09.05.2013

Jak ja się cieszę, że nie muszę ćwiczyć

Mam ostatnio nastrój na przemyślenia. Nawet bardzo. Może dlatego, że dużo jeżdżę i w pociągu czy samochodzie różne myśli przychodzą mi do głowy po prostu patrząc się przez szybę, a może dlatego, że spotykam wiele różnych osób, które mówią mi wiele różnych rzeczy. Te wypowiedzi coraz częściej mnie szokują.

Staram się być wyrozumiała i szanować osoby, które nie lubią sportu. Ja nie lubię chodzić do fryzjera, one mogą nie lubić sportu. Mogą, mogą, mogą... Nie, nie mogą. Do cholery, nie jestem wyrozumiała i nigdy nie będę. Zauważyłam to dopiero niedawno, kiedy koleżanka widząc mojego bloga (nie chodzę z tabliczką na czole, że go prowadzę) powiedziała mi "dobrze, że ja mogę jeść tyle słodyczy i nie muszę ćwiczyć tak jak Ty [w domyśle: w ogóle nie ćwiczyć]". Dobrze? Dobrze?! Co jest w dobrego?! To, że jest już insulinoodporna i że jest na najlepszej drodze do cukrzycy?!

Chciałabym kiedyś zrozumieć co jest do "nielubienia" w sporcie. W pełni rozumiem, że ktoś nie lubi trenować tyle co ja, że nie lubi się katować, że nie lubi gier zespołowych albo sportów indywidualnych. Ale sport jest tak szeroką dziedziną, że można znaleźć coś dla siebie w każdym wieku, o każdych predyspozycjach, zasobach finansowych i określonej liczbie wolnego czasu. Pomijam, że do szału doprowadzają mnie dziewczny, które boją się spocić, uderzyć albo (co gorsza) przewrócić. Czy te same dziewczyny ani razu nie pomyślały, że grające (i nawet drące się) tenisistki, siatkarki plażowe czy inne zawodniczki są milion razy seksowniejsze od nich leżących plackiem na plaży albo leżaczku?

źródło

Zapytano mnie, dlaczego ja właściwie tak lubię sport. Pierwsze co mi przyszło to to, że jest to jedyny moment, kiedy zapominam o wszystkim. Obojętnie jakie bym miała problemy, znikają one natychmiast chociaż na tę krótką chwilę treningów (i snu - dlatego uwielbiam spać ;)). Gdy dodamy do tego aspekty zdrowotne, wizualne i siłowo-wydolnościowe, wydaje się, że jest to najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. Tylko dlaczego tyle osób poświęca go na rzecz plotek albo innych nieznanych mi aktywności? Zamiast plotkować idź potrenuj - będziesz lepiej wyglądać niż ta chuda lafirynda zanim się obejrzysz ;)

47 komentarzy :

  1. ostatnio na mój zapał do sportu i codzienne treningi usłyszałam nastepujący odzew znajomej: "ja nie ćwiczę i moje ciało od lat wygląda tak samo, ergo, od lat tak samo dobrze"... powiedziała dziewczyna, która gdy macha ręką w wieku 30 lat, macha nim czyt. ramieniem jak motyl i to nie jest luźny biceps ;) okrasiła tę wypowiedź jeszcze kilkoma innymi bluźnierstwami, ale zbyt szanuję swój święty spokój by do tego wracać.

