20.02.2013

Dlaczego namawiam Was do grzechu?

Powoli wracam do normalnego życia, ustalenie planu na dwóch kierunkach to niezła i wciągająca zabawa, więc może jeszcze chwilkę potrwać póki wyszukam jakieś ciekawe treningi. Nie chcę już Was bombardować Zuzką (mimo, że jej treningi bardzo mi leżą), bo opisów ZWOWów roi się w sieci a zwolennikiem powielania nie jestem.

Dzisiaj chciałam (po raz kolejny) opisać moje nastawienie do żywienia i diety, tym razem pod kątem grzechów, śmieciowego jedzenia czy cheat mealów. Dostaję od Was pytania jak często sobie pozwalam na odstępstwa od diety i czy w ogóle sobie pozwalam. Dlatego będąc w Szkocji pocykałam trochę zdjęć, żebyście zobaczyły, że moje jedzenie idealne nie jest i nie będzie. (Oczywiście tam jadłam więcej niezdrowego, jak to na urlopie.) Tak samo jako moje ciało czy trening. Dlaczego? Bo ludzi idealnych po prostu nie ma. Staram się robić wszystko najlepiej jak potrafię, ale tak samo jak zdarza mi się zjeść rzeczy niezdrowe (mniej zdrowe?) tak samo zdarza mi się nie trenować (w zeszłym tygodniu zrobiłam tylko dwa treningi) albo zdarza mi się zwyczajnie opieprzać na treningu. O ile sytuacje żywieniowe zdarzają się relatywnie często, o tyle sytuacje treningowe bardzo rzadko, bo trenować to ja wybitnie lubię :)

No więc dlaczego namawiam Was do grzechu? Nie jestem fanem standardowych gadek, że każdy jest człowiekiem i ludzką naturą jest grzeszenie, bo to znaczy, że nie mamy kontroli nad własnym życiem (i żarciem!) i zwyczajnie się usprawiedliwiamy. Gdy idę ze znajomymi na imprezę najpierw dziwią się, że zdarzy mi się zjeść chipsy, ale często też się dziwią, że zdarzy mi się nie zjeść i nie wypić nic (oprócz wody mineralnej). Reakcje ludzkie są różnorodne i nie polecam się nimi przejmować, kto ma Was akceptować i tak już dawno to zrobił, a kto nie i nie zamierza po prostu tego nie zrobi.

źródło

Do rzeczy. Bardzo lubię ten obrazek, bo oddaje on naturę sprawy. Z jednej strony widzę ludzi non stop jedzących fast foody, którzy w kontakcie ze mną zjedzą sałatkę i myślą, że są (prawie) fit. Z drugiej strony... jestem bombardowana pytaniami co jeść przed/po treningu, co ma ile kalorii, kto ma jakie zapotrzebowanie na co. Ludzie! Zacznijmy od tego, że wszelkie kalkulatory i wielkości podane w książkach i internecie są przybliżone, bo każdy ma inny metabolizm, organizm, poziom zdrowia i mnóstwo innych czynników, które determinują reakcje organizmu na poszczególne pokarmy. Sama podawałam Wam sposób liczenia kalorii, bo w momencie, gdy dopiero wkraczamy w świat "fit" czy zdrowego życia i potrzebujemy się zredukować, zwyczajnie musimy się czegoś złapać. Jednak po kilku tygodniach/miesiącach skrupulatnych kalkulacji przychodzi taki moment, kiedy nam się nie chce lub kiedy zaczyna się to przeradzać w obsesję. Wtedy trzeba kupić sobie lody albo chipsy czy kto tam jeszcze co lubi i zjeść, żeby sobie przypomnieć, że jesteśmy normalni i żeby jednocześnie na własnej skórze doświadczyć, że raz zjedzone świństwo nie spowoduje, że przytyjemy.

