13.07.2013

Mistrzostwa świata - relacja z wyjazdu

Jako, że ten blog jest o mojej sportowej pasji, a pasja to nie tylko ćwiczenia samemu, ale też kibicowanie innym, postanowiłam Wam opowiedzieć co nieco o mojej wycieczce do Starych Jabłonek. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy w swoim życiu miałam przyjemność uczestniczyć w imprezie tak wysokiej rangi - Mistrzostwach Świata w siatkówce plażowej. Ogromną przyjemność.

Tak kibicowałam Polakom. Niestety bez skutku.

Jak już wcześniej pisałam, byłam w Starych Jabłonkach 4 dni, a całe mistrzostwa trwały tydzień. Mieszkałam na polu namiotowym i głównie to było powodem, dlaczego nie chciałam tam spędzić całego tygodnia - moja natura księżniczki ;) mi na to nie pozwala. Już kilka dni bez łóżeczka i własnej łazienki to było naprawdę dużo. Nie będę się rozwodzić na temat noclegów oraz jedzenia - jest jak jest. Z 700-osobowej wioski nagle metropolii z cetrami handlowymi się nie zrobi. Ale też nie o to chodzi.


Po pierwsze byłam pozytywnie zaskoczona organizacją imprezy. Mecze rozpoczynały się punktualnie, boisko było widoczne praktycznie z każdego miejsca z trybun. Cała oprawa imprezy zasługuje na wielką uwagę. Mimo czekania czasem nawet 20 minut na rozpoczęcie meczu, nie można było się nudzić. Organizatorzy wymyślili świetne tańce, które kibice tańczyli podczas przerw. Do tego okrzyki, komentarze a w dniu finału nawet mecze pokazowe. Atmosfera była nie do przebicia. Czuło się, że każdy jest na trybunie, bo kocha siatkówkę i chce ją oglądać.




Sama siedziałam na meczach jak zahipnotyzowana i nawet nie chciało mi się z nikim gadać. Poziom rozgrywek jak i sędziowanie były na najwyższym poziomie. To niesamowite oglądać mistrzów (i mistrzynie) świata z odległości, z której normalnie oglądam inne pary grające przeciwko mnie w turnieju o Akademickie Mistrzostwo Polski lub innym. Wtedy właśnie uzmysławiam sobie jak źle gram i ile bym jeszcze musiała trenować żeby kiedykolwiek (a może nigdy?) osiągnąć tak wysoki poziom.

Zawodnicy byli bardzo przyjaźni - zostawali po meczach, rozmawiali. Część z nich oddawała koszulki. Jedna z zawodniczek (dokładnie Karla Borger) z pary, której kibicowałam oddała mi swój top, a jak się potem okazało - została wicemistrzynią świata!! Cieszę się razem z nią, bo spełniła moje marzenie, a nawet o tym nie wie :)


Z wicemistrzyniami świata.

Żeby uzmysłowić Wam chociaż troszkę, jak wyglądało kibicowanie podczas meczów, możecie posłuchać najlepszej (według mnie) piosenki z mistrzostw oraz obejrzeć taniec kibiców do niej właśnie. Poniższy filmik pochodzi z ostatniego dnia - przerwy przed meczem o 3 miejsce w kategorii mężczyzn.



Mecze trwały od 9 do 20 w pierwszych kilku dniach, a potem było ich coraz mniej aż do 4 w ostatnim dniu. Po 20, gdy zawodnicy schodzili z boisk, wchodzili tam amatorzy (tacy jak my :)) i też trochę odbijali - nam udało się zagrać kilka setów na boiskach meczowych.

Po meczach również było co robić. Organizator był przewidujący - zbudował namiot, który służył za klub. Nie będę opisywać muzyki ani innych askpektów, bo były one jak to w klubie - jeden lubi a inny nie. Oprócz tego były koncerty a także kąpielisko. Czułam się tam bezpiecznie obojętnie czy w dzień, o północy czy nad ranem. Miejscowości pilnowało wiele patrolów policyjnych, które nie przeszkadzały w zabawie a tylko ją ułatwiały.


Inne atrakcje zbytnio mnie nie przyciągnęły - jestem typowym fanem siatkówki, który od rana do nocy siedział i gapił się na mecze, więc nawet nie miałam czasu patrzeć, co się dzieje poza tym. Chociaż z opowiadań, wiem, że nawet średnio zainteresowani nie mogli się nudzić - był pokazowy mecz na wodzie, zumba, konkursy i wiele innych.

Z minusów tej imprezy, które dostrzegłam, wymieniłabym drogie jedzenie, mało "niekempingowych" noclegów, wysokie ceny i kolejki w sklepach. Wydaje mi się jednak, że takie minusy można dostrzec w każdej imprezie masowej i nie skreślają one dla mnie pozytywnego oddźwięku całej reszty.

Bilet na wszystkie mecze kosztował 160zł. Nie jest to mało, ale nie jest to również dużo jak na tygodniową imprezę. Do tego dochodzą oczywiście koszty podróży, zakwaterowania i jedzenia. Mimo tego mogę z ręką na sercu powiedzieć: było warto. Naprawdę warto. Jeśli będę miała okazję, to na pewno pojadę jeszcze raz (niekoniecznie do Starych Jabłonek ;)).

12 komentarzy :

  1. Wzrost cen jedzenia i noclegów to norma na masówkach. Ja żałuję, że pomimo faktu, że mieszkam w odległości 10 km od SJ, to udało mi się wyrwać tylko na jeden dzień Mistrzostw. Aczkolwiek obiecałam sobie, że w przyszłym roku to sobie odbiję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kuchnia Szefów Kuchni była, więc dlatego drogie jedzenie :D
    Ale zazdroszczę, ze byłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko ta, zwykła kiełbaska a nawet bułka w sklepie też były drogie :)

      Usuń
  3. Na pewno niesamowite przeżycie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super impreza ! Zazdroszczę :))
    Pozdrawiam serdecznie :)))
    Zapraszam do mnie :P
    my-world-is-dziwny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Po prostu super sprawa!
    Jestem dumna że taka impreza odbywa się w Polsce i jest tak świetnie zorganizowana!
    Zazdroszczę uczestnictwa! :) Siatkówka plażowa to fantastyczny sport.

    OdpowiedzUsuń
  6. widać, że było fajnie:) chociaż doskonale rozumiem niechęć do namiotów:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!