12.08.2012

Tydzień metamorfozy z Ewą Chodakowską - dzień 7 - ostatni

Dzisiaj już niestety relcja z ostatniego dnia, bo jutro wcześnie rano wyjeżdżam do Niemiec.

Rano, tak jak wczoraj, rozpoczęliśmy z Leftkiem. Zrobił nam trening w połowie aerobowy. Jego treningi właśnie tym sie różnią od Ewy. Jej są bardziej statyczne i "palące" w mięśnie. On preferuje skakanie, stacje i podbiegi. Ja rano jak zawsze miałam mało siły i nie zrobiłam wszystkiego do końca.

Następnie poszłyśmy na śniadanie. Dzisiaj dla odmiany zjadłam co innego - mój ukochany twaróg (w Niemczech nie wiem dlaczego, ale nie znalazłam jeszcze dobrego białego sera). Nie mogę pić mleka, ale raz na jakiś czas sobie pozwalam i było to właśnie dzisiaj.




Po śniadaniu poszłyśmy do Aquaparku w Zakopanem, niestety, ale dupy nam nie urwał. Mnóstwo ludzi, trzeba pół godziny czekać na zjeżdżalnię, na basen na zewnątrz trzeba przejść i nie można przepłynąć, dodatkowo woda w nim była zimna. I tylko basen na zewnątrz był termany. Do tego drogo. Ogólnie - słabo i nie polecam. Lepiej jechać do Białki Tatrzańskiej na Termy Bania.

Tak wyglądał nasz obiad. Niestety kurczak nie był dobry.



Kolacja taka sama jak wczoraj.

Przed wieczornym treningiem odbyło się mierzenie. Dziewczyny straciły bardzo dużo - nawet do 5cm w talii. Niestety ja straciłam tylko 1cm w talii i nic w biodrach. Wydaje mi się, że mój organizm po codziennych dwugodzinnych treningach po prostu nie przeżył tu szoku. Mam za to wrażenie, że moje mięśnie na brzuchu są znacznie bardziej widoczne, a cellulit się zmniejszył. Zobaczymy, jak taktyka Ewy będzie się sprawdzać przez kolejny miesiąc.

Wieczorny trening Ewy był ciężki. Robiłyśmy dużo ćwiczeń w dwóch seriach. A na koniec, na dobicie, ponad 200 brzuszków - żab. Żeby sprawdzić swoje możliwości. Zauważyłam, że muszę ćwiczyć koło lustra, bo ponoć podnoszę biodra zbyt wysoko np. przy mountain climbing.

Jutro niestety będę w domu późną nocą i obawiam się, że nie dam rady sklecić żadnego sensownego podsumowującego posta. Chcę sobie też rano zrobić zdjęcie i przekonać się, czy moje mięśnie rzeczywiście są bardziej widoczne. Więc obiecuję, że do niedzieli wrzucę tu porządne podsumowanie tego obozu. Na jedno pytanie mogę odpowiedzieć już teraz - warto było jechać i w przyszłym roku pojadę na pewno!

20 komentarzy :

  1. Nie wiem czy powinnam, ale mogę wiedzieć ile taki obóz kosztuje? I może uczestniczyć w nim kazdy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ten kosztował 1450zł, ale uważam, że to zdecydowanie za mało, bo standard też był za niski. Jedzenie i apartamenty były super, ale brakowało porządnej sali do treningów, basenu itd, żeby było co robić z wolnym czasem. Ja np. nie lubię chodzić po górach i wolałabym więcej zapłacić i mieć w cenie korty do tenisa, saunę czy boisko do siatki.

      Tak, może w nim uczestniczyć każdy, poziom był bardzo zróżnicowany :)

      Usuń
    2. Za rok się wybierasz? Bo jak tak, to daj cynk wcześniej co i jak, ja chętnie bym się wybrała, tylko nie wiem gdzie to się załatwia itp.

