością nie odkrywam. Bis bald! ;)

25 komentarzy :

  1. Całkowicie się z tobą zgadzam :) Co z tego, że umiem napisać list oficjalny i rozprawkę po ang skoro kiedy przychodzi mi do wypowiedzenia się na dowolny temat brakuje mi języka w gębie :D Uczę się angielskiego od 12 lat i żałuję, że nie miałam nigdy kontaktu z native speakerem.. Uczyłam się również niemieckiego, rosyjskiego i łaciny, ale pomimo tego, że uczenie się języków nie sprawia mi dużej trudności (gorzej z samozaparciem) to żaden z wyżej wymienionych nie przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  2. masz rację! :) mój angielski (tak myślałam) stał na dobrym poziomie dopóki nie zaczęłam mieć kontakty z tym językiem na codzien :P wtedy zaczyna się 'dobry poziom' :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się pod tym obiema rękami (rękoma?) ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do jezykow trzeba miec rowniez predyspozycje, a przede wszystkim checi. Kiedys mowilam dosc plynnym francuskim, dzis go nie pamietam, za to mowie bardzo dobrze po angielsku, z racji tego, gdzie mieszkam mam ulatwione zadanie, ale znam bardzo wielu ludzi, ktorzy mieszkaja w UK latami i cala ich wiedza ogranicza sie do "hello". Moj sposob jest taki: wybieram z otoczenia takie osoby, ktore mowie (wg mnie) najladniejszym, najlepszym angielskim i po prostu je nasladuje, kopiuje, cale frazy, lacznie z akcentem. Mysle po angielsku i mowie do siebie po angielsku. Czytam i ogladam w tym jezyku, przekladam w myslach teksty piosenek, a pozniej sprawdzam pisownie wyszukiwajac lyrics na you tube. No i pytam, jesli czegos nie wiem :). Sie rozpisalam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też znam takich ludzi, którzy żyjąc w obcym kraju mówią tylko w swoim ojczystym języku. Zawsze zastanawiam się wtedy, po co zmieniali kraj - czy były to względy materialne czy coś jeszcze.

      Usuń
  5. wg mnie lekcja jest coś warta, jeśli wychodząc z niej myślisz w języku obcym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie? :D Cholera, to moje wszystkie lekcje psu w d.pę... ;)

      Usuń
    2. Ja tak miałam tylko z native'ami szczerze mówiąc.

      Usuń
  6. U mnie największy problem to mówienie po angielsku. Rozumiem bardzo dużo, słownictwo wydaje mi się, że całkiem bogate, ale ten cholerny strach przed otworzeniem buzi. Niby wiem, co chcę powiedzieć, ale i tak się wstydzę, że palnę głupotę. No nic to, chyba trzeba wyjechać za granicę. Nie będzie wyjścia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jak nie ma wyjścia, to przypominasz sobie nagle słowa, których nie wiesz gdzie i kiedy się nauczyłaś. Polecam z doświadczenia :)

      Usuń
  7. Ja będąc nawet 2 tygodnie we włoszech nauczyłam się bardzo duzo :) trzeba przebywać z ludźmi mówiącymi w danym języku i próbować wyłapywać dane słowa, które utkwią w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  8. Generalnie sie zgadzam, ale z wlasnego doswiadczenia (perfekcjonistki) wiem, jak czasem ciezko jest mowic "tylko" komunikatywnym jezykiem. Zawsze wszystko na 100% musi byc zrobione w moim wykonaniu :( Uwazam, ze najlepsza szkola nauki to wyjazd do obcego kraju, ale sa ludzie, ktorzy twierdza iz mozna uzyskac plynnosc jezykowa nie wyjezdzajac z wlasnego kraju. Jest mnostwo programow do nauki, skype, internet... mozliwosci sa naprawde ogromne w dzisiejszym swiecie. Jedynego czego tak naprawde potrzeba to... szczerych checi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem perfekcjonistką i też ciągle uważam, że nie mówię jeszcze wystarczająco dobrze. Nie wiem, kiedy to się zmieni.

      Prawdopodobnie można mówić biegle w obcym języku nie wyjeżdżając z własnego kraju, ale po co jak można poznawać świat i się uczyć jednoczeście? Ja jestem za drugą opcją ;)

      Usuń
  9. Zgadzam się z Tobą w 100%. Uczę się niemieckiego od 6/7 lat i co z tego, że gramatykę znam perfekt, skoro jak tylko jadę do mamy ( mieszka od 8 lat w Niemczech ) to boję się mówić. Dopiero, gdy jadę na wakacje zaczynam się przełamywać, mówić, myśleć po niemiecku. A wystarczy, że wrócę do Polski, tracę kontakt ma co dzień i wszystkie efekty się zatracają ...