    Też nie jestem zbyt wyrozumiała, obawiam się

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie sport nigdy nie był niczym fajnym bo źle jest wprowadzany w szkole. Zawsze byłam tą gorszą bo rodzice moich rówieśników jeździli z nimi na narty, baseny i inne takie kiedy ja nie miałam wcale styczności z jakąkolwiek formą aktywności fizycznej. Będąc w takim otoczeniu zniechęciłam się bo niestety czułam się fatalnie i zawsze na ostatnim miejscu. Nikt mi przez całą szkołę, łącznie z liceum, nie powiedział, że mogę być gorsza byle żebym miała z tego satysfakcję. Nikt nie pomagał mi nauczyć się gry w siatkówkę ani robienia przewrotów. Zamiast tego dostawałam 3. Moja niechęć do sportu była mocno zakorzeniona, dopiero niedawno odkrywam go na nowo ale nadal mam uprzedzenia. Także myślę, że są pewne rzeczy, których można w sporcie nie lubić. A co do dziewczyn, które mówią "dobrze, że nie muszę tyle ćwiczyć co ty" to też dopiero niedawno zrozumiałam, że z daleka wyglądają one na szczupłe a z bliska ich ciało jest mało jędrne i wcale nie jest takie jakim się wydaje. Przestałam więc im zazdrościć (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polać Grejfrutowi! też tak miałam, w podstawówce same 3 z wfu bo nie lubiłam biegać i grać z zbijaka. I kombinowałam byle tylko tego wfu uniknąć.. a jak poszłam do liceum [zbiegło się to w czasie z początkiem pokracznych treningów siłowych], nagle okazało się że jestem zajebista i miałam 6, a wf stał się ulubionym przedmiotem ;)

      Usuń
    2. To jest błędne koło. Dziecko nie lubi wfu, rodzic pisze mu zwolnienie i tak stajemy się grubym i niezdrowym społeczeństwem. Szkoła nie pokaże wszystkiego - kogo zachęciła do matematyki, historii? To samo jest ze sportem - moim zdaniem to rodzice powinni dawać dobry przykład (a do tego wcale nie trzeba nakładów finansowych tylko czasu).

      Usuń
    3. Masz rację. ja tak samo miałam z wuefem. I niestety też uważam, że jak ktos ni lubi sportu i jeszcze gada ze to dla idiotów i niedowartościowanych ludzi to mam ochote sprzedać mu liścia ;]

      Usuń
    4. Moja mama nie uprawia żadnego sportu więc przykładem dla mnie w tej materii niestety nigdy nie była. Na wf chodziłam pomimo tego, że był to najmniej lubiany przeze mnie przedmiot. Teraz staram się uprawiać sport więc nie zniechęcił mnie na zawsze ale nie będę ukrywać, że był to dla mnie stracony czas bo tak jak pisałam - nikt mnie nigdy nie nauczył gry w siatkówkę, koszykówkę czy jakikolwiek inny sport zespołowy, jedynie nauczyłam się pływać bo jeździłam ze swojej szkoły na basen i tu mogę być wdzięczna, że tak się to potoczyło a nie inaczej. Nie zmienia to faktu, że oprócz basenu każda godzina wf była niewykorzystanym czasem a wystarczyłoby, żeby nauczyciel postarał się poświecić trochę czasu każdemu i chciał pomóc. Pamiętam na pierwszym roku studiów chodziłam na siatkówkę i żadna dziewczyna nie potrafiła grać, nauczyciel wychodził po około 10 minut a nasza gra polegała na udawaniu, że coś robimy. Także musi być jakaś dziura w tym systemie. I nie chodzi mi o to, że chcę się wyżalić bo dla chcącego nic trudnego (:

      Usuń
  3. Zgadzam się z komentarzem powyżej. Jako dziecko miałam nadwagę, dzisiaj mam żal trochę do rodziców, że nie zachęcili mnie do jakiejś aktywności. W szkole też każdy wuefista miał to gdzieś, zawsze czuła się najgorsza. Biegi na dłuższy dystans były katorgą, bo nie miałam po prostu siły. Na 100 metrów było spoko, bo wiedziałam, że chwila moment i po bólu. Z moim ciężkim tyłkiem nie potrafiłam stanąć na rękach czy zrobić przewrotu, okropnie się z tym czułam przez całą podstawówkę (potem urosłam i zgubiłam trochę kilogramów). Przez całą podstawówkę kazano mi grać w kosza, przez gimnazjum i liceum w siatkówkę. Nikt nigdy nie zapytał, co my byśmy chciały robić na wfie. A ja zawsze się czułam na wfie nieporadna i najgorsza. Teraz staram się trochę ćwiczyć w domu, ale nadal mam opory co do uprawiania sportu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrz komentarz wyżej :)

      Jest tyle sportów i tyle aktywności, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja też nie lubię ręcznej i kosza, kiedyś nienawidziłam biegać. Ale znalazłam coś co lubię i to robię.

