08.07.2013

Odżywianie na campingu - jak przeżyłam

Właśnie dzisiaj rano wróciłam z mistrzostw świata w Starych Jabłonkach. 4 dni spędzone na campingu to nie jest niestety moja ulubiona forma zakwaterowania, ale mimo pewnych niedogodności stwierdzam, że był to bardzo udany wyjazd. Spełniło się nawet na nim jedno z moich marzeń, o czym (razem z całą relacją) wkrótce.

Oprócz braku łóżka, własnej łazienki i kilku robaków w namiocie dużą niedogodnością było dla mnie odżywianie podczas wyjazdu. W ostatnim miesiącu miałam już wystarczająco dużo odstępstw od diety i chcę jak najszybciej wrócić do tego, co było wcześniej. Jak to na imprezach publicznych, jedzenie jest jakie jest, sklepy są zaopatrzone średnio a ceny odstraszają. Musiałam dobrze przemyśleć, co ze sobą zabrać, żeby moja dieta nie za bardzo na tym ucierpiała. Jeden dzień podczas wyjazdu był dniem cheatera i zjadłam fast fooda, ale pozostałe nie były najgorsze.

Część produktów na śniadania i kolacje starałam się wziąć ze sobą z domu. Były one w postaci tuńczyka (którego potem zamieniałam na oscypka), serka wiejskiego i pomidorów z waflami ryżowymi, z których część była też posmarowana masłem orzechowym. Nie chciałam jeść nic słodkiego, ponieważ próbuję sobie zrobić mały detoks od słodkiego smaku.




Najcięższe zdecydowanie były obiady - znalezienie mięsa w jednym kawałku w normalnej cenie graniczyło z cudem. Zdecydowałam się na kiełbasy. Nie są idealne i pewnie mają pełno syfu w środku, ale miałam nadzieję, że mniej niż pizza czy kebab.




Aby dostarczyć organizmowi trochę warzywek poza porannymi i wieczornymi pomidorami jadłam sałatki lub darmowe warzywka (jako degustacja :)).




Podczas podróży tam zjadłam zrobiony przez siebie obiadek, natomiast wracając kupiłam orzeszki i banany, bo w sklepach były już dosyć duże pustki.


Jeśli chodzi o makro i kalorie, to wyjazdowy dzień nie prezentuje się najgorzej. Oczywiście kalorii na miejscu nie liczyłam, zrobiłam to z ciekawości w domu.


No i ostatnie, a dosyć ważne - średnio zwracałam uwagę na komentarze moich znajomych odnośnie tego, że z nimi nie jem, tylko siedzę i się patrzę albo nie piję (za wyjątkiem ostatniego dnia, kiedy to byli super uradowani). Chcą czy nie, to jest moje ciało i ja mam prawo o nim decydować. Poza tym - przebywaliśmy ze sobą praktycznie całą dobę, więc moje odejście do innego baru na pół godziny nie robiło im wielkiej różnicy, a mi tak.

Może znacie z własnych doświadczeń jakieś dobre sposoby na żywieniowe przeżycie campingu lub wyjazdu z ograniczonymi możliwościami kupna warzyw i innych? Chętnie poczytam podpowiedzi w komentarzach :)

14 komentarzy :

  1. Faktycznie bardzo ciężko jest jeść zdrowo na wyjazdach tym bardziej takich kempingowych ale jak widać można :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znakomicie sobie poradziłaś :) kiełbasy to niezły pomysł, jeśli kupi się dobrą gdzie mięsa jest osiemdziesiąt parę procent, to na pewno będzie lepsza niż wszelkie fast foody.

    Ja campingów nienawidzę i jak ognia unikam, nie dla mnie takie warunki. Ale z fajnymi ludźmi wszystko da się przeżyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrym rozwiązaniem jest zabranie wędzonych ryb, które są pakowanie hermetycznie (niedroga makrela, drozszy łosoś). Ja na takie wycieczkiz abieram też jajka - ugotowane na twardo przyżyją dwa dni, można też zainwestować w grzałkę za 15 zł i jajeczka gotować sobie świeże.
    W niektórych sklepach mięsnych w moim mieście za całkiem przywoitą opłatą można spakować mięsa, wędliny hermetycznie w worki, co przedłuża im życie, można zabrać i wcinać na miejscu po odpakowaniu.

    Z grilla lubię banany pieczone w skórce, później posmarowane masełkiem orzechowym - nie jemy wtedy zesmolonej skóry.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryby to rzeczywiście super pomysł! I muszę spróbować bananów :>

      Usuń
    2. http://na-talerzu.blogspot.com/2012/05/banany-z-czekolada-z-grilla.html tu znaleziona u kogoś pryzkładowa opcja z czekoladą, można dodać prawdziwą, gorzką, ale można jak już wspomniałam z masełkiem orzechowym. Pyszny jest też ananasik z dodatkami.
      Pozdrawiam środowo.

      Usuń
  4. Wpis rzeczywiście poświęciłaś tylko jedzeniu, jak widać z tabeli, dobrze radzisz sobie i poza kuchnią :)
    Jak wrażenia z pobytu na mistrzostwach? Miałaś okazję zejść z trybun i zagrać na jednym z boisk? Zawody były na poziomie światowym, ale i rozrywka również. Wydarzenie promowało m.in. pierwsze na świecie pływające boisko do siatkówki plażowej. Nieskromnie wspomnę, że skonstruował je mój brat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na zdjęcia - post z wrażeniami planuję na piątek. Pozdrów brata ;)

      Usuń
  5. polecam pasztety sojowe; mieszankę orzechów, ziarenek i suszonych owoców podzieloną na małe porcje oraz jakieś ciastka owsiane czy coś w tym stylu (samemu pieczone)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety moje 6 nocy na polu namiotowym przejadłam śniadaniem w postaci 7daysa, obiadem do syta i nocną zapiekanką :). Następnym razem lepiej się przygotuję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście podczas takich wyjazdach może być ciężko z odpowiednią dietą... Wydaje mi się, że i tak nie było źle :)

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo fajny wyjazdowy jadłospis:) ja to znam z moich zawodów balonowych, gdzie króluje piwo i niezdrowe jedzenie - jakoś sobie radzę, zwykle w miejscu gdzie śpimy mamy śniadania, tam zawsze można coś wybrać, potem dowolność, ale też już się wszyscy przyzwyczaili, że nie jadam słodyczy i świństw i w sumie nawet niektórzy podpatrują co ja wybieram i robią to samo :) można? można :)!

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam :) ja bym oddała najzdrowsze menu i mogła jeść te wszystkie przetworzone śmieci, które obgaduję na blogu
    ....za łazienkę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za łóżko i łazienkę oddałabym duuużo więcej ;)

      Usuń
  10. Hahh to ci się udało nawet zmieścić w makroskładniki : D Dla mnie takie wyjazdy to masakra i jem to co mi w ręce wpadnie. Jedyną radą jest chyba przygotowanie sobie listy z daniami, które jesteśmy w stanie sobie przyrządzić, żeby potem nie zapychać się gotowym żarciem z plastikowych torebek.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!