Jest to temat według mnie bardzo ważny, bo bycie fit czy bycie zdrowym to kwestia nie tylko zdrowia fizycznego ale także psychicznego. Nie uważam, że można być fit obsesyjnie martwiąc się o każdy centymetr czy kalorię. Oczywiście, nie można też być fit jedząc fast foody kilka razy w tygodniu. Ja jestem za zasadą 80/20 (80% zdrowego i 20% niezdrowego) lub 6/1 (6 dni zdrowego i jeden dzień niezdrowego). I znowu, nie liczę kurczowo procentów ani dni - jem jak mam ochotę a potem przez kilka kolejnych staram się uważać. Żadnej większej filozofii w tym nie widzę.

Możecie napisać, że nie mam idealnego ciała albo że jestem grubsza od Ewy Chodakowskiej lub innych in/thinspiracji. Co z tego? Ja doszłam do momentu, w którym podoba mi się moje ciało. Jeśli schudnę to się ucieszę, ale jeśli nie to nie umrę. Jeśli widzę, że lekko "puchnę" to przez tydzień uważam na to co jem i wracam do normalnej sylwetki. Bycie fit to droga, a nie cel. Tu nie są ważne wyścigi, czas czy porównywanie się z innymi. Najpierw przychodzi samoakceptacja a potem walka o figurę (którą i ja toczę pomimo tego posta :)), bo bez samoakceptacji żadna postać naszego ciała nie będzie nam odpowiadać.

Mam nadzieję, że mój przekaz jest jasny - nikogo nie namawiam do śmieciowego jedzenia, ale namawiam do słuchania swojego organizmu i niekatowania się! Jeśli chcemy zjeść coś słodkiego czy słoną przekąskę - to jemy, ale mamy świadomość, że już jutro nie powinnyśmy. Na dowód tego posta wczoraj o 22 zjadłam całą mleczną czekoladę z karmelem, o taką:


Jestem bardzo ciekawa Waszych komentarzy i odmiennego zdania. Możecie się ze mną nie zgadzać (lub zgadzać?) do woli.

PS. Przepraszam, za długiego posta, ale stęskniłam się za pisaniem :))


Podobne zdanie do mojego znajdzecie tutaj.

38 komentarzy :

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię Ciebie czytać, bo wieje stąd normalnością :)

    Długo zajęło mi doprowadzenie umysłu do stanu, o którym piszesz i nadal nie jest idealnie, ale idealnie pewnie nigdy nie będzie. Jakiś czas temu w komentarzach rozmawiałyśmy o modnym słowie FIT. Podobnie jest z tym "zdrowym odżywianiem". Uważam się za osobę, która je mądrze i rozsądnie, co rozumiem tak, że nie stołuję się w fast foodach, nie jem kupnych słodyczy, chipsów, nie objadam się noc, dużo trenuję, ale dbam o posiłki okołotreningowe, CO NIE OZNACZA, że jeśli w weekend mam ochotę na torciki bezowe, to ich nie zrobię, bo zrobię i zjem z bitą śmietaną :) Właśnie dlatego, że na co dzień jem rozsądnie, mogę częściej pozwolić sobie na szaleństwo, na spontaniczne jedzenie, na batona, piwo czy litr lodów krówkowych.

    Śmieszą mnie nastolatki FIT, czy też troszkę starsze dziewczyny FIT, które tłuszczu nie tkną, jedzą z zegarkiem w ręku zamiast z apetetem w głowie i wpadają w taką pętlę "zdrowego odżywiania", "bycia fit" itp.

    A tę czekoladę Galaxy gdzieś widziałam... Ale gdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie tylko śmieszą, ja się ich boję. Bo to się rozprzestrzenia jak jakaś fala. A ogólnie organizm zmuszany permanentnie do jakiegoś stanu będzie miał z tego więcej szkody niż pożytku. To jest życie i trzeba zmieniać złe nawyki w dobre, ale trzeba też dać sobie żyć. Równowaga złotym środkiem. Cieszę się, że Ty go znalazłaś.