      Usuń
  4. Szczupłe kobiety faktycznie często stronią od sportu. Po co maja ćwiczyć skoro nie muszą się odchudzć - myślą sobie. Straszna głupota. Czężko je zachęcić. Nawet jeśli wyciągne takową na krótki bieg to pojawia sie tylko śmiech i pytania typu: "Ty naprawdę chciałas biegac? Może pogadamy siedząc na ławce". Stasznie mi żal takich osób, bo nie wiedzą co tracą...

    OdpowiedzUsuń
  5. Od paru miesięcy mocno wystartowalam z cwiczeniami i lepsiejszym odzywianiem i w najwieksze oslupienie wprawiaja mnie komentarze na blogu, ktore brzmia mniej wiecej tak " uf dobrze ze cokolwiek jem i tak nie idzie mi w biodra" " ja na szczescie nie tyje bez wzgledu na jakosc i ilosc zjadanego jedzenia".
    kurcze czy ci ludzie mysla ze nigdy sie to na nich nie odbije..? jestes tym co jesz, wczesniej czy pozniej dobitnie sie o tym przekonasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marie, to chyba piszą najczęściej 20latki, które naiwnie wierzą, że zawsze tak będzie ;)

      Ja uwielbiam wszelką aktywność i tak sobie myślę, że gdybym miała wybierać najulubieńszą dla mnie formę sportu, to będzie to rower. Po prostu uwielbiam! Najbardziej dłuuuugie wyprawy za miasto. Jak cudownie się jeździ nad polskim morzem!

      Tak, rower to jest to (że zacytuję artystę ;))

      Usuń
  6. Zgadzam się z przedmówczynią - awersja do sportu kwitnie z każdym rokiem wfu w szkole, tak sądzę... Gdyby od małego były wprowadzane grupy tematyczne i dzieciaki miałyby szansę znaleźć "swoją" dziedzinę sportową, nasze podejście jako dojrzalszych ludzi, wyglądałoby inaczej.
    A co do sprawy, którą poruszyła Marie - niestety bardzo często dopiero ludzie zmagający się z problemami zdrowotnymi, nadwagą itp. uświadamiają sobie, jak ważna jest jakość tego, co wkładamy do ust. Jeszcze 2 lata temu sama marzyłam o tym, żeby móc jeść wszystko i nie tyć. A dopiero kiedy znajdziemy w sobie odrobinę silnej woli, zaczniemy żyć lepiej, jeść lepiej to widać różnicę. Jędrniejsze ciało, lepsza cera, lepsze samopoczucie... Po prostu ci ludzie żyją bez przekonania się o tym, o ile lepiej mogą się czuć sami z sobą, dzięki lepszej diecie i aktywności.
    I absolutnie zgadzam się z Twoją opinią - od kilku dni mam małego doła, ale dziś wyszłam pobiegać (wcześniej nie mogłam, bo miałam małe problemy zdrowotne) i w momencie o wszystkim zapomniałam, a po powrocie z biegu na moich ustach pojawił się pierwszy od 3 dni szczery uśmiech. Potem humor znów ciut podupadł, ale podczas biegu problemy nie istniały. Tak po prostu, to się dzieje samo. A spanie... mam taką samą opinię ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny tekst :) Co do słodyczy, nie mam pomysłu jak odzwyczaić mojego M, od jedzenia dużej ilości. (np. cała czekolada na raz.) Okey, święta nie jestem tez czasem zjem jakąś ilość, ale jednak staram się być asertywna.
    Jedną rzecz wymyśliłam - sama uczę się piec, jakieś mało wymagające słodkości, ale po prostu nie wiem jak mu delikatnie pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Ja bym chyba się nie wtrącała. Bardziej myślałabym o sobie i żeby nie jeść tego z nim.