      Usuń
    3. Wiesz za rok to za rok, jestem chętna na 100% i jeśli nic mi nie pokrzyżuje planów, to na pewno dam znać. A załatwia się bardzo prosto - dzwonisz, przelewasz zaliczkę i jedziesz :)

      Usuń
  2. Śledziłam każdy "dzień z Ewą" i brzmi świetnie! Czekam na podsumowanie, przyznam, że wizja mnie na takim wyjeździe za rok jest dość kusząca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo! Chciałam opisać wszystko okiem osoby, która tam była i takiej, którą lekko denerwują fejsbukowe serdusia i duszyczki.

      Teraz muszę poukładać w głowie moje podsumowanie ;)

      A wyjazd, jeśli Ciebie stać, serdecznie polecam!

      Usuń
    2. " Chciałam opisać wszystko okiem osoby, która tam była i takiej, którą lekko denerwują fejsbukowe serdusia i duszyczki." - kocham Cię za to zdanie!

      Nie potrafie sie ustosunkować do tego, co robi Ewa... Z jednej strony kusi mnie wizja niesamowitej metamorfozy, inspirują mnie świetne wyniki niektórych "podopiecznych", ale nie potrafię się wyzbyć niechęci do wizerunku, jaki Ewa kreuje na swoim fasebooku ;/ Codziennie serwuje nam taką wirtualnych dawkę całusów, uscisków i serduszek, że aż mi ta jej miłość wychodzi bokiem. Wiele dziewczyn aż piszczy na samą myśl o Killerze czy Skalpelu, a dla mnie to prawdziwa kara za grzechy. Gdy jest "po krzyku", cieszę się, że mam to za sobą, ale podczas ćwiczeń nie czuję nic poza bólem i zmęczeniem. A przecież sport może być frajdą i zabawą! Tego mi bardzo brakuje w jej treningach :( Nawet jeśli osiągnę zamierzony cel, to nie wyobrażam sobie tego, by moje treningi do końca życia miały wyglądać właśnie tak... Często zastanawiam się, czy ze mną jest coś nie tak, czy tylko czepiam się głupot i jestem nietolerancyjna?

      Usuń
    3. Jeśli nie pasuje Ci ten rodzaj treningów, to może powinnaś się zastanowić nad czymś, co bardziej podchodzi pod zabawę? Np. zumba, gry zespołowe, narty. Nie uważam, że czepiasz się głupot tylko po prostu tego nie lubisz. Masz prawo czegoś nie lubić :)

      Usuń
    4. Wlasnie zauwazylam, ze w poprzednim komentasrzu napisalam 'na fasebooku'? O Boze ;-) Twoj komentarz bardzo mnie uspokoil. Kiepsko u mnie z koordynacja, wiec za zumba nie przepadam, gry zespolowe to moja zmora, beznadziejnie serwuje i nawet nie umiem zrobic dwutaktu, narty sa sportem na max tydzien raz na rok - malo :-( ze wszystkich dyscyplin najbardziej lubie 'wojskowe' treningi typu Insanity - znasz? Poszperalam troche we wczesniejszych wpisach i jestempewna ze to cos dla Ciebie! Jestem zachwycona tymi treningami, daja mi mnostwo energii i sjtysfakcji, jednak maja jeden skutek uboczny, ktorego nie potrafie zaakceptowac - bardzo rozbudowuja moje i tak z natury masywne ramiona i uda. BARDZO. Strasznie mnie to frustruje, bo bylam przekonana, ze w koncu znalazlam trening, ktory wykonuje z ogromna przyjemnoscia (a nie jestem typem sportowca, predzej kanapowca!), jednak moje ciało nie reaguje na te cwiczenia tak, jak bym chciala. Nie chce byc napakowana! :-( Musze szukac dalej, nie chce robic przerwy od cwiczen, wiec troche w akcie desperacji wrocilam ostatnio do killera. Zmeczylam sie, nie powiem, ale przede wsźystkim sie wynudzilam. Doceniam to, co robi Ewa, ale nie podobaja mi sie jej cwiczenia oraz nieco infantylne podejscie do nas na fanpage'u. Te serduszkd, aniolki , emotikonki... nie mamy 13 lat...! Rozprasza mnie to i tyle. Kolezanka przypomniala mi, ze istnieje cos takiego jak Turbo Fire. Wyglada zachecajaco - znasz? Trenowalas to? P.S. fajny blog! Odkrylam go dzieki filmikowi na youtube. Jeszcze nie przeczytalam wszystkiego, ale nadrobie szybko. Zaczne od zakladki 'treningi'

