27.06.2013

Waż się albo giń

Mimo, że wakacje nadchodzą wielkimi krokami a moja sesja się właśnie skończyła, pokłady mojego czasu zamiast szybko rosnąć, stale maleją... Dzisiaj miałam pięknie wrócić do regularnego postowania, ale 4 godziny snu mocno dają się we znaki i zanim sklecę treściwy i opiniotwórczy tekst, dam upust mojej frustracji.

Dostaję coraz więcej maili i coraz więcej z nich się powtarza. Nie mam o to pretensji do nikogo, sama chciałam założyć sobie bloga, to teraz mam. Odpisuję miło i sympatycznie (a przynajmniej próbuję) na każdą wiadomość, którą dostanę. Przy tym staram się pisać krótko i na temat, ale wyczerpująco.

Do szału doprowadza mnie jednak temat, o którym pisałam już trzy miliardy razy, a nadal nie dociera i zastanawiam się czy kiedykolwiek dotrze. WAGA.


źródło

Nie dalej jak wczoraj dostaję wiadomość miłą i grzeczną, że dziewczyna tyle a tyle schudła, bo ślub, to i tamto. Widzi, że ubrania jakby się zrobiły większe. Już się cała raduję, chcę pisać gratulacje a tu doczytuję do końca...

"Mam 169cm waga 59 / 60kg i ciągle się wacha. Moja wymarzona waga to 54 kg." (pisownia oryginalna)

No więc odpisuję lekko żartobliwie, czy ją ktoś ważył na tym ślubie będzie czy jaki grzyb, potem szybko tłumacząc, że nie ważna waga a wygląd. Ale co? Za dwie godziny wiadomość, że jednak ona by chciała swoje marzenie spełnić i te 5kg zrzucić.

Ręce mi opadają a z nimi całe pokłady energii jakie mam siłę z siebie wykrzesać na dzisiejszy dzień. Idę pochodzę sobie po Krakowie, może rzeczywiście tutaj jakieś inne zwyczaje panują i ważenie jest obowiązkowe przed wejściem na rynek albo Wawel. W komentarzach piszcie gdzie mam zajść, bom tutaj pierwszy raz w życiu i tylko na dwa dni :)

23 komentarze :

  1. Pewnie że waga się nie liczy....zgadzam się z tym w 100%. Mogę podać swój przykład 178 cm, waga 57 kg.Ogólnie szczupła wysoka laska-niektórzy mówią modelka, he,he,he..tyko jest jedno ale....fajnie to ja wyglądam tylko w ubraniu:( niestety moje uda i pupa przypominają jeden wielki pikowany materac, mimo ze regularnie biegam, cwicze nie jestem się w stanie pozbyć cholernego celulitu. Wolałabym być 10 kg grubsza i go nie miec. Tak więc dziewczyny chude nie zawsze znaczy fajne. Liczy się jędrne, umięśnione ciało a nie kilogramy!

    OdpowiedzUsuń
  2. od dawna nie uznaję ważenia się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję cholerna bezsilnosc jak czytam/ slysze po raz setny ze ktos opiera się tylko i wylacznie na tym co pokazuje waga. nie wazne jak wyglada, ile ma wzrostu, jaka budowe ile miesni ide etc ale waga musi pokazywac te cholerne 54kg i koniec!! ale po co?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam taki problem z moją mamą - obie mamy ok. 173, podobną wagę (ona 63 kg, ja 65 kg) i dwie podobne figury, chociaż rzucają się w oczy różnice takie jak np. mój większy biust i biodra, ale węższa talia. I cholera mnie trafia za każdym razem, kiedy z ciekawości wchodzę na wagę (chociaż nie uznaję jej jako dobrego miernika moich wysiłków), mama mi się pyta ile ważę, a ja jej odpowiadam, że więcej niż ona i tu nagle pojawia się zdziwienie, niemalże szok - "Gdzie Ty to wszystko mieścisz? Chyba w biuście!". I na nic tłumaczenie, że mięśnie ważą więcej. Ja ćwiczę 6 dni w tygodniu, ona 0 i to naprawdę widać. Jem sto razy więcej niż ona (bowiem mama nadal wierzy w teorię 1000-1200 kcal, chociaż wielokrotnie próbowałam jej wyperswadować te głupoty), a mimo to chudnę, mam więcej energii i - bądźmy szczerzy - na plaży to ja wyglądam lepiej. Tak, wiem, jest starsza i już urodziła tę dwójkę dzieci, a ja mam 20 lat, więc jak możemy się porównywać. W ciuchach aż tak tej różnicy nie widać, chociaż te same spodnie lepiej wyglądają na moim squat'owym tyłku (rozmiar nosimy ten sam, więc spodniami możemy się wymieniać).