      Czekolada że Szkocji :)

      Usuń
  3. U mnie dużym problemem jest brak samoakceptacji. Nie potrafię się zaakceptować, źle się ze sobą czuję i dlatego robię coś żeby poczuć się lepiej. Niestety mimo chęci ograniczenia mam spore i różnie wychodzi mi robienie ćwiczeń - czasem robię cały tydzień, a czasem mam dwu dniową przerwę i wtedy... już dostaje świra, że siedzę z tyłkiem i nic nie robię, a nie zrobię bo za bardzo źle się czuję.
    Jeśli chodzi o jedzenie, to też to wygląda inaczej, bo uwielbiam słodycze i mogłabym na nich żyć, ale jako że nie są dobroczynne dla nas, to tego nie robię. Jednak jestem na tyle uzależniona, że jadałam je codziennie (właśnie jestem w trakcie miesięcznego bana na słodycze). Dlatego też nie mogę nie robić czegoś wbrew sobie, bo może i z moją psychiką byłoby lepiej, bo robiłabym wszystko zgodnie z sobą, ale z drugiej strony gorzej, bo zaczęłabym tyć. I to takie błędne koło.
    Ciężko jest to pogodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do samoakceptacji, to pisała o niej np. Kama: http://to-be-skinnyy.blogspot.com/2013/01/samoocena-jej-zroda-i-kroki-do-zmiany.html?m=1. Ja co prawda psychologiem nie jestem, ale bardzo chętnie Ci pomogę, jeśli napiszesz mi maila.

      Do słodyczy, to miałam podobną sytuację i radzę Ci zmienić wszystkie słodycze na miód, suszone i świeże owoce oraz gorzką czekoladę i orzechy. Jeść ich tyle ile Ci pasuje, potem organizm sam zmieni smak i się przestawi. Ja tak robiłam i działało, potem miałam problem z ilością, ale jak przyszła samoakceptacja to ilość też przestała być problemem.

      Usuń
    2. Bardzo Ci dziękuje za podrzucenie bloga Kamy, mam nadzieję, że uda mi się zastosować do jej rad.
      Jestem właśnie na etapie zmieniania słodyczy na świeże i suszone owoce, ale one też są kaloryczne i włącza mi się tu znak stopu: "Czy powinnaś jeść kolejnego daktyla? Nie za dużo?".
      Na pewno się odezwę. :)

      Usuń
    3. No i co z tego, że są kaloryczne? Te kalorie i tak i tak zjadasz. A tak do dostarczysz przynajmniej witamin.

      Usuń
  4. Myślę że masz bardzo zdrowe podejście, a właśnie o takie jest najtrudniej. Dbając o dietę łatwo popaść w przesadę...

    OdpowiedzUsuń
  5. jak powtarzam to mojemu facetowi- że zmuszanie mnie do jedzenia tylko żeby zdrowych tylko pogarsza sytuację. Bo moja potrzeba złamania zakazów tylko rośnie, a później ciężko mi się opanować.
    Lubię takie zdrowe podejście. Diety są dla ludzi, a nie znam ludzi, którzy zawsze w 100% trzymają się postanowień.
    Będę zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiało normalnością :) Piszesz mądre rzeczy, które traktują szeroko pojętą dietę jako coś najnormalniejszego w świecie. Zdrowe odżywianie się i podchodzenie do jedzenia normalnie daje porządne efekty a nie głodówka i wyrzekanie się wszystkiego co niezdrowe. Gdyby wszyscy do tego tak podchodzili nie byłoby otyłości i nadwagi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu miałoby wiać ode mnie nienormalnością? :)

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą w pełni, choć w mojej praktyce wygląda to nieco gorzej i wcale o tym nie świadczy. Do bycia w takiej formie jakiej jestem teraz doprowadziło mnie mnóstwo czynników i wydarzeń m.in. życie sportowca, koniec życia sportowca i niemoc pogodzenia się z pogorszeniem metabolizmu, aż do bulimii włącznie. Nie ma tu żadnego powodu do dumy, a bez wnikania w szczegóły stan do jakiego się doprowadziłam już na zawsze odbił wyraźny ślad w mojej psychice i to właśnie on jest głównym problemem w dzisiejszym podchodzeniu z dystansem do niezdrowego jedzenia. To, co pozostało to ogromne wyrzuty sumienia po zjedzeniu wszelkich 'zakazanych rzeczy', jeszcze do niedawna kończące się autodestrukcyjnymi myślami na swój temat. Byłam słaba, może trochę głupia, ale małymi kroczkami z tego wyszłam (wychodzę?), choć przemawianie sobie do rozsądku wcale do najłatwiejszych nie należy. Dlatego uczmy się na moim przykładzie i nie zabraniajmy sobie jeść czasem tym złych i strasznych rzeczy, bo od wyrzutów sumienia przeważnie się zaczyna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten blog jest skierowany do dużej ilości osób i niestety muszę przez to generalizować. Twój przypadek jest indywidualny i wszystkie takie osoby zachęcam do kontaktu mailowego, jeśli tego potrzebują.