    OdpowiedzUsuń
  10. ja uczyłam sie angielskiego, niemieckiego, francuskiego, włoskiego i w efekcie nie znam zadnego jezyka obcego ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Dokładnie ! Kontakt z językiem to podstawa. Ja np uczyłam się angielskiego, ale jak ktoś zapytał mnie "du ju spik inglisz" nie podejmowałam wyzwania, bo bałam się mówić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. mnie się wydaje, że bez poświęcania ogromnej kasy mieszkając w Polsce nie da się NAPRAWDĘ nauczyć obcego języka. jasne, możesz dojśc do bardzo wysokiego poziomu, bez problemu czytać książki czy oglądać filmy z 99% zrozumienia (zakładając dość standardowy akcent), ale jak rozwiązać problem mówienia? Na portalach językowych cięzko znaleźć do rozmowy native speakera - przeważają ludzie którzy tak jak ja uczą się języka i zazwyczaj są słabsi niż ja. A nawet jeśli już się uda, to nie oszukujmy się - te dwie czy trzy godziny rozmowy z tygodniu nie mogą równać się z całkowitą imersją z jaką mamy do czynienia żyjąc w innym kraju. niemniej zawsze warto próbować - da to mocne podstawy i punkt zaczepienia w momencie kiedy wyjedziemy zagranicę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba jestem jakaś inna. Ćwiczę z Zuzką już 2 tydzień i ani razu nie padałam na ryj ze zmęczenia. Okej , podczas treningu mięśnie bolą i kończe ze spoconą buzia, ale nie jestem aż nieprzyjemnie zmęczona. Co jest ze mną nie tak? :/ Staram sie ćwiczyć tak jak Zuzka,a nawet szybciej .... już bardziej mnie Chodakowska męczy ( killer,turbo) niż Zuzka. nie wiem co ze mna nie tak://

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie można się z Tobą nie zgodzić:) Sama doświadczyłam na własnej skórze, jak marny okazał się mój niemiecki, gdy wyjechałam do naszych zachodnich sąsiadów do pracy:)
    Chyba nie muszę mówić, że uczyłam się go kilka ładnych lat, a na świadectwie miałam widniała piątka, hehhe :)
    Z moim "komunikatywnym" niemieckim miałam problem, żeby dogadać się w najprostszej sprawie. Dopiero po ukończeniu kursu tu na miejscu mogę stwierdzić, że się dogaduję :)
    Tylko czynny kontakt z językiem gwarantuje nam łatwość w posługiwaniu się nim na co dziń (to oczywiście moje zdanie :))

    Pozdrawiam,

    Malko

    OdpowiedzUsuń
  15. hej, a ja ostatnio odkryłam kursy beaty pawlikowskiej, super sprawa , uczę się włoskiego, wystarczy powtarzać za lektorem, czasami można sobie coś napisać, naprawdę polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nauka języków zależey od motywacji, nauczyciela i celku, w jakim uczymy się danego języka.

    Z tego co zauwazyłam w Poslce, to większą wagę przykłada się do gramatyki i rozumienia języka (bierna nauka), natomiast bardzo mało ma się do czynienia z mówieniem czy pisaniem, kreatywnym używaniem języka.

    Myślałam, że znam świetnie angielski do czasu, aż zamieszkałam z Brytyjką :D Zmuszanie się do mówienia było najlepszą lekcją nauki.

    Z kolei rosyjskiego uczyłam się będąc na filologii z fantastycznymi lektorami, po pół roku pracy (4godz. rosyjskiego dziennie plus zajęcia na uniwerku) mówiłam już jak Rosjanka.

    Z hiszpańskim i rumuńskim z kolei było inaczej - nie znałam języków wcale i uczyłam się od podstaw i ze słuchu będąc w Bukareszcie i Madrycie.

    Stronię od gramatyki, bo do komunikacji aż tak nie jest potrzebna. Wazniejsze są słówka i odwaga w mówieniu! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Każdy ma jakiś swój sposób na naukę i najważniejsze, żeby to nam taka czy inna forma odpowiadała. Bez względu czy zdecydujemy się na naukę na kursie, czy będziemy chcieli pracować samodzielnie trzeba w to włożyć dużo pracy własnej. Na szczęście w dobie Internetu jest mnóstwo bezpłatnych materiałów na wyciągnięcie ręki :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Anastasiia Borozniak12 grudnia 2014 08:50

    Korepetycje z niemieckiego szukaj tutaj http://preply.com/pl/skype/korepetycje-z-niemieckiego

    Polecam! To działa :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Anastasiia Borozniak20 grudnia 2014 21:00

    Wybierać nauczyciela warto przez http://preply.com/pl/skype/niemiecki-z-native-speakerem pełny profesjonalizm, a ceny dostępne dla wszystkich. Studiowałąm niemiecki przez Skype tam, za pomocą native speakers. Udało mi się szybko i łatwo! Naprawdę, polecam!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!