      Usuń
    2. Miłość polega na dawaniu wolnosxi ale też na trosce o druga osobę, więc należy się czasem wtrącać. Chodzi o zdrowie kochanej osoby:). Z tymi wypiekami to.dobry trop, znalezx smaczne substytuty i mu podsuwac. Mój na szczesxie tylko w weekendy je słodycze, ale np.brownie z fasoli mu smakowalo!:)

      Usuń
  8. ćwiczę regularnie od roku- udało mi się zrzucić 6 kg albo i więcej - nie wiem dokładnie ile bo się nie ważę ale wszystkie moje spodnie są na mnie za duże..:) na lewo i prawo opowiadam dziewczynom -i nie tylko- o ćwiczeniach Zuzki itp. ale one wolą tylko narzekać, że są grube, że mają za grube uda, niż ruszyć dupsko i chociaż spóbować, przekonać się na własnej skórze. Przyznaję się bez bicia, że są dni, że nie znoszę ćwiczeń i rzuciłabym to w cholerę ale nie poddam się.
    Dziwi mnie Wasze podejście do osób, których nie kręci sport- mnie też nigdy nie kręcił ale po ciąży musiałam coś ze sobą zrobić. I zazdroszczę osobom, które nie muszą ćwiczyć - ja to lubię ale ciężko zajmować się samemu całym domem, dzieckiem, które jest ciągle chore i starszym człowiekiem i jeszcze znaleźć czas na ćwiczenia. Róbcie swoje i przestancie narzucać swoją wolę innym. Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja cokolwiek komukolwiek narzucam? Jak nie lubisz to nie ćwicz. A to, że ja nie rozumiem, czemu tego nie lubisz to mój problem.

      Usuń
  9. Czuję, że upadam... ostatni miesiąc nie robię nic i już płaczę na widok zmian, które we mnie zachodzą, ale nie umiem nic z tym zrobić. Nie mogę ćwiczyć. Oprócz ogólnego bólu jest jakaś taka niechęć, której nigdy nie czułam a ćwiczyłam z wielką przyjemnością. Czym to może być spowodowane? Myślę o bieganiu, ale nawet to sprawia, że jest mi źle. Czy to może być jakiegoś typu wypalenie spowodowane codziennym ćwiczeniem?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze jak cwiczysz CODZIENNIE, to na pewno sie wypalilas...

      Usuń
    2. Zmuszaniem się i codziennym treningiem. Pamiętaj, że na początek taniec, jumba, joga czy cokolwiek jest dobre. Może nawet wcale nie przypominać sportu a robi swoje.

      Usuń
  10. ja tam uwielbiam sie pocić :) taka satysfakcja ze zrobilo sie cos dla siebie, i nawet przez chwile nie pomyslalam, ze trace czas na cwiczenia, to juz czesc dnia;p mimo ze cwicze dopiero troche ponad miesiac;p

    OdpowiedzUsuń
  11. I jeszcze dodam, ze nie ma nic piekniejszego od lekko muskularnego, napietego i zadbanego kobiecego ciala. To jest sexy! A nie flaki i tluszcz bez miesni. Zrozumienie tego zajelo mi troche czasu i to jest chyba normalne, ze dzieciaki i nastolatki nie mysla w kategoriach zdrowotnych i estetycznych. Skupiaja sie raczej na tym drugim i takie sa efekty. W-f w szkole jest nudny, jest meczarnia. My gralysmy w siatke cale gimnazjum i liceum (co mnie nie przeszkadzalo, bo to moj ulubiony sport). Jakas roznorodnosc jednak by sie przydala...