      Usuń
  8. Zazdroszczę takiego podejścia. Bo wiem, że jest dobre ale niestety z zastosowaniem go w życiu jest gorzej. Kompleksy od dziecka, próby schudnięcia, różne etapy życia od najzdrowszego do najgorszego... To wszystko sprawia, że trudno znaleźć swój złoty środek. Ale podobno przyzwyczajenie to druga natura, więc przyzwyczajam się do zdrowej normalności aż stanie się to moją drugą naturą;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak odpowiedź wyżej, zapraszam do kontaktu mailowego, jeśli chcesz porozmawiać :)

      Usuń
  9. Wiesz, że ja sie z Tobą zgodzę w 100% :) I w sumie to mnie ubiegłaś, bo miałam napisać posta na ten sam temat. Wczoraj obejrzałam sobie dokument na HBO "Obywatele XXL" i mnie natchnęło, ale byłaś pierwsza ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go nie oglądałam, ale jeszcze nic straconego, przecież też możesz o tym napisać tylko ze swojej perspektywy :)

      Usuń
  10. Nie będę oryginalna - również zgadzam się z tobą :) Dla mnie bardzo ważne jest słuchanie własnego organizmu. Jeżeli mam ochotę na warzywa to jem warzywa, a jeżeli na jedzenie w McDonalds no to czasem sobie na to pozwalam. Pamiętam jak w wakacje po 30km trasie na rowerze bardzo zachciało mi się frytek :) Niezrozumiałe jest dla mnie natomiast zachowanie osób, które chcą być bardzo FIT i ciągle żywią się ziarenkami, otrębami itp. Oczywiście sama dużo ich jem, ale bez przesady - samymi ziarenkami człowiek nie żyje ;) DOSŁOWNIE, bo co to za życie na samych ziarenkach :D Totalną głupotą jest dla mnie również kupowanie ,,na siłę" (bo zdrowo) owoców takich jak truskawki zimą w supermarketach. Brrrr.. aż mi się niedobrze robi.

    Co do owoców i warzyw przypomniał mi się moment z mojego dzieciństwa (byłam uczulona na pestycydy, sztuczne nawozy itp.). Mój tato kupował warzywa i spytał się pani czy te warzywa są sztucznie nawożone. Ona: Nie wcale nie, świeże, zdrowe! To on wtedy powiedział, że to dla córki, a ona jest uczulona. Ona: Oj to może lepiej nie... Do dziś kiedy to sobie przypominam śmiać mi się chce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie jeśli chodzi o jedzenie owoców, to gdzieś mi sie obiło o uszy, że najlepiej jest jeść te, które występują w strefie klimatycznej, w której mieszkamy :) I te sezonowe. Ale oczywście nie znaczy to, że nie będę jeść pomarańczy itp.

      Usuń
    2. Mary :): Ech to jest typowe kłamstwo, dla mnie bardzo charakterystyczne dla Polski. W Niemczech jak się zapytałam w piekarni czy mają pełnoziarniste bułki, to pomimo, że wszystkie były ciemne, to babka powiedziała "niestety nie, tylko chleby". Nienawidzę zdobywania klientów, przyjaciół czy czegokolwiek (w tym czytelników mojego bloga) kłamstwem. W ogóle nienawidzę kłamstwa.

      roodah: Słyszałam tą teorię. Jednak niezbyt się do niej stosuję, bo po pierwsze jesteśmy już tak przyzwyczajeni do różnorodności, że ja nie potrafię z tego zrezygnować a po drugie jestem sceptyczna jeśli chodzi o takie teorie.