    Uzewnętrzniłam się chyba aż za bardzo ;) Ale też mnie denerwuje ślepa wiara we wskazówki wagi. No i głodówki. Ach, plus oczywiście zero ćwiczeń, bo przecież wtedy cyferki na wadze robią się coraz większe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, kiedyś chorowałam anoreksja z bulimią, do dzisiaj mam swoje schizy ale nie boję się o tym mówić publicznie bo przez długi czas leczenia i jeżdżenia po psychologach/psychiatrach i tego co przeszłam to warto mówić każdemu żeby czasem przystanął i na chwilę pomyślał :P Odchudzałam się z dość wysokiej wagi wychudłam do niesamowicie niskiej, przez cały okres odchudzania nie ćwiczyłam nic a nic, moje ciało przypominało galaretę a moją największą fazą było to ile pokaże waga :D ważyłam się (i tu naprawdę nie kłamię bo chorzy ludzie mają to natręctwa) po 13 razy dziennie, rano, po zjedzeniu, po wc, po wypiciu, jedzeniu, wc i tak w kółko. Trwało to 4 lata :P Teraz jestem w miarę zdrowa ale czasem mi się odbija wszystkim i zaczynam się ważyć, fakt przytyłam troszkę ale ćwiczę, ćwiczę i ćwiczę!!! Kocham biegać, ćwiczyć z Chodakowską, Mel B i innymi babkami :D Nie ważyłam się już od miesiąca co jest mega sukcesem dla kogoś kto się męczył 4 lata, naprawdę rozmyślam nad wyciepaniem wagi gdzieś w głąb szafy bo jednak lepiej jest się zaprzyjaźnić z centymetrem i być zadowolonym z tego jak ciało wygląda niż być flakiem z niską wagą i być kimś z rodzaju "skinny-fat" :D masakra.

    Warto zacząć ćwiczyć i patrzeć jak apetyczne nasze ciało się robi dzięki wysiłkowi, bo dla mnie to aktualnie sama radość :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety chyba jeszcze długa droga przed nami żeby co poniektórym wybić z głowy, że nie waga jest najważniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniecznie idź na Kazimierz ! Zjedz zapiekanke u Endziora. Idź do parku Jordana, to koło Blon, albo lepiej na kopiec Pilsudzkiego, chociaż to trochę daleko od centrum. Na imprezę najlepiej do Divy . A na pyszne jedzenie do Mamma Mia koło teatru Bagatela.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś waga była moją obsesją. Cieszę się, że to się zmieniło ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A na najlepsze ciasto czekoladowe do Siesta Cafe na ulicy Stolarskiej (bardzo blisko Rynku). Mam nadzieje, ze je tam jeszcze serwuja! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja schudłam do mojej wymarzonej wagi,teraz przytyłam i wyglądam szczuplej haha. Więc na własnej skórze się przekonałam,że waga o niczym nie świadczy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. dla osób, które nie mają wiele wspólnego z fitnessem, siłownią etc waga jest wyznacznikiem wszystkiego. wystarczy przeczytać komentarze na różnych portalach jak się panienki licytują ile która waży przy jakim wzroście ;) jak jakaś napisze, że założmy ma 65kg/170cm to wyzwą ją od grubasek niezależnie czy ta dziewczyna może jest zwyczajnie wysportowana albo po prostu ma taką budowę, że waży więcej niz wygląda. powyższe dane nie moje, ale tez mam tak, że waże 10kg więcej niż ludzie mi dają (przygode z fitnessem zaczęłam stosunkowo niedawno więc to nie dodatkowa góra mięsni;), także wole nie mówić nikomu, bo pewnie każda życzliwa "szczupła" koleżanka stwierdziłaby nadwagę.

