29.11.2012

Cześć, jestem Gosia,

... jestem uzależniona od jedzenia*.

Myślałam nad napisaniem tego posta długi czas. Nie utyłam jakoś strasznie, a właściwie - nic nie przytyłam, ALE chciałabym schudnąć. Schudnąć, to znaczy uwidocznić mięśnie. A jedzenie jest przeciwko mnie. Chociaż, to wcale nie jedzenie jest przeciwko mnie, ale ja jestem przeciw sobie.

Po prostu jem za dużo. Za dużo, żeby zszedł mi tłuszcz. Oczywiście, kiedy piszę tego posta, wszystko się unormowało, ale podejrzewam, że znowu wróci. Nie do końca zauważam, czym to jest spowodowane. Obstawiam stres i cukier. Nie mam żadnego złotego rozwiązania, nie mam też planu ani celów. W ogóle, jestem przeświadczenia, że żadna różowa karteczka na lodówce czy tło pulpitu nie zmieni mnie, jeśli ja sama się nie zmienię.

To, co postanowiłam, to naprawić swoją psychikę. Przestałam liczyć kalorie i wyznaczać pory posiłków. Jem, kiedy jestem głodna i to, na co mam ochotę (ochota na niezdrowe rzeczy już dawno zniknęła). Mam wrażenie, że zaczyna to skutkować, zobaczymy jak będzie dalej. Postanowiłam też robić mniej więcej stałe porcje posiłków. Produkty sypkie odmierzam (50g dla makaronu, ryżu, owsianki itd), resztę daję mniej lub bardziej na oko. Tylko przy nowych składnikach sprawdzam kaloryczność, żeby mniej więcej się orientować. Z moją przemianą materii i tak mogę (i muszę) zjeść więcej niż przeciętna dziewczyna (i część mężczyzn).

Na stres nic nie poradzę. Ćwiczę i to na pewno zmniejsza napięcie.

Zmniejszyłam ilość słodkich rzeczy w mojej diecie. Wcześniej potrafiłam zjeść słodkie 3 na 4 posiłki teraz jest to jeden, maksymalnie 2 posiłki. Widzę, że to pomaga. Jeśli znowu się "zasładzam", przestaję kupować jakiekolwiek jedzenie o słodkim smaku i po detoksie wszystko wraca do normy.

Ostatnie, co mi przychodzi do głowy, to hormony. Przestałam brać tabletki anty i mój organizm trochę zwariował. Teraz odkręcam to innymi tabletkami, za dwa tygodnie ma się unormować. Miejmy taką nadzieję.

*miało być "jem za dużo", ale "jestem uzależniona" brzmi bardziej medialnie :)


Piszę tego posta nie w celu informacyjnym. Piszę, bo może dzięki temu pójdzie mi lepiej. Piszę, bo może ktoś z Was ma taki problem. A może ktoś tak miał i to zmienił?




13 komentarzy :

  1. A może nie tyle jesz za dużo, tylko jesz w niewłaściwych proporcjach ?

    Dobrze Cię znowu czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :)

      Niewłaściwe proporcje swoją drogą, ale pół bochenka chleba + masło + serek wiejski + miód na kolację to raczej mało nie jest.

      Usuń
    2. Zjadłabym tyle samo tylko bez serka wiejskiego, co najwyżej jakiś twaróg :D Tłusty żeby było weselej :D

      Usuń
    3. Kurde, trochę mi ulżyło nie powiem :) Ja czasami zamieniam serek wiejski na jajecznicę z 5 jajek :D

      Usuń
  2. Też się cieszę, że piszesz. Mam problem podobny do Twojego, tylko raczej wykluczam hormony. Zbyt duże porcje, zbyt duże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło to słyszeć. Widzę, że nie jestem sama. Ale szczerze, to nie cieszy mnie to.

      Usuń
  3. Ja ostatnio niestety jadłam za mało i przez to, mimo ćwiczeń, rezultaty są tragiczne, czyli przytyłam ..;/ i niestety mam tak jak Ty, że stres zajadam. nie cierpię tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie u mnie to zależy jaki stres. Na początku zajadam a potem chudnę, chociaż wciąż jestem pod stresem. Nie lubię tych wahań :(

      Usuń
    2. Dobra, właśnie byłam na Twoim blogu i KŁAMIESZ :P ;)

      Usuń
  4. to liczenie Ci tak psychikę trochę skrzywiło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jakoś skrzywiło, ale to kwestia dyskusji, czy na gorsze czy lepsze. Czas pokaże.

      Usuń
  5. Też zajadam stres.... I obecnie to chyba jeden z największych w rogów w walce o lepszą sylwetkę ;p
    W ostatnim czasie próbowałam wiele razy zmienić swoje nawyki żywieniowe (zresztą również pod wpływem Twojego bloga) i zwyczajnie stwierdziłam,że nie chodzi o to jak jem, ale ile...
    Teraz staram się wszystko ograniczyć, niestety z treningami bywa różnie, al już z żywieniem lepiej. Jednak ma to duży związek ze zmiana otoczenia. Przeprowadziłam się i teraz widzę to jak bardzo wpłynęło na mnie mieszkanie z 3 facetami... Niestety, niestety, ale dopasowałam się do ich trybu życia i wszystkie posiłki jedliśmy razem (wiem, brzmi dziwnie,że tak się podporządkowałam, ale 3 lata mieszkania razem sprawiły,że bardzo się zżyliśmy i zawsze gotowaliśmy razem). Obecnie niejest to jakieś wielkie wyrzeczenie z mojej strony, po prostu jem z głową, jestem głodna o 23, a chodzę spać o 4 nad ranem, więc nie głodzę się tylko pochłaniam coś lekkiego. Już teraz widzę efekty, więc mam nadzieję,że wytrwam w moim postanowieniu poprawy, a dodatkowo rozpoczęcie ćwiczeń mi w tym pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę wytrwałości i zachęcam do ćwiczeń! Nie ma nic lepszego niż trening ;)

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!