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam 24 lata i dopiero niedawno szczerze polubiłam sport. Właśnie ze względu na to, o czym napisałaś w ostatnim akapicie - sport pomaga zapomnieć o problemach. Jeśli ćwicząc jestem w stanie myśleć, jest to dla mnie znak, że nie staram się wystarczająco :) Kiedy muszę sobie zafundować reset, włączam Insanity lub najcięższy z poznanych przeze mnie treningów Zuzki - ZWOW 18.
    Jestem pewna, że moje wcześniejsze negatywne nastawienie wyniosłam ze... Szkoły. Tak, tak... Jak na złość w gimnazjum i liceum byłam zmuszana do próbowania swoich sił w dyscyplinach, które kompletnie mi nie leżały. Niby jak miałam podnieść swoją samoocenę i polubić aktywność fizyczną, skoro przez 6 lat nie zdołałam opanować dwutaktu, nie umiałam przebiec jednego okrążenia bez zadyszki, a podczas podziału na drużyny przed meczem siatkówki, zawsze byłam wybierana jako ostatnia? Do szału doprowadza mnie to, że niektóre laski mogą za przeproszeniem wpieprzać ile chcą, a ja muszę uważać na to co jem, mogę ćwiczyć nie wiadomo ile, a i tak nie będę chuda jak patyk, jednak w chwilach kryzysu myślę sobie, że wolę być napakowana i jędrna niż chuda i sflaczała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spójrz na swoją sytuację z innej strony (ja jestem w tej samej pozycji, tak na marginesie mówiąc)... Te wszystkie osoby, które 'wpieprzają' dużo niezdrowego jedzenia i wyglądają szczupło, mają przeważnie dużo wiscelarnego tłuszczu, który jest chyba tym najniebezpieczniejszym. Pomimo, że tego nie widać, mają wysoki wskaźnik tłuszczu w organizmie w porównaniu do mięśni. Za to osoby takie jak ja i Ty, przez to że muszą dbać o siebie i uważać, co wkładają do buzi będą zdrowsze z lepszą kompozycją ciała w dłuższej perspektywie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;-) A tamte "szczupłe" osoby za 10, może 20 lat będą mieć nie lada problem aby utrzymać dobrą figurę, gdy ich metabolizm znacznie spadnie i tym trudniej będzie im się przestawić na zdrowszy tryb życia.

      Usuń
  13. Może takie osoby po prostu nigdy nie próbowały? Oczywiście nie mam tu na myśli zajęć szkolnych, bo te wołają o pomstę do nieba... Ja odkąd postanowiłam, że zacznę regularnie ćwiczyć, żeby coś zmienić w sobie, na początku tego nienawidziłam (uwielbiałam jedynie tańczyć i chodziłam na takie zajęcia) i też myślałam, że gdybym była naturalnie szczupła, nie musiałabym się katować - teraz nie wyobrażam sobie życia bez aktywności fizycznej...

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie sie wydaje, ze nasze podejscie do sportu czesto rodzi sie juz w dziecinstwie ( z reszta tak jak wiele innych nawykow i zachowan). Moj Tata jest sportowcem, wiec w naszym domu od malego jezdzilo sie na nartach, na rowerach, plywalo, gralo w tenis i wiele innych. To po prostu byla forma spedzania czasu z rodzina. I tak juz zostalo. Uwielbiam sporty outdoorowe, kocham snowboard, plywanie, bieganie, nie jest to dla mnie meczarnia a relaks plus obcowanie z natura.

    OdpowiedzUsuń
  15. owszem, nie musi, nikt jej do tego nie zmusi, ale na pewno jej ciało z jej wagą nie będzie wyglądało tak atrakcyjnie jak dziewczyny o takiej samej wadze i wzroście uprawiającej sporty, jedzenie słodyczy nie zagwarantuje jej wiecznie sterczących pośladków czy piersi, a tylko pozornie płaski brzuch, bo wystarczy, że coś więcej do niego wrzuci a już staje się balon, bo mięśnie nie są wstanie tego utrzymać, bo mięśni po prostu jako takich brak...