    OdpowiedzUsuń
  12. P.S. Bardzo lubię Twojego bloga, masz takie zdroworozsądkowe podejście. Poza tym uwielbiam Twoje przepisy! Jakiś czas temu zaczęłam bardzo dbać o swój jadłospis, ale standardowe duszone indyki wychodziły mi strasznie mdłe i powoli zaczęłam się zniechęcać. Na szczęscie odkryłam Twojego bloga i teraz moim numerem jeden jest przepis indyk z gorgonzollą i brokułami, a także indyk z mieszanka chińską i curry. W tym tygodniu kupiłam ciecierzycę i przymierzam się do tej pizzy ;) Czekam na więcej przepisów! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. To pewnie wszystko przez te wzmianki w brukowcach "schudla 10kg! jak to zrobila?" itp... Poki sie spoleczenstwo nie wyedukuje, na wlasna reke szukajac informacji, trzeba sie uzbroic w cierpliwosc :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Społeczenstwo sie nie wyedukuje. Do tego trzeba dorosnąć. Dopoki nie masz jakiegoś dłuższego stażu w szerokopojetym dążeniu do bycia fit, mogą Ci mowić milion razy, że waga nie ma znaczenia. Nie dotrze, dopoki sama sobie tego nie uswiadomisz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Sama zawsze powtarzam, że to wygląd się liczy a nie kilogramy, ewentualnie centymetry jeśli już ktoś musi obserwować własne efekty. Ale do ludzi nie dociera, im nie wytłumaczysz, już nawet przestałam się starać. Jak słyszą że waże 48kg (mam 160cm) to wszyscy mówią "wow", tylko nie biorą pod uwagę, że moje ciało z różnych przyczyn, nie wygląda tak jak bym sobie tego życzyła, mam za dużo tłuszczu a za mało mięśni. Kilka lat temu ważyłam tyle samo, a wyglądałam zupełnie inaczej, dużo lepiej, mam nadzieje że uda mi się do tego wrócić ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. jakby te dwie cyferki były co najmniej na czole wypisane... też tego nie rozumiem... ja przestałam sie ważyć i zaczełam patrzec w lustro i na walsne samopoczucie, to jest teraz najwazniejsze a nie jakis dwa numerki na wyswietlaczu wagi.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bo jej przyszły mąż będzie musiał ślub z wagą brać :D. Niepoważna dziewczyna ;).

    OdpowiedzUsuń
  18. Moja waga służy jedynie do zbierania kurzu ;)
    Myślę, że nie powinnaś odpisywać miło i żartobliwie, tylko zdecydowanie i dosadnie, może wtedy "miłośniczki wagi" zrozumieją co masz na myśli.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ważenie obowiązkowe w podziemiach Rynku na wielkiej wadze! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Popieram Cię w całej rozciągłości :) Tak naprawdę waga wcale nie mówi prawdy o sylwetce. Liczą się mięśnie, które ważą, a które zdecydowanie dobrze jest wypracować, by mówić o smukłej figurze :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zdecydowanie trzeba się mierzyć, a nie ważyć. WAGA do kosza!
    Zapraszam: http://justbreathexxx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. ooo tak - Mamma Mia w Krakowie rewelacyjne! :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!