29.08.2012

Gosia in the kitchen - rybka ze szpinakiem + ZAŁAMKA

Dzisiaj miał być post o czym innym, bo ciągle jest coś o gotowaniu, ale jestem szczerze załamana i musze tym się z Wami podzielić. Sytuacja opisana pod przepisem.

Teraz przepis na pyszny obiadek :) Wiem, że to nic odkrywczego, ale dla leniuchów jak ja to rzecz idealna.

Potrzebujemy:
1 rybę (u mnie łosoś morski z Alaski),
szpinak,
czosnek,
1 łyżka słoneczniku,
przyprawy (ja miałam do gyrosa),
sól,
jakiś dodatek - u mnie bułeczka.

Rybkę posypujemy przyprawą i solą, wkładamy do folii aluminiowej jak do torebki i pieczemy w piekarniku w 200 stopniach. W tym czasie rozmrażamy szpinak na patelni, dodajemy do niego 1 - 2 ząbki czosnku i sól. Na drugiej patelni prażymy słonecznik. Bułeczkę opiekamy w tosterze lub piekarniku. Układamy na talerzu szpinak, na niego rybkę i posypujemy słonecznikiem. Gotowe!



No więc, co do załamki, to trochę nie wiem o co chodzi. Od półtora tygodnia trzymałam się skrupulatnie diety Ewy, jadłam 1800 - 1850 kcal i trenowałam codziennie albo jej programy, raz w tygodniu zumbę i raz w tygodniu interwały, a raz w tygodniu miałam przerwę. Jednak przedwczoraj i wczoraj niestety to co dobre się skończyło - przez cały dzień byłam tak głodna, że zjadłam w każdy dzień po 3000kcal! Piszę to tutaj, bo mam nadzieję, że dzisiaj to się zmieni. Nie było to bynajmniej, że miałam ochote na słodycze i jadłam czekoladę. Po prostu jadłam i ciągle nie byłam najedzona i za godzinę musiałam znowu zjeść. Cieszę się tylko, że wszystko co zjadłam było zdrowe i nieprzetworzone. Owszem, chciało mi się słodkiego, ale jadłam wtedy banana, orzechy z miodem i jogurtem, czy suszoną żurawinę. Jednak jestem zła na siebie, bo od marca ciężko pracuję, żeby nie wyglądać jak na początku prowadzenia tego bloga i utrzymać potem ten efekt do końca życia. Nie uważam, żebym była szczupła i brakuje mi jeszcze dosyć dużo do idealnej sylwetki. Boję się, że teraz znowu zacznę tyć. Chyba bym się wtedy załamała. Dodam, że moje pory posiłków od kilku miesięcy są regularne i różnią się maksymalnie o pół godziny - godzinę, jem 3-4 posiłki, bo przy 5 jestem głodna i nic innego, poza skróceniem treningów i przerzuceniem się na program Ewy, nie zmieniałam.

Póki co postanowiłam nie trzymać się tak kurczowo zapisywania wszystkich wartości i obawy o każdy kęs. Mam nadzieję, że to pomoże.

Miałyście może taką sytuację? Jak z nią walczyłyście?

Będę bardzo wdzięczna za każdą pomoc i czekam z niecierpliwością na komentarze i/lub wiadomości prywatne.

7 komentarzy :

  1. Skoro ćwiczysz intensywnie praktycznie każdego dnia, może nie ma sensu rygorystycznie liczyć kalorii? Skoro jesteś głodna, to jedz, byle zdrowo. Przecież nie wrzucasz w siebie ani fast foodu, ani słodyczy.

    Uszka do góry! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam nadzieję, że masz rację. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dzięki :*

      Jednak trochę się obawiam, bo Ewa mi powiedziała, że jak będę jeść ponad 2000kcal dziennie to urosną mi mięśnie, a tego nie chcę, szczególnie na udach.

      Usuń
  2. Gosia, powiem ze swojego doświadczenia, w sumie to ja głównie piszę ze swojego doświadczenia, ewentualnie to co się dowiem od trenerów albo lekarzy, Ci ostatni to rzadkość wzmianka była o nich tylko gdu pisąłam o wodzie mineralnej.
    Co do jedzenia, kiedyś jak się pilnowałam ile jem pomógł mi jeden dzień off, czyt. duża paka chipsów koniec, wybierałam, rzecz za która najbardziej teskniłam, reszta dnai była cała zdrowa. i nie miałam wyrzutów sumienia po tej pace chipsów. dodatkowo codziennie jedłam 2 cukierki (galaretki w czekoladzie( wymienne na jedno ciastko owsiane. obecnie z chipsami radze sobie bardzo dobrze, zaczełam jesc sporo warzyw i kubki smakowe mi sie pozmienialy, sa one dla mnie niesmaczne- te lays'y moje ukochane, zaczynają mi niesmakowac, za to bingo orzechowe nadal kocham.
    moze to Ci pomoże, tylko nie wpadnij w pułapkę i nie wyczekuj tego jednego dnia co to sobie "zgrzeszysz"....

    co do ćwiczeń, na początku porjektu mówiłam, ze bede cwiczyc 6 razy w tyg i off jeden dzień, okazało się to za dużo, po 4 dniach treningi robiłam byle jak, teraz sprawdza się u mnie zasada, 4 dni ćwiczeń, jeden dzień off, 4 dni cwiczeń jeden dzień off. ewentulanie jak mam wiecej sił to 5 dni i potem jeden dzien of i potem 4 dni itd.
    w taki sposób treningi wykonuję duuuuuuuuuuużo lepiej i mam wiecej energi na codzień 6 dni treningów wykańczało mnie.
    Może coś pomogłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o rzeczy niezdrowe, to robię dokładnie tak jak Ty. Jednak mam inny problem - po prostu jestem głodna i jem same zdrowe rzeczy tylko zbyt dużo.

      Co do sześciu treningów w tygodniu, trenuję tak od prawie pół roku i jest mi z tym dobrze :)

      Usuń
    2. hmmm trudna sprawa...
      a spróbuj pooszukiwać rozum , jedz na talerzykach małych a nie obiadowych, i poj szklankę wody 1h przed posiłkiem, oraz żuj wolno-tego ostatniego nie musiałam się zbyt uczyć długo zawsze zjadam ostatnia ze znajomych.

      a co 6 treningów tyg, SZACUN!

      Usuń
    3. Z jedzeniem wolniej się zgadzam. Chociaż nie zawsze mi to wychodzi. Może też często dlatego, że jem sama. A co do szklanki wody, to slyszałam, ale nigdy mi się nie chciało w to wierzyć. No, ale spróbuję :)

      Usuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, dziękuję!