    ja tam lubię ćwiczyć, nieraz zazdroszczę tym szczupłym z natury, bo też bym chciała zjeść coś extra, zjem - a później poćwiczę i nie umrę;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale dlaczego po prostu nie mozesz zaakceptowac, ze ktos sportu nie znosi, nie chce uprawiac, nie chce sie pocic i przewrocic? Nie rozumiem tej dziwnej nagonki na dziewczyny, ktore sa chudne albo (skinny fat) chca takie byc to ich sprawa...
    Albo kilka komentarzy nizej " Stasznie mi żal takich osób, bo nie wiedzą co tracą..." zal? Dajcie spokoj, niech kazdy robi co chce i jak chce. Po co wlazic ludziom z butami w ich zycie, jesli ktos chce sie zainteresowac sportem to znajdzie swoja droge i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akceptacja a zrozumienie to dwie różne rzeczy. Akceptuję to. Nie mam zamiaru mówić innym, co jest dla nich dobre. Nie rozumiem jak można nie lubić sportu i to mój problem, a czy ktoś go uprawia czy nie to jego/jej sprawa.

      Tak samo nie rozumiem jak ludzie nie potrafią korzystać z komputera (np. podczas studiów gdy mamy laboratoria na komputerach), ale jak mnie poproszą, to im to tłumaczę i m. in. dzięki mojej pomocy zaliczają. Chyba dobrze wyjaśniłam :)

      Usuń
    2. Oczywiscie, ze akceptacja a zrozumienie to dwie rozne rzeczy, myslam, ze z akceptacja tez masz problem :P
      pozdro :)

      Usuń
  17. Ech, coś w tym jest. Ja nie uprawiam sportu wcale, bo nie umiem znaleźć na niego czasu i ciągle to odkładam. Bardzo lubię biegać, ale ostatnio skupiłam się na czym innym: włosach, dobrym jedzeniu, prowadzeniu domu, etc.

    Dodam, że jestem dość szczupła i mogę jeść dużo, no ale do ideału mi daleko. Dzięki za motywację:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedyś z zazdrością patrzyłam na takie dziewczyny, bo jak to ja muszę się katować a ona może ciągle coś jeść. Na szczęście teraz patrzę na to zupełnie inaczej i to one mogą mi zazdrościć :D

    OdpowiedzUsuń
  19. hej, nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale właśnie tego nie rozumiem...piszesz, że trenujesz siatkówkę od dawna, czyli można powiedzieć, że zawsze byłaś w sporcie, zawsze się ruszałaś, a tu jakoś kilogramów przybywało...w sensie miałaś ich więcej zanim wziełaś się za treningi siłowe i inne. no to skąd te kilogramy, skoro cały czas trenujesz i jesteś wysportowana? czy sport nie wystarcza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest napisane w dziale "o mnie", że przestałam trenować. Do tego bardzo źle jadłam i przybyło.

      Usuń
  20. A ja myślę, że każdy jest inny. Jeden lubi marchewkę, inny jej nie znosi. Jeden lubi drinki, drugi czystą wódeczkę. Jedni lubią techno, inni muzykę klasyczną. Jedna dziewczyna lubi sport, inna nie.
    Każdy dorosły człowiek ma prawo do własnego zdania, Ty również, Twoja koleżanka też.
    A pisać na temat swojej koleżanki na blogu, to według mnie niegrzeczne.Mogłaś jej to powiedzieć osobiście. Jak ona się poczuje, gdy to przeczyta?
    Lubiłam Twojego bloga za pewien luz i to, że czuć było w nim pasję.
    Ale po tym tekście chyba nie będę już tu tak często zaglądać...
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że powiedziałam jej osobiście. Rozmowa z nią była tylko pretekstem do przemyśleń i potem przelania ich na bloga.