      Usuń
    5. Nie trenowałam. Jak narazie, nie mogę się przemóc do gotowych programów, bo po pierwsze nie lubię jak ktoś mi coś narzuca i trenuję dla przyjemności. A jak wiadomo, każdy ma raz lepszy dzień a raz słabszy. Po drugie, gram w siatkę, przez co mam dwa - trzy dni w tygodniu "wywalone" z treningowego kalendarza.

      Rzeby ćwiczyć z Ewą czy kimkolwiek nie musisz wchodzić na ich Facebooka a podczas treningu możesz po prostu zagłuszyć go muzyką (ja tak często robię) :) A próbowałaś Zuzkę?

      Miło mi, że zyskałam nową czytelniczkę :)

      Usuń
    6. Tego samego dnia (26.06.2012) zaczelam z kilkoma kolezankami insanity. One robily to wedlug rozpiski, a ja wybieralam treningi w zaleznosci od nastroju, bo podobnie jaj Ty, nie lubie jak i sie cos narzuca. Trenowalam 5-6 razy w tygodniu. Wiesz czego zaluje? Ze tak pozno przekonalam sie do Shauna i jego programu! Przez ponad rok marudzilam, ze nie dam rady, ze to nie dla mnie, ze nie lubie rywalizacjg... bylam w bledzie :-) wlasnie TEGO potrzebowalam!
      Insanity porownalabym do niektorych treningow z Zuzka,.

      Oczywiscie, ze zrobilam Zuzke - zwow 18. To jest genialne!!!! Sobota - poszlo mi niezle, wykonalam wszystkie powtorzenia. Uwielbiam ten moment, gdy Zuzka myli sidm w liczeniu :-) usmiecham sib razem z nia!
      Niedziela - zrobilam calosc, ale tym razem musialam zrobic 1 minute przerwy po 3 serii, bo serce walilo mi jak szalone. Uczucie po skonczonym treningu - bezcenne... :-) powtorze go nie raz!!!to niesamowite jak szybko mija te 30 min

      Ewke zawsze zagluszam telewizorem lub muzyka, inaczej nie jestem w stanie wytrwac do konca

      Ciesze sie, ze odkrylam Twojego bloga. Dzial 'treningi' juz przeczytalam - bardzo prosze o kolejna porcje motywujacych wpisow :-)

      Usuń
    7. Treningi dojdą, narazie Sesja mnie męczy i stres z nią związany też niestety. Jestem w trakcie wyszukiwania ciekawych i darmowych alternatyw, treningów inne niż Zuzki i Ewki znane na blogach :)

      Shauna podejrzewam, że kiedyś spróbuję, narazie nie chce mi się wywalać kasy jak jest tyyyyyle do przetestowania :)

      Usuń
  3. To czekam na podsumowanie :) wracaj cala i zdrowa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki, właśnie sobie przypomniałam jakie panie w PKP są "miłe" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. to do zobaczenia, w nastepnym roku, bo mam nadzieję, że fundusze się znajda, i czas, ten drugi czynnik może być konfliktowy, ale dla chcącego nic trudnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami coś trzeba poświęcić, żeby dostać coś lepszego :)

      Usuń
  6. W Niemczech nie ma białego sera dlatego ja przywożę go sobie z Polski :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak znalazłaś ten obóz z Ewką? NA facebooku coś o tym było? Też chciałabym się wybrać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja ćwiczę od lutego z Ewą Chodakowską i poza utratą 1 cm, nic poza tym... :( jem 5 razy dziennie, zdrowiej, ale nic z tego :/ wyniki mam dobra, tyle że jestem diabetykiem .

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!