13.09.2012

Co ciekawego poza kosmetykami znajdziemy DMie

Ano ubranka dziecięce, miejsca do przewijania, skarpetki... ale ja nie o tym :)

Jest tam mój ulubiony dział na równi z kosmetyką - jedzenie! (zdjęcia jakie są takie są, robione spod rękawa w sklepie ;))







Producentem ogromnej większości jedzenia sprzedawanego w DM jest Alnatura - firma zajmujące się wytwarzaniem ekologicznej żywności. Istnieją całe eko markety o takiej nazwie, w których wybór jest o wiele większy - poza tym co w DM są tam świeże owoce i warzywa, mięso, nabiał, przetwory, kosmetyki... Jednak mam do nich bardzo daleko (i są niestety droższe od normalnych sklepów), więc pocieszam się tym, co jest w DM.

Co kupuję?

Moje MUST HAVE to mleko. Od kilku lat nie piję mleka krowiego, więc spożywam jego substytuty. Do tego, 99% soi używanej do produkcji mleka i innych przetworów jest modyfikowanej genetycznie. Dlatego wybieram mleko z Alnatury, która nie używa składników modyfikowanych. Najbardziej smakuje mi sojowo - ryżowe. Za 1l płacimy 1.45€ (1l mleka krowiego w Lidlu kosztuje 0.54€), jednak za naturalne mleko sojowe tylko 0.95€.


Uwielbiam też suszone owoce. 200g daktyli kosztuje 1.75€ (podczas gdy w Aldi kosztuje około 20 centów mniej).


Lubię też morele. Za 500g płacimy 4.75€ (w Aldi ok. 1.65€ za 200g).


Masło orzechowe. Zero spulchniaczy i innych sztuczności. 250g kosztuje 1.75€ (nie wiem, ile w zwykłym sklepie).


Od jakiegoś czasu jem na śniadanie owsiankę podobną do tej, co proponowała Ewa. Skończyła mi się czekolada, dlatego kupiłam tutaj. Ponownie, nie ma żadych chemicznych dodatków. Za 100g płacimy 1.15€ (w Lidlu 0.70€, ale uważam, że jej cena nie jest tragiczna, bo taka sama z Lindt w Polsce kosztuje coś koło 8zł).


Jest tam jeszcze dużo super ciekawych i pewnie smacznych rzeczy, których zdjęć niestety nie mam. Polecam musli i crunchy, są pyszne. Tak samo jak malutkie czekoladki z karmelem za 0.35€, które kupowałam, jak musiałam zjeść coś słodkiego. Taka czekoladka ma zaledwie 40kcal :) Są też mąki, kasze, makarony, różne formy owoców w polewach, dżemy (pyszne!), miód, słodkie syropy, różne rodzaje orzechów i pewnie milion innych rzeczy o których zapomniałam...

A do mnie znowu się coś przylepiło, jak stamtąd wychodziłam. Muszę szybko wracać do Polski i kontynuować studenckie życie, bo jak nie, to będę miała więcej kosmetyków niż ubrań ;)

Płatki do zmywania lakieru bez acetonu. Zachwalała je Megilounge na Youtube - ponoć wcale nie śmierdzą zmywaczem.


Brzoskwiniowy róż Denifing Blush w kolorze 030 Love & Peach oraz cień w kremie z nowej limitowanki Catrice w kolorze The Place To Be: Prairie C03 (wiecie, że oba produkty zostały wyprodukowane w Polsce? :)), lakier P2 870 sparkling surprise.



Dobrze, że póki co nie spostrzegłam nic więcej ;))) Który z kosmetyków chciałybyście zobaczyć w akcji? A może Wy znacie jakieś kosmetyki, które powinnam kupić przed powrotem do Polski?



Przypominam o konkursie (klik na zdjęcie):

8 komentarzy :

  1. aż mi slinka pociekłą, takie smakowitości :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba się do Niemiec przeprowadzić, żeby tak sobie pojeść ;)

      Usuń
  2. Oczopląsu dostałam od tych smakołyków ;)Jestem ciekawa jak ten cień w kremie z Catrice się sprawdzi u Ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używałam narazie trzy razy i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona :) mam nadzieję, że tak pozostanie.

      Usuń
  3. Nie cierpię suszonych owoców!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze dla Ciebie, mają dużo kalorii :)

      Usuń
  4. te dwa kosmetyki z Catrice wyglądają ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!