      Usuń
  11. Ja uwielbiam jeść chce odzywiać się zdrowo i nie zwariować;)

    OdpowiedzUsuń
  12. jakie kierunki studiujesz;)??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyłam informatykę (inż) i równolegle studiuję zarządzanie. Studiów magisterskich ujawniać póki co nie chcę, bo nie wiem, czy je w ogóle skończę.

      Usuń
  13. przeczytałam, przyjęłam do wiadomości, rozumiem i akceptuję, ale na mnie to nie działa, takie grzeszenie od czasu do czasu, niszczy wszelkie do tej pory osiągnięte sukcesy, może bardziej nie działa powstrzymanie się i jednodniowy wybryk, bo jak już wpadam w fale niezdrowego żarcia tak ciężko mi się odkopać, tu ciasteczko tu drink a zaraz sięgnę po pizzę i to całą...

    ale tak jak piszesz znam już swój organizm na tyle, że wiem co muszę robić by zbęde kg zrzucić i wyglądać jak człowiek (według moich oczekiwań oczywiście) - więc wtedy trzymam się tych wytycznych ile gram czego to ja mam zjeść... taka kontrola pozwala mi na zobaczenie błędów jakie do tej pory popełniałam np. za duże porcje, za częste jedzenie, nocne jedzenie... bo ja na ogół jadam zdrowo tylko za dużo - bo kocham jeść;p
    mam nadzieję, że rozumiesz mój punkt widzenia

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozumiem Twoją sytuację, bo sama tak miałam i czasami mam. Może to wynikać z niedojrzałości i/lub problemów emocjonalnych albo po prostu z charakteru. Nie zmienia to jednak sytuacji, że od czasu do czasu opuszczasz pasa i pozwalasz sobie by potem wrócić do restrykcji. Na przestrzeni całego życia moja strategia wydaje mi się jednak lepsza.

    I cieszę się, że piszesz. Lubię dyskutować z ludźmi i słuchać odmiennych poglądów niż moje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm problemów emocjonalnych nie mam, nigdy nie zajadałam stresów, nie czuję takiej potrzeby, po prostu ciężko nie raz się pilnować, gdy gotuje się nie tylko dla siebie ale i męża, oraz spotkania ze znajomymi nie przyjają dietą, przez co na przestrzeni 6 lat przybyło mi 8 kg, których chcę się pozbyć... nigdy też nie miałam nadwagi więc u mnie to bardziej chodzi o to by dobrze się czuć w swoim ciele;)

      Usuń
    2. Rozumiem :) Po prostu lubisz jeść ;)

      Jak pisałam wyżej, ten post jest pisany dla więcej niż jednej osoby i musi tu być pewna generalizacja.

      Usuń
  15. niedawno trafiłam na twojego bloga... i mam pytanie czy zależy ci na chudnięciu czy tez rzeźbisz swoje ciało łącząc to ze zdrową dietą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy mi na minimalnym schudnieciu, ale to nie jest moim priorytetem. Chcę rzeźbić ciało i nie pogarszać jego stanu. Do tego chcę być silniejsza i bardziej wydolna.