      Nie chcesz, to nie trenuj i nie chcesz, to nie czytaj. Proste. :)

      Usuń
  21. propsy za artykuł Gocha! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Sport jest zajebisty, plażówka tym bardziej! :D

    P.S. Do zobaczenia na plaży. :*

    OdpowiedzUsuń
  23. W jakiś sposób zawsze staram sie zarazić ludzi sportem, ale nie zbyt często mi sie to udaje. I wiesz co, daje sobie spokój. Po co mam sie męczyć, opowiadać im jak to na siłowni jest fajnie, ze kobieta podnosząca cos wiecej niż różowe hantelki- nie bedzie od razu wyglądała jak kulturysta. Dałam sobie spokój. Stwierdziłam, ze najważniejsze jest to, ze osoba z która chce dzieli swoje zycie- ćwiczy razem ze mną i to najważniejsze!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Pewnie ,że lepiej być szczupłym i zgrabnym bez ćwiczeń (znam takie dziewczyny i wcale nie są sflaczałe) ;)
    Nie wiem czy miałabym motywację do ćwiczeń gdybym była bardzo szczupła. Pewnie, że sport jest przyjemny, ale żeby się dowiedzieć trzeba najpierw spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Hmmm, ja na przykład bardzo zazdroszczę dziewczynom, które są szczupłe z natury. Znam taką, która ma po prostu perfekcyjne ciało, jędrne i zgrabne, jest mega szczupła, a brzuch ma tak płaski i umięśniony, jakby robiła miliard ćwiczeń dziennie- tymczasem ona nigdy nie ćwiczy i je co chce. Wiem, że ja, mimo że codziennie biegam i ćwiczę, i uważam na to co jem, nigdy nie będę tak wyglądać... Prawda jest taka, że gdyby od leżenia na kanapie i jedzenia czipsów miało się fajną figurę to 99% z nas zrezygnowałaby bez żalu z "ukochanego" sportu.
    Oczywiście, nie ma co narzekać, trzeba starać się wyglądać jak najlepiej się da w miarę własnych możliwości- ale nie udawajmy, że nie zazdrościmy takim dziewczynom. Wszystkie im zazdrościmy! Pozdrawiam, Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie im zazdrościmy? Polecam przestać myśleć schematami.

      Usuń
  26. to co napisałaś w 100% się pod tym podpisuję

    OdpowiedzUsuń
  27. Czasem zastanawiam się czy Ci ludzie, którzy tak mówią w ogóle włożyli choć trochę wysiłku w to aby znaleźć sport, który sprawia im przyjemność.
    Nigdy tego nie pojmę, jak można nie lubić sportu!
    Na szczęście nie muszę słuchać takich komentarzy, bo otaczają mnie ludzie, którzy sport lubią albo przynajmniej nie wyrażają żenujących opinii na ten temat, bo nie wiem jak bym zareagowała.

    Sama sport zawsze uwielbiałam. Miałam mały zastój po studiach - gdzie ten sport trzeba było nagle zacząć sobie samemu organizować, ale teraz wróciłam na tory ze zdwojoną siłą. Co prawda walczę chwilowo z malutką kontuzją kręgosłupa, ale staram się znaleźć aktywność, na którą owa kontuzja mi pozwoli. Bez tej aktywności czuję się po prostu beznadziejnie!

    Nawet mój rehabilitant widząc stan mojego kręgosłupa - poważne skrzywienie (w zasadzie od małego) - powiedział - SPORT !!! SPORT i jeszcze raz SPORT! jeśli w ogóle chcę chodzić w starszym wieku. Tak że te osoby nielubiące sportu albo zbyt leniwe aby go polubić mogą sobie nawet nie zdawać sprawy - że sport to nie tylko po to aby mieć ładną sylwetkę, ale żeby mieć zdrowie !

    OdpowiedzUsuń
  28. też nie rozumiem osób, które nie uprawiają sportu. A nie musieć ćwiczyć - wszystko do czasu...
    W książce Murakamiego "O czym mówię kiedy mówię o bieganiu" autor napisał, że jest wdzięczny losowi za to, że jak to określił -"ma skłonności do tycia", bo bez tego nigdy nie zacząłby biegać, nigdy nie przeżył by tylu maratonów, triathlonów, nie byłby tym kim jest teraz, poza tym byłby w kiepskiej formie zdrowotnej. Myślę, że jest to świetne podejście :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!