      Usuń
  16. Ten post jest jak najbardziej ważny i zgadzam się całkowicie, z tym, co mówisz. Też wyznaję zasadę 80/20 (lub czasem 90/10) ale przyznam się szczerze, że są momenty w których dochodzę do pewnych paranoi i boję się zjeść nawet te 20% niezdrowego czy też "śmieciowego" jedzenia. Z drugiej jednak strony, kompletnie naturalną reakcją organizmu na ograniczenie słodyczy wszelkiego rodzaju razem z "fastfoods" jest... brak chęci ich jedzenia. Jestem na takim etapie, że zwyczajnie nie mam potrzeby czy zachcianek jedzenia czekolad, ciastek, lodów. Alkoholu też nie piję, raczej sporadycznie (czyt. raz w roku :D). Są sytuacje, szczególnie przed okresem (ach te kobiece hormony!) kiedy czuję, że nie mam kontroli i wtedy jeden dzień zawsze wypada na taką "rozpustę". Ale nawet to nie sprawia, że sięgam po mleczną czekoladę, lody ze sklepu osiedlowego itd. Jak już MUSZĘ, to są to tylko produkty najwyższej jakości, tzw. "real deal" :) Ponieważ są one drogie, należycie je dawkuję i czczę :D W każdym razie, wiem jak łatwo jest popaść w paranoję zdrowego jedzenia, z tzw. cheat meals itd. Gdy zjemy raz w tygodniu pizzę, to to nie zmieni naszej sylwetki, ale gdy je się naprawdę zdrowo i ma się wyregulowany cukier to naprawdę ale nie ma potrzeby jedzenia nawet tej pizzy raz w tygodniu. Może w moim przypadku ludzie pomyślą, że jestem "ekstremalna", ale każdy reaguje i podchodzi do sprawy żywieniwej inaczej. Cokolwiek działa, sprawia, że się super czujesz - to jest recepta. Ja wiem, że aby być szczupłą, mieć nieskazitelną cerę i dobre zdrowie potrzebuję się angażować w 100% przez większość czasu. Takie mam geny i predyspozycje i już :) Bycie obciążonym genetycznie cukrzycą też w pewnym sensie motywuje. Nie wiem po co napisałam to wszystko, kogo to w końcu obchodzi? :D W kazdym razie, lubię zaglądać na Twojego bloga, ale to już pisałam ostatnio. Pozdrawiam gorąco i proszę, pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę późno Ci odpisuję, chyba nie ogarniam blogaska :D

      No więc uważam, że masz rację, sama kiedyś pisałam, ze zdziwieniem, że moje ulubione Haagen Dazs już tak dobrze nie smakują na zdrowej diecie :)

      Cieszy mnie to, że lubisz tu zaglądać! Ja lubię pisać ;)

      Usuń
  17. gratulacje, fitblogerko
    to co piszesz, jest tak bardzo rozsądne,że aż się krzywię na wspomnienie własnych urojeń w głowie
    indywidualne podejście do siebie i swojej figury oraz samoakceptacja jest szczytem moich celów, gratulacje z całego serca :)
    po 8 latach choroby, wyszłam z Anoreksji i osiągnęłam zdrową wagę
    umiem zjeść niektóre produkty, które są pustymi kaloriami
    nawet mogę iść z chłopakiem na pizzę! albo na wielką kawę z bitą śmietaną!
    rzadko się to zdarza, bo ściśle trzymam się określonych kategorii produktów
    ale niektóre paranoje mnie nie opuściły, nieraz nie zjem kolacji i już o 20-21 brzuch woła o pomstę do nieba, ale trzymam tak do rana
    tak być nie powinno - ale co można zrobić w tym przypadku?

    porównuję się do innych kobiet i pewnie tak będzie już zawsze, nigdy nie czuję się atrakcyjna na 100%
    ważę niewiele, bmi 17
    ostatnio porównywałam wymiary do osoby 15kg cięższej i różnica była 1-2 cm w biodrach, w tali 7 cm
    poczułam się bardzo szeroka..... i mnie to przyblokowało
    czy tak już będzie zawsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku kolacji można zjeść coś tylko białkowego - szybko się najesz i nie zwindujesz kalorii.

      Nie potrafię Ci powiedzieć, czy tak będzie zawsze. Twój wygląd to kwestia Twojej psychiki. Nie wiem czy po takiej chorobie nie powinien wkroczyć psycholog...

      Usuń
  18. A ja wlasnie skonczylam taka czekolade :D na dobranoc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wczoraj zjadłam, ale gorzką z karmelem :D

      Usuń
  19. " Bycie fit to droga, a nie cel. Tu nie są ważne wyścigi, czas czy porównywanie się z innymi." Tu często popełniam błąd, dzięki, że tak zwyczajnie i prosto go 'pokazałaś palcem' i dotarłaś do moich 'szarych komórek mózgowych'.
    Zmieniłam dzięki temu myślenie, dzięki ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju to super wyróżnienie! Cieszę się ogromnie!

      Usuń
  20. Grunt to nie dać się zwariować. Zapewne takie rygorystyczne przestrzeganie diety czy zasad zdrowego żywienia jest bardzo męczące. Każdy potrzebuje czasem odrobiny luzu

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!